Podatek bankowy a stabilność sektora bankowego – główne tezy i wnioski z raportu „Podatek bankowy jako instrument polityki fiskalnej a stabilność i efektywność sektora bankowego w Polsce”

Raport został przygotowany przez ekspertów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie we współpracy z Zespołem Badań i Analiz Związku Banków Polskich w ramach programu analityczno-badawczego Warszawskiego Instytutu Bankowości.

Głównym celem raportu było dokonanie analizy wpływu podatku bankowego na banki i gospodarkę. W Europie podatki bankowe były wprowadzane po globalnym kryzysie finansowym 2008 r., z zamiarem odzyskania części środków publicznych wydanych na ratowanie banków. W Polsce natomiast podatek bankowy stał się narzędziem służącym przede wszystkim zasileniu budżetu państwa.

Polska ma obecnie najwyższą stawkę podatku bankowego w UE – wynosi ona 0,44% rocznie od wartości aktywów banku. Co więcej, podatek ten nie jest kosztem uzyskania przychodu, przez co realne obciążenie sięga ok. 0,54% rocznie. Konstrukcja polskiego podatku oparta jest na aktywach banku (głównie portfelu kredytowym), co oznacza de facto, że banki są niejako „karane” za udzielanie kredytów. Taka formuła jest dogodna z punktu widzenia budżetu (daje przewidywalne wpływy), lecz hamuje podstawową działalność bankową – akcję kredytową – oraz może ograniczać inwestycje w gospodarce.

Z raportu, którego premiera miała miejsce 19 września wynika, że wysokie podatki nakładane na banki podnoszą koszty kredytu i zmniejszają jego dostępność. Prognozy pokazują, że łączna wartość portfela kredytów dla sektora niefinansowego może spaść poniżej 30% PKB już w latach 2025-2026 – blisko 20 pp. mniej niż dekadę temu. Konstrukcja podatku zniechęca banki do udzielania nowych kredytów, zwłaszcza długoterminowych, bo każdy dodatkowy kredyt powiększa bazę opodatkowania.

Jakie zagrożenia dla wzrostu gospodarczego i kluczowych inwestycji niesie omawiany tu podatek? Polski sektor bankowy jest relatywnie mały w stosunku do potrzeb gospodarki – przy obecnej skali działania banki mogą sfinansować tylko część dużych projektów infrastrukturalnych planowanych w kraju. Przykładowo, pod koniec 2024 r. łączna moc finansowa banków wystarczałaby na pokrycie tylko ok. 28% kosztów budowy elektrowni atomowej, ok. 41% projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego, 44% programu budowy autostrad czy ok. 27–29% modernizacji sieci energetycznej i kolei.

Z analiz przeprowadzonych w raporcie wynika jasno, że obecna forma podatku bankowego działa procyklicznie i hamująco. W okresie spowolnienia gospodarczego dodatkowo osłabia ona skłonność banków do kredytowania, co może pogłębić spadek inwestycji i konsumpcji. Mechanizm, który miał chronić stabilność finansową, w obecnym kształcie może paradoksalnie zwiększyć ryzyko dla gospodarki, jeśli ograniczy dostęp firm i obywateli do finansowania.

Autorzy raportu podkreślają, że celem ich analizy nie jest rezygnacja z samego podatku bankowego – zwłaszcza w kontekście obecnych wyzwań fiskalnych państwa. Kluczowe wydaje się natomiast zmodyfikowanie sposobu jej naliczania, by zminimalizować negatywne skutki uboczne. Proponowana przez nich alternatywna formuła podatku bankowego to: suma pasywów minus kwota wolna (4 mld zł) minus fundusze własne minus depozyty gwarantowane. W efekcie głównym obciążonym przez podatek składnikiem byłyby duże depozyty korporacyjne i inne niestabilne źródła finansowania, a udzielanie kredytów przestałoby zwiększać podatek. To podejście jest zbieżne z praktykami w wielu krajach UE, gdzie podstawy opodatkowania banków konstruuje się tak, by nie hamować akcji kredytowej.

Nowa konstrukcja podatku, w mniejszym stopniu wpływałaby na wzrost gospodarczy, a bardziej wspierała długoterminową stabilność. Dzięki temu polityka publiczna wobec sektora bankowego stałaby się bardziej prorozwojowa, nie rezygnując z dodatkowych wpływów do budżetu.

Przygotowany w ramach programu analityczno-badawczego WIB raport SGH i ZBP wpisuje się w nurt bieżącej dyskusji dotyczącej proponowanych przez MF zmian podatkowych: trwałego podniesienia stawki CIT dla banków, przy jednoczesnym obniżeniu stawki podatku bankowego w 2027 r. o 10% oraz od 2028 r. o 20%. Tym samym Ministerstwo Finansów wskazuje jednoznacznie, że modyfikacja podatku bankowego w jego obecnym kształcie jest konieczna. W proponowanych przez MF rozwiązaniach brakuje jednak zarysowania ścieżki trwałego odejścia od wadliwej formuły wymiaru podatku bankowego na rzecz jego inkorporacji do CIT lub tak, jak zaproponowali autorzy raportu – zmieniając podstawę opodatkowania na pasywa z określonymi wyłączeniami.

Pełny tekst raportu można pobrać ze strony www.pabwib.pl

 

Agnieszka Nierodka – doradczyni Zarządu Związku Banków Polskich ds. badań i analiz,

Współpraca dr Kamil Flig – Centrum Przedsiębiorczości i Transferu technologii SGH

 

Rys.1 Obciążenia z tytułu podatku bankowego, resolution i DGS w relacji do sumy bilansowej sektorów bankowych (średnia za lata 2016-2023) [% sumy bilansowej]

 

Webinar poświęcony dyskusji nad raportem odbędzie się w piątek 19 września 2025 r. w godzinach 10:00 – 13:00 i będzie transmitowany na stronie Programu. Dostęp do webinaru będzie możliwy także na kanale YouTube: https://www.youtube.com/live/Q2bglB6xrXQ

Grupa Enea konsekwentnie realizuje Strategię Rozwoju do 2035 roku, której założenia ogłosiła pod koniec 2024 r. Firma stawia na dynamiczny rozwój odnawialnych źródeł energii, modernizację aktywów konwencjonalnych, dekarbonizację ciepłownictwa oraz rozwój nowoczesnej infrastruktury dystrybucyjnej.

Strategia z ambitnymi celami

Ogłoszona pod koniec 2024 roku strategia Enei zakłada, że do 2035 r. Grupa zainstaluje ponad 4,9 GW mocy w OZE i znacząco rozbuduje system magazynowania energii – do poziomu 1,3 GW. Plan obejmuje także redukcję emisyjności o ok. 64% w porównaniu do stanu wyjściowego oraz osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2050 r. Łączne nakłady inwestycyjne do 2035 r. sięgną blisko 107,5 mld zł, z czego większość zostanie przeznaczona na odnawialne źródła energii, magazyny oraz dystrybucję.

Zielone megawaty w praktyce

Enea szybko przekłada założenia strategiczne na konkretne projekty. W pierwszych miesiącach tego roku sfinalizowała ważne transakcje w zakresie OZE: trzy akwizycje farm wiatrowych o łącznej mocy wytwórczej 199,9 MW (176 MW już funkcjonuje, a ponad 23 MW jest w budowie). Zakończona została również budowa FW Bejsce o mocy 20 MW. Spółka dynamicznie zwiększa potencjał wytwórczy zielonej energii, traktując swoje zobowiązania niezwykle poważnie.

Bezpieczeństwo i nowoczesność – nowe inwestycje i modernizacje

Aby zapewnić stabilność systemu, Enea inwestuje również w nowoczesne bloki gazowo-parowe. Dwa z nich, o nominalnej mocy elektrycznej brutto 668 MWe każdy, powstaną w Elektrowni Kozienice. Enea podpisała umowę z wykonawcą inwestycji, a termin uruchomienia bloków to odpowiednio 31 marca i 30 czerwca 2029 r. Podobna inwestycja w bloki gazowe projektowana jest również w Elektrowni Połaniec.

Rozwój sieci dystrybucyjnych

Grupa pozyskała rekordowe ponad 9 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), które zostaną przeznaczone na budowę i modernizację sieci dystrybucyjnych z wykorzystaniem technologii smart grids. To pozwoli na skuteczniejszą i szybszą integrację odnawialnych źródeł energii w systemie elektroenergetycznym. Przyczyni się także do poprawy niezawodności dostaw energii do  klientów.

ESG wskazuje kierunek pożądanych zmian

Kompasem na drodze do zrównoważonego rozwoju jest ESG, które stanowi integralny element długoterminowego i strategicznego zarządzania firmą, wpływając na wszystkie kluczowe aspekty działalności. W Grupie trwają prace nad opracowaniem i wdrożeniem Strategii ESG definiującej długofalowe działania, które mają na celu integrację aspektów środowiskowych, społecznych oraz ładu korporacyjnego z misją i wartościami Enei.

Ambitne cele, realne działania

Strategia Enei nie jest deklaracją na papierze, lecz planem konsekwentnie realizowanym. Zakupy farm wiatrowych, rozwój zielonych projektów w budowie, a także inwestycje w nowoczesne jednostki gazowe, modernizację węglowych aktywów i rozwój nowoczesnej sieci dystrybucyjnej zapewniają zrównoważoną i bezpieczną transformację Grupy Enea.

 

 

W październiku Sopot ponownie stanie się europejską stolicą dialogu. Wszystko za sprawą czternastej edycji Europejskiego Forum Nowych Idei, która odbędzie się w dniach 15-17 października. Nowością w programie będzie ścieżka tematyczna poświęcona obronności.

EFNI to trzy dni debat, spotkań i inspirujących rozmów z udziałem przedstawicieli świata biznesu, polityki, nauki, kultury i sportu. To jedna z największych konferencji biznesowych w tej części Europy. W tym roku już po raz czternasty zaproszeni goście będą rozmawiać o przyszłości Polski, Europy i świata – nie tylko w perspektywie najbliższych tygodni, ale lat i dekad. Debaty, które będą odbywać się na siedmiu scenach, podzielone zostaną na sześć ścieżek tematycznych. Nowością w tegorocznej agendzie będzie ścieżka poświęcona obronności i bezpieczeństwu – tematom, których znaczenia nie sposób przecenić. Program uzupełnią spotkania autorskie, dyskusje w formacie EFNI Talks czy rozmowy Nocnych Marków.

Bogaty program

Panele odbywające się w ramach ścieżki „Europa w wielobiegunowym świecie” będą dotyczyć m.in. tematów związanych z relacjami międzynarodowymi, w tym z Chinami i USA, czy budowaniem soft power poprzez kulturę. Ścieżka „Zdrowa Europa” obejmie kwestie związane ze zdrowiem publicznym, dobrostanem w

organizacjach czy medycyną przyszłości. „Europa w zrównoważonym świecie” skoncentruje się na tematach związanych z przyszłością Unii czy nowymi silnikami rozwoju gospodarczego. „Europa i zielona zmiana” to dyskusje związane głównie z transformacją energetyczną czy Zielonym Ładem, a „Europa i cyfrowa transformacja” – z digitalizacją, innowacjami, AI oraz higieną cyfrową.

„Bezpieczna Europa”, nowość w programie, to ścieżka poświęcona tematom takim jak przemysł zbrojeniowy, zagrożenia hybrydowe i cyberbezpieczeństwo, przyszłość NATO oraz rola nowych technologii w bezpieczeństwie – od AI w armii po obronę przed deepfake’ami.

Dialog i szerokie spojrzenie

EFNI to nie tylko mnogość tematów, ale także różnorodność perspektyw. Do dyskusji zasiądą nie tylko przedstawiciele świata polskiej polityki i biznesu – jak co roku udział w Forum wezmą także twórcy i mecenasi kultury, sportowcy, naukowcy, przedstawiciele organizacji pozarządowych i thinktanków oraz działacze akademiccy. Do Sopotu przyjadą także przedstawiciele unijnej administracji – swoją obecność już zapowiedziało kilkanaścioro eurodeputowanych z kilku krajów UE.

Tylko dzięki zgromadzeniu tak szerokiego spektrum gości i tematów – od transformacji cyfrowej i zielonej przez zdrowie publiczne po bezpieczeństwo w erze napięć geopolitycznych – możliwa jest nie tylko dyskusja, a prawdziwy dialog i wypracowywanie realnych rozwiązań dla problemów zarówno dzisiejszych, jak i jutrzejszych.

Europejskie Forum Nowych Idei organizowane jest od 2011 roku przez Konfederację Lewiatan przy współudziale BusinessEurope oraz miasta Sopot.

W trakcie specjalnej, wiosennej edycji Europejskiego Forum Nowych Idei w Warszawie rozmawialiśmy z wybranymi uczestnikami na temat największych wyzwań związanych z rynkiem pracy. Wypowiedzi naszych gości poruszają kluczowe tematy – od wpływu sztucznej inteligencji, przez migracje i kompetencje przyszłości, aż po dialog międzypokoleniowy i równość szans w zatrudnieniu. Zobaczcie, o czym mówili nasi goście:

  • Henryka Bochniarz, przewodnicząca Rady Głównej Konfederacji Lewiatan o pomyśle na EFNI Wiosna 2025
  • Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej, o największych wyzwaniach na rynku pracy
  • Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan, o potrzebach pracodawców i pracowników
  • Barbara Nowacka, ministra edukacji narodowej, o kompetencjach niezbędnych w najbliższej przyszłości i wyzwaniach w edukacji
  • Marek Górski, prezydent elekt Konfederacji Lewiatan, o przygotowywaniu się na zmiany i wyzwaniach rynku pracy
  • Sebastian Mikosz, prezes zarządu Poczty Polskiej, o sensie pracy
  • Małgorzata Mroczkowska-Horne, dyrektor generalna Konfederacji Lewiatan, o wdrażaniu polityki DEI w Polsce i projekcie Obserwatorium DEI, prowadzonym przez Konfederację Lewiatan
  • Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, pion ds. Unii Europejskiej, o włączaniu głosu pracodawców i pracowników w plany polskiej prezydencji w Radzie UE
  • prof. Piotr Wachowiak, rektor SGH , o polityce migracyjnej w kontekście obecnych wyzwań rynku pracy
  • Ewa Woydyłło Osiatyńska, doktor psychologii, o tym, czy praca ma sens
  • Beata Stelmach, prezeska zarządu Totalizatora Sportowego, o dyrektywie Women on Boards i wykorzystywaniu dobrych wzorców związanych z reprezentacją kobiet na stanowiskach kierowniczych przez podmioty gospodarcze

Europejskie Forum Nowych Idei Wiosna odbyło się w dniach 15-16 kwietnia w Warszawie pod patronatem honorowym polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej oraz ministry rodziny, pracy i polityki społecznej.
Partnerzy główni: Amazon, BAT Poland, Google, IKEA, Orange, Poczta Polska, Totalizator Sportowy oraz Uber.
Partnerzy wspierający: Grupa Ergis, Grupa LuxMed, IGT, Medicover, Polskie Forum HR, PWN, 42 Warsaw oraz Vialto.
Strategicznym partnerem merytorycznym jest SGH, a partnerami instytucjonalnymi: PARP oraz Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie.
Partnerzy medialni: Dziennik Gazeta Prawna, eNewsroom, Money.pl, Nasze Miasto, Newseria, Polska Agencja Prasowa, Puls Biznesu, Rzeczpospolita, RP.pl, Strefa Biznesu, SuperBiznes, TOK FM, TVP INFO, XYZ.
Producentem wykonawczym jest Platige Image.

Każdy okres na rynku pracy po 1989 roku miał swoje wyzwania i problemy do rozwiązania – stwierdzili zgodnie paneliści debaty podsumowującej 35 lat polskiego dialogu społecznego.

Byli ministrowie pracy w różnych okresach polskiej demokracji podzielili się swoimi doświadczeniami oraz ocenili, co w dzisiejszych czasach jest najbardziej potrzebne do kształtowania rynku pracy. Mówili także o bieżących wyzwaniach dotyczących gospodarki i zatrudnienia.

Henryka Bochniarz, przewodnicząca Rady Głównej Konfederacji Lewiatan, witając prelegentów – Michała Boniego prof. Jerzego Hausnera i Annę Kalatę – stwierdziła, że na przestrzeni lat „pracę z tą trójką, niezależnie od poglądów politycznych, wspominam jako rozwiązywanie problemów, a nie budowanie murów”.

Na początku, minister w 1991 roku, Michał Boni przedstawił w jaki sposób budował zręby rynku pracy. Musiał zmierzyć się z 20 –to procentowym bezrobociem i niemal codziennymi strajkami pracowników różnych sektorów. Przypomniał, że wprowadził formułę rozmów państwo – pracodawca – pracobiorcy. „To była wielka lekcja rozumienia tego, co dzisiaj też uważam za ważne: dialog społeczny jest esencją demokracji. Bardzo wiele rzeczy podejmowanych w tym czasie transformacyjnym, było negocjowanych”, dodał były minister pracy i polityki socjalnej. Michał Boni przypomniał, że start polskiej transformacji, to był okres bardzo wysokiej inflacji, biedy, ale z nadziejami, że z czasem sytuacja zostanie unormowana.

Profesor Jerzy Hausner, który tekę ministra pracy sprawował od 2001 roku, powiedział, że obejmując urząd, stopa bezrobocia w Polsce wynosiła 20,6 procent, zarejestrowanych było 3,5 mln osób bezrobotnych. 14-15 mln Polaków pracowało i składało się na budżet całego państwa. Jednocześnie panowała presja, by zwiększyć działania osłonowe, np. przez świadczenia przedemerytalne. Kluczowe, zdaniem prof. Hausnera, było to, by zrozumieć, że model wypracowany przez Jacka Kuronia wyczerpał się w wyniku zmieniających się okoliczności. Ważna musiała stać się promocja zatrudnienia, wpieranie i pobudzanie rynku pracy oraz racjonalizacja wydatków.

Kolejna prelegentka, Anna Kalata, ministra w latach 2006 – 2007, powiedziała, że to, co za jej urzędowania charakteryzowało rynek pracy, to ogromny odpływ ludzi i emigracja głównie do Wielkiej Brytanii. Kiedy Anna Kalata objęła resort, bezrobocie w Polsce wynosiło 17,2 proc. Po 2004 roku i akcesji Polski do Unii Europejskiej otworzyły się rynki w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Szwecji. Tam najpierw zaczęli wyjeżdżać Polacy. Odpływ pracowników z kraju miał, w jej ocenie, dwa wymiary – pozytywny i negatywny. Pozytywne były transfery finansowe do rodzin, które zostały w Polsce, co napędzało konsumpcję i wzrost popytu wewnętrznego, tworzyły się dzięki temu miejsca pracy. Negatywny aspekt, to przede wszystkim „drenaż mózgów” – z kraju wyjeżdżali dobrze wykwalifikowani, wykształceni pracownicy.

Anna Kalata zwróciła uwagę na niedopasowanie kwalifikacji młodych ludzi – zanikały szkoły zawodowe, osoby z wyższym wykształceniem nie miały po studiach szansy na znalezienie pracy zgodnej ze swoim wykształceniem.

Byli ministrowie przedstawili swoje poglądy także w kontekście aktualnej sytuacji na rynku pracy. Michał Boni ocenił, że kluczowe uświadomienie sobie w jak wielkiej zmianie historycznej dzisiaj uczestniczymy. „Filozofia pracy ulega transformacji i będzie się radykalnie zmieniała. W perspektywie najbliższych lat pracownik będzie musiał być przygotowany do współpracy z maszynami”, powiedział Michał Boni, dodając, że potrzebny wielki program polityki publicznej wspomagający zasoby pracy w okresie transformacji.

Prof. Jerzy Hausner stwierdził, że problemem jest nie ilość miejsc pracy, ale jej jakość, godność pracy. „Konieczne jest mniej myślenia o świadczeniach, a więcej o jakości usług publicznych”, dodał Hausner.

Z kolei Anna Kalata wyraziła żal, iż przez 19 lat od momentu, kiedy była w rządzie, nie zostało do końca dopracowane to, by absolwenci uczelni posiadali kwalifikacje oczekiwane przez rynek pracy.

 

W debacie wzięli udział:

– Michał Boni, minister pracy i polityki socjalnej (1991)

– Prof. Jerzy Hausner, minister pracy i polityki społecznej (2001-2003), wicepremier oraz minister gospodarki i pracy (2003-2005)

– Anna Kalata, minister pracy i polityki społecznej (2006-2007)

Moderacja: Henryka Bochniarz, przewodnicząca, Rada Główna, Konfederacja Lewiatan

 

 

Czy w erze sztucznej inteligencji i automatyzacji kluczowe są uzyskane dyplomy czy raczej zdolność adaptacji? Jak rozwijać kwalifikacje, by nadążyć za zmianami, zamiast pozostać w tyle? – zastanawiali się uczestnicy panelu „Kwalifikacje i umiejętności wobec transformacji technologicznej”.

Prof. Beata Woźniak-Jęchorek, Katedra Makroekonomii i Badań nad Rozwojem Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, zwróciła uwagę na niskie umiejętności cyfrowe naszego społeczeństwa. Z badania kompetencji cyfrowych wynika, że ma je tylko 44 proc. obywateli, a w Holandii 85 proc. Ponadprzeciętne umiejętności techniczne ma tylko 20 proc. społeczeństwa. –  Aby nauczyć się kompetencji cyfrowych trzeba być ciekawym świata, otwartym na zmiany. Wykorzystywanie sztucznej inteligencji zwiększy naszą kreatywność, ale nas nie zastąpi – dodała.

Szymon Kurek, ekspert PARP wspomniał, że w związku z rozwojem sztucznej inteligencji najbardziej narażone na utratę pracy czy zmianę zawodu będą osoby o wysokich kwalifikacjach. – AI to nie chwilowa moda, ale stały trend. W Polsce prawie 4 mln miejsc pracy pozostaje w jakimś związku z AI i te miejsca będą się zmieniać. Nie chcę straszyć AI, ale na pewno będzie miała duży wpływ na rynek pracy – powiedział.

Dominika Bosek – Rak, Katedra Teorii Zarządzania, AI LAB, SGH, także poruszyła temat wpływu AI na rynek pracy. Jej zdaniem rozwiązania sztucznej inteligencji bardzo pomagają pracownikom, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach, bo ułatwiają im pracę. Następuje też automatyzacja prostych prac, dzięki czemu początkujący pracownik jest w stanie pewne prace wykonywać szybciej. Wspomniała również o tym, że wiele kompetencji ćwiczymy poprzez przyswajanie wiedzy.

Aleksandra Czetwertyńska, dyrektorka, 42 Warsaw podkreśliła, że nadal ważne są kompetencje miękkie. Trzeba przekazywać młodym wiedzę, jak się uczyć wzajemnie od siebie. Minęły czasy, kiedy mogliśmy pracować kilkadziesiąt lat w jednej firmie  czy w jednym zawodzie. Teraz musimy być przygotowani na częste zmiany zawodu i miejsca pracy. Aleksandra Czetwertyńska przekonywała także, że AI może skutecznie wspierać zdrowie psychiczne.

Zdaniem Emila Kędzierskiego, Government Affairs and Public Policy Manager, Google, nie powinniśmy się bać sztucznej inteligencji. Z badań wynika, że 30 proc. zawodów nie zostanie dotkniętych rozwiązaniami AI, 60 proc. na nich skorzysta, a tylko niewielki procent zawodów może być zagrożona. Jego zdaniem AI trafi pod strzechy, stanie się standardem powszechnie wykorzystywanym. Aby korzystać ze sztucznej inteligencji, potrzebne są umiejętności.

Dyskusje moderowała Hanna Cichy, szefowa działu gospodarczego, Polityka Insight.

Zaledwie jedna czwarta członków rad nadzorczych spółek WIG20 to kobiety. W zarządach tych spółek zasiada jedynie 12 proc. przedstawicielek tej płci. Takie dane skłaniają do dyskusji o roli kobiet na rynku pracy. Jak dziś skutecznie walczyć o prawa kobiet? Jak robić to w czasach dostrzegalnej antykobiecej, konserwatywnej rewolucji?

O tym dyskutowały zaproszone gościnie podczas panelu dotyczącego rynku pracy widzianego oczami kobiet. Impulsem do dyskusji w tej sprawie stało się też odwrócenie pewnego trendu, które przyszło wraz z rządami Donalda Trumpa w USA i konserwatywnym „wiatrem zmian”, wiejącym zza oceanu.

Wystąpienie otwierające panel wygłosił paradoksalnie mężczyzna – minister aktywów państwowych Jakub Jaworowski, który zaznaczył, że temat dyskusji jest mu bardzo bliski. Minister przytoczył też wspomniane wcześniej dane, dotyczące proporcji płci w zarządach i radach nadzorczych spółek.

– Chciałbym, żeby nasze działania doprowadziły do tego, by za kilka lat nie trzeba było o tym dyskutować, bo ta kwestia przestanie być problemem – podsumował swoje wystąpienie.

O wydarzeniach za oceanem i „wietrze zmian” mówiła Małgorzata Fuszara, prawniczka, socjolożka, współtwórczyni i kierowniczka Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW.

– Prawa kobiet są rzeczą kruchą. Widać to w historii. Rozwój praw kobiet nie ma przebiegu linearnego. Idziemy trochę do przodu, by po chwili czuć się spychanymi – mówiła Fuszara, która zwróciła uwagę, że w USA podczas II wojny światowej rynek pracy zdominowały kobiety. Po zakończeniu działań nastąpił powrót mitu kobiety opiekującej się domem.

Jak zauważała: dziś USA wracają do pojęcia hegemonicznej męskości. Według tego schematu to mężczyzna ma sobie wszystko i wszystkich podporządkowywać. Zdaniem prelegentki – to oznaka słabości, ponieważ ktoś, kto urodził się mężczyzną, chce czerpać z tego profity, nawet mimo braku osiągnięć.

Czy prawa kobiet upadają wraz z upadkiem demokracji?

Głos na ten temat zabrała Sylwia Gregorczyk-Abram z Fundacji Wolne Sądy, która zaapelowała na samym początku o uczestnictwo w wyborach prezydenckich. – Demokracja bez praw kobiet jest pół demokracją – mówiła mecenaska.

Jak zaznaczała, każda władza, która ma zapędy autorytarne, będzie w sposób naturalny atakować kobiety i osłabiać ich pozycje; będzie sprowadzać je do niższej kategorii.

– Każde zagrożenie warto przekuć w szansę. Europa musi dawać przykład światu, by nie zejść z kursu, który w UE przyjęliśmy. Kwestia odwrócenia trendu jest w Brukseli poruszana. Chodzi o kilka aspektów, m.in. finansowy, czyli wpisanie dodatkowych funduszy na promowanie równouprawnienia. – mówiła Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu zajmująca się sprawami unijnymi w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Ministra przywołała przykład likwidacji niektórych agend w USA. Jej zdaniem siły i środki unijne trzeba kierować do kobiet w krajach kandydujących do Unii, bo właśnie tam kobiety są przekaźnikiem europejskich wartości.

Zaskakujące według Sobkowiak-Czarneckiej jest też to, że kwestia równości kobiet jest dziś uznawana za – jak ujęła – “lewactwo”. Jak zaznaczała, kwestia równości płci jest obiektywnie poglądem każdym od prawa do lewa.

Filozofka i publicystka Agata Bielik-Robson zaznaczała, że równouprawnienie jest dorobkiem europejskim, ujętym całościowo – od strony konserwatywnej po postępową i w żaden sposób nie może być traktowane jako pogląd jedynie lewicowy.

– Ta zmiana nie wydarzyła się niestety bezpodstawnie. Instytucje odpowiadające za równość i inkluzywność (złośliwie nazywane w USA nowym Opus Dei) w dużej mierze przyczyniły się do tego, że kwestie emancypacyjne zostały wciągnięte pod parasol agendy lewicowo-kulturowej – wyjaśniała.

Zlekceważona kwestia ekonomiczna

Według badań dwa miliony kobiet w wieku produkcyjnym może być poza rynkiem pracy. Co zrobić w tej sprawie? O tym mówiła Aleksandra Gajewska, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

– Mamy jeden z najniższych współczynników bezrobocia wśród kobiet w UE. Sytuacja kobiet jest jednak specyficzna ze względu na macierzyństwo. Należy zaznaczyć, że blisko 95 proc. matek chce pracować, a około 50 proc. z nich pracować nie może ze względu na brak zapewnienia opieki wczesnodziecięcej. Jeśli kobieta nie będzie mogła pogodzić roli macierzyńskiej i roli pracownicy, zawsze instynktownie wybierze swoje dziecko – wyjaśniała ministra.

Perspektywa biznesu

Politycy zastanawiają się, co zrobić z zasobem kobiecym na rynku pracy, ale jak wygląda to z perspektywy przedstawicielek biznesu?

– Nawet dziś w ministerstwach głoszone są teorie, które mówią o rzekomym braku kobiet z określonymi kwalifikacjami. Te argumenty są słabe i nie przystoją w 2025 roku. Ci przedsiębiorcy, i ci politycy, którym zależy na jakości życia i na naszym rozwoju, dbają o to, byśmy mieli równe i inkluzywne warunki pracy. Oczekują też tego pracownicy – mówiła Małgorzata Mroczkowska-Horne, dyrektor generalna Konfederacji Lewiatan.

Jej zdaniem kobiety statystycznie są lepiej wykształcone niż mężczyźni oraz stanowią ponad połowę społeczeństwa i we wszystkich kryzysach stanowią siłę sprawczą.

Głos w sprawie unijnej dyrektywy Women on boards zabrała Beata Stelmach, prezeska zarządu Totalizatora Sportowego, która jest jedną z niewielu kobiet na takim stanowisku w tego typu spółce.

– My chcemy zrobić w tej kwestii krok milowy. Choć dzisiejsza sytuacja jest inna niż ta, kiedy zaczynałyśmy działać. 16 kwietnia (wtedy odbył się panel – przypis red.) to pamiętna data. W 1991 roku odbyła się wtedy pierwsza sesja na GPW. Dziś spółki giełdowe mają standardy i ład korporacyjny na wysokim poziomie. Rzeczywiście zmieniło się bardzo dużo, ale cały czas w zarządach i radach nadzorczych jest za mało kobiet. Ciągle walczymy ze stereotypami, mówiącymi o tym, że nie ma kobiet, które się nadają. One są, ale trzeba dać im szanse – mówiła Beata Stelmach.

Jak zaznaczyła: dziś nie jest to jedynie moda. Kobiety mają dużo do powiedzenia. Walka nie toczy się o to, żeby było inaczej, ale żeby zaistniała różnorodność genderowa, wiekowa, ale też różnorodność doświadczeń wnoszonych do organizacji. Dopiero wtedy – zdaniem Stelmach – praca zespołowa przy wykorzystaniu wszystkich zasobów przyniesie lepsze efekty.

W dyskusji udział wzięły:

  • Agata Bielik-Robson, filozofka i publicystka
  • Aleksandra Gajewska, sekretarz stanu, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Sylwia Gregorczyk-Abram, Fundacja Wolne Sądy
  • Małgorzata Fuszara, prawniczka, socjolożka, współtwórczyni i kierowniczka Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW
  • Małgorzata Mroczkowska-Horne, dyrektorka generalna, Konfederacja Lewiatan
  • Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, pion ds. Unii Europejskiej
  • Beata Stelmach, prezeska zarządu, Totalizator Sportowy

Moderacja: Aleksandra Karasińska, dziennikarka, dyrektorka fundacji RASP

 

Czy globalizacja przetrwa, jak zmieni się światowy handel, czy wymiana towarowa oparta na sile przyniesie korzyści, jak na globalne turbulencje reaguje Europa – to pytania, na które poszukiwali odpowiedzi uczestnicy panelu „Jak obywatele, biznes i rynek pracy mogą odnaleźć się w niestabilnym świecie?”.

Prof. Danuta Hübner, ekonomistka, była komisarz UE ds. polityki regionalnej, długoletnia posłanka do Parlamentu Europejskiego przekonywała, że globalizacja przetrwa, ale do końca nie wiadomo w jakiej postaci. – Jest wiele krajów, dla których nadal będzie ważna. Liberalną polityką handlową będą zainteresowane Chiny i część krajów Azji. Chociaż w kontekście globalizacji będą się pojawiać różne dyskusje  dotyczące nacjonalizmu, populizmu, protekcjonizmu czy nawet izolacjonizmu, jedno jest pewne, pomysły na handel oparte na sile nie przynoszą korzyści – powiedziała.

Zdaniem Danuty Hübner czasem można odnieść wrażenie, że świat zmierza ku niestabilności czy wręcz destrukcji. Część krajów uznała, że globalizacja im nie służy, wykorzystują handel do celów politycznych. To zmniejsza poczucie stabilności. Z badań wynika, że obecnie niestabilność jest 8 razy większa niż średnia z wielu ubiegłych lat. Europa reaguje spokojnie na globalne turbulencje i może odegrać istotną rolę w stabilizowaniu sytuacji.

Marek Wąsiński, kierownik Zespołu Gospodarki Światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym, również uważa, że nie mamy do czynienia z końcem globalizacji. Przykładowo, trudno sobie wyobrazić jej upadek w światowej produkcji półprzewodników, do których części są wytwarzane aż w 17 krajach. Agresja Rosji na Ukrainę uświadomiła nam jednak, że budowanie współzależności gospodarczych nie zapewni bezpieczeństwa.

– Jeżeli zmniejszy się poziom nieprzewidywalności ze strony USA, to obniży się skala niepewności w handlu zagranicznym. Warto pamiętać, że UE jest bardzo nastawiona na handel, którego udział w unijnym PKB wynosi 22 proc., a w Chinach – 19 proc. Europa musi wzmacniać swój rynek wewnętrzny, inwestować w przemysł obronny i dywersyfikować wymianę towarową – podkreślił Marek Wąsiński.

Na to, że Europa jest bezkonkurencyjna w samobiczowaniu się, zwrócił uwagę Aleksander Siemaszko, dyrektor w  Departamencie Handlu i Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Rozwoju i Technologii.

– Tak nie powinno być. Europa reaguje w sposób wyważony i przemyślany na globalne turbulencje. Spory handlowe nie mają zwycięzców. Na wzajemnym nakładaniu ceł wszyscy tracą. Europa musi być jednym ze zwycięzców globalnych turbulencji. To prawda, że UE jest mniej produktywna niż USA, przegrywa z Chinami. Ale na przykład produktywność  w branżach pozacyfrowych ma już o wiele wyższą. Dobrze funkcjonuje integracja na jednolitym unijnym rynku towarów, ale nie widać postępu w zakresie integracji w sektorze usług, chociażby cyfrowych – stwierdził.

Marek Górski, prezydent elekt, Konfederacja Lewiatan, akcentował, że przedsiębiorcy stoją przed wieloma wyzwaniami i będą musieli odnaleźć się w niestabilnym świecie. – Ostatnie lata przyniosły duże wstrząsy związane chociażby z pandemią covid-19, czy agresją Rosji na Ukrainę. Ala jak popatrzymy na te wydarzenia w dłuższej perspektywie, to okaże się, że w przeszłości mieliśmy do czynienia z jeszcze większymi kryzysami – dodał.

Prezydent elekt Lewiatana jest przekonany, że przedsiębiorcy muszą być otwarci na zmiany, które są wpisane w działalność gospodarczą. Muszą być elastyczni, chłonni wiedzy, muszą lepiej adaptować się do nowych warunków. Firmy powinny też wykazywać się innowacyjnością, nie tylko w świecie cyfrowym. Jego zdaniem bardzo istotna jest również ewolucja rynku pracy, na którym powstają nowe zawody, a inne znikają.

Dyskusje moderowała Małgorzata Mroczkowska-Horne, dyrektor generalna Konfederacji Lewiatan.

Młode pokolenia, wychowywane w erze cyfryzacji, chcą elastycznej pracy i równowagi między obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym. To zupełnie inaczej, niż starsi pracownicy, którzy cenią stabilność i długofalowe relacje zawodowe oraz znane mechanizmy pracy. O różnicach tych dwóch podejść dyskutowano podczas debaty: „Pokolenia na rynku pracy – dialog młodych”.

Prowadzący debatę, prof. Mikołaj Pindelski z Katedry Teorii Zarządzania Szkoły Głównej Handlowej powiedział, że pokolenie Z ceni sobie jasne i klarowne przekazy oraz dobrą komunikację w firmie. „To może prowadzić do szeregu niedomówień, do tego, że zespoły złożone z różnych pokoleń mogą mieć problemy żeby się ze sobą porozumieć, a co za tym idzie – żeby osiągnąć efektywne rezultaty pracy”.

Gabriela Gacek, edukatorka w projekcie GenBoost i założycielka StraightApp wyjaśniała, że pandemia COVID-19 pokazała, jak bardzo niestabilne są dzisiejsze czasy i że nie można być pewnym niczego. To właśnie ukształtowało podejście Pokolenia Z do pracy. Zaznaczyła jednak, że międzypokoleniowe zespoły wypracowują podobne cele i co sprzyja efektywnej współpracy, bez względu na wiek.

Dominik Kuc z Fundacji GrowSPACE, zajmującej się przede wszystkim zdrowiem psychicznym młodych ludzi, zaznaczył, że pokolenie Z, które wchodzi teraz na rynek pracy, kieruje się dodatkowymi wartościami względem starszych pracowników:  „To, co jest zdecydowaną różnicą – młode pokolenie myśląc o swoim miejscu pracy mówi, że musi w nim widzieć sens, mieć sprawczość, wpływ na szersze grono”, powiedział Dominik Kuc.

Julia Wojciechowska z Fundacji Zryw dodała, że pokolenie Z jest bardziej otwarte na autentyczność i świadomość przełożonego, ceni dobrą atmosferę i wzajemny szacunek. Podobnie jak Dominik Kuc zgodziła się, że Zetki chcą widzieć sens i sprawczość w swojej pracy.

Z kolei Bartosz Traczyk, student SGH, przewodniczący Koła Naukowego  Finansów i Makroekonomii dodał, że  pokolenie Z jest różnorodne, tak, jak wszystkie pokolenia. Ale właśnie Zetki akcentują tę różnorodność. „Ważniejsze niż to, z którego pokolenia jesteśmy, jest to, czy ktoś jest intro- czy ekstrawertykiem, jaką ma odporność psychiczną, to może być ważniejsze, niż patrzenie na wiek”, powiedział. Podobne zdanie wyraziła Michalina Popko, studentka Uniwersytetu Warszawskiego: „Możemy mieć Zetki, które będą mieć więcej cech pasujących do pokolenia Y, a możemy mieć kogoś z pokolenia X, który ma najwięcej wspólnego z pokoleniem Z”.

Prelegenci zgodzili się, że pokolenie Z ma inne perspektywy niż młodzi 30 lat temu. Ze względu na rosnące ceny, ma bardzo małe szanse na zakup mieszkania czy kredyt hipoteczny, dlatego żyje dniem dzisiejszym, często zmienia pracę, próbuje różnych rozwiązań, czerpie z życia pełnymi garściami.

Wszyscy zgodzili się, że mogą się wiele uczyć od innych pokoleń i czerpać z doświadczenia starszych.

 

W debacie wzięli udział:

– Gabriela Gacek, edukatorka w projekcie GenBoost, założycielka StraightApp

– Dominik Kuc, członek zarządu, GrowSPACE

– Michalina Popko, studentka UW, GenbOOst

– Bartosz Traczyk, student SGH, przewodniczący SKN Finansów i Makroekonomii

– Julia Wojciechowska, Fundacja Zryw

Moderacja: Prof. Mikołaj Pindelski, Katedra Teorii Zarządzania, SGH

Czy migranci zabierają Polakom pracę? To pytanie, które w ostatnich miesiącach – również ze względu na kampanię wyborczą – coraz częściej pojawia się w dyskusji publicznej. Liczba cudzoziemców legalnie pracujących w Polsce wzrosła w ostatnich latach dziesięciokrotnie. Migranci stają się niezbędni polskiej gospodarce. Bez ich udziału dynamika polskiej gospodarki byłaby bliska zeru. 

Bez imigracji lub poprawy dzietności populacja Europy może zmniejszyć się nawet o jedną trzecią do 2100 roku, co będzie miało dalekosiężne konsekwencje dla gospodarki i rynku pracy. Tymczasem polska strategia migracyjna nie uznaje imigracji zarobkowej za kluczowe narzędzie przeciwdziałania kryzysowi demograficznemu, co rodzi pytania o przyszłość rynku pracy.

Jednocześnie w debacie publicznej wciąż pojawiają się tezy, że migranci przyjeżdżają do Polski „po socjal”. Jaka jest prawda? Z tym pytaniem jako pierwszy zmierzył się prof. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

– Żeby rzetelnie opowiedzieć o roli migrantów na rynku pracy, nie wystarczą dane na poziomie krajowym. Musimy zejść do poziomu sektorowego lub niżej. Moje obserwacje skupiają się na częściach rynku pracy, bo dopiero wtedy dane empiryczne są wiarygodne. Co ciekawe, jeśli chodzi o polski rynek pracy, takich szczegółowych danych nie posiadamy. Na dobrą sprawę nie jesteśmy w stanie określić zatrudnienia zarówno cudzoziemców, jak i Polaków w poszczególnych sektorach gospodarki – mówił Kaczmarczyk.

Badacze posiłkują się badaniami o zaawansowanej metodologii, co utrudnia komunikowanie ich szerszej publiczności. Kaczmarczyk zauważył (opierając się na danych ZUS), że ponad 7 proc. ubezpieczonych to cudzoziemcy. Jak dodał, biorąc pod uwagę to, że nie wszyscy z nich są ubezpieczeni, możemy domniemywać, że 10 proc. rynku pracy tworzą cudzoziemcy.

– Gdyby nie cudzoziemcy, dynamika polskiego rynku pracy byłaby bliska zeru – zakończył swoją wypowiedź Kaczmarczyk.

O tym, co czeka nasz rynek pracy w przyszłości, mówił Andrzej Kubisiak, reprezentujący Polski Instytut Ekonomiczny.

– Lata 40. tego wieku to będzie czas, gdy z rynku pracy będzie odchodziło najwięcej osób w Polsce. W ostatnich latach doświadczyliśmy negatywnych procesów demograficznych. Jak sobie z tym radziliśmy do tej pory? Po pierwsze mieliśmy napływ cudzoziemców. Po drugie aktywizacją osób, które były bierne zawodowo w Polsce – mówił Kubisiak.

Jego zdaniem zapełnienie przyszłej luki na rynku pracy nie jest możliwe jedynie przy pomocy wprowadzania migrantów na rynek pracy. Nie ma na to przyzwolenia społecznego. Poza tym polski system nie jest gotowy na szybkie przyswajanie migrantów w społeczeństwie i na rynku pracy. Po trzecie jego zdaniem w najbliższym czasie nie przydarzy się splot okoliczności taki jak wojna w Ukrainie, który spowoduje nagły napływ migrantów do kraju.

Czy migranci będą mieli łatwiej na polskim rynku pracy?

Prof. Maciej Duszczyk, reprezentujący polski rząd, wyjaśniał strategię dotyczącą imigracji w Polsce. Jak zaznaczył, to państwo decyduje o tym kto, skąd i na jak długo może do Polski przyjechać.

– Dziś w Polsce jesteśmy przed koniecznością poradzenia sobie z kryzysem migracyjnym – mówił minister, który zwrócił uwagę, że migranci w pewnym momencie wejdą w wiek poprodukcyjny, który będzie wyzwaniem dla systemu ubezpieczeń społecznych. Duszczyk zaznaczył, że nie oznacza to straty dla państwa, ale jest to długookresowe wyzwanie dla kraju. Jego zdaniem na migrantów nie można patrzeć jedynie jako tych, którzy zapełniają rynek pracy, ale jako na część społeczeństwa ze wszystkimi ich potrzebami.

Minister powiedział, że w strategii migracyjnej nie możemy ulegać lobbingowi politycznemu w kwestii przyznawania wiz. Jego zdaniem nie możemy otwierać się na kategorie migrantów, którzy mogą generować zagrożenie dla kraju. Jak zaznaczył, nie ma to żadnego związku ze zjawiskiem rasizmu, ale jedynie z bezpieczeństwem kraju, co ostatecznie można nazwać selektywną polityką migracyjną.

O tym, kogo potrzebuje Polska, mówiła Emilia Piechota, dyrektor zarządzający w Vialto Partners Poland. – Potrzebujemy zarówno pracowników niewykwalifikowanych, jak i specjalistów. Musimy wygenerować mechanizmy przyciągające pracowników do prac prostych, ale też przyciągające talenty i specjalistów, którzy zostaną u nas na dłużej – zaznaczyła Piechota. Piechota opowiedziała o holenderskim systemie pozyskiwania migrantów jako pracowników.

– Holandia zrobiła pilotażowy program, który przerodził się w program stały. Chodzi o adresowanie potrzeb projektowych. Na podstawie notyfikacji pozyskanie zezwolenia na pracę zajmuje jeden bądź dwa dni. Z kolei Czesi koncentrują się na sektorach strategicznych. Tam zaistniał program przeznaczony dla lotników. Jest też swobodny dostęp dla pracowników z około 10 krajów – mówiła Emilia Piechota.

Zdaniem byłego premiera Waldemara Pawlaka bardzo ważne jest spojrzenie na zagadnienie migracji w dwóch płaszczyznach. Chodzi o perspektywę konstruktywną i polityczną. Jego zdaniem sprawa migracji stała się „bronią masowego rażenia” w wojnie kognitywnej.

– Rozgrywanie strachu i nienawiści w wymiarze politycznym jest bardzo intensywne – mówił Pawlak, który strategię migracyjną rządu nazwał „elegancko ostrożną”.

Według Pawlaka konieczne jest uświadomienie sobie tego, co widoczne jest w Europie od dawna. Chodzi o to, by zdać sobie sprawę z tego, jak wielu pracowników będzie brakować w Polsce w ciągu najbliższej dekady. Jego zdaniem w Europie nie brak kapitału i technologii, ale ludzi.

W dyskusji udział wzięli:

  • Prof. Maciej Duszczyk, podsekretarz stanu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
  • Prof. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor, Ośrodek Badań nad Migracjami, UW
  • Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora, Polski Instytut Ekonomiczny
  • Waldemar Pawlak, senator, były premier RP, prezes Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych
  • Emilia Piechota, dyrektor zarządzający, Vialto Partners Poland

Moderacja: Nadia Winiarska, Konfederacja Lewiatan

 

Newsletter

Nie przegap najważniejszych informacji o EFNI

Program, prelegenci, wydarzenia towarzyszące – zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco.