Każdy okres na rynku pracy po 1989 roku miał swoje wyzwania i problemy do rozwiązania – stwierdzili zgodnie paneliści debaty podsumowującej 35 lat polskiego dialogu społecznego.

Byli ministrowie pracy w różnych okresach polskiej demokracji podzielili się swoimi doświadczeniami oraz ocenili, co w dzisiejszych czasach jest najbardziej potrzebne do kształtowania rynku pracy. Mówili także o bieżących wyzwaniach dotyczących gospodarki i zatrudnienia.

Henryka Bochniarz, przewodnicząca Rady Głównej Konfederacji Lewiatan, witając prelegentów – Michała Boniego prof. Jerzego Hausnera i Annę Kalatę – stwierdziła, że na przestrzeni lat „pracę z tą trójką, niezależnie od poglądów politycznych, wspominam jako rozwiązywanie problemów, a nie budowanie murów”.

Na początku, minister w 1991 roku, Michał Boni przedstawił w jaki sposób budował zręby rynku pracy. Musiał zmierzyć się z 20 –to procentowym bezrobociem i niemal codziennymi strajkami pracowników różnych sektorów. Przypomniał, że wprowadził formułę rozmów państwo – pracodawca – pracobiorcy. „To była wielka lekcja rozumienia tego, co dzisiaj też uważam za ważne: dialog społeczny jest esencją demokracji. Bardzo wiele rzeczy podejmowanych w tym czasie transformacyjnym, było negocjowanych”, dodał były minister pracy i polityki socjalnej. Michał Boni przypomniał, że start polskiej transformacji, to był okres bardzo wysokiej inflacji, biedy, ale z nadziejami, że z czasem sytuacja zostanie unormowana.

Profesor Jerzy Hausner, który tekę ministra pracy sprawował od 2001 roku, powiedział, że obejmując urząd, stopa bezrobocia w Polsce wynosiła 20,6 procent, zarejestrowanych było 3,5 mln osób bezrobotnych. 14-15 mln Polaków pracowało i składało się na budżet całego państwa. Jednocześnie panowała presja, by zwiększyć działania osłonowe, np. przez świadczenia przedemerytalne. Kluczowe, zdaniem prof. Hausnera, było to, by zrozumieć, że model wypracowany przez Jacka Kuronia wyczerpał się w wyniku zmieniających się okoliczności. Ważna musiała stać się promocja zatrudnienia, wpieranie i pobudzanie rynku pracy oraz racjonalizacja wydatków.

Kolejna prelegentka, Anna Kalata, ministra w latach 2006 – 2007, powiedziała, że to, co za jej urzędowania charakteryzowało rynek pracy, to ogromny odpływ ludzi i emigracja głównie do Wielkiej Brytanii. Kiedy Anna Kalata objęła resort, bezrobocie w Polsce wynosiło 17,2 proc. Po 2004 roku i akcesji Polski do Unii Europejskiej otworzyły się rynki w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Szwecji. Tam najpierw zaczęli wyjeżdżać Polacy. Odpływ pracowników z kraju miał, w jej ocenie, dwa wymiary – pozytywny i negatywny. Pozytywne były transfery finansowe do rodzin, które zostały w Polsce, co napędzało konsumpcję i wzrost popytu wewnętrznego, tworzyły się dzięki temu miejsca pracy. Negatywny aspekt, to przede wszystkim „drenaż mózgów” – z kraju wyjeżdżali dobrze wykwalifikowani, wykształceni pracownicy.

Anna Kalata zwróciła uwagę na niedopasowanie kwalifikacji młodych ludzi – zanikały szkoły zawodowe, osoby z wyższym wykształceniem nie miały po studiach szansy na znalezienie pracy zgodnej ze swoim wykształceniem.

Byli ministrowie przedstawili swoje poglądy także w kontekście aktualnej sytuacji na rynku pracy. Michał Boni ocenił, że kluczowe uświadomienie sobie w jak wielkiej zmianie historycznej dzisiaj uczestniczymy. „Filozofia pracy ulega transformacji i będzie się radykalnie zmieniała. W perspektywie najbliższych lat pracownik będzie musiał być przygotowany do współpracy z maszynami”, powiedział Michał Boni, dodając, że potrzebny wielki program polityki publicznej wspomagający zasoby pracy w okresie transformacji.

Prof. Jerzy Hausner stwierdził, że problemem jest nie ilość miejsc pracy, ale jej jakość, godność pracy. „Konieczne jest mniej myślenia o świadczeniach, a więcej o jakości usług publicznych”, dodał Hausner.

Z kolei Anna Kalata wyraziła żal, iż przez 19 lat od momentu, kiedy była w rządzie, nie zostało do końca dopracowane to, by absolwenci uczelni posiadali kwalifikacje oczekiwane przez rynek pracy.

 

W debacie wzięli udział:

– Michał Boni, minister pracy i polityki socjalnej (1991)

– Prof. Jerzy Hausner, minister pracy i polityki społecznej (2001-2003), wicepremier oraz minister gospodarki i pracy (2003-2005)

– Anna Kalata, minister pracy i polityki społecznej (2006-2007)

Moderacja: Henryka Bochniarz, przewodnicząca, Rada Główna, Konfederacja Lewiatan

 

 

Czy w erze sztucznej inteligencji i automatyzacji kluczowe są uzyskane dyplomy czy raczej zdolność adaptacji? Jak rozwijać kwalifikacje, by nadążyć za zmianami, zamiast pozostać w tyle? – zastanawiali się uczestnicy panelu „Kwalifikacje i umiejętności wobec transformacji technologicznej”.

Prof. Beata Woźniak-Jęchorek, Katedra Makroekonomii i Badań nad Rozwojem Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, zwróciła uwagę na niskie umiejętności cyfrowe naszego społeczeństwa. Z badania kompetencji cyfrowych wynika, że ma je tylko 44 proc. obywateli, a w Holandii 85 proc. Ponadprzeciętne umiejętności techniczne ma tylko 20 proc. społeczeństwa. –  Aby nauczyć się kompetencji cyfrowych trzeba być ciekawym świata, otwartym na zmiany. Wykorzystywanie sztucznej inteligencji zwiększy naszą kreatywność, ale nas nie zastąpi – dodała.

Szymon Kurek, ekspert PARP wspomniał, że w związku z rozwojem sztucznej inteligencji najbardziej narażone na utratę pracy czy zmianę zawodu będą osoby o wysokich kwalifikacjach. – AI to nie chwilowa moda, ale stały trend. W Polsce prawie 4 mln miejsc pracy pozostaje w jakimś związku z AI i te miejsca będą się zmieniać. Nie chcę straszyć AI, ale na pewno będzie miała duży wpływ na rynek pracy – powiedział.

Dominika Bosek – Rak, Katedra Teorii Zarządzania, AI LAB, SGH, także poruszyła temat wpływu AI na rynek pracy. Jej zdaniem rozwiązania sztucznej inteligencji bardzo pomagają pracownikom, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach, bo ułatwiają im pracę. Następuje też automatyzacja prostych prac, dzięki czemu początkujący pracownik jest w stanie pewne prace wykonywać szybciej. Wspomniała również o tym, że wiele kompetencji ćwiczymy poprzez przyswajanie wiedzy.

Aleksandra Czetwertyńska, dyrektorka, 42 Warsaw podkreśliła, że nadal ważne są kompetencje miękkie. Trzeba przekazywać młodym wiedzę, jak się uczyć wzajemnie od siebie. Minęły czasy, kiedy mogliśmy pracować kilkadziesiąt lat w jednej firmie  czy w jednym zawodzie. Teraz musimy być przygotowani na częste zmiany zawodu i miejsca pracy. Aleksandra Czetwertyńska przekonywała także, że AI może skutecznie wspierać zdrowie psychiczne.

Zdaniem Emila Kędzierskiego, Government Affairs and Public Policy Manager, Google, nie powinniśmy się bać sztucznej inteligencji. Z badań wynika, że 30 proc. zawodów nie zostanie dotkniętych rozwiązaniami AI, 60 proc. na nich skorzysta, a tylko niewielki procent zawodów może być zagrożona. Jego zdaniem AI trafi pod strzechy, stanie się standardem powszechnie wykorzystywanym. Aby korzystać ze sztucznej inteligencji, potrzebne są umiejętności.

Dyskusje moderowała Hanna Cichy, szefowa działu gospodarczego, Polityka Insight.

Zaledwie jedna czwarta członków rad nadzorczych spółek WIG20 to kobiety. W zarządach tych spółek zasiada jedynie 12 proc. przedstawicielek tej płci. Takie dane skłaniają do dyskusji o roli kobiet na rynku pracy. Jak dziś skutecznie walczyć o prawa kobiet? Jak robić to w czasach dostrzegalnej antykobiecej, konserwatywnej rewolucji?

O tym dyskutowały zaproszone gościnie podczas panelu dotyczącego rynku pracy widzianego oczami kobiet. Impulsem do dyskusji w tej sprawie stało się też odwrócenie pewnego trendu, które przyszło wraz z rządami Donalda Trumpa w USA i konserwatywnym „wiatrem zmian”, wiejącym zza oceanu.

Wystąpienie otwierające panel wygłosił paradoksalnie mężczyzna – minister aktywów państwowych Jakub Jaworowski, który zaznaczył, że temat dyskusji jest mu bardzo bliski. Minister przytoczył też wspomniane wcześniej dane, dotyczące proporcji płci w zarządach i radach nadzorczych spółek.

– Chciałbym, żeby nasze działania doprowadziły do tego, by za kilka lat nie trzeba było o tym dyskutować, bo ta kwestia przestanie być problemem – podsumował swoje wystąpienie.

O wydarzeniach za oceanem i „wietrze zmian” mówiła Małgorzata Fuszara, prawniczka, socjolożka, współtwórczyni i kierowniczka Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW.

– Prawa kobiet są rzeczą kruchą. Widać to w historii. Rozwój praw kobiet nie ma przebiegu linearnego. Idziemy trochę do przodu, by po chwili czuć się spychanymi – mówiła Fuszara, która zwróciła uwagę, że w USA podczas II wojny światowej rynek pracy zdominowały kobiety. Po zakończeniu działań nastąpił powrót mitu kobiety opiekującej się domem.

Jak zauważała: dziś USA wracają do pojęcia hegemonicznej męskości. Według tego schematu to mężczyzna ma sobie wszystko i wszystkich podporządkowywać. Zdaniem prelegentki – to oznaka słabości, ponieważ ktoś, kto urodził się mężczyzną, chce czerpać z tego profity, nawet mimo braku osiągnięć.

Czy prawa kobiet upadają wraz z upadkiem demokracji?

Głos na ten temat zabrała Sylwia Gregorczyk-Abram z Fundacji Wolne Sądy, która zaapelowała na samym początku o uczestnictwo w wyborach prezydenckich. – Demokracja bez praw kobiet jest pół demokracją – mówiła mecenaska.

Jak zaznaczała, każda władza, która ma zapędy autorytarne, będzie w sposób naturalny atakować kobiety i osłabiać ich pozycje; będzie sprowadzać je do niższej kategorii.

– Każde zagrożenie warto przekuć w szansę. Europa musi dawać przykład światu, by nie zejść z kursu, który w UE przyjęliśmy. Kwestia odwrócenia trendu jest w Brukseli poruszana. Chodzi o kilka aspektów, m.in. finansowy, czyli wpisanie dodatkowych funduszy na promowanie równouprawnienia. – mówiła Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu zajmująca się sprawami unijnymi w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Ministra przywołała przykład likwidacji niektórych agend w USA. Jej zdaniem siły i środki unijne trzeba kierować do kobiet w krajach kandydujących do Unii, bo właśnie tam kobiety są przekaźnikiem europejskich wartości.

Zaskakujące według Sobkowiak-Czarneckiej jest też to, że kwestia równości kobiet jest dziś uznawana za – jak ujęła – “lewactwo”. Jak zaznaczała, kwestia równości płci jest obiektywnie poglądem każdym od prawa do lewa.

Filozofka i publicystka Agata Bielik-Robson zaznaczała, że równouprawnienie jest dorobkiem europejskim, ujętym całościowo – od strony konserwatywnej po postępową i w żaden sposób nie może być traktowane jako pogląd jedynie lewicowy.

– Ta zmiana nie wydarzyła się niestety bezpodstawnie. Instytucje odpowiadające za równość i inkluzywność (złośliwie nazywane w USA nowym Opus Dei) w dużej mierze przyczyniły się do tego, że kwestie emancypacyjne zostały wciągnięte pod parasol agendy lewicowo-kulturowej – wyjaśniała.

Zlekceważona kwestia ekonomiczna

Według badań dwa miliony kobiet w wieku produkcyjnym może być poza rynkiem pracy. Co zrobić w tej sprawie? O tym mówiła Aleksandra Gajewska, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

– Mamy jeden z najniższych współczynników bezrobocia wśród kobiet w UE. Sytuacja kobiet jest jednak specyficzna ze względu na macierzyństwo. Należy zaznaczyć, że blisko 95 proc. matek chce pracować, a około 50 proc. z nich pracować nie może ze względu na brak zapewnienia opieki wczesnodziecięcej. Jeśli kobieta nie będzie mogła pogodzić roli macierzyńskiej i roli pracownicy, zawsze instynktownie wybierze swoje dziecko – wyjaśniała ministra.

Perspektywa biznesu

Politycy zastanawiają się, co zrobić z zasobem kobiecym na rynku pracy, ale jak wygląda to z perspektywy przedstawicielek biznesu?

– Nawet dziś w ministerstwach głoszone są teorie, które mówią o rzekomym braku kobiet z określonymi kwalifikacjami. Te argumenty są słabe i nie przystoją w 2025 roku. Ci przedsiębiorcy, i ci politycy, którym zależy na jakości życia i na naszym rozwoju, dbają o to, byśmy mieli równe i inkluzywne warunki pracy. Oczekują też tego pracownicy – mówiła Małgorzata Mroczkowska-Horne, dyrektor generalna Konfederacji Lewiatan.

Jej zdaniem kobiety statystycznie są lepiej wykształcone niż mężczyźni oraz stanowią ponad połowę społeczeństwa i we wszystkich kryzysach stanowią siłę sprawczą.

Głos w sprawie unijnej dyrektywy Women on boards zabrała Beata Stelmach, prezeska zarządu Totalizatora Sportowego, która jest jedną z niewielu kobiet na takim stanowisku w tego typu spółce.

– My chcemy zrobić w tej kwestii krok milowy. Choć dzisiejsza sytuacja jest inna niż ta, kiedy zaczynałyśmy działać. 16 kwietnia (wtedy odbył się panel – przypis red.) to pamiętna data. W 1991 roku odbyła się wtedy pierwsza sesja na GPW. Dziś spółki giełdowe mają standardy i ład korporacyjny na wysokim poziomie. Rzeczywiście zmieniło się bardzo dużo, ale cały czas w zarządach i radach nadzorczych jest za mało kobiet. Ciągle walczymy ze stereotypami, mówiącymi o tym, że nie ma kobiet, które się nadają. One są, ale trzeba dać im szanse – mówiła Beata Stelmach.

Jak zaznaczyła: dziś nie jest to jedynie moda. Kobiety mają dużo do powiedzenia. Walka nie toczy się o to, żeby było inaczej, ale żeby zaistniała różnorodność genderowa, wiekowa, ale też różnorodność doświadczeń wnoszonych do organizacji. Dopiero wtedy – zdaniem Stelmach – praca zespołowa przy wykorzystaniu wszystkich zasobów przyniesie lepsze efekty.

W dyskusji udział wzięły:

  • Agata Bielik-Robson, filozofka i publicystka
  • Aleksandra Gajewska, sekretarz stanu, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Sylwia Gregorczyk-Abram, Fundacja Wolne Sądy
  • Małgorzata Fuszara, prawniczka, socjolożka, współtwórczyni i kierowniczka Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW
  • Małgorzata Mroczkowska-Horne, dyrektorka generalna, Konfederacja Lewiatan
  • Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, pion ds. Unii Europejskiej
  • Beata Stelmach, prezeska zarządu, Totalizator Sportowy

Moderacja: Aleksandra Karasińska, dziennikarka, dyrektorka fundacji RASP

 

Czy globalizacja przetrwa, jak zmieni się światowy handel, czy wymiana towarowa oparta na sile przyniesie korzyści, jak na globalne turbulencje reaguje Europa – to pytania, na które poszukiwali odpowiedzi uczestnicy panelu „Jak obywatele, biznes i rynek pracy mogą odnaleźć się w niestabilnym świecie?”.

Prof. Danuta Hübner, ekonomistka, była komisarz UE ds. polityki regionalnej, długoletnia posłanka do Parlamentu Europejskiego przekonywała, że globalizacja przetrwa, ale do końca nie wiadomo w jakiej postaci. – Jest wiele krajów, dla których nadal będzie ważna. Liberalną polityką handlową będą zainteresowane Chiny i część krajów Azji. Chociaż w kontekście globalizacji będą się pojawiać różne dyskusje  dotyczące nacjonalizmu, populizmu, protekcjonizmu czy nawet izolacjonizmu, jedno jest pewne, pomysły na handel oparte na sile nie przynoszą korzyści – powiedziała.

Zdaniem Danuty Hübner czasem można odnieść wrażenie, że świat zmierza ku niestabilności czy wręcz destrukcji. Część krajów uznała, że globalizacja im nie służy, wykorzystują handel do celów politycznych. To zmniejsza poczucie stabilności. Z badań wynika, że obecnie niestabilność jest 8 razy większa niż średnia z wielu ubiegłych lat. Europa reaguje spokojnie na globalne turbulencje i może odegrać istotną rolę w stabilizowaniu sytuacji.

Marek Wąsiński, kierownik Zespołu Gospodarki Światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym, również uważa, że nie mamy do czynienia z końcem globalizacji. Przykładowo, trudno sobie wyobrazić jej upadek w światowej produkcji półprzewodników, do których części są wytwarzane aż w 17 krajach. Agresja Rosji na Ukrainę uświadomiła nam jednak, że budowanie współzależności gospodarczych nie zapewni bezpieczeństwa.

– Jeżeli zmniejszy się poziom nieprzewidywalności ze strony USA, to obniży się skala niepewności w handlu zagranicznym. Warto pamiętać, że UE jest bardzo nastawiona na handel, którego udział w unijnym PKB wynosi 22 proc., a w Chinach – 19 proc. Europa musi wzmacniać swój rynek wewnętrzny, inwestować w przemysł obronny i dywersyfikować wymianę towarową – podkreślił Marek Wąsiński.

Na to, że Europa jest bezkonkurencyjna w samobiczowaniu się, zwrócił uwagę Aleksander Siemaszko, dyrektor w  Departamencie Handlu i Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Rozwoju i Technologii.

– Tak nie powinno być. Europa reaguje w sposób wyważony i przemyślany na globalne turbulencje. Spory handlowe nie mają zwycięzców. Na wzajemnym nakładaniu ceł wszyscy tracą. Europa musi być jednym ze zwycięzców globalnych turbulencji. To prawda, że UE jest mniej produktywna niż USA, przegrywa z Chinami. Ale na przykład produktywność  w branżach pozacyfrowych ma już o wiele wyższą. Dobrze funkcjonuje integracja na jednolitym unijnym rynku towarów, ale nie widać postępu w zakresie integracji w sektorze usług, chociażby cyfrowych – stwierdził.

Marek Górski, prezydent elekt, Konfederacja Lewiatan, akcentował, że przedsiębiorcy stoją przed wieloma wyzwaniami i będą musieli odnaleźć się w niestabilnym świecie. – Ostatnie lata przyniosły duże wstrząsy związane chociażby z pandemią covid-19, czy agresją Rosji na Ukrainę. Ala jak popatrzymy na te wydarzenia w dłuższej perspektywie, to okaże się, że w przeszłości mieliśmy do czynienia z jeszcze większymi kryzysami – dodał.

Prezydent elekt Lewiatana jest przekonany, że przedsiębiorcy muszą być otwarci na zmiany, które są wpisane w działalność gospodarczą. Muszą być elastyczni, chłonni wiedzy, muszą lepiej adaptować się do nowych warunków. Firmy powinny też wykazywać się innowacyjnością, nie tylko w świecie cyfrowym. Jego zdaniem bardzo istotna jest również ewolucja rynku pracy, na którym powstają nowe zawody, a inne znikają.

Dyskusje moderowała Małgorzata Mroczkowska-Horne, dyrektor generalna Konfederacji Lewiatan.

Młode pokolenia, wychowywane w erze cyfryzacji, chcą elastycznej pracy i równowagi między obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym. To zupełnie inaczej, niż starsi pracownicy, którzy cenią stabilność i długofalowe relacje zawodowe oraz znane mechanizmy pracy. O różnicach tych dwóch podejść dyskutowano podczas debaty: „Pokolenia na rynku pracy – dialog młodych”.

Prowadzący debatę, prof. Mikołaj Pindelski z Katedry Teorii Zarządzania Szkoły Głównej Handlowej powiedział, że pokolenie Z ceni sobie jasne i klarowne przekazy oraz dobrą komunikację w firmie. „To może prowadzić do szeregu niedomówień, do tego, że zespoły złożone z różnych pokoleń mogą mieć problemy żeby się ze sobą porozumieć, a co za tym idzie – żeby osiągnąć efektywne rezultaty pracy”.

Gabriela Gacek, edukatorka w projekcie GenBoost i założycielka StraightApp wyjaśniała, że pandemia COVID-19 pokazała, jak bardzo niestabilne są dzisiejsze czasy i że nie można być pewnym niczego. To właśnie ukształtowało podejście Pokolenia Z do pracy. Zaznaczyła jednak, że międzypokoleniowe zespoły wypracowują podobne cele i co sprzyja efektywnej współpracy, bez względu na wiek.

Dominik Kuc z Fundacji GrowSPACE, zajmującej się przede wszystkim zdrowiem psychicznym młodych ludzi, zaznaczył, że pokolenie Z, które wchodzi teraz na rynek pracy, kieruje się dodatkowymi wartościami względem starszych pracowników:  „To, co jest zdecydowaną różnicą – młode pokolenie myśląc o swoim miejscu pracy mówi, że musi w nim widzieć sens, mieć sprawczość, wpływ na szersze grono”, powiedział Dominik Kuc.

Julia Wojciechowska z Fundacji Zryw dodała, że pokolenie Z jest bardziej otwarte na autentyczność i świadomość przełożonego, ceni dobrą atmosferę i wzajemny szacunek. Podobnie jak Dominik Kuc zgodziła się, że Zetki chcą widzieć sens i sprawczość w swojej pracy.

Z kolei Bartosz Traczyk, student SGH, przewodniczący Koła Naukowego  Finansów i Makroekonomii dodał, że  pokolenie Z jest różnorodne, tak, jak wszystkie pokolenia. Ale właśnie Zetki akcentują tę różnorodność. „Ważniejsze niż to, z którego pokolenia jesteśmy, jest to, czy ktoś jest intro- czy ekstrawertykiem, jaką ma odporność psychiczną, to może być ważniejsze, niż patrzenie na wiek”, powiedział. Podobne zdanie wyraziła Michalina Popko, studentka Uniwersytetu Warszawskiego: „Możemy mieć Zetki, które będą mieć więcej cech pasujących do pokolenia Y, a możemy mieć kogoś z pokolenia X, który ma najwięcej wspólnego z pokoleniem Z”.

Prelegenci zgodzili się, że pokolenie Z ma inne perspektywy niż młodzi 30 lat temu. Ze względu na rosnące ceny, ma bardzo małe szanse na zakup mieszkania czy kredyt hipoteczny, dlatego żyje dniem dzisiejszym, często zmienia pracę, próbuje różnych rozwiązań, czerpie z życia pełnymi garściami.

Wszyscy zgodzili się, że mogą się wiele uczyć od innych pokoleń i czerpać z doświadczenia starszych.

 

W debacie wzięli udział:

– Gabriela Gacek, edukatorka w projekcie GenBoost, założycielka StraightApp

– Dominik Kuc, członek zarządu, GrowSPACE

– Michalina Popko, studentka UW, GenbOOst

– Bartosz Traczyk, student SGH, przewodniczący SKN Finansów i Makroekonomii

Julia Wojciechowska, Fundacja Zryw

Moderacja: Prof. Mikołaj Pindelski, Katedra Teorii Zarządzania, SGH

Czy migranci zabierają Polakom pracę? To pytanie, które w ostatnich miesiącach – również ze względu na kampanię wyborczą – coraz częściej pojawia się w dyskusji publicznej. Liczba cudzoziemców legalnie pracujących w Polsce wzrosła w ostatnich latach dziesięciokrotnie. Migranci stają się niezbędni polskiej gospodarce. Bez ich udziału dynamika polskiej gospodarki byłaby bliska zeru. 

Bez imigracji lub poprawy dzietności populacja Europy może zmniejszyć się nawet o jedną trzecią do 2100 roku, co będzie miało dalekosiężne konsekwencje dla gospodarki i rynku pracy. Tymczasem polska strategia migracyjna nie uznaje imigracji zarobkowej za kluczowe narzędzie przeciwdziałania kryzysowi demograficznemu, co rodzi pytania o przyszłość rynku pracy.

Jednocześnie w debacie publicznej wciąż pojawiają się tezy, że migranci przyjeżdżają do Polski „po socjal”. Jaka jest prawda? Z tym pytaniem jako pierwszy zmierzył się prof. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

– Żeby rzetelnie opowiedzieć o roli migrantów na rynku pracy, nie wystarczą dane na poziomie krajowym. Musimy zejść do poziomu sektorowego lub niżej. Moje obserwacje skupiają się na częściach rynku pracy, bo dopiero wtedy dane empiryczne są wiarygodne. Co ciekawe, jeśli chodzi o polski rynek pracy, takich szczegółowych danych nie posiadamy. Na dobrą sprawę nie jesteśmy w stanie określić zatrudnienia zarówno cudzoziemców, jak i Polaków w poszczególnych sektorach gospodarki – mówił Kaczmarczyk.

Badacze posiłkują się badaniami o zaawansowanej metodologii, co utrudnia komunikowanie ich szerszej publiczności. Kaczmarczyk zauważył (opierając się na danych ZUS), że ponad 7 proc. ubezpieczonych to cudzoziemcy. Jak dodał, biorąc pod uwagę to, że nie wszyscy z nich są ubezpieczeni, możemy domniemywać, że 10 proc. rynku pracy tworzą cudzoziemcy.

– Gdyby nie cudzoziemcy, dynamika polskiego rynku pracy byłaby bliska zeru – zakończył swoją wypowiedź Kaczmarczyk.

O tym, co czeka nasz rynek pracy w przyszłości, mówił Andrzej Kubisiak, reprezentujący Polski Instytut Ekonomiczny.

– Lata 40. tego wieku to będzie czas, gdy z rynku pracy będzie odchodziło najwięcej osób w Polsce. W ostatnich latach doświadczyliśmy negatywnych procesów demograficznych. Jak sobie z tym radziliśmy do tej pory? Po pierwsze mieliśmy napływ cudzoziemców. Po drugie aktywizacją osób, które były bierne zawodowo w Polsce – mówił Kubisiak.

Jego zdaniem zapełnienie przyszłej luki na rynku pracy nie jest możliwe jedynie przy pomocy wprowadzania migrantów na rynek pracy. Nie ma na to przyzwolenia społecznego. Poza tym polski system nie jest gotowy na szybkie przyswajanie migrantów w społeczeństwie i na rynku pracy. Po trzecie jego zdaniem w najbliższym czasie nie przydarzy się splot okoliczności taki jak wojna w Ukrainie, który spowoduje nagły napływ migrantów do kraju.

Czy migranci będą mieli łatwiej na polskim rynku pracy?

Prof. Maciej Duszczyk, reprezentujący polski rząd, wyjaśniał strategię dotyczącą imigracji w Polsce. Jak zaznaczył, to państwo decyduje o tym kto, skąd i na jak długo może do Polski przyjechać.

– Dziś w Polsce jesteśmy przed koniecznością poradzenia sobie z kryzysem migracyjnym – mówił minister, który zwrócił uwagę, że migranci w pewnym momencie wejdą w wiek poprodukcyjny, który będzie wyzwaniem dla systemu ubezpieczeń społecznych. Duszczyk zaznaczył, że nie oznacza to straty dla państwa, ale jest to długookresowe wyzwanie dla kraju. Jego zdaniem na migrantów nie można patrzeć jedynie jako tych, którzy zapełniają rynek pracy, ale jako na część społeczeństwa ze wszystkimi ich potrzebami.

Minister powiedział, że w strategii migracyjnej nie możemy ulegać lobbingowi politycznemu w kwestii przyznawania wiz. Jego zdaniem nie możemy otwierać się na kategorie migrantów, którzy mogą generować zagrożenie dla kraju. Jak zaznaczył, nie ma to żadnego związku ze zjawiskiem rasizmu, ale jedynie z bezpieczeństwem kraju, co ostatecznie można nazwać selektywną polityką migracyjną.

O tym, kogo potrzebuje Polska, mówiła Emilia Piechota, dyrektor zarządzający w Vialto Partners Poland. – Potrzebujemy zarówno pracowników niewykwalifikowanych, jak i specjalistów. Musimy wygenerować mechanizmy przyciągające pracowników do prac prostych, ale też przyciągające talenty i specjalistów, którzy zostaną u nas na dłużej – zaznaczyła Piechota. Piechota opowiedziała o holenderskim systemie pozyskiwania migrantów jako pracowników.

– Holandia zrobiła pilotażowy program, który przerodził się w program stały. Chodzi o adresowanie potrzeb projektowych. Na podstawie notyfikacji pozyskanie zezwolenia na pracę zajmuje jeden bądź dwa dni. Z kolei Czesi koncentrują się na sektorach strategicznych. Tam zaistniał program przeznaczony dla lotników. Jest też swobodny dostęp dla pracowników z około 10 krajów – mówiła Emilia Piechota.

Zdaniem byłego premiera Waldemara Pawlaka bardzo ważne jest spojrzenie na zagadnienie migracji w dwóch płaszczyznach. Chodzi o perspektywę konstruktywną i polityczną. Jego zdaniem sprawa migracji stała się „bronią masowego rażenia” w wojnie kognitywnej.

– Rozgrywanie strachu i nienawiści w wymiarze politycznym jest bardzo intensywne – mówił Pawlak, który strategię migracyjną rządu nazwał „elegancko ostrożną”.

Według Pawlaka konieczne jest uświadomienie sobie tego, co widoczne jest w Europie od dawna. Chodzi o to, by zdać sobie sprawę z tego, jak wielu pracowników będzie brakować w Polsce w ciągu najbliższej dekady. Jego zdaniem w Europie nie brak kapitału i technologii, ale ludzi.

W dyskusji udział wzięli:

  • Prof. Maciej Duszczyk, podsekretarz stanu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
  • Prof. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor, Ośrodek Badań nad Migracjami, UW
  • Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora, Polski Instytut Ekonomiczny
  • Waldemar Pawlak, senator, były premier RP, prezes Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych
  • Emilia Piechota, dyrektor zarządzający, Vialto Partners Poland

Moderacja: Nadia Winiarska, Konfederacja Lewiatan

 

Z impetem weszli na rynek, mocno rewolucjonizując podejście do pracy. Mowa o pokoleniu Z, wokół którego narosło mnóstwo mitów. Głównie chodzi o tak zwany “gen lenistwa”. Okazuje się jednak, że pokolenie młodych ludzi jest znakomicie przygotowane do realiów dzisiejszego rynku pracy; może pochwalić się posiadaniem kompetencji przyszłości, ale jednocześnie ceni sobie równowagę między pracą, a życiem prywatnym. Oczekuje też jasnego wyznaczania celów, formułowania klarownych instrukcji oraz odejścia od zunifikowanego traktowania pracowników. O potrzebach, ambicjach i wyzwaniach młodych ludzi na rynku pracy dyskutowano podczas panelu “Pokolenie Z na rynku pracy. Przygotowani czy nie?”.

Dyskusja została poprzedzona wprowadzeniem i prezentacją wyników badań na temat pokolenia Z. Przedstawił je prof. Jacek Męcina, doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan.

– Cel, jaki sobie postawiliśmy, to może nie tyle polemika, co pogłębienie rozważań w sprawie stereotypów dotyczących pokolenia Z – mówił prof. Męcina.

Analizując wyniki badań, można dojść do wniosku, że pokolenie to ceni sobie równowagę pomiędzy życiem zawodowym, a życiem prywatnym. Praca jednak jest tym, w czym młodzi ludzie się realizują. Świadomie wybierają pracodawcę. Cenią sobie otwartą komunikację z przełożonym i dobrą atmosferę w miejscu pracy. Cenią sobie również stabilność zatrudnienia i satysfakcję z pracy. Jak zauważył prof. Męcina, pokolenie Z jest świetnie przygotowane, by wchodzić w swoje role zawodowe. Młodzi ludzie mogą pochwalić się też nadreprezentacją kompetencji przyszłości na rynku pracy, takich jak na przykład empatia komunikacyjna. Ponad połowa badanych na co dzień wykorzystuje też sztuczną inteligencję w nauce i pracy. Najważniejszą konkluzją jest fakt, że pokolenie Z wiąże przyszłość zawodową z polskim rynkiem pracy.

Socjologowie zawsze interesują się młodzieżą, co zaznaczyła na początku dyskusji Karolina Messyasz z Katedry Socjologii Polityki i Moralności Uniwersytetu Łódzkiego.

– Przyglądamy się młodym ludziom, bo jest to osobna kategoria socjologiczna. Inna niż dzieci i dorośli. To odrębny byt. Od XIX wieku młodzież traktowana jest jako zwierciadło epoki. Poza tym młodzież nadal postrzegana jest jako aktor kontestujący porządek społeczny. Warto dodać również, że w ostatnich dekadach faza młodość uległa bardzo intensywnemu wydłużeniu – wyjaśniała Karolina Messyasz, uzasadniając swoje zainteresowanie akurat tym pokoleniem ze strony badaczy.

Zdaniem prof. Joanny Żukowskiej, kierownika Zakładu Przedsiębiorczości i Otoczenia Biznesu SGH, za każdym razem młode pokolenie wchodzące na rynek pracy jest krytykowane. Dziś roszczeniowość pokolenia Z jest mitem.

– Czy pokolenie millenialsów, X, boomersów nie ma potrzeb i oczekiwań wobec pracodawców? – pytała retorycznie Żukowska, by później zaznaczyć, że pokolenie Z może okazać się pierwszym pokoleniem, które głośno i jasno domaga się swoich praw na rynku pracy. Stąd być może mit o roszczeniowości, poniekąd kreowany przez pracodawców, których przedstawiciele należą jednak do starszych pokoleń.

Dziennikarka i publicystka Polsat News Karolina Olejak jest pod wrażeniem umiejętności młodych ludzi, jeśli chodzi o wyszukiwanie informacji. Jako wady wymieniła: brak długotrwałej koncentracji i próba dyskusji z zadaniami wyznaczonymi przez przełożonego. Jej zdaniem młodzi ludzie cenią jednak czas poświęcany im przez przełożonych i przekazywanie im informacji zwrotnej, na temat ich pracy.

Co młodym przeszkadza na rynku pracy? 

W tej części jako pierwsza głos zabrała Wiktoria Nowak, studentka UW, współzałożycielka projektu GenbOOst.

– Wyobraźcie sobie państwo zdziwienie menedżerów, gdy spotykają się z naszą siedemnastoletnią edukatorką, która będzie im wyjaśniać świat – mówiła, otwierając dyskusję Nowak.

Jej zdaniem “zakręciliśmy się” wokół sporu, które pokolenie miało gorzej. Trzeba uważać ze stereotypem, dotyczącym roszczeniowości, bo w kategoriach tych nie można rozpatrywać chęci otrzymania godziwego wynagrodzenia.

Dziś pokolenie Z kontestuje autorytety z tytułami naukowymi, na których społeczeństwo się “przejechało”. Dziś dla młodego człowieka ważniejsza jest współpraca z przełożonym, który – jak zaznaczyła prelegentka – powie: „stary, stara, zróbmy to razem”.

– Nie radzą sobie, narzekają, są roszczeniowi – to nie są słowa pracodawców z warszawskiego „Mordoru”, ale słowa Sokratesa sprzed dwóch tysięcy lat – zbił dyskutantów z pantałyku Mikołaj FLorczak z GenbOOst. Kontynuował temat, mówiąc, że zaskoczeniem dla menedżerów jest to, że młodzi ludzie chcą i bardzo sobie cenią rozmowy o emocjach. Wynika to zarówno z badań, jak i doświadczeń empirycznych panelistów.

– Dla nas elastyczna praca oznacza elastyczność godzin, a nie elastyczność miejsca pracy – przyznała Olga Zawada, studentka UW, reprezentująca GenbOOst. – W naszym pokoleniu popularny jest mem o studencie, który na trzecim roku studiów ma mieć trzy lata doświadczenia w pracy. Do tego potrzebna jest elastyczność. Chcemy odpowiadać na te wymogi rynku, ale musimy mieć czas na zrealizowanie powierzonych nam zadań – konkludowała Zawada.

W dyskusji udział wzięli:

  • Mikołaj Florczak, GenbOOst
  • Wiktoria Nowak, studentka UW, współzałożycielka projektu GenbOOst
  • Karolina Messyasz, Katedra Socjologii Polityki i Moralności, Uniwersytet Łódzki
  • Karolina Olejak, dziennikarka i publicystka, Polsat News
  • Prof. Joanna Żukowska, kierownik, Zakład Przedsiębiorczości i Otoczenia Biznesu, SGH
  • Olga Zawada, studentka UW, GenbOOst

Moderacja: Anita Błaszczak, dziennikarka, Rzeczpospolita

 

Miała prawo jazdy na ciężarówkę. Otwierała drzwi Europejkom do świata nauki. Korespondowała nawet z Albertem Einsteinem! Chodzi o Marię Skłodowską-Curie, polską noblistkę, która zrewolucjonizowała wiedzę na temat promieniotwórczości. To właśnie korespondencji dwojga wybitnych naukowców poświęcona jest publikacja, o której dyskutowano podczas panelu z cyklu “Ranne ptaszki” podczas wiosennej edycji EFNI. Największe wrażenie na słuchaczach zrobiła historia o tym, jak Maria Skłodowska-Curie na wojskowej ciężarówce woziła aparat rentgenowski, którym prześwietlała francuskich żołnierzy.  

– Jesteśmy przeszczęśliwi, że o tej barbarzyńskiej porze przyszliście państwo na nasze spotkanie – zaczęła Ewa Łabno-Fałęcka z Fundacji Rozwoju Edukacji dla Przemysłu, która wraz z dziennikarzem Karolem Jałochowskim uczestniczyła w tej dyskusji, która rozpoczęła się o godzinie 7:30

Frekwencja na spotkaniu wcale nie wskazywała na to, że pora była aż tak niesprzyjająca . Słuchaczy było na tyle dużo, że potrzebne były dodatkowe krzesła!

Polka otwierała drzwi naukowczyniom

Dyskusja rozpoczęła się od roli kobiet w nauce przed wiekiem dwudziestym.

– Obecność kobiet w nauce wiązała się z nieludzkim wysiłkiem. Odbywała się kosztem życia rodzinnego i była naznaczona oporem środowiska naukowego – mówił Jałochowski.

Jak zaznaczył, to, że Maria Skłodowska-Curie pojawiła się w nauce, można rozpatrywać w kategorii cudu. Czy jednak polska, wybitna naukowczyni jest dostatecznie dobrze upamiętniona przez jej ojczyznę?

– Czy to nie jest dziwne, że najsłuszniejsza Polka ma tu, w Warszawie, swoje muzeum, do którego warszawiacy nie chodzą? – zastanawiała się Łabno-Fałęcka.

– Zastanawiałaś się dlaczego do tego muzeum nie chodzimy? – kontrował Jałochowski.

– Jan Paweł II ma ponad 1000 pomników, Piłsudski 600 a Maria Skłodowska-Curie zaledwie 3 – skonstatowała Łabno Fałęcka, której zdaniem Warszawa po macoszemu traktuje pamięć o wybitnej, polskiej naukowczyni.

Einstein pisał do Skłodowskiej-Curie

Książka, o której dyskutowano, zbiera korespondencje pomiędzy Marią Skłodowskiej-Curie a z Albertem Einsteinem.

– Jeszcze niedawno nie miałem świadomości istnienia tej korespondencji – mówił Jałochowski.

Listy, wymieniane przez dwoje wybitnych naukowców początku XX wieku, nie tylko były dość intymne, ale wykraczały też poza ramy ówczesnej nauki, bo korespondowanie pomiędzy kobietą-naukowcem a mężczyzną-naukowcem nie było czymś powszechnym.

Jak zaznaczyli prelegenci Einstein był ówczesnym celebrytą i lubił karmić się zainteresowaniem. Natomiast Skłodowska-Curie była osobą niezwykle skromną i zamkniętą.

– Czy mieli romans? O to najczęściej pytały media zainteresowane tą publikacją. Nie, romansu nie mieli. Maria była od Einsteina o 12 lat starsza. Ich korespondencja miała charakter przyjacielski – zaznaczała Ewa Łabno-Fałęcka.

Co ciekawe, Einstein pisał listy po niemiecku, na maszynie. Skłodowska-Curie odpisywała po francusku i ręcznie. Do końca zwracali się do siebie per pan i pani. Pisali nie tylko o nauce, ale też o życiu prywatnym. Einstein wspierał nawet Skłodowską-Curie podczas jej romansu z innym mężczyzną, który wywołał oburzenie w świecie nie tylko naukowym.

Jak powstawała książka?

W pozyskaniu listów pomocne były archiwa pism Einsteina przechowywane w Jerozolimie. Łabno-Fałęcka opowiedziała o tym, jak Fundacja Edukacji dla Przemysłu musiała uruchomić swoje kontakty, by do takich archiwów dotrzeć.

– Tam zaczęliśmy szukać. Archiwum w Jerozolimie było pięknie poukładane – przypominała Ewa Łabno-Fałęcka, która dodała, że nieco trudniej było pozyskać archiwa we Francji.

Część listów, do których dotarto właśnie tam, nie były nawet zarchiwizowane. Co ciekawe: te listy były wciąż napromieniowane. Promieniowanie przekraczało nawet dzisiejsze normy. To opóźniło powstanie książki, ponieważ listy musiały zostać poddane dekontaminacji.

Książkę, o której dyskutowano, można było pozyskać w księgarni zlokalizowanej w przestrzeniach EFNI. Dystrybucję prowadzi Muzeum przy ulicy Freta 16 w Warszawie.

W dyskusji udział wzięli:

  • Ewa Łabno-Fałęcka, prezeska, Fundacja Rozwoju Edukacji dla Przemysłu
  • Karol Jałochowski, dziennikarz, POLITYKA, PULSAR.pl

 

O tym, jakie umiejętności będą kluczowe w nadchodzących dekadach, jak system edukacji może wspierać młodych ludzi w przygotowaniu do wyzwań rynku pracy oraz jaką rolę odgrywają innowacje i współpraca międzysektorowa w budowaniu kompetencji przyszłości opowiadała ministra edukacji – Barbara Nowacka w panelu: Kompetencje przyszłości na rynku pracy. Ministra wyjaśniała też jak ma wyglądać szkoła po wprowadzeniu reformy edukacji.

Ministra edukacji rozpoczęła stwierdzeniem, że rozmowa jest najlepszą formułą tworzenia edukacji. Barbara Nowacka dodała, że trzeba wiedzieć, kogo chcemy kształcić: „Wiedza to nie wszystko. Potrzebne są dodatkowe kompetencje dotyczące komunikacji, nauk technologicznych, w szczególności nauk ścisłych, kwestii cyfrowych i sprawczości. Można uczyć jej przez pokazywanie od samego początku, że dziecko, młody człowiek umie coś zrobić. Jest nie tylko biernym odbiorcą, ale umie praktycznie wykorzystać swoją wiedzę”, dodała Barbara Nowacka.

Szefowa resortu edukacji przekonywała, iż dzisiaj młodzi ludzie kończąc szkołę często nie mają podstawowych umiejętności praktycznych – od obsługi narzędzi, po umiejętności poruszania się praktycznego w świecie – jak napisać CV, jak wypełnić zeznanie podatkowe.

Taki stan ma zmienić reforma, której wdrożenie resort edukacji rozpocznie 1 września 2026 roku. Wtedy w szkołach podstawowych zaczną obowiązywać nowe podstawy programowe.

„Mam nadzieję, że będzie to jedna z najlepiej skonsultowanych reform, a na pewno najlepiej skonsultowana reforma edukacji”, przekonywała Barbra Nowacka.

Zanim reforma wejdzie w życie, już od września 2025 roku w szkołach zostaną wprowadzone dwa nowe przedmioty – edukacja zdrowotna i edukacja obywatelska. „Na tych przedmiotach będzie widać co mamy na myśli, mówiąc o sprawczości”. W ramach edukacji obywatelskiej uczniowie mają mieć do wykonania praktyczne zadania, problemy i działania. W trakcie edukacji zdrowotnej dzieci będą musiały np. przygotować projekt zdrowej, zbilansowanej diety i połączyć to z ćwiczeniami fizycznymi.

Kolejnym wyzwaniem dla edukacji jest zmiana nastawienia uczniów. „Poczucie satysfakcji młodzieży z bycia w szkole drastycznie spada. Jeśli człowiek nie będzie się cieszył idąc do szkoły, wiedząc, że idzie tam po coś, to wszystkie wyniki będą drastycznie spadać”, mówiła Nowacka.

Z perspektywy rynku pracy resort chce zwrócić większą uwagę na to, by młodzież była lepiej przygotowana na naukę zawodów przyszłości. Muszą umieć adaptować się do zmian.

Ministra Nowacka zapewniła, że w kontekście kompetencji przyszłości na rynku pracy odbywają się spotkania branżowe z przedsiębiorcami, tak by korygować to, w jaki sposób odbywa się kształcenie, jakie są zapotrzebowania. Dlatego, że te szkoły dają gotowe miejsca na rynku pracy. Dodała, iż w kształceniu ogólnym ważne jest, by uczniowie rozumieli otaczający ich świat, skąd się biorą podatki, dlaczego studia powinny być bezpłatne, choć szkolnictwo prywatne też odgrywa istotną rolę.

W kontekście nowych technologii ministra wyjaśniała, iż wyzwania dzisiejszego świata są na tyle wielkie, że młodzież musi być oswojona z technologią. Z drugiej strony Barbara Nowacka zauważyła, że często jest oswojona za wcześnie, wyjaśniając, że widok 2-3 latka ze smartfonem budzi jej przerażenie. Dlatego, jej zdaniem, trzeba umieć to zbalansować.

Rozmowę prowadziła Małgorzata Lelińska, Konfederacja Lewiatan

Konieczne jest inwestowanie w nowoczesne technologie i pracowników. Firmy, które doceniają pracowników muszą być traktowane lepiej. Plan transformacji technologicznej w miejscu pracy trzeba uzgadniać z pracownikami – wyliczała Esther Lynch, sekretarz generalna ETUC w czasie panelu „Okrągły stół – dialog jako efektywne zarządzanie zmianą”.

Uczestnicy dyskusji podkreślali, że  kluczem do skutecznego wdrażania zmian, np. związanych z AI jest dialog, który łączy perspektywy, buduje zaufanie i wyzwala moc kreatywnych rozwiązań.

Maxime Cerutti, dyrektor działu spraw społecznych, BusinessEurope przypomniał, że w ostatnich latach nie udało się skutecznie połączyć rynku pracy, wzrostu produktywności i zatrudnienia. Udało się natomiast zwiększyć poziom zatrudnienia, w tym kobiet. Europejskie społeczeństwa jednak starzeją się, coraz więcej osób przechodzi na emerytury i firmy cierpią na niedobór pracowników. – Dlatego trzeba zadbać o  pracowników nieaktywnych, ale także wspierać się migracją – dodał.

Zdaniem Liwiusza Laski, dyrektora generalnego Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, sztuczna inteligencja coraz mocniej wkracza w nasze życie. Dzięki rozwiązaniom AI kilkaset razy wzrosła efektywność ZUS, mimo że ciągle przybywa mu zadań. Wkrótce AI trafi do urzędów pracy. Widać, że sztuczna inteligencja przejmuje łatwą pracę. Rząd ma nadzieję, że dzięki nowoczesnym technologiom zwiększy się efektywność firm, jakość pracy.

Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan, apelował, żeby wreszcie zakończyć europejską debatę nad regulacjami dotyczącymi AI i znaleźć wspólne rozwiązanie dla całej Europy. Wprowadzanie oddzielnych regulacji AI, np. hiszpańskiej, polskiej nie jest najlepszym pomysłem. – W procesie transformacji technologicznej nie straszmy sztuczną inteligencją, że przyczyni się do ogromnego wzrostu bezrobocia. W tym kontekście cieszy fakt, że pracownicy są coraz bardziej świadomi zachodzących zmian – dodał.

Artur Mazurkiewicz, prezes zarządu Dolnośląskich Pracodawców, zwrócił uwagę na wpływ AI na funkcjonowanie mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Jego zdaniem AI nie zawładnie naszym rynkiem pracy, ale będzie wspomagała różne procesy i tego już nie da się zatrzymać. Z badań wynika, że 65 proc. młodych osób nie będzie wiedziało, w jakich zawodach przyjdzie im pracować w przyszłości.

– Ludzie z rezerwą podchodzą do wszelkich zmian, nie wiedzą, co może ich spotkać w przyszłości. Tak było zawsze. I tak jest też w przypadku zmian technologicznych. Z moich obserwacji wynika, że pracownicy lepiej niż pracodawcy radzą sobie z nowymi technologiami. Oczekują od pracodawców zrozumienia, dialogu i współpracy – przekonywał Piotr Ostrowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.

Panel moderował prof. Jacek Męcina, Konfederacja Lewiatan.

Newsletter

Nie przegap najważniejszych informacji o EFNI

Program, prelegenci, wydarzenia towarzyszące – zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco.