Platformy cyfrowe umożliwiają przedsiębiorcom szybkie i tanie dotarcie do klientów. Jednak małe i średnie firmy nadal wstrzemięźliwie korzystają z takich możliwości. O tym, jak platformy cyfrowe zmieniają biznes, rozmawiali uczestnicy piątkowego panelu podczas 15. edycji Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie. 

Żeby rozpocząć handel w internecie, nie trzeba już tworzyć stron internetowych. W dotarciu do klientów pomagają platformy cyfrowe, takie jak TikTok Shop. Public Policy eCommerce Manager w Europie Środkowo-Wschodniej w TikTok Anna Bojja powiedziała, że powstanie platform cyfrowych znacząco ułatwiło firmom dostęp do odbiorców i obniżyło koszty działalności. „Zazwyczaj dla MŚP barierą nie jest brak dobrego produktu. Ten produkt często jest i jest on dopracowany jakościowo, wizualnie i pod względem składu. Problem jest gdzie indziej – są to na przykład koszty związane z technologią, ograniczone zasoby oraz trudności z docieraniem do nowych klientów. I myślę, że to jest idealna rola dla platform cyfrowych, chociażby TikToka, które umożliwiają MŚP docieranie do nowych odbiorców, do których te firmy nie mogłyby dotrzeć ze swoją ofertą”- powiedziała.

Dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania w Akademii Łazarskiego profesor Agnieszka Skala-Gosk zwróciła uwagę na trudności z oszacowanem tego, w jakim stopniu mniejsze firmy wykorzystują nowe możliwości. Powiedziała, że o ile informacje dotyczące przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób są dostępne, to w Polsce jest mnóstwo firm, które nie zatrudniają w ogóle lub mają kilku pracowników. Podkreśliła, że trudno analizować zachowania w tych firmach, ponieważ prawie nic o nich nie wiemy.

Na poważne wyzwania stojące przed wieloma polskimi firmami zwrócił uwagę dyrektor generalny w Biurze Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Krzysztof Traczyk. Wskazał, że duże przedsiębiorstwa często oferują konsumentom szybkie zakupy, dostawę następnego dnia oraz możliwość wsparcia zakupów kredytem. Tymczasem małe i średnie firmy nie mają takich możliwości. Krzysztof Traczyk dodał, że do prowadzenia własnej działalności zniechęca fakt, że często wyższe zarobki można osiągnąć na przykład w administracji państwowej. Zwróci też uwagę na wysokie koszty prowadzenia działalności.

Platformy cyfrowe dają możliwości, ale ich istnienie wiąże się też z wyzwaniami, na które zwrócił uwagę senator Krzysztof Kwiatkowski. Podkreślił, że w relacjach przedsiębiorca – konsument, ten pierwszy ma znacznie silniejszą pozycję. Dlatego władza ustawodawcza musi wprowadzać regulacje, które będą wyrównywały szanse – powiedział.

Posłanka Weronika Smarduch zauważyła, że małe firmy Polsce nie korzystają z części możliwości, jakie mają. Jako przykład wskazała instytucje otoczenia biznesu. Powiedziała, że można tam między innymi uzyskać pomoc doradców oraz wziąć udział w szkoleniach. W Polsce wiele takich usług jest za darmo, podczas gdy w innych krajach trzeba za nie płacić – podkreśliła.

Uczestnicy dyskusji:

  • Anna Bojja, Public Policy eCommerce Manager, CEE, TikTok
  • Prof. Agnieszka Skala-Gosk, dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania, Akademia Łazarskiego
  • Weronika Smarduch, posłanka, Sejm RP
  • Krzysztof Traczyk, dyrektor generalny, Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców
  • Krzysztof Kwiatkowski, senator RP

Moderacja: Weronika Przecherska-Marchwińska, Konfederacja Lewiatan

Ekspansja i agresywna polityka gospodarcza Chin jest widoczna na każdym kroku. W tej kadencji Komisji Europejskiej i europarlamentu Europa się budzi. Czy nie za późno?

Zarówno powyższą tezę, jak i pytanie postawił na Europejskim Forum Nowych Idei europoseł Koalicji Obywatelskiej, Dariusz Joński. Nie miał wątpliwości, że w przypadku wielu fabryk i branż odpowiedź jest twierdząca. „Chińczycy, przy ogromnej nadwyżce budżetowej, po dumpingowych cenach, zdecydowali się na ogromną ofensywę” – powiedział Joński, otwierając panel dyskusyjny.

Polityk zapewnił, że europosłowie namawiają Komisję Europejską do ściślejszej ochrony biznesu na Starym Kontynencie. W minionych latach nie było to jednak łatwe, czego przykładem może być branża automotive w Niemczech. Według europosła, nasi zachodni sąsiedzi długo nie byli zainteresowani wejściem w „nieprzyjemne rozmowy” z Chińczykami z uwagi na fabryki Volkswagena i Mercedesa ulokowane w Państwie Środka oraz sprzedaż flagowych modeli tych marek w Chinach, która kilkukrotnie przekraczała sprzedaż w Europie. „Dopiero teraz, jak Chińczycy przyszli i zaproponowali, że są w stanie wykupić fabryki Volkswagena to przyszło otrzeźwienie, że może jednak trzeba dokonać pewnych zmian i zejść na ziemię” – powiedział Dariusz Joński, dodając, że chodzi również o zejście na ziemię z cenami samochodów. „Chińskie samochody pokazały, że dla ludzi do końca ten brand wcale nie ma takiego znaczenia, zresztą to samo w Chinach” – zauważył polityk, który mówił o zimnym prysznicu dla branży automotive.

Joński zaznaczył, że Europa podejmuje środki zaradcze i wprowadza limity w zakresie importu chińskich hybryd. „W zeszłym roku to było 800 tys., w tej chwili limit jest ustalony na 350 tys. rocznie, by ochronić miejsca pracy” – powiedział Joński, wskazując na rezultat dwóch tygodni negocjacji pomiędzy Unią Europejską a Chinami w Pekinie.

„Chińska presja daje się we znaki także innym branżom. Tylko w zeszłym roku zamknęliśmy 5 fabryk z 35, tak że pewien dramat się rozpoczął, ale się nie poddajemy” – mówił prezes Związku Producentów AGD Applia, Wojciech Konecki, wyliczając: u nas jeden zakład to co najmniej 1000 osób zatrudnionych, tak że o nich musimy mówić i ich rodzinach.

Panelista EFNI zaznaczył, że branża AGD jest wciąż gotowa na wzrosty, jednak zagrożenie pochodzi nie tylko z Chin. Tuż za granicą mamy Turcję, u nas bardzo szybko rosnący Egipt – wskazywał. Podzielił się przy tym statystyką dotyczącą sprzedaży lodówek. Już tylko 15% sprzedaży europejskiej należy do europejskich firm. Jeżeli Electrolux jako jeden z ostatnich sprzeda się do Midei, to zostaniemy tylko z Boschem jako takim głównym graczem – powiedział. Według Wojciecha Koneckiego branża potrzebuje nie tyle ochrony, ile zrozumienia ze strony Unii Europejskiej oraz organizacji parasolowych.

Dyrektor wykonawczy Stowarzyszenia Producentów Cementu, Zbigniew Pilch, zażartował: „Z nami to jest trochę tak, jak z tym żartem z Jasiem, który nie mówił, bo sól zawsze była na stole” – zaczął swoją wypowiedź, opowiadając o powszechnym przekonaniu, że podstawowy wyrób budowlany, jakim jest cement rodzimej produkcji, był, jest i będzie dostępny w Europie. Cement produkowany jest na świecie w ilości ponad 4 mld ton rocznie. Beton jest drugą substancją na ziemi konsumowaną rocznie przez człowieka po wodzie. Chiny z tego robią ponad 56%.

Jak wskazywał Pilch, Chiny mają wolne moce wytwórcze na poziomie 700 mln ton, podczas gdy w Europie rocznie produkuje się i zużywa ok. 150 mln ton. „Ja się boję myśleć, co będzie jak Chińczycy wpadną na pomysł, że jeszcze do Europy mogą cement wysyłać” – ostrzegał. Pekin już dziś eksportuje cement do Indonezji i Filipin, skąd zaczynają wychodzić koncerny europejskie i amerykańskie.

„Podobnie jak w przypadku branży AGD, wyzwaniem dla producentów cementu jest również konkurencja z północnej Afryki, między innymi z Egiptu, Maroka i Algierii. Draghi w swoim raporcie powiedział, że musimy reindustrializować gospodarkę europejską i powinniśmy mieć ambicję, żeby średni udział przemysłu w niej to było 16-17%. My jesteśmy dalej” – zaznaczył Pilch, wskazując, że udział przemysłu w PKB Polski to ponad 24%. „Stoimy na wielu nogach, ale jak długo? Trudno powiedzieć” – podsumował.

Stary Kontent dociskają także Amerykanie, nie zawsze bezpośrednio. Dyrektor biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Michał Strzelecki, przytoczył przykład tzw. pierwszej wojny celnej za prezydentury Donalda Trumpa i ceł na meble. „Bardzo szybko urósł Wietnam i Malezja, bo Chińczycy sprawnie potrafili obejść cła na swoje produkty” – wskazał.

CEO Robert Bosch Sp. z o.o., Rafał Rudziński, nawiązał do słów europosła, Dariusza Jońskiego, o powolnym budzeniu się Komisji Europejskiej. Jak jesteśmy takim dużym niedźwiedziem, to jesteśmy gdzieś w lutym – ocenił. Jako największy problem wskazał to, że regulacje tworzone np. dla branży automotive były tworzone półtorej dekady temu. W kompletnie innym czasie, kiedy walka z klimatem była jednym problemem Europy, jaki był. Nie było wojen, nie było pandemii, nie było Chin, nie było Indii, Amerykanie fantastycznie nas bronili – wyliczał Rudziński, zaznaczając, że przez piętnaście lat świat diametralnie się zmienił.

Sięgnął też po liczby: w Polsce produkuje się setki tysięcy samochodów osobowych, ciężarowych i dostawczych, ale także 2,5 mln silników. Do tego skrzynie biegów, do tego układy hamulcowe, akurat też nasze. Jeżeli natychmiast czegoś nie będziemy robić, to netto w Europie jest zagrożonych między 350 – 500 tys. miejsc pracy – ostrzegł, wskazując, że wizja setek tysięcy bezrobotnych będzie miała wpływ na wybory i zagrozi stabilności rządów w poszczególnych krajach europejskich.

Prezes zarządu Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, Tomasz Sadzyński, wskazuje, że Europa musi być konkurencyjna przede wszystkim w kwestii produkcji energii. „Jeżeli w Polsce i w Europie nie będziemy mieli mixu OZE z elektrowniami atomowymi” – przekonywał. Jak dodał, nie chodzi o to, jak obronić konkurencyjność Europy, ale jak doprowadzić do tego, żeby nasz kontynent na nowo mógł tę walkę konkurencyjną nawiązać. Jeżeli czymkolwiek będziemy mogli konkurować na świecie z Chinami i z innymi państwami, to tym, czym zawsze konkurowaliśmy, czyli innowacyjnością i technologiami – dodał. Przyznał jednak, że z tym Europa ma coraz większy problem.

W dyskusji udział wzięli:
– prezes Związku Producentów AGD Applia, Wojciech Konecki,
– dyrektor wykonawczy Stowarzyszenia Producentów Cementu, Zbigniew Pilch,
– dyrektor biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Michał Strzelecki,
– CEO Robert Bosch Sp. z o.o., Rafał Rudziński,
– prezes zarządu Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, Tomasz Sadzyński.

Dyskusję poprowadził dyrektor programowy serwisów premium Wirtualnej Polski, Łukasz Kijek.

Słowo wprowadzenia do panelu wygłosił europoseł Koalicji Obywatelskiej, Dariusz Joński.

 

Dlaczego jedne firmy skutecznie zamieniają pomysły w przewagę rynkową, a inne zatrzymują się na etapie eksperymentów? O sukcesie innowacji decydują nie tylko technologia i kreatywność, lecz także sposób zarządzania, kultura organizacyjna oraz zdolność do podejmowania trudnych decyzji. Jak stworzyć firmę, w której innowacje są częścią codziennego działania, a nie serią odizolowanych projektów? O tych zagadnieniach dyskutowali uczestnicy panelu EFNI 2026. 

Panel rozpoczęła Katarzyna Wszoła z PMC DA VINCI, prezentując raport „Zarządzanie innowacjami w praktyce”. „Jest to wynik naszych prac i dyskusji w Radzie Innowacji Konfederacji Lewiatan” i przedstawia doświadczenia 10 firm: Adamed Pharma, Diagnostyki, Grupy LUX MED, Grupy Maspex, Orange Polska, Grupy Polpharma, QEMETICA, Stoen Operator, Uniwersytetu SWPS i Grupy Veolia Polska”. Zaznaczyła, że o skuteczności innowacji nie decyduje sama liczba pomysłów, lecz odpowiednie przygotowanie organizacji do ich wdrażania. Podkreśliła znaczenie szybkiego weryfikowania dostępnych na rynku technologii oraz rozwijania kreatywności w codziennej pracy. Ważną rolę w tym procesie odgrywają jasno określona struktura organizacyjna, podział ról i odpowiedzialności, kwestie finansowania oraz przejrzyste procesy decyzyjne, wskazujące, kto i na jakim etapie podejmuje decyzje.  

Edyta Bagińska, członkini zarządu Maspex Holding S.A., podkreśliła, że „cały innowacyjny potencjał zaszyty jest w naszym DNA”. Wspomniała o sposobie zarządzania w latach 90., kiedy innowacje określano mianem nowinek technicznych, a ich wdrażanie często miało charakter impulsywny. W tamtym okresie konieczne było poszukiwanie kreatywnych rozwiązań. „W 2015 roku powołaliśmy wewnętrzny hub, który nazwaliśmy działem zarządzania innowacjami” – powiedziała, wskazując ten moment jako początek rozwoju nowego podejścia do innowacji w firmie.   

Monika Jasłowska, doradczyni ds. innowacji i transformacji w Grupie Polpharma, podkreśliła, że „bez ducha innowacyjności nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy”. Przypomniała o utworzeniu platformy Leonardo, która stała się przestrzenią dialogu między pracownikami. Umożliwiła osobom z różnych miast wymianę doświadczeń i wiedzy, co okazało się przełomem dla współpracy w organizacji. Jak zaznaczyła, o sile benchmarkingu decyduje przede wszystkim komunikacja wewnętrzna, która pozwala promować osoby zaangażowane w rozwój innowacji. 

Kacper Ostrowski, dyrektor strategii i transformacji w Grupie LUX MED, podkreślił znaczenie angażowania pracowników w proces wdrażania innowacji. Jako przykład podał program „LUXkreacja” – to wewnętrzna platforma rozwijana oddolnie przez pracowników, skoncentrowana na poprawie doświadczeń pacjentów. „W zeszłym roku mieliśmy tysiąc zgłoszeń, z czego 600 udało nam się wdrożyć” – powiedział. Zapytany o to, co decyduje o sukcesie benchmarkingu, wskazał przede wszystkim na komunikację, ale również zachęty dla pracowników oraz odpowiednie narzędzia i procesy wspierające wdrażanie innowacji.  

Marcin Ratkiewicz, dyrektor Orange Innovation Poland, zwrócił uwagę na znaczenie platformy wymiany doświadczeń. Podkreślił, że raport pomaga lepiej zrozumieć, jak współpracować z dużymi firmami. „Sukces naszych firm i rozwój gospodarki wzajemnie się napędzają. Żeby nie utknąć w pułapce średniego rozwoju, musimy generować większą wartość dodaną” – zaznaczył. Dodał, że dzięki partnerstwom można osiągać więcej w biznesie. „Nauka samemu jest wolniejsza niż nauka razem. Z tą koncepcją przyszedłem do Lewiatana” – podsumował. 

Karolina Roszyk, dyrektor finansowa i członkini zarządu Grupy Veolia w Polsce, zwróciła uwagę, że niewdrożona innowacja generuje koszty dla firmy. „Wąskim gardłem jest brak decyzyjności i przypisanego właściciela biznesowego” – podkreśliła. Zaznaczyła również, że kluczowe jest stworzenie szybkiej ścieżki wdrażania innowacji. 

Raport jest pierwszym tego rodzaju zestawieniem w Polsce. Przedstawia praktyczne sposoby podejmowania decyzji, zarządzania innowacjami i ryzykiem, a także konkretne rozwiązania stosowane przez organizacje. Jest dostępny na stronie internetowej Konfederacji Lewiatan. 

W panelu wzięli udział: 

  • Katarzyna Wszoła z PMC DA VINCI, autorka merytoryczna i koordynatorka raportu 
  • Edyta Bagińska, członkini zarządu, Maspex Holding S.A. 
  • Monika Jasłowska, doradczyni ds. innowacji i transformacji, Grupa Polpharma 
  • Kacper Ostrowski, dyrektor strategii i transformacji, Grupa LUX MED 
  • Marcin Ratkiewicz, dyrektor, Orange Innovation Poland 
  • Karolina Roszyk, dyrektor finansowa, członkini zarządu, Grupa Veolia w Polsce 

Moderacja: Marzena Chmielewska, Konfederacja Lewiatan 

 

Link do raportu: https://lewiatan.org/wp-content/uploads/2026/10/Raport_Zarzadzanie_innowacjami_w_praktyce.pdf 

Podczas panelu EFNI 2026 rozmówcy poruszali tematy związane z rosyjską agresją przeciwko Ukrainie. Dyskusja koncentrowała się wokół wątku przyszłości, biorąc pod uwagę między innymi odwrócenie się Stanów Zjednoczonych od Europy oraz niepewność przyszłości państw europejskich.

Szef ukraińskiego PEN Klubu Vołodymyr Yermolenko podkreślił podczas panelu, że Ukraina nie wie, co się wydarzy tej zimy, nie wie, co wydarzy się jutro. Mamy rozmaite dyskusje na temat przyszłości w naszym kraju, ale wiemy, że Rosja chce pozbawić przyszłości Ukrainę – mówił.

„Chcemy mieć przyszłość bezpieczną, bez imperialnej Rosji. Chcielibyśmy też dać coś Europie, a nie tylko od niej brać” – zaznaczył i dodał, że Ukraińcy zrobią wszystko, żeby osiągnąć cel, którym jest zwycięstwo.

Edwin Bendyk z Fundacji Batorego podkreślił, że Ukraińcy nie tracą przywiązania do demokracji, a ich przywiązanie do wolności jest bardzo silne. Jak mówił, cieszy się, że rządzący rozumieją, iż w strategicznym interesie Polski jest pomaganie Ukrainie. Edwin Bendyk odniósł się również, do jego zdaniem, niepokojących danych. Według CBOS dzisiaj mamy do czynienia z przewagą głosów niechętnych wobec Ukraińców w stosunku do pozytywnych. Czyli – jak mówił – wracamy niestety do „historycznej normy”. Dodał, że należy rozważać, czy niechęć skierowana jest wobec Ukraińców, czy migrantów jako takich – co mogą sugerować inne badania.

Prof. Ola Hnatiuk, ukrainistka i polonistka podkreśliła, że zbliżające się wybory mogą bardzo wpłynąć na to, jak będą wyglądały relacje polsko-ukraińskie. „Nawet w Stanach Zjednoczonych widzimy, jak bardzo gra się kartą ukraińską. Będzie to pokusa nie tylko w wyborach w Polsce, ale i na poziomie europejskim” – mówiła podczas panelu.

Odniosła się również do kwestii przeszłości w budowaniu relacji. Rola przeszłości w obecnej polityce ukraińskiej jest minimalna – zaznaczyła i dodała: „Nie chcemy powtarzać błędów przeszłości, chcemy uwolnić się od złej przeszłości. Potrafimy nazwać zbrodnię – zbrodnią. Nie bójmy się tego”.

Prof. Hnatiuk zwróciła także szczególną uwagę na to, jak wojna kształtuje Ukraińców. „W Ukrainie wszyscy żyją ze świadomością, że jutra może nie być, dlatego to, co możemy zrobić, robimy dzisiaj” – podkreśliła. Kruchość przyszłości jest doświadczeniem egzystencjalnym. „Chodzi o to, żebyśmy pamiętali, jak krucha jest nasza rzeczywistość i tutaj już to nie jest wyłącznie ukraińska perspektywa” – dodała.

W panelu udział wzięli:

  • Edwin Bendyk, Fundacja Batorego
  • Prof. Ola Hnatiuk, ukrainistka, polonistka
  • Vołodymyr Yermolenko, filozof, szef ukraińskiego PEN Klubu

Moderacja: Mateusz Mazzini, Gazeta Wyborcza, Kultura Liberalna

 

Unijne miliardy na zbrojenia, zamówienia dla polskich firm i samorządy, które nie wiedzą, czy mogą kupować systemy antydronowe. Podczas EFNI 2026 w Sopocie debatowano, jak przełożyć wielkie inwestycje w obronność na realne bezpieczeństwo mieszkańców i niezależność Europy.

Za pytaniem o europejską samowystarczalność kryje się trudny wybór: płacić dziś, czy ryzykować znacznie wyższą cenę jutro. „Wolę brać kredyt dzisiaj, niż żeby ktoś musiał płacić własną krwią za kilka lat” – mówił o SAFE w otwierającym wystąpieniu wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Zapowiedział dalszą pomoc wojskową dla Ukrainy i przegląd zamówień polskiej armii. Wśród najpilniejszych potrzeb wicepremier wymienił drony, systemy antydronowe i sztuczną inteligencję.

Maciej Kropidłowski, wiceprezes Citi Handlowy, przyznał, że znalazł się w paradoksalnej sytuacji. „Jako obywatel polski jestem dumny, że mamy SAFE” – powiedział. Z perspektywy banku unijne pożyczki częściowo wypierają jednak finansowanie komercyjne. Nie oznacza to rezygnacji z udziału w inwestycje w bezpieczeństwo. „Możemy sfinansować projekty, które wykraczają poza to, co polski rynek bankowy może zrobić” – zapewniał, wskazując na kapitał i gwarancje dostępne w międzynarodowej grupie Citi.

Rozmowa o samowystarczalności stała się więc pytaniem, ile pieniędzy zostanie w kraju. Andrzej Grzyb, przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej, mówił o ambicji, by połowa wydatków na modernizację armii trafiała do polskich przedsiębiorstw. Beata Koniarska, członkini zarządu PGZ Stoczni Wojennej podała przykład współpracy z lokalnym przemysłem. Jak poinformowała, 40 proc. wartości zamówień stoczni pochodzi z Pomorza, a w obszarze kooperacji i usług udział regionu wynosi 78 proc.

Sam sprzęt nie wystarczy, jeśli sojusznicze wojska utkną na granicach. „Unia Europejska buduje wojskowe Schengen” – mówił europoseł Michał Szczerba. Negocjowane przepisy mają usuwać administracyjne bariery w przemieszczaniu żołnierzy i sprzętu.

„Odporność, zdolność do obrony buduje się w całym społeczeństwie” – przekonywał Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego. Zaznaczał, że jego region zdecydował o transferze 11,6 proc. unijnych funduszy regionalnych na inwestycje podwójnego zastosowania. „Przesunęliśmy na dual-use 203 mln euro” – poinformował. Wśród przykładów konkretnych działań marszałek Struk wymienił wyposażanie szpitali w niezależne źródła wody i energii, dostosowanie dróg do ewakuacji oraz współpracę pomorskich uczelni z producentami bezzałogowych jednostek morskich.

Najostrzejszy kontrast pojawił się przy pytaniu o ochronę miast. Prowadzący dyskusję prof. Jacek Siewiera, były szef BBN, zapytał prezydenta Tarnowa Jakuba Kwaśnego, czy samorząd może kupić środki do przechwytywania dronów. „Podejrzewam, że skarbniczka by mi tego nie podpisała” – usłyszał. Tarnów ma drona cargo do zastosowań ratunkowych, ale przy zakupach antydronowych pojawiają się wątpliwości prawne. W przeprowadzonej przez miasto grze kryzysowej najważniejsze okazały się trzy sprawy: dostęp do wody, zapobieganie panice i ochrona szkół.

Wprowadzenie wygłosił Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier, minister obrony narodowej.

W panelu uczestniczyli: 

  • Andrzej Grzyb, poseł, przewodniczący, Komisja Obrony Narodowej, Sejm RP
  • Beata Koniarska, członkini zarządu, PGZ Stocznia Wojenna
  • Maciej Kropidłowski, wiceprezes zarządu, Citi Handlowy
  • Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego
  • Michał Szczerba, poseł do Parlamentu Europejskiego
  • Jakub Kwaśny, prezydent Tarnowa

Moderacja: Prof. Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

 

Kryzys demograficzny to jedno z największych wyzwań stojących dziś przed Polską i Europą. Jak wygląda model współczesnej rodziny, jakie są wyzwania związane z rodzicielstwem i polityką prorodzinną. Ale także, jak nie doprowadzić do szybkiego spadku liczby pracowników na polskim rynku – to tematy podejmowane w trakcie panelu EFNI 2026 „Więcej niż demografia. Jak wygrać wyścig o przyszłe pokolenia?”.

Trendy demograficzne są bardzo trwałe – trwają dekadami i wzajemnie się przenikają, dlatego zdaniem rzecznika prasowego Głównego Urzędu Statystycznego – Krzysztofa Jedlaka – nie można spodziewać się szybkiej zmiany w tym zakresie.

W trakcie spotkania Krzysztof Jedlak przedstawił wiele najnowszych danych statystycznych związanych z polską demografią.

Dane GUS pokazują, że wskaźnik dzietności w Polsce w 2025 roku wyniósł 1,068. I oznacza to, że jesteśmy na drugim miejscu od końca w krajach OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), jeśli chodzi o dzietność. Gorsza od Polski jest tylko Korea Południowa. Tymczasem, żeby móc mówić o zastępowalności pokoleń, wskaźnik musi wynosić 2,1. Trend niskiej dzietności jest też w całej Europie i nie jesteśmy tu wyjątkiem. Ale sytuacja cały czas się pogarsza – w dwóch pierwszych dekadach XXI wieku w Polsce rodziło się rocznie po około 350 – 400 tysięcy dzieci. W ubiegłym roku to 238 tysięcy – rekordowo niska liczba urodzeń w historii powojennych pomiarów. Dla porównania w 1983 roku urodziło się ponad 723 tysięcy dzieci. Wskaźnik dzietności w miastach (gdzie żyje 2/3 populacji Polaków) jest jeszcze niższy – 1,04, na wsiach to 1,2.

Nie jest to nowa sytuacja – wskaźnik dzietności spadł poniżej poziomu, który mówi o zastępowalności pokolenie 36 lat temu – w 1990 roku. I ten trend bardzo trudno zmienić.

Obecnie mamy 10 mln Polaków w wieku 60 plus (to 26 procent). Prognozy wskazują, iż w 2060 roku, osób 60 plus będzie 12 mln (i będzie to 38 procent społeczeństwa).

Kolejna dana, mówiąca o sytuacji demograficznej w Polsce to indeks obciążenia demograficznego. Wskazuje, ile osób w wieku nieprodukcyjnym przypada na 100 osób w wieku produkcyjnym. Obecny wynik to 72. Ale prognozy pokazują, iż w 2060 roku będzie to 105 – co oznacza, że osób w wieku nieprodukcyjnym będzie więcej niż tych, w wieku produkcyjnym. To kolejne istotne wyzwanie, z jakim musi się zmierzyć Polska.

Przez ostatnie 3 dekady Polska rozwijała się gospodarczo. Dużym wyzwaniem jest więc nie doprowadzić to tego, by zmiany demograficzne uniemożliwiły utrzymanie tego rozwoju.

Mamy ponad 17,8 mln aktywnych zawodowo Polaków (22 mln Polaków w wieku produkcyjnym). Do 2040 roku liczb osób w wieku produkcyjnym spadnie o 2 mln, a do 2050 o kolejne 3 mln. Z rynku pracy, z najważniejszej, dla funkcjonowania gospodarki, grupy do 2050 roku ubędzie 5 mln osób. Warto zauważyć, że ¼ osób w wieku produkcyjnym nie pracuje. To będą potężne wyzwania na rynku pracy.

Aby poprawić sytuację na rynku pracy, w związku ze starzejącym się społeczeństwem, powinniśmy aktywizować osoby niepracujące (młode matki, osoby z niepełnosprawnościami) i automatyzować pracę.

Wyzwaniem jest też wydłużanie wieku osób pracujących. Około 13 procent emerytów pozostaje w Polsce na rynku pracy, a w tej grupie, zdaniem ekspertów, jest ogromny potencjał.

Poza oficjalnymi danymi statystycznym istnieją też dane eksperymentalne.

W oficjalnych danych z lipca 2026 roku liczba mieszkańców Polski to 37,2 mln, ale już  dane eksperymentalne pokazują, ile osób przebywa w Polsce i widać ich obecność w rejestrach urzędowych – wedle tej metodyki na koniec 2025 było nas 38,8 mln. Różnica to 1,5 mln. Skąd ta różnica? – Mamy w Polsce 2,3 mln cudzoziemców. I oni w znaczącej mierze wypełniają tę lukę demograficzną, ich aktywizacja zawodowa jest na bardzo wysokim poziomie.  Obecnie w Polsce jest 1 milion 152 tys. legalnie pracujących w Polsce cudzoziemców (najwięcej Ukraińców i Białorusinów).

Podsumowując panel, rzecznik GUS zaznaczył, iż nie ma jednego obszaru ani działania, który poprawiłby sytuację demograficzną w Polsce. To musi być pakiet działań, bo na demografię składają się niska dzietność, coraz mniej zawieranych małżeństw (133 tysiące w 2025 roku – najmniej po II wojnie światowej, a 70 procent dzieci rodzi się w małżeństwach), działania związane ze wzrostem wieku populacji, opieka długoterminowa, opieka zdrowotna – wszystkie zmiany, które adaptują sytuację, w której populacja szybko się starzeje. To musi być pakiet działań. I to wprowadzanych jak najszybciej.

W panelu wzięli udział:

  • Krzysztof Jedlak, rzecznik prasowy, Główny Urząd Statystyczny

Moderacja: Nadia Winiarska, Konfederacja Lewiatan

Mniej teorii, więcej życia i autonomii – polska szkoła musi ewoluować. Polska szkoła stoi przed bezprecedensowymi wyzwaniami – rewolucja technologiczna, wyniki badań pokazujące spadek umiejętności w czytaniu ze zrozumieniem, niż demograficzny. O tym, jak radzić sobie z tymi problemami, dyskutowano podczas panelu „Szkoła jutra: jakiej edukacji potrzebuje Polska i Europa?”.

Według badań w Unii Europejskiej tylko około 55 proc. osób w wieku 16-74 lat posiadało co najmniej podstawowe umiejętności cyfrowe, a dysproporcje między krajami i grupami społecznymi pozostają znaczące – od 83 proc. w Holandii do 28 proc. w Rumunii. Polscy uczniowie na tle swoich rówieśników nie wypadają najgorzej (wyniki PISA 2025 powyżej średniej dla 27 krajów UE i 38 krajów OECD we wszystkich trzech podstawowych dziedzinach badania). Niemniej, jak wskazywali eksperci, polska szkoła musi się zmieniać, by dotrzymać tempa m.in. zmianom na rynku pracy.

Niewidoczna reforma

Katarzyna Lubnauer, sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, omówiła wprowadzane przez swój resort zmiany, które już weszły w życie lub będą obowiązywać w szkołach od 2027 r.

„Do szkół już weszła reforma Kompas Jutra i czasem żartuję, że największym sukcesem tej zmiany jest to, że przeszła niezauważona” – mówiła wiceministra. Wskazywała, że odbiega to od niechlubnego standardu, bo zwykle wejście przepisów w życie znacznie wyprzedza wydanie nowych podręczników i materiałów dla nauczycieli, a tym razem tak nie było.

Wiceministra opowiadała również o priorytetach MEN na kolejne miesiące i lata – wskazywała, że resort chce skupić się na walce z wtórnym analfabetyzmem i odwrócić trend spadkowy w umiejętności czytania ze zrozumieniem. Dlatego też zamierza położyć nacisk na rozwój czytelnictwa, krytycznego myślenia i naukę pracy z dłuższymi tekstami. Co za tym idzie – postawi na autonomię nauczyciela: pedagog ma zyskać większą swobodę w doborze lektur.

„Do szkoły w nowej odsłonie wracają też zajęcia, które pamiętają starsze pokolenia, a mianowicie zajęcia praktyczno-techniczne, które zastąpią teoretyczną technikę. Na tych zajęciach uczniowie nauczą się prostych, życiowych umiejętności” – wskazywała Lubnauer, wymieniając: przyszywanie guzików czy przygotowywanie posiłków.

„Do szkół ponadpodstawowych reforma wejdzie 1 września 2027 r.” – zapowiadała. Zmiany mają położyć nacisk na wiedzę oraz kształtowanie kompetencji społecznych i osobistych. „Nie będzie dobrej szkoły, jeżeli nie będzie ona wymagająca, jeżeli chodzi o wiedzę. Bo kompetencje, również krytyczne myślenie, są pochodną wiedzy” – wskazywała wiceszefowa MEN.

Uczeń potrzebuje autonomii oraz mądrego wsparcia

Joanna Bochniarz z Centrum Innowacyjnej Edukacji (CIE) pochwaliła założenia reformy „Kompas Jutra”, wskazując, że stwarza ona naturalną przestrzeń do wdrażania i promowania nauki poza murami szkoły (tzw. outdoor learningu), co odciąga uczniów od ekranów i pozytywnie wpływa na ich zdrowie psychiczne i fizyczne. Wskazała jednak, że nie załatwia to wszystkich problemów zgłaszanych przez uczniów, co pokazują debaty przeprowadzone przez CIE.

„Młodzi ludzie chcą uczestniczyć w procesach decyzyjnych, które ich dotyczą” – mówiła. „Czują się współodpowiedzialni za przestrzeń, w której tak dużo czasu spędzają, i automatycznie czują, że są bardziej zaopiekowani, bo ta opieka też zależy od nich samych” – podkreślała, dodając, że sporym problemem w dzisiejszych czasach jest nadopiekuńczość, zwłaszcza rodziców, która pozbawia dzieci sprawczości i możliwości zdobywania własnych doświadczeń. Dlatego też – jej zdaniem – szkoła powinna traktować uczniów podmiotowo, co wiąże się, jak podkreśliła, z koniecznością przeprowadzenia warsztatów dla nauczycieli.

O dokształcaniu pedagogów mówiła też senatorka Ewa Kaliszuk, która zwracała uwagę na inny problem: jej zdaniem nauczyciele, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, są osamotnieni, bo trudniej im zorganizować sieć współpracy. Jej zdaniem MEN powinien położyć większy nacisk na tę kwestię. Zwróciła także uwagę, że sukcesy szkół zależą od ich dyrektorów, bo to właśnie ich otwartość na innowacje i odwaga w zarządzaniu warunkują realny rozwój placówki. W swoim wystąpieniu podkreślała także ważną rolę małych szkół, które, ze względu na znajomość lokalnego środowiska, lepiej potrafią zaadresować potrzeby uczniów.

„Na sukces szkoły i na jej rozwój, i na realizację reform wpływa otwartość i zaangażowanie władz lokalnych” – wskazywała senatorka. „Edukacja często w pojęciu samorządowców jest tak zwana „niedochodowa””. „I słusznie, bo edukacja ma nie przynosić nam dochodów, tylko ma czynić to, że my inwestujemy w przyszłe społeczeństwo” – podkreślała.

Inwestycja w przyszłość

Wtórowała jej Hanna Krasouskaya, założycielka OkiTalki, która również podkreśliła, że edukacja to nie balast, lecz inwestycja w kapitał ludzki. Ekspertka wskazywała także, że szkoła jutra zaczyna się tak naprawdę od tego, w jakim stanie zaczynają ją uczniowie i czy ich potrzeby zostaną rozpoznane na wczesnym etapie. Podkreśliła, jak ważna jest wczesna diagnostyka specjalnych potrzeb i dostosowanie do nich pracy z uczniami. Bez tego bowiem nie da się – jej zdaniem – poważnie mówić o kształtowaniu kompetencji przyszłości.

Prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prorektorka ds. nauki, dyrektorka Instytutu Statystyki i Demografii SGH, wskazała, że jednym z największych wyzwań dla systemu oświaty będzie pogłębiający się niż demograficzny. Jednocześnie jednak – jak podkreśliła – to szansa na bardziej indywidualne podejście do ucznia. Ponadto rynek pracy zmienia się obecnie tak szybko, że mrzonką jest zakładanie, że przygodę z edukacją da się zakończyć na szkole średniej czy na studiach, zatem edukacja musi nastawić się na kształtowanie umiejętności uczenia się przez całe życie (lifelong learning).

Pracodawcy vs. pokolenie Z

Paneliści dyskutowali też o tym, jak szkoła powinna kształtować kompetencje społeczne i umiejętność pracy w grupie, których – jak zwracają uwagę pracodawcy – często brakuje początkującym pracownikom.

Prof. Chłoń-Domińczak wskazała, że pod tym kątem z absolwentami szkół ponadpodstawowych trafiającymi na SGH nie jest tak źle, ale na pewno jest pole do poprawy.

Katarzyna Lubnauer podkreślała, że zmiany w podstawach programowych są ukierunkowane na kształtowanie takich umiejętności. Wyraziła również opinię, że małe klasy w wiejskich szkołach nie sprzyjają rozwojowi kompetencji społecznych. Z tym zdaniem polemizowała Ewa Kaliszuk, która wskazywała, że nie jest to regułą. Odniosła się także do opinii pracodawców na temat kompetencji młodego pokolenia. Wskazała, że bywa, że ich problemy ze znalezieniem odpowiednich kadr wynikają nie z braku wykwalifikowanych absolwentów, lecz ze złego podejścia do rekrutacji – np. odstraszających kandydatów wieloetapowych procedur.

W panelu wzięli udział:

  • Joanna Bochniarz, prezeska Centrum Innowacyjnej Edukacji, ekspertka od Outdoor Learning, trenerka dobrostanu
  • Prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prorektorka ds. nauki, dyrektorka Instytutu Statystyki i Demografii SGH
  • Ewa Monika Kaliszuk, senatorka, Senat RP
  • Hanna Krasouskaya, założycielka OkiTalki
  • Katarzyna Anna Lubnauer, sekretarz stanu, Ministerstwo Edukacji Narodowej

Moderacja: Sławomir Szymczak, Konfederacja Lewiatan

Nowoczesna infrastruktura transportowa to fundament rozwoju gospodarczego, atrakcyjności inwestycyjnej i jakości życia. Rozwój kolei dużych prędkości, modernizacja połączeń i budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego mogą zmienić mobilność w Polsce i wzmocnić konkurencyjność kraju – podkreślali uczestnicy panelu „Infrastruktura, która zmienia kraj: kolej w centrum polskiej transformacji”.

– W tym roku przewieziemy ponad 100 mln pasażerów, czyli o 45 proc. więcej niż w 2023 roku. Wpływa na to kilka czynników. Rozwinęliśmy ofertę i zwiększyliśmy liczbę połączeń – krajowych o 50 proc., a zagranicznych o 100 proc. Zmieniamy także rozkład jazdy. Na przykład od grudnia pociągi z Warszawy do Gdańska będą kursować co pół godziny, a podróż na tej trasie potrwa 2 godziny i 18 minut. Komfort podróży stale rośnie dzięki nowoczesnemu taborowi i modernizacji dworców kolejowych. PKP Intercity podpisało kontrakty na zakup nowego taboru o wartości 20 mld zł, który ma być dostarczany w latach 2030–2031 – powiedział Janusz Malinowski, prezes zarządu PKP Intercity.

– W ostatnich latach udało się znacząco zwiększyć liczbę połączeń kolejowych. W sezonie 2023/2024 było ich 400, natomiast obecnie liczba ta wzrośnie do 622. Postępuje również modernizacja infrastruktury – odnowiono już 150 dworców, a do 2030 r. remont przejdzie kolejnych 80. Na inwestycje w tabor i infrastrukturę kolejową jest przewidzianych 50 mld euro – podkreślił Alan Beroud, prezes zarządu PKP SA,

Zdaniem Berouda istotnych zmian wymagają jednak przewozy towarowe, które w jego ocenie stały się zakładnikiem polityki klimatycznej UE. Kolej towarowa straciła konkurencyjność. Prezes PKP SA zaapelował o przeznaczenie części środków pochodzących z systemu handlu uprawnieniami do emisji CO₂ (ETS) na wsparcie tego segmentu rynku. Jak zaznaczył, branża nie obawia się konkurencji ze strony samochodów elektrycznych, potrzebuje jednak pomocy finansowej, która pozwoli jej przejść przez okres transformacji.

Dariusz Joński, poseł do Parlamentu Europejskiego, poinformował, że w propozycji kolejnego budżetu Komisja Europejska zakłada podwojenie wydatków na transport, który ma stać się jednym z priorytetów UE. Wśród planowanych inicjatyw znalazło się połączenie wszystkich europejskich stolic siecią kolei dużych prędkości po 2040 r. Kolejnym celem jest wprowadzenie jednego, wspólnego biletu kolejowego obowiązującego w całej Europie. Realizacja tego projektu będzie jednak dużym wyzwaniem, ponieważ wymaga porozumienia między przewoźnikami działającymi w poszczególnych krajach. Joński zaznaczył również, że jeszcze w tym roku planowane jest pozyskanie 400- 500 mln zł z dotychczasowego budżetu Unii Europejskiej na rozwój kolei dużych prędkości.

Krzysztof Kwiatkowski, senator RP, zapewnił, że finansowanie inwestycji kolejowych nie powinno stanowić problemu. Podkreślił, że rozwój kolei pozostaje jednym z priorytetów. Poinformował również, że w Senacie znajduje się już projekt ustawy, której celem jest przyspieszenie realizacji inwestycji poprzez skrócenie terminów oraz uproszczenie i usprawnienie procedur.

Panel moderował: prof. Michał Wolański, dyrektor Instytutu Infrastruktury, Transportu i Mobilności, SGH

Ciągły pęd, wypalenie zawodowe i brak poczucia sensu. To codzienność wielu z nas. Co dzieje się z człowiekiem, którego kalendarz jest przepełniony, a zmęczenie tak permanentne, że przestajemy je zauważać? O tym dyskutowali eksperci podczas jesiennej edycji EFNI 2026.

Prelegenci wskazywali na czynniki, które szczególnie ich niepokoją.

Zdaniem Marty Iwanowskiej-Polkowskiej, psycholożki i autorki problemem jest to, że zaczynamy się wstydzić tego, że jesteśmy ludźmi, coś czujemy, bywamy zmęczeni i przebodźcowani.  Pacjenci, z którymi się spotyka, sygnalizują jej, że są życiowo pogubieni. Choć zawodowo wszystko układa się idealnie, to w środku czują pustkę. Warto więc zacząć od bliskich relacji. Dodała, że dla niej miarą sukcesu i dobrostanu jest to, by mieć czas na to, by odebrać telefon i porozmawiać z przyjaciółką. Choć, jak skwitowała, warto też od czasu do czasu pobyć samemu ze sobą, ten czas też jest ważny.

Wydaje nam się, że nasze czasy są wyjątkowe, ale pytanie, czy rzeczywiście tak jest – dodał prof. Roman Cieślak, rektor Uniwersytetu SWPS. Przyznał, że co prawda skala wyzwań, z którymi musimy się mierzyć jest duża, ale mamy niesłychaną możliwość adaptacji, budowania wspólnoty i wiedzy.

Prelegenci próbowali określić, czym jest wypalenie zawodowe. Zdaniem prof. Romana Cieślaka bierze się ono z nierównowagi między wymaganiami, a zasobami. Trzeba więc budować swoje zasoby, by skorzystać z nich w krytycznej chwili i m.in. wypoczywać, czytać itd.

Eksperci zgodnie przyznali, że żeby się regenerować i żyć w zgodzie ze sobą, trzeba znaleźć na to czas. Trzeba jednak wiedzieć, kiedy powinniśmy zgłosić się po profesjonalną pomoc.  Mówiąc o depresji, to jest to ten moment, gdy obniżenie nastroju utrzymuje się przez co najmniej 2 tygodnie lub jeśli trwa krócej, ale jest gwałtowne – mówił dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, kierownik zakładu psychiatrii środowiskowej WUM.  Jak dodał, towarzyszy temu obwinianie się o zdarzenia z przeszłości, nie mamy też nadziei, że coś dobrego wydarzy się w przyszłości. Do tego dochodzą problemy z codziennymi czynnościami jak: przygotowanie posiłku, wstanie z łóżka czy poranna toaleta.

To jaka jest recepta na to, żeby żyć i nie zwariować?

Ciekawą perspektywę zaprezentował prof. Cieślak. Jego zdaniem, błędem jest myślenie, że musimy poradzić sobie ze wszystkim sami. Odporność nie jest zjawiskiem indywidualnym, tylko społecznym, niewielu z nas poradzi sobie w samotności.

Inne podejście przedstawił dr hab. Silczuk. Jego zdaniem, by dobrze żyć, nie można porzucić siebie, trzeba być wiernym swoim wartościom, warto też zostawić sobie szczyptę zdrowej samoopieki.

Na ostatni aspekt nacisk kładła również Marta Iwanowska-Polkowska. Podsumowała, że kluczem do sukcesu jest kumulowanie własnych zasobów, robienie zapasów wtedy, gdy żyje nam się lepiej. Bez tego, w przyszłości nie będziemy w stanie pomóc innym.

Prelegenci:

  • Prof. Roman Cieślak, rektor, Uniwersytet SWPS
  • Marta Iwanowska-Polkowska, psycholożka, autorka
  • Dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, kierownik zakładu psychiatrii środowiskowej, WUM

Moderacja: Kuba Giedrojć, Konfederacja Lewiatan

Czarnogóra kończy kolejne etapy negocjacji z UE, lecz nie ma pewności, że zostanie przyjęta. Ukraina zaś pyta, czy członkostwo oznacza większe bezpieczeństwo. Podczas EFNI 2026 w Sopocie debatowano, czy geopolityczna potrzeba rozszerzenia wyprzedzi polityczną wolę państw Unii.

„Jest kolejka państw, które chcą przystąpić do Unii Europejskiej, a Unia mówi: «Nie, nie, poczekajcie, chyba nie»” – tak Francesco Rocchetti, dyrektor Europe’s Futures Initiative, opisał paradoks rozszerzenia Unii. Czarnogóra jest najbliższa zakończenia negocjacji, ale jego zdaniem nawet gotowy kandydat może utknąć przed drzwiami UE. Przeszkodą jest – jak zauważono – brak politycznej woli jej członków, zwłaszcza w perspektywie wyborów we Francji w 2027 roku.

Z perspektywy Ukrainy czas ma jednak zupełnie inne znaczenie. „Unia ma normy dotyczące ziemniaków, ale nie ma takich norm dotyczących uzbrojenia i czołgów” – ironizował Vołodymyr Yermolenko, filozof i szef ukraińskiego PEN Klubu. Kijów zabiega o członkostwo, ale najpierw musi przetrwać rosyjską agresję. Zdaniem Yermolenki akcesja wymaga zmian po obu stronach: również Unia musi nauczyć się działać w świecie, w którym Rosja próbuje odbudować imperium.

O sile politycznych decyzji przypomniał Pierre Buhler, były ambasador Francji w Polsce. Po upadku Muru Berlińskiego Paryż nie był przekonany do integracji Europy Środkowej. Ostatecznie uznano, że nie wolno zostawić w regionie strategicznej próżni. Dziś prezydent Emmanuel Macron, jak zauważył Buhler, przeszedł od pytania „czy” do „kiedy” rozszerzyć Unię. Równoległą kwestią są jednak francuskie procedury ratyfikacyjne i nastroje społeczne.

„Mentalnie Unia się nie rozszerzyła” – oceniła Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych. Jej zdaniem dawny rdzeń wspólnoty obawia się utraty wpływów, a za oficjalnym poparciem Polski dla akcesji Ukrainy kryją się pytania o rolnictwo i unijny budżet. Adriaan Schout z holenderskiego Instytutu Clingendael przypomniał z kolei, że Niderlandy długo widziały w rozszerzeniu szansę dla wspólnego rynku. Dziś większa Unia budzi także obawy o sprawność podejmowania decyzji.

Jednym z pomysłów na przełamanie impasu jest członkostwo stowarzyszone. Pozwoliłoby zacieśnić współpracę bez natychmiastowego przyznawania pełnych praw. Bonikowska zastrzegła jednak, że choć takie rozwiązania są rozważane w Europie, Czarnogóra chce być pełnoprawnym członkiem UE. A według Rocchettiego kandydaci nie mogą czekać w unijnej poczekalni przez kolejne 20 lat. Jeśli nie dostaną wiarygodnej propozycji, mogą poszukać jej gdzie indziej.

W panelu uczestniczyli:

  • Małgorzata Bonikowska, prezes, Centrum Stosunków Międzynarodowych
  • Pierre Buhler, wieloletni dyplomata francuski, były ambasador Francji w Polsce
  • Francesco Rocchetti, dyrektor, Europe’s Futures Initiative
  • Adriaan Schout, Cligendael Institute
  • Vołodymyr Yermolenko, filozof, szef ukraińskiego PEN Klubu

Moderacja: Eugeniusz Smolar, Centrum Stosunków Międzynarodowych

Newsletter

Nie przegap najważniejszych informacji o EFNI

Program, prelegenci, wydarzenia towarzyszące – zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco.