Wielkie inwestycje w infrastrukturę to już nie tylko usprawnianie systemu logistycznego, ale szansa na rozwój silnego, gospodarczego zaplecza Polski. Pandemia COVID-19 i agresja Rosji na Ukrainę pokazały, że lokalny przemysł i większy udział rodzimych firm w łańcuchach dostaw to większe bezpieczeństwo całego kraju.

Od czasów pandemii hasło local content jest na ustach wszystkich. Jak mówi minister aktywów państwowych, Wojciech Balczun, koncepcja ta stała się immanentną częścią gospodarczego krajobrazu Polski i wszyscy mają świadomość, że jest ona fundamentem oraz jednym z napędów polskiej gospodarki i sposobów na utrzymanie jej na ścieżce wzrostu. „To jest projekt przede wszystkim niepolityczny, ponad podziałami i związany z patriotyzmem gospodarczym” – wskazuje Balczun.

Idea jest prosta: wytwarzać i produkować jak najwięcej na miejscu, zmniejszając zależność od zewnętrznych dostawców. Zdaniem szefa resortu aktywów państwowych, Polska stoi przed bezprecedensową szansą, bo kraj czeka dekada spektakularnych inwestycji w sektor energetyczny, zbrojeniowy i w cyberbezpieczeństwo.

Z drugiej strony są wyzwania wyzwania wynikające z sytuacji geopolitycznej. „Local content to jest dokładnie odpowiedź na to. Powinniśmy myśleć o tym, żeby beneficjentami tych projektów inwestycyjnych były w jak największym stopniu firmy krajowe, a najlepiej firmy polskie” – wskazuje Wojciech Balczun. Jak dodał, resort aktywów państwowych nawiązał współpracę z Głównym Urzędem Statystycznym, który w tym roku zrealizuje pilotaż i bazując na sektorze energetycznym, pokaże pierwsze wyniki dotyczące udziału local content w polskiej gospodarce.

Jak mówi wiceprezes zarządu do spraw logistyki i zakupów ORLEN S.A., Diana Batko, znaczenie ma nie tylko to, kto realizuje inwestycje, ale również to, co zostaje w polskich firmach już po jej zakończeniu. „Czyli jakie to są kompetencje, jakie to są wartości, jakie to są technologie? Z czym zostajemy po i jak to narasta? W Orlenie kładziemy bardzo duży nacisk na ten faktor local content, szczególnie w inwestycjach strategicznych” – mówiła podczas panelu.

Jako przykłady wymieniła między innymi spółkę Orlen Kolej, która kupiła 40 lokomotyw z zakładów PESA i NEWAG, farmy offshore, elektrownie gazowe i biokomponenty, wskazując, że w ich przypadku czynnik local content jest spełniony w 74%. „I to są polscy rolnicy, więc to jest bardzo ciekawe, wspieramy to, rozwijamy to, badamy to” – dodała.

Prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz Hubert Cichocki zwrócił uwagę na inny aspekt local content: własność intelektualną. „IP, którego nie transferujemy z zagranicy, tylko „produkujemy” w Polsce, to także jest komponent lokalny. Nie będziemy twórcami przez długi czas, a być może nigdy, myśliwców najnowszej generacji, bo pozyskiwanie tych kompetencji zajmuje dekady, ale są elementy łańcucha wartości branży zbrojeniowej, gdzie jesteśmy w stanie już tę wartość wytworzyć i dostarczyć na rzecz podmiotów krajowych” – wyjaśnił. Jako przykłady podał osiągnięcia w dziedzinach inżynierii materiałowej, procesów chemicznych, materiałów wysokoenergetycznych, robotyki, autonomii i autonomizacji, także zastosowań Sztucznej Inteligencji, mikroelektroniki i fotoniki.

Dopuszczenie małych i średnich przedsiębiorstw do łańcucha dostaw przy zamówieniach o dużych wolumenach i na wysokie kwoty nie jest jednak łatwe, co przyznaje pełnomocniczka zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A., Karolina Hytrek-Prosiecka. „To nie jest tak, że to się dzieje z dnia na dzień, bo my jesteśmy trudnym sektorem, który wymaga certyfikacji, koncesji. To jest czas, to są pieniądze, to jest bezpieczeństwo – wskazuje, zaznaczając jednak, że zainteresowanie przedsiębiorców jest bardzo duże. W Bydgoszczy kolejka do mojego stolika local content to były dwie godziny oczekiwania” – mówiła pełnomocniczka zarządu PGZ.

Sięga też po namacalne przykłady: wartą kilkadziesiąt milionów złotych umowę na rozbudowę zakładu spółki PIT-RADWAR w Czernicy, którą zrealizuje polska firma czy polonizację łańcuchów dostaw zakładów WSK Kalisz i Jelcza z markami takimi jak Rolls Royce i Daimler. Najpierw montaż, transfer kompetencji, a na końcu produkcja dzieje się tutaj, w Polsce. „To jest budowanie naszego rynku pracy, tutaj płacenie podatków, bo o tym jest local content, jak patrzymy na kryteria” – przekonywała Hytrek-Prosiecka.

Członek zarządu do spraw inwestycji kolejowych ze spółki Centralny Port Komunikacyjny, Piotr Rachwalski, przekonuje, że kołem zamachowym dla polskiej gospodarki będzie Port Polska. „To największy projekt inwestycyjny w historii Polski, można go porównać z Gdynią, to jest 131 mld tylko do 2032 roku” – wyliczył.

Spółka CPK nawiązała współpracę z polskim uczelniami, a także, między innymi, z Polską Akademią Nauk i Instytutem Kolejnictwa, by pracować nad projektem zabezpieczenia sieci kolejowej przed ingerencją osób trzecich i ewentualnymi usterkami. Inny, duży projekt jest, jak mówił Rachwalski, unikalny w skali świata. „Tor testowy pociągów high speed, który ma spowodować, że będziemy jeszcze bardziej tym kolejowym zagłębiem Europy” – zachwalał.

Na tle wyżej wymienianych przykładów kompletnie odróżnia się Totalizator Sportowy. Jego prezeska, Beata Stelmach zwróciła uwagę, że jeżeli patrzeć na poziom przychodów na tle całej gospodarki, to jest on trzecią największą firmą w Polsce. Natomiast większość z tych przychodów trafia z powrotem do społeczeństwa – zaznaczyła.

Totalizator Sportowy podsumował umowy, które podpisało z innymi firmami jego 17 oddziałów w całej Polsce. Tylko 10% wszystkich umów to są umowy z podmiotami zagranicznymi. Totalizator kojarzy się państwu z sześcioma cudownymi liczbami, które przynoszą szczęście, ale tak naprawdę to firma technologiczna – wyjaśniła Beata Stelmach, wskazując, że jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się obszarów działalności firmy jest kasyno w Internecie.

Prezeska Totalizatora Sportowego obwieściła też informację, z którą czekała do Europejskiego Forum Nowych Idei: właśnie dzisiaj uruchomiliśmy na własnej platformie, wydewelopowanej przez inżynierów zatrudnionych w Totalizatorze, drugie kasyno, które jest w stu procentach local kontent. My nie możemy reklamować ani prowadzić marketingu produktów, które oferujemy, ale możecie państwo przetestować, tak informacyjnie – powiedziała Stelmach, podkreślając, że narzędzie zostało stworzone od zera polskimi rękami.

„Polacy wygrywają, zagraniczni przegrywają! Tak rozumiem local content” – zażartował prowadzący panel główny ekonomista Pulsu Biznesu, Ignacy Morawski. „Państwo sprawuje monopol w tym obszarze i ten monopol jest powierzony Totalizatorowi, w związku z tym gracze z zagranicy nie mogą u nas grać” – skwitowała Stelmach.

W panelu udział wzięli:

  • wiceprezeska zarządu do spraw logistyki i zakupów ORLEN S.A., Diana Batko
  • prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz, Hubert Cichocki
  • pełnomocniczka zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A., Karolina Hytrek – Prosiecka
  • członek zarządu do spraw inwestycji kolejowych Centralnego Portu Komunikacyjnego, Piotr Rachwalski
  • prezeska Totalizatora Sportowego, Beata Stelmach.

Dyskusję prowadził główny ekonomista Pulsu Biznesu, Ignacy Morawski.

Słowo wprowadzenia do panelu wygłosił minister Aktywów Państwowych, Wojciech Balczun.

 

Młodzi zakładają firmy z pasji, chęci wzbogacenia się albo z powodu braku ofert na rynku pracy. Niezależnie od motywacji, pomocne jest szukanie wsparcia i doświadczenia w takich miejscach, jak Akademia Budowania Przyszłości. O tym „jak być młodym na swoim?” rozmawiali uczestnicy piątkowego panelu podczas 15. edycji Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie.

Profesor Katarzyna Dziewanowska z Uniwersytetu Warszawskiego i Global Entrepreneurial Talent Management 4 (GETM4) rozpoczęła dyskusję od wyzwań związanych z edukacją. Powiedziała, że uczelnie biznesowe muszą przygotowywać do wykonywania zawodów, które jeszcze nie istnieją. Jej zdaniem odpowiedzią powinien być powrót do podstaw kształcenia. Wskazała, że chodzi o umiejętność analizy, syntezy, wyszukiwania źródeł, krytycznego myślenia, współpracy z ludźmi i pracy w grupie. Podkreśliła też konieczność powiązania różnych dziedzin nauki, co pozwoli studentom przekuwać pomysły w projekty o wartości rynkowej.

O tym, jak uczelnia może wpływać na sposób patrzenia na świat mówiła doktorantka z Uniwersytetu Warszawskiego, reprezentująca też Akademię Budowania Przyszłości, Roksana Włodarczyk. Podkreśliła, że rolą uniwersytetów jest nie tylko przekazanie wiedzy teoretycznej, ale także otwieranie oczu na nową perspektywę i poszerzanie horyzontów. Powiedziała, że wychowała się wśród przedsiębiorców i przez wiele lat sama przygotowywała się do pójścia taką drogą. Jednak pod wpływem osób poznanych na studiach wybrała ścieżkę naukową.

Iggy Janiszewska reprezentująca Akademię Budowania Przyszłości i Fundację Neuroróżnorodni przytoczyła wyniki badań, z których wynika, że większość osób decyduje się na założenie firmy ze względu na ograniczoną liczbę ofert na rynku pracy. Podkreśliła, że warto stworzyć takie warunki rozwoju dla młodych ludzi, żeby podejmowali przedsiębiorczość z pasji, a nie dlatego, że nie mają innego wyjścia.

Przykładem młodego przedsiębiorcy z pasją jest twórca internetowy Karol Seliga z Akademii Budowania Przyszłości. Powiedział, że drogę zawodową zaczynał od prowadzenia kanałów social media w firmie zajmującej się szyciem garniturów. Choć zrezygnował z tej pracy, tematyka męskiej elegancji pozostała mu bliska. W kolejnych latach, wobec trudności ze znalezieniem etatu, musiał postawić na siebie. Obecnie prowadzi internetową platformę o męskim stylu. Jest też obecny w mediach społecznościowych. Karol Seliga powiedział, że w jego przypadku wybór ścieżki przedsiębiorcy był koniecznością, która jednak łączy się z jego pasją.

Założyciel Digital Skills 4 Future, Michał Jarek z Akademii Budowania Przyszłości zwrócił uwagę, że czasem warto dostrzec, że posiadane umiejętności mogą być wartościowe dla kogoś innego. Zauważył, że przedsiębiorcy zajęci swoimi biznesami często nie mają czasu i wiedzy w obszarze techniki. W odpowiedzi na te potrzeby założył firmę, która wspiera przedsiębiorców w tym zakresie.

Uczestnicy dyskusji:

  • Prof. Katarzyna Dziewanowska, prodziekan ds. międzynarodowych, Global Entrepreneurial Talent Management 4 (GETM4)
  • Iggy Janiszewska, Akademia Budowania Przyszłości, Fundacja Neuroróżnorodni
  • Michał Jarek, Akademia Budowania Przyszłości, założyciel Digital Skills 4 Future
  • Karol Seliga, Akademia Budowania Przyszłości, twórca internetowy
  • Roksana Włodarczyk, Akademia Budowania Przyszłości, doktorantka, Uniwersytet Warszawski

Moderacja: Oktawia Gorzeńska, wiceprezydentka Gdyni

 

Po raz pierwszy uczestnicy Europejskiego Forum Nowych Idei mieli okazję zobaczyć na żywo spektakl Teatru Ekologicznego Bohema House. Widowisko “Dziewczynka z zapałkami. Świat smogu” zostało wystawione w teatrze w Sopocie w trakcie trwania konferencji specjalnie dla gości EFNI na zaproszenie partnera głównego Eko Cykl Organizacja Odzysku Opakowań S.A.


Europejskie Forum Nowych Idei to jedno z najbardziej prestiżowych wydarzeń biznesowych w Polsce. Na jego program składają się rozmowy o globalnych trendach, nowych ideach i przyszłości Europy.

W Forum biorą udział przedstawiciele biznesu, liderzy i decydenci oraz autorytety ze świata kultury i nauki. Podczas kilkudziesięciu wydarzeń, paneli, spotkań otwartych i rozmów nieformalnych debatują o najważniejszych wyzwaniach dla biznesu i społeczeństw w zmieniającym się świecie, o globalnych trendach oraz o przyszłym kształcie Unii.

Eko Cykl Organizacja Odzysku Opakowań S.A. była partnerem EFNI i organizatorem dwóch debat: „Rynek opakowań pod lupą: czy nacjonalizacja sektora rozwiąże problem odpadów?” oraz „Cyfrowy haracz czy ochrona wizerunku? Etyka, algorytmy i walka o reputację biznesu w sieci”.

Ponadto Prezes Eko Cyklu dr Katarzyna Michniewska bierze udział jako ekspert w debacie: „Historia lekcją przedsiębiorczości. Jak opowieść o polskiej transformacji może inspirować młodzież do działania?”.

Europejskie Forum Nowych Idei co roku gromadzi blisko dwa tysiące uczestników – przedstawicieli świata biznesu, nauki, kultury oraz administracji zarówno polskiej jak i europejskiej. Jest organizowane od 2011 roku przez Konfederację Lewiatan przy współudziale BusinessEurope oraz miasta Sopot.

Tegoroczna XV edycja EFNI odbyła się w dniach 14-16 października 2026 r. w Sopocie.

Spektakl “Dziewczynka z zapałkami. Świat smogu” został wystawiony dla uczestników Forum 16 października o godz. 9.00 w Teatrze Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie.

 

 

W natłoku wydarzeń, zaserwowanych nam przez nieuchronnie zbliżający się do końca rok bieżący, dziesiąta rocznica referendum brexitowego przeszła zdecydowanie bez echa. Nic w tym dziwnego: w obliczu geopolitycznych przetasowań, dramatycznych efektów katastrofy klimatycznej i trwających oraz zupełnie nowo wybuchłych konfliktów zbrojnych rok 2016 i jego problemy w 2026 są już tylko odległym wspomnieniem. Dekadę po referendum, goście panelu podczas EFNi 2026 dyskutowali m.in. o stanie i wyzwaniach stojących przed brytyjską gospodarką.

Dynamika zmian zachodzących wokół nas i na świecie sprzyja katastroficznym narracjom, po które chętnie sięgają stronnictwa populistyczne. Wysnuty wokół właśnie takiej wizji, wizji nieuchronnego upadku Zjednoczonego Królestwa jako członka UE, Brexit z różnych względów nie stał się dominującym kryzysem polityczno-ekonomicznym Europy ostatnich lat.

Nowe granice handlowe i duże zmiany na rynku pracy i kapitału po 2020 roku dla krajów unijnych okazały się być próbą, z której dzięki długiemu i rozległemu procesowi negocjacji udało się wyjść z minimalnym szwankiem.

Wzrost sympatii dla antyunijnych, populistycznych ruchów wśród obywateli Unii Europejskiej niesie ze sobą groźbę kolejnych „exitów”; czy wnioski, które zostały wyciągnięte z doświadczenia Brexitu będą pomocne w zachowaniu europejskiej jedności gospodarczej?

„Faktem jest, że zaobserwowaliśmy po Brexicie spadek gospodarki w Wielkiej Brytanii, również spadek handlu między Unią Europejską a Zjednoczonym Królestwem” – zauważył prowadzący dyskusje Jose Gimeno Pawłowski (Atland Consulting).

Zdaniem Marka Lazarowicza, byłego posła do brytyjskiego parlamentu i eksperta ds. inwestycji w Impact Investment, „Gospodarka brytyjska po Brexicie rzeczywiście bardzo ucierpiała. PKB Wielkiej Brytanii zanotowało spadek o 6,8 proc. „W oczywisty sposób widzimy trudności w dostępie do towarów z terenów unijnych, a pozostanie Irlandii Północnej na rynku unijnym generuje chaos w handlu wewnątrz Zjednoczonego Królestwa” – zaznaczył.

„Londyńskie City, tradycyjne centrum finansowe Europy, straciło około czterdzieści tysięcy miejsc pracy. W obliczu Brexitu najbardziej poszkodowane są sektory rolnictwa i żywności. Z punktu widzenia inwestycji, konieczność spełnienia zarówno standardów europejskich jak i brytyjskich przekłada się na większy poziom komplikacji i większe koszty transakcji” –  zgodziła się Mariel Barrera, dyrektor inwestycyjna ADEC Innovation dodając, że najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji byłoby ponowne zacieśnienie partnerstwa z Unią, które przyniosłoby zharmonizowanie rynku.

„Podobnie jak nasze członkostwo w NATO zapewnia nam bezpieczeństwo militarne, rynkowa współpraca w ramach Unii Europejskiej jest gwarancją bezpieczeństwa ekonomicznego i energetycznego” – podkreślił wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jacek Karnowski.

Jego zdaniem, sprzeciw wobec wartości unijnych reprezentowanych przez niektóre partie polityczne w Polsce jest realnym zagrożeniem dla interesu narodowego.

 

W dyskusji poprowadzonej przez Jorge’a Gimeno Pawłowskiego, doradcę ds unijnych i funduszy publicznych, założyciela i dyrektora Atland Consulting udział wzięli:

Jacek Karnowski, wiceminister ds. funduszy i polityki regionalnej

Mariel Barrera, dyrektor inwestycyjna ADEC Innovation

Can Atacik, założyciel Alethina Impact

Mark Lazarowicz, były poseł do brytyjskiego parlamentu, prawnik

Budowanie silnej marki narodowej wpływa na jej międzynarodową wiarygodność, atrakcyjność inwestycyjną, rozwój gospodarczy oraz pozycję geopolityczną. Po wiosennej edycji EFNI, w dużej mierze poświęconej tematowi Marki Polska, premier powołał biuro pełnomocnika rządu do spraw promocji Polski. Mimo publicznej krytyki samej pełnomocniczki – prof. Barbary Mróz-Gorgoń, zakończonej złożeniem przez nią dymisji, przewodnicząca Rady Programowej EFNI – dr Henryka Bochniarz zapowiedziała kolejne działania na rzecz budowania promocji Marki Polska. Bo polscy przedsiębiorcy, instytucje i samorządy potrzebują tego jak nigdy wcześniej.

Temat promocji Marki Polska jest wyzwaniem dla naszego kraju już od początku transformacji. Nadal brakuje jednak koordynacji działań i współpracy wielu instytucji i ministerstw, które zajmują się tematem.

Henryka Bochniarz zwróciła uwagę, że obecnie instytucje działające na rzecz promocji Polski są związane z wieloma resortami – Ministerstwem Sportu i Turystyki, Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwem Finansów i Gospodarki, Ministerstwem Aktywów Państwowych, Ministerstwem Spraw Zagranicznych, a także Senatem RP.

Przewodnicząca Rady Programowej EFNI powiedziała, że każda z instytucji realizuje swój plan, nie ma kontroli, jaka jest tego skuteczność, następuje powielanie pracy, co powoduje chaos. Tymczasem Polska wydaje rocznie około miliarda złotych na różne formy promocji. Do tego dochodzą wizyty zagraniczne przedstawicieli władz państwowych. Brakuje koordynacji. Przekaz nie trafia tam, gdzie powinien, nie ma też prób przekazywania sobie informacji.

Na bazie wiosennej edycji EFNI, która odbyła się w kwietniu 2026 roku w Warszawie, a która w dużej mierze była poświęcona promocji Marki Polska, organizatorzy przygotowali plan działań, które miały wprowadzić skuteczność działań. To przede wszystkim – wspólnie ustalana lista krajów, do których chcemy trafić, wspólna narracja, wspólna karta KPI, raportowanie wskaźników rezultatów, transparentność procesów, działania stałe, szybkość reakcji w sytuacjach kryzysowych, wspólne budżety, model hybrydowy (połącznie instytucji państwowych, NGO-sów, filantropii i SSP).

Latem premier Donald Tusk powołał pełnomocniczkę rządu do spraw promocji Polski – prof. Barbarę Mróz–Gorgoń. Po dwóch tygodniach pełnomocniczka podała się do dymisji. Henryka Bochniarz oceniła, że prof. Mróz–Gorgoń nie miała okazji wystarczająco wyjaśnić sytuacji, a działania opozycji zniszczyły możliwości, jakie dawała obecność ekspertki na powołanym przez premiera stanowisku. Henryka Bochniarz zauważyła, że takie działania mogą w przyszłości zniechęcić autorytety do przyjmowania ważnych rządowych stanowisk.

Przewodnicząca Rady Programowej EFNI wyraziła żal z powodu straconych szans – w momencie, kiedy w temacie Marki Polska zaczęło się dziać wiele dobrego – te drzwi szybko się zamknęły.

Henryka Bochniarz zapowiedziała, że Europejskie Forum Nowych Idei będzie wracać do tak istotnego tematu, jakim jest promocja Marki Polska. Przypomniała, że nadal istnieje biuro pełnomocnika rządu do spraw promocji Polski.  Wszystko po to, by zarządzać tematem i doprowadzić do stworzenia i prowadzenia jednolitego programu wdrażającego Markę Polska. Skupienie w jednym miejscu, koordynacja działań są niezbędne, by przekuć w sukces potencjał, jaki ma Polska. Rozproszenie nigdy nie przyniesie oczekiwanego efektu. Konieczność dalszych, szybkich prac w temacie tworzenia Marki Polska w sposób skoordynowany wyrazili też uczestnicy spotkania – przedsiębiorcy i menadżerowie. Wszyscy podkreślali, że przekaz Marki Polska musi być jednolity i czytelny dla osoby, która ma przyjechać do naszego kraju.

W panelu wzięła udział Henryka Bochniarz, przewodnicząca, Rada Programowa EFNI.

 

 

 

Czy możemy już mówić o czasach po rewolucji generatywnej? Według ostatnich badań przeprowadzonych pośród młodych ludzi przez YouGov, coraz więcej z nich odwraca się od nowych technologii, zmęczona postępująca slopifikacją (zalewem powierzchownej treści generowanej za pomocą sztucznej inteligencji) w przestrzeni internetowej. Prawdopodobnie pierwszy raz w nowożytnej historii mamy do czynienia z sytuacją w której to ludzie powyżej trzydziestego roku życia, są pozytywnie nastawieni do nowej technologii: sztucznej inteligencji. Czy wraz ze wzrostem naszej wiedzy i kompetencji w zakresie cyfrowej transformacji technoptymizm odchodzi do lamusa?

„Okres gorączki złota i hajp na sztuczną inteligencję to coś, co było domeną pierwszych lat generatywnej rewolucji. Możemy mówić o czasach przyrostu negatywnych emocji w stosunku do AI. Upadł optymizm lat 2022-4”, zwróciła uwagę podczas dyskusji prof. Aleksandra Przegalińska (Akademia Leona Koźmińskiego, Uniwerstytet Harvarda).

Jednak obserwacja rynku pracy ostatnich czterech lat przynosi konfundujący wniosek: „Ciężko zauważyć jakikolwiek istotny wpływ na jakość i strukturę zatrudnienia czy nawet rynek sam w sobie”.

Według Natalii Hatalskiej, CEO infuture.institute, nie ma jeszcze przesłanek aby wieszczyć zmierzch AI: „Choć w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Europie możemy zaobserwować coś co nazywamy efektem wytrzeźwienia, to wciąż globalnie panuje duży entuzjazm we wdrażaniu technologii opartych na sztucznej inteligencji”.

Defetystyczne prognozy o masowych zwolnieniach w wielu sektorach gospodarki wydają się na razie odległą perspektywą.

Największym i najbardziej realnym zagrożeniem jest stopniowe pozyskiwanie kompetencji przez sztuczną inteligencję przy jednoczesnym oddawaniu ich przez człowieka. Najbardziej jaskrawym przykładem tego zjawiska przytoczonym przez CEO infuture.institute jest zastosowanie systemu Lavender przez państwo Izrael podczas trwającego ludobójstwa w Gazie. Wykorzystując dane ponad dwóch milionów dorosłych zamieszkujących Strefę Gazy, system został zaprzęgnięty do systematycznej eliminacji osób uznanych za bojowników Hamasu. Czy w 20 sekund od pomyślnej identyfikacji „celu” można podjąć decyzję o zakończeniu ludzkiego życia?

„Człowiek oddający kompetencje sztucznej inteligencji staje się dla niej wyłącznie pieczątką” – podkreśliła Hatalska. „Skrajna wiara w technodeterminizm odbiera sprawczość człowieka”.

Dezinformacja, osłabienie tradycyjnych mediów i presja autorytarnych państw – to część zagrożeń dla liberalnej demokracji wskazywanych podczas EFNI 2026 w Sopocie. Uczestnicy debaty różnili się w diagnozach, ale powracało pytanie: czy państwa europejskie poradzą sobie z tymi wyzwaniami osobno?

We wprowadzeniu do dyskusji Vołodymyr Yermolenko, filozof i szef ukraińskiego PEN Klubu, mówił o kruchości wolności, odwołując się do doświadczeń wojny na Ukrainie. Opowiadał o pisarzach docierających w rejony frontu i pomagających bibliotekom zniszczonym przez rosyjskie wojska. „Bez kultury nie można przetrwać” – podkreślał, wskazując, że nie jest ona luksusem na czas pokoju.

Mantas Adomenas, sekretarz generalny Wspólnoty Demokracji, sięgnął po informatyczną metaforę. „Nasza demokracja to oprogramowanie napisane dla sprzętu z XIX wieku” – ocenił litewski filozof. Jego zdaniem reguły polityki nie przystają do świata podzielonego na odrębne rzeczywistości informacyjne. Autorytarne państwa mogą tę słabość wykorzystywać.

Piotr Buras, dyrektor biura ECFR w Polsce, wskazywał na paradoks integracji. „Nie rozwiążemy w Europie problemu platform społecznościowych bez regulacji na poziomie UE. Nie rozwiążemy problemu zanikania naszych gałęzi przemysłu bez decyzji i regulacji na poziomie UE. Nie rozwiążemy też problemu naszego bezpieczeństwa bez współpracy w Europie” – przekonywał. Zaznaczał, że pogłębianie integracji napotyka sprzeciw prawicowych populistów.

Andrea Bernstein, dziennikarka i autorka związana z Princeton University, przypomniała, że w odróżnieniu od wielu Europejczyków Amerykanie nie mają doświadczenia życia pod rządami totalitarnymi. Jej zdaniem swobodny przepływ informacji zwiększa zarazem podatność USA na dezinformację. W kontekście listopadowych wyborów do Kongresu mówiła o zmęczeniu części społeczeństwa nieprzewidywalną polityką Donalda Trumpa.

Barbara Labuda, działaczka opozycji demokratycznej w PRL i była minister w Kancelarii Prezydenta RP, zwracała uwagę na wpływ algorytmów na decyzje obywateli. „Myśmy kiedyś uczyli ludzi tego, żeby nie słuchali ani propagandzistów partyjnych, ani duchownych. Ale oni teraz słuchają po prostu algorytmów” – mówiła. Jej zdaniem odpowiedź na zagrożenia związane z nowymi technologiami musi być ponadnarodowa.

Jernej Pikalo, były wicepremier i minister edukacji Słowenii, wskazywał na znaczenie przyzwoitości i samoograniczenia w polityce. Przekonywał, że niezależne sądy i wolne media nie wystarczą, jeśli rządzący sami nie będą przestrzegać podstawowych norm.

Sven Franck, współprzewodniczący paneuropejskiej partii Volt, zarzucał ugrupowaniom krajowym, że deklarują poparcie dla Europy, lecz nie potrafią nadać integracji przekonującego kierunku. Piotr Buras podkreślił jednak, że w społeczeństwach europejskich wciąż nie ma większości opowiadającej się za autorytaryzmem.

W panelu uczestniczyli:

  • Mantas Adomenas, sekretarz generalny, Wspólnota Demokracji
  • Andrea Bernstein, dziennikarka, autorka, Princeton University
  • Piotr Buras, dyrektor, Biuro ECFR w Polsce
  • Sven Franck, przewodniczący, paneuropejska partia VOLT
  • Barbara Labuda, działaczka opozycji demokratycznej w czasach PRL, była minister w Kancelarii Prezydenta RP
  • Jernej Pikalo, były wicepremier i minister edukacji Słowenii

Wprowadzenie wygłosił Vołodymyr Yermolenko, filozof, szef ukraińskiego PEN Klubu

Moderacja: Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny, Liberté!

 

Stany Zjednoczone i Chiny są przekonane, że są najlepsze na świecie. W Europie mamy skłonność do skupiania się na negatywach – przekonywała Sandra Parthie podczas EFNI.

Słowa przewodniczącej grupy pracodawców z Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego Sandry Parthie wybrzmiały na otwarciu panelu poświęconego dyskusji o roli zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego w kształtowaniu polityki europejskiej oraz o tym, jak – za sprawą skutecznych regulacji – pobudzić konkurencyjność Europy. Stany Zjednoczone promują rzeczy, które dla nas są zupełnie normalne, jako coś nadzwyczajnego. W Chinach jest podobnie, Chiny są bardzo dobre w opowiadaniu światu, jakie mają możliwości i co oferują – powiedziała Sandra Parthie, zauważając, że Europa ma tendencję do zwracania uwagi nawet na drobne niedostatki i problemy, zamiast skupiania się na tym, co robi dobrze i na tym, co ma atrakcyjnego na tyle, by skusić ludzi do tego, by przyjechali na Stary Kontynent i tu inwestowali.

Przedstawicielka Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego jako mocne strony Europy wskazała między innymi bardzo wysoki poziom wykształcenia jej mieszkańców, liczne klastry przemysłowe rozsiane po całym kontynencie, wielkie, konkurencyjne globalnie firmy, jak Airbus, ale też tak zwanych „ukrytych czempionów” z różnych dziedzin, którzy zasługują na więcej uwagi.

Dyskusja szybko przetoczyła się w debatę o znaczeniu lobbingu w instytucjach europejskich. Antonio Garcia Del Riego z Hiszpańskiego Stowarzyszenia Banków zwrócił uwagę, że w bankowości ponad 95% regulacji ma swoje źródło w Brukseli. W innych dziedzinach gospodarki jest podobnie, bo unijne prawo, ustalane w Brukseli w Strasbourgu, jest z czasem implementowane na gruncie poszczególnych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Jeśli nie ma cię przy stole, to jesteś częścią menu – tak gość EFNI podkreślał znaczenie posiadania swoich przedstawicieli w Brukseli.

Ze swoim przedmówcą zgodził się przedstawiciel Konfederacji Holenderskiego Przemysłu i Pracodawców, Winand Quaedvlieg. Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Brukseli, szybko zrozumiałem, jak ważne jest to, co się tam dzieje  – powiedział, podkreślając, że pewnych rzeczy nie da się załatwić będąc w stolicy jednego czy drugiego kraju. Według Quaedvliega, Bruksela pracuje jak dobrze naoliwiona maszyna, a przykładem, według niego, może być miniona kadencja Komisji Europejskiej. W ciągu 5 lat mogą zdarzyć się rzeczy nieprzewidywalne. Mieliśmy COVID, mieliśmy inwazję Rosji na Ukrainę, mieliśmy finalizację Brexitu. Można było oczekiwać, że to wykolei działania Komisji Europejskiej, ale na koniec widzieliśmy, że cele zostały zrealizowane – ocenił.

Przedstawiciel Konfederacji Holenderskiego Przemysłu i Pracodawców uważa, że to, co dzieje się w Brukseli, często jest nieobecne w mediach poszczególnych krajów. Skupiają się na agendzie politycznej, która jest bardzo ważna, ale jest jeszcze agenda techniczna, która wymaga więcej uwagi, bo można na nią wpłynąć – przekonywał.

Według Aleny Manstantuono z Czeskiej Izby Handlowej lobbing w Brukseli można podzielić na dwa rodzaje. Pierwszą jego postacią jest forma proaktywna, kiedy składa się określone propozycje. To jest to, co robimy w tej chwili, przekonując Komisję, że popełniła błędy w przeszłości i mamy tak zwane korekty, albo gdy zabiegamy o ochronę przed nieuczciwą konkurencją z krajów trzecich, takich jak Chiny – wyjaśniała Manstantuono.

Z kolei lobbing w drugiej postaci polega na reakcji. Kiedy pochodzisz z kraju średniej wielkości, niektórzy mówią, że Czechy to mały kraj, ale nie: to kraj średniej wielkości, więc kiedy pochodzisz z takiego kraju najlepiej jest współpracować z innymi – przekonywała przedstawicielka Czeskiej Izby Handlowej, podkreślając znaczenie budowania koalicji decydującej większości albo blokującej mniejszości z największymi członkami Wspólnoty. Alena Manstantuono odwołała się przy tym do przykładu europejskich „cichych czempionów” przywołanego przez Sandrę Parthie podczas otwarcia dyskusji. Wskazywała, jak ważne jest, by nie tracić ich z oczu. Widzieliśmy to przy okazji Zielonego Ładu, kiedy niektórzy Komisarze patrzyli tylko na te największe firmy, zapominając, że jest ogromna liczba małych, które nie dadzą sobie rady – mówiła Manstantuono.

Komentując zagadnienie układu sił w Europie, Heiko Willems z Federacji Przemysłu Niemieckiego zwrócił uwagę na to, że czasy się zmieniły. Dziś możesz zgłosić propozycje i przegłosować je przeciwko Niemcom oraz Francji. To coś, co byłoby nie do pomyślenia 10 lat temu – przyznał Willems. Według niego nawet największe państwa zdały sobie sprawę, że mogą zostać ograne przez mniejszych członków Wspólnoty.

W Panelu udział wzięli:

  • Alena Manstantuono z Czeskiej Izby Handlowej
  • Antonio Garcia Del Riego z Hiszpańskiego Stowarzyszenia Banków
  • Sandra Parthie, przewodnicząca grupy pracodawców z Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego
  • Winand Quaedvlieg z Konfederacji Holenderskiego Przemysłu i Pracodawców
  • Heiko Willems z Federacji Przemysłu Niemieckiego.

Dyskusję prowadził dziennikarz TVP, Maciej Zakrocki.

Polska stoi przed wyzwaniem zbudowania nowoczesnego, bezpiecznego i konkurencyjnego systemu energetycznego, w którym odnawialne źródła energii odgrywają coraz większą rolę. Kluczowe pytanie brzmi, jak przeprowadzić transformację, by zapewnić stabilne dostawy energii, ograniczać jej koszty, a jednocześnie wspierać rozwój gospodarki. O tym  mówił minister energii Miłosz Motyka.

Paulina Grądzik z Konfederacji Lewiatan rozpoczęła dyskusję od pytania o największe bariery rozwoju polskiej energetyki. Minister energii Miłosz Motyka wskazał przede wszystkim na kwestie legislacyjne. „Chcę, by liderem zmian było państwo” – podkreślił, zaznaczając jednocześnie, że głos przedsiębiorców ma kluczowe znaczenie. Zwrócił również uwagę na potrzebę rozszerzenia funduszu partycypacyjnego na wszystkie technologie.

Pytany o najważniejsze działania w obszarze legislacji i inwestycji, minister wskazał na aktywność Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska oraz rozwój magazynowania energii, w tym budowę magazynów wielkoskalowych. Podkreślił także znaczenie odpowiednich regulacji dla działalności spółek oraz potrzebę powrotu do energetyki jądrowej.

Odpowiedzią na wysokie ceny paliw ma być elektryfikacja transportu, która wymaga jednak budowy nowych mocy wytwórczych. Minister zwrócił również uwagę na słabości Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu, wskazując na potrzebę podejmowania konkretnych decyzji. Podkreślił, że nie wszystkie zmiany wymagają wprowadzania nowych ustaw. Zaznaczył także, że nadmierna biurokracja sprawia, iż proces wprowadzania zmian trwa zbyt długo.

Na zakończenie rozmowy minister stwierdził: „Niezależnie od tego, jaki rząd będzie sprawował władzę w Polsce, nowe moce węglowe nie powstaną. To się po prostu nie opłaca”. Podkreślił tym samym ekonomiczne uwarunkowania transformacji energetycznej oraz potrzebę zapewnienia stabilnych i przystępnych cenowo dostaw energii.

W panelu wziął udział Miłosz Motyka, minister energii, a moderowała go Paulina Grądzik z Konfederacji Lewiatan.

Jedyną partią antysystemową w Polsce jest Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, która chce przenieść Polskę z Zachodu na Wschód – ostrzegał podczas jesiennej edycji EFNI w Sopocie prof. Antoni Dudek.

Politolog, historyk i publicysta prof. Antoni Dudek był pytany o to, czy na polskiej scenie politycznej jest miejsce na nowy twór, który mógłby pojawić się jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Profesor Dudek zaproponował, żeby nazwać go roboczo nową, Trzecią Drogą. Jak dowodził, nikt czegoś takiego nie próbuje uruchomić, a czasu jest coraz mniej. Ostatnie przymiarki do nowego, politycznego bytu, czyli Klubów Radykalnego Centrum prof. Marcina Matczaka, spaliły na panewce we wrześniu.

Oznacza to, że – według profesora Dudka – w centrum polskiej sceny politycznej pozostanie Polskie Stronnictwo Ludowe. Pytanie, czy zgodnie z obecnymi deklaracjami będzie startować samodzielnie, czy jednak skorzysta z oferty przede wszystkim Donalda Tuska i zrobi z nim wspólną listę – ocenił publicysta, dodając, że według niego nowej, Trzeciej Drogi nie będzie, co może przesądzić o wyniku najbliższych wyborów.

Polska bowiem, według wykładowcy Szkoły Głównej Handlowej, pozostaje krajem podzielonym pomiędzy dwa bloki polityczne, którym przewodzą prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński i lider Koalicji Obywatelskiej, premier Donald Tusk. Powstanie nowego tworu utrudnia fakt, że w każdym z bloków, co jakiś czas odzywają się głosy nawołujące do zjednoczenia w celu pokonania politycznego przeciwnika. Jak mówi profesor Dudek, przykładem tego typu wypowiedzi mogą być sugestie Krzysztofa Bosaka z kampanii wyborczej, kiedy zwracał się do wyborców ze słowami: „wszyscy, byle nie Trzaskowski”. Dzisiaj to mamy na poziomie stosunku do Korony Brauna po prawej stronie. Jedni mówią: nie, nie, z Braunem nie można, ale drudzy mówią: ale zaraz, zaraz, przecież to nie Braun jest prawdziwym wrogiem, Donald Tusk jest prawdziwym wrogiem i musimy się zjednoczyć, żeby tego strasznego Tuska pokonać! I to jest to, co na prawicy powoduje największą skłonność do kooperacji – skwitował profesor Dudek.

Na co dzień jednak, jak mówił ekspert, na prawicy trwa zacięta rywalizacja. Podobnie jest po drugiej stronie sporu politycznego, który konsoliduje lęk przed powrotem do władzy prawicy w wersji „turbodoładowanej”, czyli z Braunem, Mentzenem i Bosakiem, co powoduje, że w polskiej polityce utrzymują się dwa duże obozy. Jak patrzymy na przyszły skład Sejmu interesuje nas, która z tych stron będzie miała choćby o jeden czy kilka mandatów więcej, bo ona zbuduje rząd, przy czym jeden będzie miał dużo łatwiej, bo jego patronem będzie prezydent Nawrocki, a druga będzie miała dużo trudniej – powiedział profesor Dudek, wyjaśniając, że rezultat ubiegłorocznych wyborów prezydenckich nie przesądza o tym, kto rządzi Polską, ale ma wpływ na to, jak się rządzi krajem.

Zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”, Michał Szułdrzyński, dopytywał gościa EFNI o najważniejszą część tożsamości tych dwóch obozów. Profesor Dudek wskazał na wątek zagraniczny: jedni są zwolennikami opcji proeuropejskiej, drudzy antyeuropejskiej. W tym obozie antyeuropejskim mamy też opcję prorosyjską i antyrosyjską, bo jest pęknięty wewnętrznie, ale to jest zaledwie początek długiej listy. Kolejna sprawa to jest stosunek do Kościoła, do religii i wszystkich kwestii światopoglądowych z tym związanych: stosunek do prawa kobiet do aborcji, do kary śmierci i innych rzeczy – tłumaczył ekspert, zaznaczając, że w kwestiach gospodarczych sprawa jest bardziej skomplikowana. Zwolenników liberalizmu gospodarczego i zwolenników etatyzmu można bowiem znaleźć w obu stronnictwach.

Jednak założenie, że ma to rozstrzygający charakter, może być pułapką dla Koalicji Obywatelskiej. Według Antoniego Dudka, wielu jej polityków zakłada dziś, że wystarczy, by ich ugrupowanie miało dwustu kilkunastu posłów, a resztę dostarczy Sławomir Mentzen, uważany za bliskiego w kwestiach gospodarczych. Oni nie rozumieją, że jak przyjdzie, co do czego, to Mentzen może przyjdzie, ale posłowie Mentzena nie przyjdą za nim, tylko się zbuntują – mówił politolog, wskazując na to, że dla ludzi Konfederacji kwestie gospodarcze są wtórne wobec spraw światopoglądowych.

Gość EFNI zacytował w tym kontekście Stefana Kisielewskiego, który zwykł mawiać, że nie ma poglądów politycznych, lecz tylko gospodarcze. To jest coś, co w Polsce jest niezwykłą rzadkością. U nas przeważają ludzie, którzy mają poglądy polityczne, a poglądy gospodarcze są ich zakładnikiem – ocenił Antoni Dudek.

Prawdziwym gamechangerem w kwestii przyszłych wyborów politycznych Polaków może być stan finansów publicznych, bo, według eksperta, głosy ekonomistów brzmią w tej sprawie spójnie i złowrogo. Nagle się okaże, że po ćwierćwieczu coraz dłuższej kołdry nagle przyjdzie moment, kiedy trzeba będzie tę kołdrę skracać, a starsi z państwa wiedzą, co to oznacza: ostatnie skracanie kołdry mieliśmy na przełomie lat ’80 i ’90 minionego wieku, a później ta kołdra była już coraz dłuższa – ostrzegał profesor.

Przy okazji podzielił się swoim poglądem na temat tego, które partie uznaje w Polsce za prawdziwie antysystemowe. Jak wyjaśnił, nie jest to partia Razem, która mówi o tym, że trzeba zwiększyć rolę państwa i przycisnąć bogatych podatkami. Według profesora Dudka, to model skandynawski, który wciąż mieści się w kulturze politycznej Zachodu. Jedyną partią antysystemową naprawdę jest Korona Brauna, dlatego że ona nas chce przenieść z Zachodu na Wschód – ocenił.

Prof. Dudek wskazywał na to, co, jego zdaniem, może mieć decydujący wpływ na wynik przyszłych wyborów, a mianowicie aktualizacja liczby mandatów w okręgach wyborczych. Jak wyjaśnił, wcześniej taka aktualizacja miała miejsce przy okazji wyborów w 2011 roku. Przez 15 lat w Polsce trwały migracje ludności, co sprawiło, że na 41 okręgów wyborczych w 21 powinna zmienić się liczba mandatów. W wyludniających się okręgach, typu Świętokrzyskie, ten mandat trzeba zabrać, a trzeba dodać głównie w okręgach będących obwarzankami wokół głównych miast, na czele z obwarzankiem wokół Warszawy – wyliczał.

Rozmowę z prof. Antonim Dudkiem przeprowadził Michał Szułdrzyński, zastępca redaktora naczelnego, „Rzeczpospolita”.

Newsletter

Nie przegap najważniejszych informacji o EFNI

Program, prelegenci, wydarzenia towarzyszące – zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco.