Współczesny sport to znacznie więcej niż stadionowe emocje i widowisko. To potężna platforma, na której państwo i biznes mogą ramię w ramię budować silną markę naszego kraju na świecie. Firmy, które mądrze angażują się w sponsoring, zyskują nie tylko globalną widoczność i prestiż, ale też otwierają sobie drzwi do nowych rynków. Jednocześnie stają się naturalnymi ambasadorami polskiej gospodarki.

Jak zatem skutecznie przekuć sportowe sukcesy i wielkie imprezy w realny kapitał wizerunkowy na arenie międzynarodowej? Jak połączyć marketingowe cele prywatnych spółek z długofalową promocją Polski? Jak budować solidne partnerstwa między państwem, biznesem a światem sportu. Odpowiedzi na te pytania szukało grono doświadczonych sportowców, polityków i działaczy.

– W 2008 roku Kosowo ogłosiło niepodległość, ale świat dostrzegł je dopiero w 2014 roku, kiedy państwo zostało uznane przez MKOl. Czy sport zatem może nadawać państwu podmiotowość mocniej niż traktaty i decyzje polityczne? – pytał prowadzący dyskusję Michał Kołodziejczyk.

Jako pierwszy za mikrofon chwycił Robert Korzeniowski

– Jest to związane z ponadnarodowością instytucji światowych, które sobie trochę wybierają, jak UEFA, która decyduje czy np. Kazachstan jest w Europie. Globalne organizacje sportowe mają swoje preferencje i mogą też nie uznawać jakiegoś kraju w ramach swoich stowarzyszeń, bo nie spełnia jakichś norm sportowych – wyjaśniał Korzeniowski.

Mistrz olimpijski dodał, że przykład MKOl-u jest tutaj znakomity, bowiem sport jest bezpośrednio związany z krajami, flagami i przedstawicielami państw. Kolejnym przykładem jest też niedopuszczanie do startu w imprezach sportowych sportowców z Rosji pod ich flagą.

Czy sportowcy myślą o budowaniu wizerunku Polski? 

– Na pewno jest to jedną z głównych myśli sportowca tuż przed startem. W moim przypadku jest to tym bardziej wyjątkowa sytuacja, bo w NBA mieliśmy czterech Polaków. Za każdym razem, będąc w meczu NBA, zdawałem sobie sprawę, że reprezentuję nie tylko nazwisko, które mam na plecach, ale także mój kraj – mówił Marcin Gortat.

Jagna Marczułajtis-Walczak, olimpijka, dziś europosłanka, dodała, że sportowcy zdobywając kwalifikację, nie zdobywają jej dla siebie, ale dla kraju. Owszem, sportowiec jest aktorem tego spektaklu, ale medale zdobywa się dla kraju, co widać później w klasyfikacji medalowej.

O marzeniach z dzieciństwa, dotyczących startu pod biało-czerwoną flagą, mówiła Katarzyna Zillmann. Wicemistrzyni olimpijska we wioślarstwie przyznała, że uwaga rodaków w procesie przygotowywania się do startu jest dodatkową motywacją.

Do dyskusji włączyli się także przedstawiciele biznesu.

– Mówimy, że Konkurs Chopinowski jest wizytówką Polski na świecie. Skoro mamy dyplomację kulturalną, to dlaczego tak rzadko korzystamy z pojęcia „dyplomacja sportowa”? Marcin Gortat siedzący tu z nami jest rozpoznawalną wizytówką naszego kraju – mówił Radosław Kietliński doradca zarządu Totalizatora Sportowego.

– Kto zatem podpina się pod kogo? Biznes pod sport? Czy sport pod biznes? – pytał w punkt prowadzący dyskusję Michał Kołodziejczyk.

– To jest interes obopólny – odpowiedział Radosław Kietliński, który dodał, że sportowiec potrzebuje wsparcia biznesu, by nie trenować „pod mostem”. Pieniądze wspierające sport są niezbędnym czynnikiem. Natomiast sukcesy sportowca to jest wiarygodność dla firmy, która wspiera. W przypadku spółek Skarbu Państwa jest to też działalność misyjna.

– To nie jest tylko kwestia obliczania zwrotu z inwestycji. W korporacji stawiamy sobie różnego rodzaju cele, tak jak sportowcy. Jest radość z tytułu dowożenia celów. Szukamy zatem ambasadorów kultury, którą budujemy jako firma – wyjaśniała filozofię działania Katarzyna Majewska, prezes, PZU Życie S.A

Sport, który przyciąga 

– Potrzebujemy zarówno wydarzeń, jak i dużych nazwisk, które w połączeniu będą promować kraj – mówiła Katarzyna Majewska, rozpoczynając dyskusję na temat tworzenia wizerunku kraju za pomocą sportu.

O przykładach ze swojego życia, dotyczących wsparcia instytucji i sponsorów, sporo mówił Marcin Gortat, który w wolnym czasie organizował za oceanem wydarzenia promujące Polskę, m.in. Polskie Noce w NBA. Tam główną rolę grała nie tylko koszykówka, ale też elementy polskiej kultury. 

– Kiedy w latach 80-tych sportowcy trafiali na arenę międzynarodową, mieli za zadanie odczarowywanie Polski, gdzie ludzie wstydzili się, że są z PRL-u (…) Wtedy to naprawdę była dyplomacja sportowa – wspominał Robert Korzeniowski.

Dziś starania o organizację wielkich imprez pokazują, jaką drogę przeszliśmy od tamtych czasów. Konkluzją tych starań jest walka o organizację igrzysk olimpijskich przez Polskę. 

Rekomendacje dotyczące promocji Polski:

Stworzenie koncepcji dyplomacji sportowej. W dyplomacji kulturalnej wizytówką Polski jest Konkurs Chopinowski. Potrzebujemy zatem stworzenia koncepcji podobnej wizytówki sportowej, z którą będzie kojarzony wizerunek Polski.

W dyskusji udział wzięli:

Marcin Gortat, koszykarz, były reprezentant Polski i zawodnik NBA

Radosław Kietliński, doradca zarządu, Totalizator Sportowy

Robert Korzeniowski, lekkoatleta, czterokrotny mistrz olimpijski

Katarzyna Majewska, prezes, PZU Życie S.A.

Jagna Marczułajtis-Walczak, posłanka, Parlament Europejski

Katarzyna Zillmann, wioślarka, wicemistrzyni olimpijska

Moderacja: Michał Kołodziejczyk, dyrektor, Canal+ Sport

Dla Polski, stojącej przed wyzwaniem wzmocnienia swojej rozpoznawalności i pozycji na arenie międzynarodowej, inwestycje w kulturę mogą być realnym narzędziem budowania wpływu. Uczestnicy panelu „Od sztuki do wpływu. „Jak kultura wzmacnia międzynarodową pozycję Polski?” zastanawiali się jak świadomie wykorzystywać kulturę w strategii obecności Polski w świecie.

Według Agnieszki Holland, reżyserki filmowej w świecie zdominowanym przez siłę i rywalizację, przestrzeń dla kultury wydaje się coraz bardziej ograniczona. Tymczasem to właśnie jej niedobór sprawia, że maleje poczucie bezpieczeństwa. Film pozostaje jedną z najbardziej uniwersalnych form wyrazu artystycznego, choć nie każda lokalna produkcja potrafi przekroczyć granice i zostać przetłumaczona na język zrozumiały dla międzynarodowej publiczności.

– Przykłady z historii polskiego kina pokazują jednak, że jest to możliwe. W latach 60. i 70. twórczość Andrzej Wajda pełniła rolę ambasadora polskiej kultury na świecie. Jego filmy były obecne w międzynarodowym obiegu i współtworzyły obraz Polski poza jej granicami. Podobną funkcję pełniło kino Krzysztofa Kieślowskiego, którego dzieła trafiały do szerokiej publiczności, przekraczając bariery językowe i kulturowe. Kino może być zwierciadłem kondycji społeczeństwa – odsłaniać jego emocje, napięcia i aspiracje, do których często nie mamy bezpośredniego dostępu. Bywa jednak również narzędziem politycznym, służącym jako alibi dla lokalnych reżimów. Na styku filmu niezmiennie spotykają się polityka, biznes i sztuka. Dlatego dla Polski kluczowe znaczenie ma obecność rodzimego kina w szerokim, międzynarodowym obiegu – dodała Agnieszka Holland.

Grażyna Kulczyk, przedsiębiorczyni, kolekcjonerka i mecenaska sztuki zwracała uwagę na kluczową rolę edukacji w upowszechnianiu sztuki. Jak podkreśliła, potrzeba jej nieustannie, a jednym z narzędzi realizacji tego celu miało być muzeum, które pierwotnie chciała uruchomić w Polsce. Ostatecznie instytucja powstała jednak za granicą – Muzeum Susch, które Kulczyk uruchomiła w szwajcarskiej miejscowości Susch. Projekt ten od początku miał jasno określoną misję: eksponowanie twórczości kobiet w sztuce współczesnej. W muzeum prezentowane są nie tylko polskie artystki, lecz także twórczynie z całego świata. Do tej pory pokazano tam prace kilkudziesięciu artystek, a program wystawienniczy konsekwentnie koncentruje się na kobiecej perspektywie w sztuce. Jak zaznacza Kulczyk, za tym przedsięwzięciem stoi ogrom pracy, zarówno organizacyjnej, jak i koncepcyjnej.

– Polska literatura pozostaje w dużej mierze nieobecna na arenie międzynarodowej. Zainteresowanie zagranicznych odbiorców coraz częściej koncentruje się na innych obszarach, m.in. na twórczości związanej z Ukrainą. Polska wciąż nie wykorzystuje w pełni potencjału tzw. soft power, czyli zdolności oddziaływania poprzez kulturę. Tymczasem znaczącą rolę w promocji kraju mogliby odgrywać Polacy mieszkający za granicą, którzy już dziś budują jego wizerunek poza ojczyzną – często bez systemowego wsparcia. Przykładem jest Kinga Wyrzykowska, tworząca w języku francuskim i funkcjonująca na międzynarodowym rynku literackim. Potencjał takich twórców pozostaje w dużej mierze niewykorzystany – powiedziała Grażyna Plebanek, powieściopisarka, felietonistka.

– Działalność polskich instytutów koncentruje się na artystach działających w kraju, pomijając tych, którzy tworzą i odnoszą sukcesy poza jego granicami. Większe otwarcie na diasporę mogłoby znacząco wzmocnić obecność polskiej kultury na świecie – dodała Grażyna Plebanek.

Anda Rottenberg, historyczka sztuki, była dyrektorka Państwowej Galerii Sztuki Zachęta w Warszawie, przypomniała, że sukces Magdaleny Abakanowicz na Biennale w São Paulo pozostaje raczej wyjątkiem niż regułą. Choć pojedynczy artyści przebijali się na międzynarodowe rynki, ich osiągnięcia rzadko były efektem systemowego wsparcia państwa. W przypadku Abakanowicz istotną rolę odegrała współpraca z zagraniczną galerią, która umożliwiła jej obecność w globalnym obiegu sztuki. Dziś światowe trendy wyraźnie przesuwają się w stronę sztuki rdzennych kultur, np. twórczości Aborygenów. W tym kontekście, jeśli Polska chce skutecznie promować własną sztukę, powinna uważniej wsłuchiwać się w oczekiwania międzynarodowej publiczności. Pierwsze sygnały zmian są już widoczne – rośnie zainteresowanie twórczością Andrzeja Wróblewskiego, a w przyszłości szerszego uznania może doczekać się także dorobek Jaremianki. Nadal jednak przełamanie utrwalonego na Zachodzie przekonania o braku oryginalności polskiej sztuki często przekracza możliwości pojedynczych artystów. Dlatego kluczową rolę powinny odegrać instytucje – zarówno publiczne, jak i prywatne, które dysponują narzędziami pozwalającymi skutecznie budować międzynarodową obecność polskiej kultury.

Prof. Michał Rusinek, pisarz, literaturoznawca, przekonywał, że w literaturze najskuteczniejsze okazują się inicjatywy oddolne – to właśnie wtedy, gdy czytelnicy sami odkrywają twórczość autora, rodzi się jej realna obecność w obiegu międzynarodowym. Przykładem jest fenomen popularności Wisławy Szymborskiej we Włoszech, gdzie jej poezja zyskała szerokie grono odbiorców.

– Jednocześnie literatura pozostaje jedną z najtrudniejszych dziedzin do skutecznej promocji za granicą, przede wszystkim ze względu na kluczową rolę tłumaczeń. Bez kompetentnych tłumaczy nawet najwybitniejsze dzieła mają ograniczone szanse na zaistnienie poza krajem. Instytucje publiczne powinny konsekwentnie wspierać środowisko tłumaczy. – powiedział Michał Rusinek.

Uczestnicy panelu podkreślali jednak, że w przyszłości znaczenie tłumaczy może zmieniać się pod wpływem rozwoju technologii, w tym narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.

– Wyraźnym impulsem dla zainteresowania polską literaturą za granicą okazały się Nagrody Nobla przyznane Wisławie Szymborskiej oraz Oldze Tokarczuk. Po tych wyróżnieniach zauważalnie wzrosła np.  liczba studentów polonistyki na zagranicznych uczelniach, co potwierdza, że międzynarodowe sukcesy mogą realnie przekładać się na długofalowe zainteresowanie polską kulturą.

Moderacja: Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyczka filmowa, kreatorka kultury.

W erze globalnej komunikacji to często zagraniczne media decydują o tym, jak Polska jest postrzegana przez opinię publiczną, inwestorów czy decydentów w innych krajach. To one nadają ton narracjom o naszej polityce, gospodarce, kulturze i społeczeństwie – wzmacniając pozytywne historie lub utrwalając stereotypy.

Podczas EFNI Wiosna 2026 dyskutowano nad tym, jak Polska jest pokazywana w zagranicznych mediach. Paneliści były zgodni, że nasz kraj jest bardzo interesującym medialnie państwem.

Raphael Minder z Financial Times zaznaczył, że Polska jest ważna na trzech poziomach. Jest to sukces gospodarczy Polski, który jak podkreślił, jest wybitnym przykładem, drugim jest wątek demokracji i jej erozji, trzecim natomiast jest postrzeganie Polski jako swojego rodzaju strefy buforowej i bramy do Ukrainy. Polska jest naprawdę wyjątkowym krajem ze względu na swoje położenie – podkreślił Raphael Minder. Dziennikarz Financial Times zaznaczył, że Polska z jednej strony zdaje sobie sprawę ze swojego położenia na mapie, a z drugiej strony skupia się na swoich kwestiach wewnętrznych. Raphael Minder wspomniał również, że jego zdaniem Polska ma syndrom średniej gospodarki. Polacy za mało chcą eksploatować i przejmować zagraniczne rynki, powinni być bardziej odważni w tej kwestii – mówił.

Christine Ockrent z France Culture mówiła o tym, że transformacja Polski jest niesamowita i bardzo interesująca z perspektywy Paryża.  W momencie, kiedy Zachód stał się leniwy, Polacy potrafią się mobilizować – mówiła Christine Ockrent. Jako szczególnie interesujące w Polsce wskazała kompetencję w kontekście obrony, stan demokracji i poziom gospodarki. Zdaniem francuskiej dziennikarki Polska staje się siłą napędową Europy. Christine Ockrent zwróciła uwagę na to, jak Polacy postrzegają historię. Aby pchnąć do przodu polską narrację, trzeba pogodzić się z przeszłością – mówiła w kontekście podnoszenia kwestii reparacji po II Wojnie Światowej.

Jakub Krupa z The Guardian podkreślał, że Polska i Polacy powinni generować więcej treści o swojej historii. Powinniśmy sami tworzyć naszą narrację – mówił. To duży problem Polski, że sama nie potrafi opowiadać o swojej przeszłości – zaznaczał Jakub Krupa i dodał, że Polska historia może być interesująca, ale tylko wtedy, kiedy Polska będzie sama o sobie opowiadać. Innym wątkiem, który omówił przedstawiciel The Guardian, jest kwestia mówienia o aktualnych relacjach polsko-ukraińskich i komunikowaniu o przyjmowaniu przez Polskę uchodźców ze Wschodu.

Mamy nadzieję, że Polska niedługo będzie umiała zdefiniować samą siebie, a nie mówić o sobie tylko w kontekście innych – zaznaczał. Jeżeli zapytamy w Anglii ludzi o Polskę, Ci najczęściej nie będą mieli żadnych skojarzeń – dodał Jakub Krupa.

EFNI Wiosna jest przestrzenią rozmowy o tym, jak skutecznie promować Polskę w świecie: opowiadać jej historię przez osiągnięcia nauki, jakość edukacji, siłę kultury i kreatywności oraz ambicje młodego pokolenia.

W panelu udział wzięli:

  • Jakub Krupa, The Guardian
  • Raphael Minder, Financial Times
  • Christine Ockrent, France Culture

Moderacja: Prof. Karolina Wigura, socjolożka, Instytut Socjologii UW, Kultura Liberalna, LibMod

O podobieństwach i różnicach między Polską i Estonią, o przyszłości Węgier, ale także Europy, w tym Estonii i Polski w związku z zagrożeniem ze strony Rosji, a także o historii, która ukształtowała dwa kraje można było usłyszeć w trakcie rozmowy o globalnej przyszłości w cyklu Ranne PTASZKI.

Gościem porannej rozmowy był Toomas Hendrik Ilves, Estoński polityk, były prezydent Estonii (w latach 2006-2016).

Duża część rozmowy, prowadzonej przez prof. Karolinę Wigurę z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego była poświęcona historii, z naciskiem na 2. wojnę światową. Uczestnicy rozmowy wskazali na różnicę w reakcji Polski i Estonii na pakt Ribbetrop – Mołotow – dzielący Europę Środkowo – Wschodnią strefę wpływów między ZSRR a III Rzeszą. Na mocy tajnego protokołu dołączonego do Paktu Polska atakowana była z dwóch stron, w przeciwieństwie do Estonii, włączonej do ZSRR.

Rozmówcy podjęli też temat pełnoskalowej wojny na Ukrainie i reakcji obydwu państw – Polski i Estonii na rosyjską agresję z 2022 roku. W przestrzeni publicznej dużo mówi się o otwartych sercach Polaków, którzy udzielali schronienia Ukraińcom, uciekającym przed atakiem. Prezydent Ilves przyznał, że reakcja Estończyków była podobna do polskiej -społeczeństwo pomagało uchodźcom z Ukrainy, a rząd przygotował pomoc systemową dla uchodźców.

Rozmówcy skoncentrowali się też na temacie przyszłości w kontekście niebezpiecznych i nieprzewidywalnych działań Rosji.  Jako przykład podano trzecie największe miasto Estonii – Narwę, leżące przy granicy z Rosją, gdzie 90 procent mieszkańców stanowią Rosjanie. W ostatnich tygodniach rosyjskie działania propagandowe znacząco się nasiliły, promując w sieci wezwania do utworzenia tak zwanej „Ludowej Republiki Narwy”. Przez wielu ekspertów Narwa jest uważana za piętę achillesową NATO i potencjalny cel prowokacji mających na celu destabilizację Estonii.

Prezydent Ilves wyraził też swoją opinię po niedzielnych wyborach na Węgrzech. Przyznał, że zmiana władzy po 16 latach rządów Wiktora Orbana nie będzie łatwa dla Petera Magyara, ze względu na „zabetonowanie” instytucji państwowych i wszechobecną od lat korupcję. Zdaniem prezydenta Ilvesa, przed rządem Magyara stoi ciężka praca, bo Orban miał olbrzymią kontrolę nad praktycznie kadą sferą działania kraju, bo jest grono, które będzie chciało blokować zmiany i nie będzie chciało przestrzegać prawa, zasad. Jednocześnie Toomas Hendrik Ilves, pytany przez prowadzącą o podobieństwa Polski i Węgier w zakresie zmiany władzy (wybory parlamentarne w 2023), zaznaczył, że sytuacja Polski była i jest inna, bo na Węgrzech praktycznie panował autorytaryzm. I choć zmiana władzy nie przebiegła w Polsce bez problemów, to są to zupełnie inne historie.

Rozmówcy zaznaczyli, że żyjemy w niespokojnych czasach, że ruchy Rosji są nieprzewidywalne, a zarówno Polska, jak i Estonia są najbliższej Rosji i potencjalnie mogą się stać kolejnymi celami Władimira Putina. Dlatego konieczna jest jedność, współpraca i zrozumienie całej Unii Europejskiej dla powagi zagrożenia.

W panelu uczestniczyli:

– Toomas Hendrik Ilves – były prezydent Estonii

– dr. hab. Karolina Wigura – socjolożka, Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski

 

 

Ksiądz, aktor i reżyser – tych zawodów chciałam uniknąć. Jeszcze co do księdza bym się skłaniała, bo mam naturalną potrzebę moralizowania, więc sprawdziłabym się w pisaniu homilii – od żartobliwego akcentu rozmowę zaczęła Agnieszka Holland, reżyserka filmowa, która była jedną z bohaterek serii Ranne Ptaszki podczas EFNI Wiosna 2026. W drugim fotelu zasiadła filozofka, profesor Magdalena Środa. Rozmowy o życiu i pracy – bo tak zatytułowany został ten panel, otworzyła Agnieszka Holland, dzieląc się swoimi życiowymi i zawodowymi historiami. 

 – Dlaczego zostałaś reżyserką – pytała prof. Środa?

– Tak jest z wieloma historiami w moim życiu. Karolina Pasternak napisała moją biografię i zaczęłam się nawet zastanawiać, czy te historie miały miejsce – tak swoje bogate życiowe doświadczenia konkludowała reżyserka.

– Chciałam być malarką. Ładnie rysowałam, a sztuka wizualna mnie szalenie fascynowała. Poznałam dość dobrze malarstwo światowe, tylko nie umiałam przeczytać dobrze nazwisk tych malarzy” – opowiadała Holland, a kontynuując historię swojej życiowej drogi do świata filmu, opowiedziała szczegółowo historię z młodości.

– Jak miałam 15 lat, poznałam chłopca, z którym zaczęłam chodzić. Miał zaletę. Był mojego wzrostu. Był szalenie zdolnym wunderkidem malarskim. Miał indywidualny tryb uczenia. Prowadził go profesor z ASP.  Ten chłopiec zobaczył moje prace. Oglądał je w milczeniu przez 40 minut. Po tym czasie powiedział: “Mhm, niezłe jak na kobietę” – kontynuowała reżyserka, przyznając, że jej pierwszą reakcją było oburzenie.

– Po czasie uznałam jednak, że coś w tym jest. Dla niego była to jedyna forma wyrażenia. A ja zdałam sobie sprawę, że potrzebuję więcej form wyrażenia siebie – wyjaśniała Holland i przyznała, że właśnie wtedy odkryła swoje powołanie do bycia reżyserką.

Rozmowy o polityce

– Przejdźmy do polityki – zaproponowała Magdalena Środa. – W czasach Solidarności nakręciłaś film, który jest ze mną: „Kobieta samotna”. Nie widać było wtedy w żadnej twojej produkcji euforii, która była z Polakami. Teraz mieliśmy wydarzenia na Węgrzech. Jakie są twoje wrażenia i odczucia?

Holland, odpowiadając na to pytanie wróciła jednak do wydarzeń, które odcisnęły ogromne piętno na jej życiu. Mowa o Praskiej Wiośnie, do której reżyserka często wraca w swoich wypowiedziach publicznych.

– Ta klęska Praskiej Wiosny była dla mnie doświadczeniem formatywnym. Zrozumiałam, że każda rewolucja czy uniesienie kończy się jakiegoś rodzaju klęską. Mniej chodziło mi o sowieckie czołgi na ulicach Pragi, ale o to, jak szybko naród, który był wówczas zjednoczony, skonformizował się i wszedł w 20 lat brutalnej konformizacji, nazwanej przez komunistów normalizacją. Coś podobnego czułam w trakcie okresu Solidarności. I w gruncie rzeczy po każdej euforii zwycięstwa przeczuwam już (ale nie dzielę się tym, bo zawsze się to sprawdza; nie lubię być Kasandrą), że to zwycięstwo niesie w sobie zalążek klęski. Prawdopodobnie takie mamy czasy i taką mamy ludzkość – mówiła gorzko Holland.

Rozmowa o rozmowie

– Jesteśmy w ostatnim momencie, w którym trzeba bronić rozmowy w jej żywej formie. Gdybym była ministrą edukacji, to zmieniłabym programy tak, żeby nawet 70 proc. na uczelniach zajmowały debaty. Wiedzę encyklopedyczną każdy ma dzisiaj w komórce – mówiła Agnieszka Holland.

– Wczoraj o tym mówiłam – wtrąciła Magdalena Środa. – Zupełnie bezkosztowo wystarczy jedno rozporządzenie, by szkoła uczyła krytycznego, logicznego myślenia, które przydaje się w debatach. Dlatego jestem przeciwniczką prezentacji, bo to kompletnie ogłupia.

– Chodzi o coś jeszcze bardziej elementarnego – wtórowała Holland. – W czasach, gdy komunikujemy się wirtualnie, a media społecznościowe eskalują konflikty, to żywa rozmowa jest właściwie jedyną szansą na zachowanie człowieczeństwa. To jest warunek przetrwania – apelowała reżyserka.

W dyskusji udział wzięły:

Agnieszka Holland, reżyserka filmowa

Prof. Magdalena Środa, filozofka

Emocje i widowisko oraz rekreacja i wypoczynek, ale tylko pozornie! Dziś sport i turystyka to potężne narzędzia w globalnej walce o wielkie inwestycje, najlepsze talenty i uwagę całego świata. Jak mądrze rozegrać ten mecz, by wygrać wizerunek nowoczesnego kraju? To zadanie dla związków sportowych, organizacji turystycznych i samorządów, które stoją przed strategicznym zadaniem. To one w dużej mierze piszą opowieść o naszej marce na arenie międzynarodowej. 

Jak zatem skutecznie walczyć o zagranicznego turystę? Czy wciąż opłaca się organizować wielkie, międzynarodowe imprezy? Jak zwyciężyć w wyścigu o realne i długofalowe zyski zarówno te gospodarcze, jak i społeczne?

– Mamy sprzężenie dwóch wartości. Świata sportu, gdzie są emocje i tam właśnie łatwo sprzedawać marzenia. W ślad za tym idzie turystyka. Wydarzenia sportowe łączą się z turystyką – wyjaśniał Piotr Borys, sekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki.

Dlatego na poziomie rządu budowana jest strategia związana z marką Polska. Pracuje nad tym m.in. Polska Organizacja Turystyczna we współpracy z innymi podmiotami. Jak zaznaczył wiceminister: przez 30 lat polskiej transformacji nie udało się wypracować systemu promocji Polski za granicą. Stąd budowa marki Polska. 

– Chodzi o to, by biznes i instytucje państwowe grały do jednej bramki – mówił metaforycznie wiceminister podczas wystąpienia wprowadzającego.

Konkluzją prelekcji była deklaracja dążenia Polski do organizacji igrzysk olimpijskich w 2040 albo w 2044 roku.

Jak zbudować silną markę na rynku turystycznym? O tym już dyskutowali obecni na scenie paneliści.

– Różne państwa mają różne zasoby gospodarcze, geograficzne, możliwości promocji. Sport niezależnie od tych uwarunkowań zawsze jakieś szanse promocji daje – tak rozpoczął dyskusję Michał Banasiak, prezes i współzałożyciel, Polski Instytut Dyplomacji Sportowej. Jak zaznaczył: szczególną uwagę np. podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich przyciągają małe państwa, o których istnieniu mogliśmy nie mieć pojęcia. Często to kilkusekundowe okienko w czteroleciu, kiedy sportowców z małego kraju widzi cały świat, potrafi wygenerować określony ruch turystyczny. Idąc dalej, należy zwrócić uwagę na to, o ile większy ekwiwalent wizerunkowy mogą wygenerować państwa z większym potencjałem niż sportowi i geopolityczni outsiderzy.

W budowaniu marki naszego kraju za granicą mają pomagać wyspecjalizowane organizacje. 

– Polska Organizacja Turystyczna istnieje od 26 lat i dysponuje dużo mniejszym budżetem niż konkurencyjne organizacje nawet z mniejszych krajów. Mimo to udaje nam się osiągać sukcesy. Mamy siedmioprocentową dynamikę wzrostu ruchu turystycznego. To bardzo dobry wynik – mówiła Magdalena Krucz, prezeska Polskiej Organizacji Turystycznej.

Ponad 90 procent turystów postrzega Polskę jako kraj bogaty w zabytki i dziedzictwo kulturowe. Oprócz tego goście uważają nasz kraj za bezpieczny i nowoczesny. Tak wynika z badań przedstawionych przez prezeskę POT podczas dyskusji. 

Baza hotelowa w Polsce 

Hotele w Polsce są jednymi z najlepszych w Europie i na świecie. Świadczy o tym standard bazy noclegowej i jakość obsługi gości. O tym, że nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, mówiła Elżbieta Lendo, prezes zarządu, Fundacja Polskie Hotele Niezależne.

– Goście z zagranicy cenią czystość i gastronomię w naszych hotelach. Choć tych gości zagranicznych jest zdecydowanie za mało. Gdy ten gość przyjeżdża, to my jesteśmy za cicho. Powinniśmy krzyczeć o tym, że jesteśmy nowocześni, otwarci, gościnni. Tylko potrzebujemy do tego spójnej promocji i komunikacji oraz wypracowania wizerunku. Bo ten wizerunek przyciąga uwagę. Jeśli wypracujemy stały wizerunek, to zmiany polityczne i geopolityczne go nie zmienią – wyjaśniała Elżbieta Lendo.

Hotele są przeważnie usytuowane w miastach, które przyciągają turystów. Jednym z miast najchętniej odwiedzanych przez gości z zagranicy jest Gdańsk.

– Ważne jest, by spojrzeć na marketing miejsc z innej perspektywy. Nie mieliśmy przez lata spójnej strategii podejścia do promocji. To zmusiło nas do pewnych rzeczy. Zastanawiamy się, czy widzimy efekt Euro2012? Tak, widzimy to aż do dziś. Lotniska, hotele, podejście do klienta. To wszystko z nami zostało – mówił Łukasz Wysocki, prezes Gdańskiej Organizacji Turystycznej, który dodawał, że musimy posiąść informacje dotyczące tego, czego turysta oczekuje od określonego miejsca.

– Wydawało nam się, że jesteśmy postrzegani przez turystów z zagranicy jako miasto historyczne. Badania pokazują jednak, że gość z Niemiec widzi Gdańsk jako zielono-niebieskie miasto, gdzie jest dużo zieleni i morze – mówił Łukasz Wysocki, pokazując, jak zaskakująco różne może być postrzeganie danego miejsca przez lokalnych mieszkańców i gości.

Paneliści zgodzili się również co do tego, że turystów do danego miejsca przyciągają nie hotele, a duże wydarzenia; m.in. wydarzenia sportowe, stąd konieczność walki o organizację ważnych imprez sportowych rangi mistrzowskiej.  

Rekomendacje dotyczące promocji Polski:

Budowa spójnego i stałego wizerunku kraju, skierowanego do turysty zagranicznego. Stały wizerunek przyciąga uwagę i dobrze utrwalony jest niezmienny nawet wobec zmian politycznych i geopolitycznych.

Wystąpienie wprowadzające: Piotr Borys, sekretarz stanu, Ministerstwo Sportu i Turystyki

Michał Banasiak, prezes i współzałożyciel, Polski Instytut Dyplomacji Sportowej

Magdalena Krucz, prezes, Polska Organizacja Turystycznej

Elżbieta Lendo, prezes zarządu, Fundacja Polskie Hotele Niezależne

Łukasz Wysocki, prezes, Gdańska Organizacja Turystyczna

Moderacja: Michał Gębski, Konfederacja Lewiatan

To od jakości kształcenia, zdolności do tworzenia i przyciągania talentów oraz skutecznego transferu wiedzy do biznesu zależy dziś konkurencyjność krajów, ich odporność i pozycja w globalnej rywalizacji. Dlatego tak ważne jest, edukację i naukę traktować jako strategiczną inwestycję w przyszłość. Talent, wiedza i innowacje, to fundamenty nowego modelu rozwoju. Na zmieniające się potrzeby rynku pracy, transformację cyfrową i wyzwania demograficzne musi odpowiadać się system edukacji i nauki.

W wystąpieniu prowadzającym, wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego, Maria Mrówczyńska powiedziała, że to edukacja i nauka budują kapitał ludzki. Warunkują odporność na kryzysy gospodarki, a bez tego trudno mówić o realnej suwerenności. „Wiedza ma szczególny charakter – nie zużywa się, ale rośnie, gdy się nią dzielimy”, mówiła Maria Mrówczyńska, dodając, że powinniśmy wprowadzać jej praktyczne zastosowanie. Nauka potrzebuje czasu, zaufania i ciągłości finansowania, ale to nie dzieje się w oderwaniu od człowieka, bo to inwestycja w talent, kompetencje i rozwój w ludzi jest najważniejsza – zakończyła wiceministra nauki.

O potrzebie praktycznego kształcenia opowiadała Paula Bruszewska, prezeska i założycielka olimpiady „Zwolnieni z Teorii”. W ramach olimpiady uczniowie prowadzą praktyczne projekty, dzięki którym otwierają się na świat, na zmiany, innowacje. Rocznie w programie bierze udział około 20 tysięcy uczniów. Tymczasem polscy uczniowie, kształcący się w tradycyjnym systemie świetnie sobie radzą w kompetencjach bazowych, ale w kompetencjach przyszłości i sprawczości – wyniki są słabe. Pokazuje to między innymi przygotowana przez Ministerstwo edukacji narodowej diagnoza młodzieży.

Prof. Magdalena Środa, filozofka z Uniwersytetu Warszawskiego – zwróciła uwagę na bezkosztowe i bardzo potrzebne działania w szkołach, które poprawią sprawczość i podeście do świata młodych ludzi – chodzi o to, by każdy nauczyciel w szkole promował wyobraźnię. Wyobraźnię narracyjną – kształtującą tolerancję, wyobraźnię literacką, wyobraźnię polityczną. W szkole warto wprowadzić też myślenie – logiczne i krytyczne, to nauczy wyrażanie swoich myśli. Zgodził się z tym prof. Jerzy Hausner z Fundacji Gospodarki i Administracji Publicznej, mówiąc, iż wszystkie badania wskazują, że jesteśmy krajem o innowacji naśladowczej i to jest nasz problem. Przegrywamy w międzynarodowych konkursach, ze względu na to, że nasze pomysły są mało innowacyjne. Profesor skrytykował system szkolnictwa wyższego, który nie rozwija młodych ludzi.

W opozycji stanął prof. Jerzy Małachowski – dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – który przekonywał, że studenci nie są ograniczani na uczelniach – istnieją już projekty, które gwarantują model edukacji spersonalizowanej. Przyznał, że z punktu widzenia badawczego NCBR stawia na trzy rzeczy – badanie, rozwój, innowacje.

 

W panelu wzięli udział:

– Maria Mrówczyńska, podsekretarz stanu, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

– Paula Bruszewska, prezeska, założycielka, Zwolnieni z Teorii

– Prof. Jerzy Hausner, przewodniczący rady programowej, Open Eyes Economy Summit, Fundacja GAP

– Prof. Jerzy Małachowski, dyrektor, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju

– Damian Syjczak, zastępca dyrektora, Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej

– Prof. Magdalena Środa, filozofka

Moderacja: Joanna Bochniarz, Center for Innovative Education

 

Podczas EFNI Wiosna 2026 przedstawiono raport „Sportowe Soft Power. Ranking Państw 2026”. Raport zaprezentowali współzałożyciele Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej (PIDS). Prezes i współzałożyciel PIDS Michał Banasiak oraz wiceprezes i współzałożyciel PIDS Mieszko Rajkiewicz przekonywali podczas wystąpienia, że sport może mieć realny wpływ na politykę i budowanie wizerunku na arenie międzynarodowej.

Raport jest podzielony na 6 kryteriów oceny:

-Liczba przedstawicieli państwa w zarządach międzynarodowych organizacji sportowych

-Stopień wykorzystania sportu w polityce międzynarodowej państwa

-Wyniki reprezentantów, reprezentacji oraz klubów

-Globalna rozpoznawalność sportowców, drużyn oraz rozgrywek i wydarzeń sportowych

-Organizacja międzynarodowych wydarzeń sportowych

-Zaangażowanie przedsiębiorstw państwowych oraz prywatnych w sponsorowanie organizacji sportowych

Michał Banasiak zaznaczył podczas panelu, że pierwsze kryterium nie jest oczywiste, ale jest szczególnie ważne – pozwala mieć dostęp do kuluarów działań sportowych. Niestety nie ma wielu Polaków na najwyższych stanowiskach – zaznaczał, jednak podkreślił, że rośnie świadomość potrzeby posiadania przedstawicieli w międzynarodowych organizacjach sportowych.

Podczas panelu Mieszko Rajkiewicz zaznaczył, jakie cele ma sportowe soft power, są to:

– Nawiązywanie/poprawa relacji dyplomatycznych

– Wzmacnianie siły politycznej

– Budowanie/utrwalanie rozpoznawalności

– Budowa wizerunku

Twórcy raportu podkreślili jego unikalność w skali Europy. Raport ma być przygotowywany co roku, tak by można było obserwować dynamikę zmian – zaznaczali.

W raporcie najwyższe miejsce zajęły USA, po nich Włochy i Francja, Polska zajmuje 17. miejsce. W mocnych stronach Polski wskazano rozpoznawalność sportowców i  zdolności organizacyjne środowiska sportowego. Należy natomiast poprawić liczbę przedstawicieli w strukturach międzynarodowych, oraz strategię budowania wizerunku w sporcie oraz poprzez sport.

Polski Instytut Dyplomacji Sportowej (PIDS) jest ośrodkiem badawczym prowadzącym działalność analityczną w zakresie relacji sportu i polityki, ze szczególnym uwzględnieniem dyplomacji sportowej.

Przedstawiony raport jest drugą edycją dokumentu. Przeanalizowane zostało 60 państw pod kątem sportowego soft power. Raport jest dostępny pod tym linkiem.

Wojna tuż za naszymi granicami i rosnące napięcia geopolityczne zmieniły reguły gry. Przemysł obronny to dziś nie tylko fundament bezpieczeństwa, ale też potężne koło zamachowe europejskiej gospodarki. Kraje NATO biją rekordy wydatków na armię, a Polska, inwestująca w obronność niemal 5% PKB, wyrasta na absolutnego lidera sojuszu.

Kiedy Unia Europejska uruchamia kolejne miliardy na wspólne zamówienia i produkcję sprzętu wojskowego, nasz kraj staje przed historyczną szansą. Skala inwestycji, potencjał produkcyjny i nowoczesne zaplecze technologiczne sprawiają, że Polska staje się kluczowym hubem zbrojeniowym w tej części świata.

Wydatki zbrojeniowe a zwłaszcza ich konsekwencje muszą zostać w Polsce. To myśl, która wybrzmiała na początku debaty, dotyczącej obronności. A wybrzmiała dlatego, że była zgodną odpowiedzią na otwierające dyskusję pytanie: czy Polska może stać się liderem przemysłu obronnego w Europie? Paneliści, zachęceni przez moderującego dyskusję Marka Górskiego, prezydenta Konfederacji Lewiatan, udzielili także krótkiej indywidualnej odpowiedzi na postawione pytanie.

Tak – stwierdził Maciej Witucki przewodniczący Rady Głównej Konfederacji Lewiatan, ale zaznaczył, że chodzi o bycie współliderem we współpracy, bo celem jest koordynacja tych projektów z innymi krajami europejskimi.

Tak – przyznała Magdalena Sobkowiak Czarnecka pełnomocnik Rządu do spraw Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, która dodała, że dawno odeszliśmy od czasów, gdzie każdy kraj europejski ma mieć inny sprzęt. Integracja i współpraca zbrojeniowa powinny być celem państw tworzących wspólnotę.

Z tezą zgodził się Andrzej Grzyb. Przewodniczący sejmowej komisji obrony narodowej, akcentował to, że zdolności obronne państwa są funkcją dobrze funkcjonującej gospodarki. Jeśli pieniądze łożone na rozwój wojska nie będą generowały naszych zdolności produkcyjnych, to znaczy, że jesteśmy złymi gospodarzami – konkludował Grzyb.

Tak – mówił Adam Leszkiewicz, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej, dodając, że przemysł zbrojeniowy polski rozwija się, nie tylko poprzez rozwój linii produkcyjnych, ale też przez rozwój zatrudnionych pracowników.

Rola parlamentu w rozwoju obronności 

– Do kompetencji państwa należy budowanie zdolności obronnych. Budżet, sięgający prawie 5% polskiego PKB, buduje uznanie na arenie międzynarodowej. Nasza mapa zamówień buduje też relacje z partnerami spoza Polski. Z drugiej strony nasze produkty zyskały uznanie, po wykorzystaniu ich na wojnie w Ukrainie. To buduje markę, ale stawia pytanie o nasze możliwości produkcyjne- mówił Andrzej Grzyb.

Co może zrobić parlament? Uchwalić budżet oraz znaleźć pieniądze przeznaczane dla Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Trzecim filarem, który miał zostać uregulowany ustawowo, był europejski problem SAFE. 

– To prezydent wyrzucił ustawę o SAFE do kosza – od mocnych słów dyskusję zaczęła Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocnik Rządu do spraw Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy. Jej zdaniem polityczna dyskusja w sprawie SAFE przykryła najistotniejsze walory tego programu.

– Po raz pierwszy UE inwestuje na taką skalę w zbrojenia. To my byliśmy inicjatorem tego patentu! Patent polega na tym, że zamiast pożyczać pieniądze solo, kraje lewarują się lepszym ratingiem unijnym – wyjaśniała Sobkowiak-Czarnecka.

Rola sektora prywatnego 

– Rola sektora prywatnego powinna być dominująca – mówił Maciej Witucki, przewodniczący Rady Głównej Konfederacji Lewiatan.

– Państwo powinno przyjąć rolę zamawiającego w długim okresie. Sektor prywatny powinien odpowiadać za suwerenność naszego przemysłu. Kolejna sprawa to pilnowanie praw prywatnych przedsiębiorców. Jako przykład podam los prywatnej firmy chcącej produkować amunicję kalibru 155 mm. Wtedy liberalne media krzyczały, że państwo utraci kontrolę nad produkcją strategicznej amunicji. To szybko pokazało, jak zderzamy się z monopolem państwa. Dziś budowanie takiej fabryki zgodnie z procedurami to jakaś kompletna katastrofa – mówił Maciej Witucki.

Gotowość polskiego przemysłu 

Czy polski przemysł jest dziś gotowy na skalę wyzwań jaka przed nami stoi – pytał prezydent Konfederacji Lewiatan.

Na to pytanie odpowiedział prezes PGZ.

– Nie mam zamiaru bronić monopolistycznej pozycji PGZ. Wprost przeciwnie. My tym monopolistą być nie chcemy. Będziemy organizować spotkania z firmami prywatnymi, które chcą z nami współpracować albo poprzez PGZ dotrzeć do polskiego wojska. Mamy już ponad 150 zgłoszeń na takie spotkania. Będziemy debatować, jak to zorganizować. Pomówimy o regułach gry w tym biznesie. Jesteśmy zdecydowanym zwolennikiem tezy, że tylko wspólnie możemy zbudować potencjał polskiego przemysłu po to, żeby budować pozycję w Europie oraz stabilność funkcjonowania w długiej perspektywie – deklarował prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Adam Leszkiewicz.

 
Rekomendacje dotyczące promocji Polski:
Promowanie polskiego sprzętu w warunkach realnego konfliktu i budowanie polskich zdolności obronnych na bazie wiedzy pozyskanej podczas realnego konfliktu (np. na Ukrainie).
Współpraca PGZ z sektorem prywatnym w budowie polskiego przemysłu zbrojeniowego. Wejście prywatnych firm w produkcję strategicznego uzbrojenia nie spowoduje utraty kontroli państwa nad produkcją określonego uzbrojenia.

W dyskusji udział wzięli:

Andrzej Grzyb, poseł, przewodniczący komisji obrony narodowej, Sejm RP

Adam Leszkiewicz, prezes, Polska Grupa Zbrojeniowa

Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocnik Rządu do spraw Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy

Maciej Witucki, przewodniczący, Rada Główna, Konfederacja Lewiatan

Moderacja: Marek Górski, prezydent, Konfederacja Lewiatan

Kultura jest fundamentem rozwoju kraju. Z taką tezą przyszli uczestnicy debaty: „Kultura – infrastruktura krytyczna współczesnego państwa”. To właśnie kultura buduje odporność społeczną, wzmacnia tożsamość, chroni pamięć i staje się narzędziem przeciwdziałania dezinformacji. W czasie kryzysów instytucje kultury pełnią rolę strażników znaczeń, a ich działania wpływają na morale, wspólnotę i zdolność społeczeństwa do reagowania na zagrożenia.

Uczestnicy debaty rozmawiali między innymi o tym, dlaczego inwestowanie w kulturę jest inwestowaniem w bezpieczeństwo. Chodzi tu zarówno o ochronę dziedzictwa, rozwój nowoczesnych instytucji, po wspieranie wolnej twórczości, która kształtuje postawy i wartości.

Rozpoczynając wystąpienie wprowadzające do panelu, ministra kultury, Marta Cienkowska powiedziała: „Nareszcie kultura gości na takich forach jak to i za to bardzo dziękuję”. Szefowa resortu kultury dodała, że rozpad państwa zaczyna się od skłócenia wspólnoty, konfliktu pamięci, niszczenia i wypaczania kultury. „Kultura to nie ozdoba państwa, a infrastruktura krytyczna, bo ma moc utrzymywania wspólnoty. Buduje odporność społeczną, bo uczy odczytywania symboli, sensów, daje zasób znajdywania wspólnych odniesień. Kultura jest tym, czym beton dla cegieł – spoiwem konstrukcji”, mówiła ministra i tłumaczyła, że kultury, uczy interpretacji, ułatwia zrozumienia kontekstu, a człowiek, który to rozumie, jest mniej podatny na propagandę. Przemówienie ministry kultury zebrało gromkie brawa zebranych słuchaczy.

Marszałek Senatu RP, Małgorzata Kidawa – Błońska przyznała, że dyskusji o kulturze jest coraz więcej i przychodzi na nie coraz więcej osób. Bo ludzie zdają sobie sprawę, że w tym, w jakim kraju żyjemy, jest duża zasługa kultury.

Beata Stelmach, prezeska Totalizatora Sportowego zwróciła uwagę, że w kontekście kultury trzeba rozmawiać o pieniądzach, bo to wspieranie finansowe wartości, które pozwolą państwu przetrwać przez kolejne stulecia. „Jesteśmy największym mecenasem polskiej kultury”, dodała Beata Stelmach, precyzując, że z każdej złotówki TT przeznacza 19 groszy na sport i kulturę. W ubiegłym roku dało to kwotę blisko 400 mln zł tylko na kulturę.

Prof. Małgorzata Omilanowska, dyrektorka Zamku Królewskiego w Warszawie, przypomniała, że Zamek jest unikatowym symbolem tego, co zgotował XX wiek – wysadzony w powietrze przez Niemców, odbudowany decyzją i pracą polskiego społeczeństwa. Jest symbolem tragedii i siły społeczeństwa – jako wspólnoty.  Prof. Omilanowska dodała, że kulturze potrzebne są nie tylko pieniądze, ale także zmiany w prawie, które spowodują, że artyści będą czuli się bardziej bezpieczni, a mecenasi kultury będą mieć łatwiejszą działalność.

Zdaniem prelegentów, kultura musi być rozpowszechniana wszędzie – w domu, w szkole, na podwórku, w muzeach, to wszystko buduje społeczeństwo obywatelskie. Ta odporność musi być budowana codziennie, a nie tylko w czasach trudnych i niebezpiecznych. Ale to nie może być tylko zamknięty krąg wartości. Ważnym elementem jest też otwartość, tolerancja i ciekawość świata.

 

W panelu wzięli udział:

– Marta Cienkowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego

– Marcin Bosacki, sekretarz stanu, Ministerstwo Spraw Zagranicznych

– Małgorzata Kidawa-Błońska, marszałek, Senat Rzeczypospolitej Polskiej

– Prof. Małgorzata Omilanowska, dyrektor, Zamek Królewski w Warszawie

– Beata Stelmach, prezes, Totalizator Sportowy

Moderacja: Paweł Potoroczyn, dyrektor, Europejska Stolicy Kultury Lublin 2029

 

 

Newsletter

Nie przegap najważniejszych informacji o EFNI

Program, prelegenci, wydarzenia towarzyszące – zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco.