Na dobry początek – ranne ptaszki: rozmowa o życiu i pracy

Ksiądz, aktor i reżyser – tych zawodów chciałam uniknąć. Jeszcze co do księdza bym się skłaniała, bo mam naturalną potrzebę moralizowania, więc sprawdziłabym się w pisaniu homilii – od żartobliwego akcentu rozmowę zaczęła Agnieszka Holland, reżyserka filmowa, która była jedną z bohaterek serii Ranne Ptaszki podczas EFNI Wiosna 2026. W drugim fotelu zasiadła filozofka, profesor Magdalena Środa. Rozmowy o życiu i pracy – bo tak zatytułowany został ten panel, otworzyła Agnieszka Holland, dzieląc się swoimi życiowymi i zawodowymi historiami. 

 – Dlaczego zostałaś reżyserką – pytała prof. Środa?

– Tak jest z wieloma historiami w moim życiu. Karolina Pasternak napisała moją biografię i zaczęłam się nawet zastanawiać, czy te historie miały miejsce – tak swoje bogate życiowe doświadczenia konkludowała reżyserka.

– Chciałam być malarką. Ładnie rysowałam, a sztuka wizualna mnie szalenie fascynowała. Poznałam dość dobrze malarstwo światowe, tylko nie umiałam przeczytać dobrze nazwisk tych malarzy” – opowiadała Holland, a kontynuując historię swojej życiowej drogi do świata filmu, opowiedziała szczegółowo historię z młodości.

– Jak miałam 15 lat, poznałam chłopca, z którym zaczęłam chodzić. Miał zaletę. Był mojego wzrostu. Był szalenie zdolnym wunderkidem malarskim. Miał indywidualny tryb uczenia. Prowadził go profesor z ASP.  Ten chłopiec zobaczył moje prace. Oglądał je w milczeniu przez 40 minut. Po tym czasie powiedział: “Mhm, niezłe jak na kobietę” – kontynuowała reżyserka, przyznając, że jej pierwszą reakcją było oburzenie.

– Po czasie uznałam jednak, że coś w tym jest. Dla niego była to jedyna forma wyrażenia. A ja zdałam sobie sprawę, że potrzebuję więcej form wyrażenia siebie – wyjaśniała Holland i przyznała, że właśnie wtedy odkryła swoje powołanie do bycia reżyserką.

Rozmowy o polityce

– Przejdźmy do polityki – zaproponowała Magdalena Środa. – W czasach Solidarności nakręciłaś film, który jest ze mną: „Kobieta samotna”. Nie widać było wtedy w żadnej twojej produkcji euforii, która była z Polakami. Teraz mieliśmy wydarzenia na Węgrzech. Jakie są twoje wrażenia i odczucia?

Holland, odpowiadając na to pytanie wróciła jednak do wydarzeń, które odcisnęły ogromne piętno na jej życiu. Mowa o Praskiej Wiośnie, do której reżyserka często wraca w swoich wypowiedziach publicznych.

– Ta klęska Praskiej Wiosny była dla mnie doświadczeniem formatywnym. Zrozumiałam, że każda rewolucja czy uniesienie kończy się jakiegoś rodzaju klęską. Mniej chodziło mi o sowieckie czołgi na ulicach Pragi, ale o to, jak szybko naród, który był wówczas zjednoczony, skonformizował się i wszedł w 20 lat brutalnej konformizacji, nazwanej przez komunistów normalizacją. Coś podobnego czułam w trakcie okresu Solidarności. I w gruncie rzeczy po każdej euforii zwycięstwa przeczuwam już (ale nie dzielę się tym, bo zawsze się to sprawdza; nie lubię być Kasandrą), że to zwycięstwo niesie w sobie zalążek klęski. Prawdopodobnie takie mamy czasy i taką mamy ludzkość – mówiła gorzko Holland.

Rozmowa o rozmowie

– Jesteśmy w ostatnim momencie, w którym trzeba bronić rozmowy w jej żywej formie. Gdybym była ministrą edukacji, to zmieniłabym programy tak, żeby nawet 70 proc. na uczelniach zajmowały debaty. Wiedzę encyklopedyczną każdy ma dzisiaj w komórce – mówiła Agnieszka Holland.

– Wczoraj o tym mówiłam – wtrąciła Magdalena Środa. – Zupełnie bezkosztowo wystarczy jedno rozporządzenie, by szkoła uczyła krytycznego, logicznego myślenia, które przydaje się w debatach. Dlatego jestem przeciwniczką prezentacji, bo to kompletnie ogłupia.

– Chodzi o coś jeszcze bardziej elementarnego – wtórowała Holland. – W czasach, gdy komunikujemy się wirtualnie, a media społecznościowe eskalują konflikty, to żywa rozmowa jest właściwie jedyną szansą na zachowanie człowieczeństwa. To jest warunek przetrwania – apelowała reżyserka.

W dyskusji udział wzięły:

Agnieszka Holland, reżyserka filmowa

Prof. Magdalena Środa, filozofka