Trójkąt Weimarski powstał, by zintegrować Polskę ze strukturami euroatlantyckimi i doprowadzić do pojednania polsko-niemieckiego. Czy prawie 35 lat później da się to powtórzyć, tyle że z Ukrainą, a do tego kładąc większy nacisk na bezpieczeństwo? I czy wymiar takiego nowego czworokąta byłby praktyczny, czy jedynie symboliczny? O tym debatowali uczestnicy podczas EFNI 2025 w Sopocie.

Europa znalazła się w czasach nadzwyczajnej niepewności. Spowodowana jest ona nie tylko pełnoskalową agresją Rosji na Ukrainę, ale też ponowną prezydenturą Donalda Trumpa, która każe nam zadawać pytania o trwałość sojuszy i przemodelować myślenie o globalnym bezpieczeństwie. Pojawiają się też apele o poszukiwanie nowych struktur międzynarodowych, które mogłyby zastąpić lub wzmocnić dotychczasowe formaty.

Tu pojawia się pytanie – czy taką strukturą może zostać Trójkąt Weimarski w nowym kształcie, wzmocniony o Ukrainę i ukierunkowany bardziej na kwestie bezpieczeństwa? Krytycy twierdzą, że historycznie ten format pełnił zaledwie rolę symboliczną, zwolennicy – że realnie wsparł integrację europejską.

Waldemar Pawlak, były premier, obecnie senator, patrzy na sprawę z ostrożnym optymizmem. „Taka współpraca ma znaczenie, bo im więcej jest formatów i dróg kontaktu między krajami, tym lepiej rozwijają się relacje. Tak dramatyczne wydarzenie jak wojna w Ukrainie sprawiło, że te relacje między naszymi krajami nabrały zupełnie nowego wymiaru” – przekonywał Pawlak. Jak dodawał „Rosja jest bardzo zainteresowana, żeby te relacje zniszczyć. Jeśli jednak spojrzymy na mapę, rysuje się wyraźna linia Paryż-Berlin-Warszawa-Kijów”. Zdaniem byłego premiera, członkostwo Ukrainy w UE jest realne, a rozszerzony Trójkąt Weimarski może się do tego przyczynić.

Nieco inną perspektywę prezentował Yaroslav Hrytsak, z Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie. „Moja odpowiedź jest skomplikowana – tak i nie. Teoretycznie i symbolicznie – jak najbardziej. Praktycznie – raczej nie” – mówił. Jak wyjaśniał, Trójkąt Weimarski odegrał ważną rolę w europejskiej integracji Polski, a Ukraina również tego bardzo potrzebuje. Z drugiej strony problemem mogą stać się wciąż nierozwiązane kwestie historyczne, które mogą być problemem w procesie pojednania polsko-ukraińskiego. „Gra na pamięci historycznej jest bardzo niebezpieczna, bo może prowadzić w ręce Putina. To dokładnie jego strategia – wrócić do przeszłości. To niebezpieczne, bo zamiast nowego Weimaru możemy mieć kolejną Jałtę” – ostrzegał Hrytsak.

Wątpliwości do do nowej roli Trójkąta – czy też Czworokąta – Weimarskiego ma również Pierre Buhler, były ambasador Francji w Polsce. Według niego debata o bezpieczeństwie w Europie musi być dużo szersza. „Musimy być świadomi, że opuszczamy erę kolektywnego bezpieczeństwa, która istnieje od 1945 roku. To już historia. Teraz mówimy o pokoju przez siłę. Ukraina pokazuje to bardzo dobrze, walcząc z silnym agresorem, stawiając opór i wiedząc, o co walczy” – mówił Buhler, podsumowując, że Europa może oczywiście zawierać sojusze i tworzyć nowe formaty, ale kręgosłupem jej bezpieczeństwa zawsze pozostanie NATO, nawet jeśli Sojusz będzie musiał się bardzo zmienić.

W panelu udział wzięli:

– Pierre Buhler, były ambasador Francji w Polsce (2012-2016)

– Yaroslav Hrytsak, Ukraiński Katolicki Uniwersytet we Lwowie

– ⁠Matthias Klause, Konsul Generalny Niemiec w Gdańsku

– Waldemar Pawlak, senator, były premier RP

– Anna Radwan-Röhrenschef, była podsekretarz stanu, Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Moderacja: Prof. Karolina Wigura, socjolożka, Instytut Socjologii UW, Kultura Liberalna, LibMod

 

Dwa biliony euro ma wynieść przyszły budżet Unii Europejskiej. Jego projekt w lipcu tego roku zaprezentowała Komisja Europejska. Eksperci alarmują, że nadchodzą znaczące zmiany, które mogą odczuć wszyscy. Oprócz zmiany układu kategorii wydatkowych, coraz większą rolę odgrywają tzw. kamienie milowe oraz powiązanie wypłat z przestrzeganiem zasad praworządności.

Znika tradycyjny podział na Wspólną Politykę Rolną i politykę spójności – środki będą kierowane bardziej elastycznie, zgodnie z celami strategicznymi i inwestycyjnymi UE. W nowej konstrukcji finansowej rośnie znaczenie tzw. zasobów własnych – czyli składek i dochodów unijnych opartych m.in. na systemie ETS czy opłatach od sektora korporacyjnego. Co to oznacza dla Polski – kraju, który przez ostatnie dwie dekady głównie korzystał z unijnych pieniędzy? Czy Polacy mogą stracić na nowych pomysłach liderów wspólnoty?

Instytucje Unii Europejskiej przygotowały budżet na lata 2028-2034. Wokół tego planu finansowego rozpoczęła się gorąca dyskusja zarówno w strukturach unijnych, jak i w państwach członkowskich. Nie inaczej było podczas finansowego panelu w ramach EFNI 2025.

– Na razie Ursula von der Leyen ma jeden sukces – mówił europoseł Janusz Lewandowski. – Zjednoczyło się wszystko, co mogło, by sprzeciwić się temu budżetowi. Parlament Europejski szykuje się do opcji nuklearnej, czyli odrzucenia budżetu – zapowiada eurodeputowany. Jak mówi, szefowa Komisji narzuciła wszystkim “skrajnie centralistyczny i nacjonalny plan, wbrew porażce centralistycznego KPO”.

Czeka nas duża zmiana, jeśli chodzi o wywieranie presji na reformy – tak o kamieniach milowych mówił Marek Tatała, prezes Fundacji Wolności Gospodarczej. Jego zdaniem budżet UE zawiera dużo elementów, które nie są makrocelami UE.

Podczas dyskusji zauważono, że w najnowszym budżecie zaledwie 23% wydatków jest nakierowanych na przyszłość Unii Europejskiej. Reszta to wydatki bieżące i zaspokajanie potrzeb poszczególnych krajów.

– Budżet powinien koncentrować się na Europie jako całości – postulował Marek Tatała, który zgodził się z tezą, że centralizacja może nie służyć całej wspólnocie.

Podczas rozmów przypomniano, że celem dotychczasowych budżetów UE było w dużej mierze kierowanie środków do krajów, które miały “nadganiać” ten europejski peleton liderujących państw.

Polityka regionalna

Czego w nowym budżecie obawiają się regiony? To pytanie padło w kolejnej części dyskusji. Przedstawicielką regionów w tym panelu była prezydentka Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim.

– Regiony obawiają się, że pieniądze będą trudne do wydania i nieefektywne – mówiła przedstawicielka municypalnego urzędu z polskiego wybrzeża, będącego przecież regionem Unii Europejskiej.

Czarzyńska-Jachim w dalszej części swojej wypowiedzi zauważyła, że dyskusja budżetowa nie powinna dotyczyć szybkości decyzji, ale elastyczności i efektywności wydawania środków. Jej zdaniem poprzednie budżety jasno pokazały, że skuteczność zależała od poziomu wydawania pieniędzy. Im niżej środki były wydawane, tym większa była efektywność budżetu.

– Boimy się centralizacji. Jest zagrożenie, że te pieniądze staną się elementem korupcji politycznej i pewnej uznaniowości – obawia się prezydentka Sopotu.

Z kolei przedstawiciel Rady Polityki Pieniężnej profesor Przemysław Litwiniuk zwrócił uwagę na mechanizm warunkowości.

– Mam poważne wątpliwości, czy te problemy, o których się dyskutuje – czyli praworządność i respektowanie orzeczeń unijnych trybunałów – nie będą stanowiły kluczowego zagrożenia dla absorbowania środków przez polskie podmioty – zastanawiał się profesor Litwiniuk.

W dyskusji udział wzięli:

  • Magdalena Czarzyńska-Jachim, prezydentka Sopotu
  • Janusz Lewandowski, poseł, Parlament Europejski
  • Prof. Przemysław Litwiniuk, członek Rady Polityki Pieniężnej
  • Marek Tatała, prezes, Fundacja Wolności Gospodarczej

Moderacja: Joanna Bekker, Polityka Insight

 

Dane wskazują, że w Polsce wydatki na ochronę zdrowia stanowią około połowę średniej wydawanej na te cele w krajach Europy Zachodniej. Musi to oznaczać istotne różnice w nakładach także na farmakoterapię. Jakie szanse dają regulacje wprowadzane unijnym aktem o lekach krytycznych i zabiegami w celu osiągniecia bezpieczeństwa lekowego? Jakie są bariery i wyzwania w dostępie do innowacyjnych terapii w Polsce. To tematy podjęte w trakcie panelu „Siła krajowego sektora farmaceutycznego”.

Na początku panelu prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego – Krajowi Producenci Leków Krzysztof Kopeć, przedstawił wyniki najnowszego badania – „Makroekonomiczny wpływ sektora farmaceutycznego na polską gospodarkę”. Pokazuje on, że produkcja leków w Polsce rośnie. Od 2019 roku to wzrost o 40 proc. Z każdej złotówki, ok. 87 gr. wraca do polskiej gospodarki.  Potencjał krajowego sektora farmaceutycznego jest więc duży. Konsultant krajowa ds. farmacji przemysłowej – Prof. Małgorzata Sznitowska dodała, że siłą polskiego przemysłu farmaceutycznego są kadry, infrastruktura, o czym świadczy fakt, iż firmy zagraniczne otwierają w Polsce swoje placówki.

Paneliści przyznali, że polski przemysł farmaceutyczny nie jest odporny na kryzysy i nie możemy liczyć tylko na swoje siły.

Główny Inspektor Farmaceutyczny – Łukasz Pietrzak mówił o problemach w krajowym sektorze farmaceutycznym. Coraz więcej substancji aktywnej produkowanych jest w Azji, a mniej w Europie. Polska jest 5. pod względem wartości rynkiem leków w UE, ale jeśli chodzi o produkcję to 13. Krajowi producenci wytwarzają ¼ leków na nasz rynek. To za mało. Paneliści zgodzili się, że Polska musi budować koalicję, która tak, jak w przypadku NATO, wesprze nas w przypadku kryzysu. W taki sposób, że te leki będą dostępne.

Paneliści chwalili listę leków krytycznych, ale zgodzili się, że konieczne jest też powołanie przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pełnomocnika zajmującego się koordynacją polityki lekowej w Polsce. Prof. Sznitowska dodała, że w przypadku leków krytycznych, Europa powinna się podzielić tą listą, by zabezpieczyć się na wypadek kryzysu. Przedstawiciele firm lekowych przekonywali, że potrzebna jest pomoc na poziomie decydentów w przygotowaniu zasad, na jakich sektor farmaceutyczny będzie współpracował z polskim rządem.

Zastępca prezesa ds. finansowania badań, Agencja Badań Medycznych – Ireneusz Staroń – powiedział, że ABM jest wyspecjalizowanym podmiotem, który oprócz wspierania nauki, finansuje rozwój nowych technologii i rozwój infrastruktury.

„Przemysł farmaceutyczny chwali dialog z ABM. Ważna jest koncentracja na medycynie i farmacji. Dlatego możemy liczyć na zrozumienie i rozwój dialogu” – dyrektor generalna Servier Polska  – Joanna Drewla.

 

W panelu wzięli udział:

–  Karolina Demus, prezes Zarządu Sandoz Polska

–  Joanna Drewla, dyrektor generalna, Servier Polska

–  Katarzyna Dubno, dyrektor relacji zewnętrznych, ESG i ekonomiki zdrowia, Adamed Pharma

–  Krzysztof Kopeć, prezes, Krajowi Producenci Leków/PZPPF

–  Łukasz Pietrzak, Główny Inspektor Farmaceutyczny

–  Ireneusz Staroń, zastępca prezesa ds. finansowania badań, Agencja Badań Medycznych

– Prof. Małgorzata Sznitowska, konsultant krajowy ds. farmacji przemysłowej

 

Moderacja:

– Patryk Słowik, Wirtualna Polska

 

Pytanie, które było tematem tego panelu, jest jednym z najczęściej zadawanych w Unii Europejskiej. Plan był ambitny. Neutralność klimatyczna do 2050 roku pięknie wyglądała jako idea, ale rzeczywistość szybko ją zweryfikowała. Zwłaszcza po tym jak w 2022 roku świat ogarnął dawno niewidziany głęboki niepokój. Czy Zielony Ład da się uratować? Z czego trzeba będzie zrezygnować? O tym rozmawiali uczestnicy debaty podczas EFNI w Sopocie.

Jaka regulacja Zielonego Ładu jest dla Polski najbardziej problematyczna? To pytanie zadano na początku rozmowy profesor Dorocie Niedziółce z SGH. – To, co stanowi największe wyzwanie, to konieczność sprostania wymogom dotyczącym zarówno ograniczenia emisji, jak i w konsekwencji bardzo wysokich kosztów ETSów. To rzutuje na konkurencyjność produkcji i usług. Do tego dochodzi zmienność regulacji wewnętrznych i niestabilność samej polityki – powiedziała prorektor Szkoły Głównej Handlowej.

Prezes Grupy ERGIS Tadeusz Nowicki na przykładzie swojej branży opakowaniowej pokazał, jakie problemy rodzą unijne regulacje. – Weźmy przykład śladu węglowego. Ponieważ tworzywa sztuczne w stosunku do swojej wytrzymałości są bardzo lekkie, ich ślad węglowy jest znacznie niższy niż substytucyjnych materiałów. Ale kiedy ktoś taki jak ja, podaje takie argumenty, natychmiast w kontrze budzą się argumenty populistyczne. A to one mają istotny wpływ na wyborców, a tym samym na naszych reprezentantów w demokratycznych instytucjach. Dlatego UE chciała bardzo przyspieszyć. Zaatakowała na dobrym kierunku, ale niestety ambicja i chęć spowodowały, że tak ważną regulację wprowadzono bez żadnego badania wpływu ekonomicznego tych decyzji – powiedział Tadeusz Nowicki. Dodał, że Unia ma też na koncie sukcesy. Jednym z nich jest wyeliminowanie toksycznych dodatków umieszczanych od lat w tworzywach sztucznych.

Czy jesteśmy gotowi na wdrażanie Zielonego Ładu? – Nie jesteśmy gotowi. I państwa członkowskie nie są gotowe – powiedział Michał Obiegała, prezes bp Polska. – Przepisy wykonawcze w większości krajów członkowskich nie istnieją. Każdy z przedsiębiorców przygotowuje się na podstawie przepisów unijnej dyrektywy. Ale jak ona będzie implementowana w krajach członkowskich? Tego nie wiemy. Przypominam, że Zielony Ład nazywa się Green Deal. Jest więc porozumieniem. A jeśli widzimy, że porozumienie nie działa, to je zmieniamy i dostosowujemy – dodał Michał Obiegała.

Wiceprezes ORLEN S.A. Witold Literacki zwracał uwagę na realne wyzwania wiążące się z wdrożeniem Zielonego Ładu. – Jeśli chodzi o przyszłość Zielonego Ładu, jesteśmy realistami. Nasz kraj jest wciąż głęboko zakorzeniony w paliwach kopalnych i dużych nakładów czasu i środków wymagać będzie dekarbonizacja kraju takiego jak nasz – zaznaczał Witold Literacki. Jednocześnie podkreślił, że kolejne etapy transformacji energetycznej mogą zostać osiągnięte dzięki innowacjom i przemyślanej strategii.

Europoseł Krzysztof Hetman zwrócił uwagę, że Zielony Ład już w znacznej mierze został zmodyfikowany i urealniony. – Dzięki Parlamentowi Europejskiemu i presji, jaką Parlament Europejski zaczął nakładać od ubiegłego roku na Komisję Europejską, udało się zrewidować sporą część Zielonego Ładu. Choć dla mnie wciąż zbyt płytko i w stopniu niewystarczającym. Udało się to już w obszarze rolnictwa. Teraz trwają prace nad przesunięciem terminu zakazu produkcji spalinowych samochodów. Są kolejne zapowiedzi komisji, co do rewizji innych rzeczy. Wciąż jednak uważam, że działa ona zbyt wolno – dodał były minister rozwoju i technologii.

Rozmowę prowadził Jakub Safjański z Konfederacji Lewiatan, a jego gośćmi byli:

  • Krzysztof Hetman, poseł do Parlamentu Europejskiego,
  • Witold Literacki, wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych i pierwszy zastępca prezesa zarządu ORLEN S.A.,
  • prof. Dorota Niedziółka, prorektor ds. rozwoju i kierownik Katedry Geografii Ekonomicznej SGH,
  • Tadeusz Nowicki, prezes Grupy ERGIS,
  • Michał Obiegała, prezes bp Polska
  • Hubert Różyk, dyrektor departamentu edukacji i komunikacji Ministerstwa Klimatu i Środowiska.

Dobrostan zaczyna się od rozmowy. Eksperci i praktycy biznesu uczestniczący w panelu podczas jesiennej edycji EFNI zgodzili się, że kulturę sprzyjającą zdrowiu psychicznemu buduje się nie przez katalog benefitów, a przede wszystkim przez relacje. 

Dobrostan nie ma jednej definicji. Kuba Giedrojć z Konfederacji Lewiatan akcentował bezpieczeństwo psychologiczne i potrzebę budowania środowiska, w którym można wyrażać siebie i dawać feedback bez lęku. Tomasz Rowiński z Think Tanku SGH dla Ochrony Zdrowia wskazał filary dobrostanu przedstawiane przez naukę: relacje, samostanowienie i autonomię finansową, a także wkład w społeczność. Z perspektywy NGO Marzena Dusza, reprezentująca Center for Innovative Education, podkreślała, że bez zadbania o tych, którzy wspierają innych, organizacje szybko się wypalają.

Najmocniej wybrzmiały jednak wątki praktyczne. „Czy marchewka w czwartki ma sprawić, że będzie lepiej w pracy, czy że będziemy dłużej w pracy? Nie da się zastąpić marchewką leadershipu” – mówił Kuba Giedrojć. Tomasz Rowiński dodawał, że dwa twarde wskaźniki alarmowe to rosnące L4 i prezenteizm (obecność mimo choroby), które obniżają efektywność i podnoszą konfliktowość zespołów.

Głosy praktyka płynęły również od Izy Nasiłowskiej-Włodarek z Benefit Systems. „Dobrostan każdego z nas jest zupełnie czymś innym. Dla kogoś to rozwój osobisty, dla innej osoby to przepracowanie umiejętności komunikacyjnych albo zmierzenie się z problemami zdrowotnymi. O ile dziś mamy określony swój dobrostan, jutro przynosi nowe realia” – mówiła. Zastrzegała, że pokazowe biura i „owocowe czwartki” nie budują poczucia bycia dostrzeżonym. Miejsce pracy powinno być nie tylko ładnym wyposażeniem i tym, co mamy w kuchni, tylko przestrzenią do rozwoju” – zauważyła.

Nasiłowska-Włodarek podkreślała rolę liderów. Mamy bardzo ważną grupę, która powinna być ambasadorem dobrostanu w organizacjach to grupa menedżerska” – przekonywała. Porównała ich do zawodowych sportowców, którzy potrzebują stałego zaplecza psychologicznego i rozwojowego. Zwracała też uwagę na fałszywe oczekiwanie o zwrot z inwestycji w dobrostan. „Lubię porównanie jak robimy szkolenia z pierwszej pomocy, nikt nie pyta, ile żyć uratujemy” – zauważyła przedstawicielka Benefit Systems. Iza Nasiłowska Włodarek ostrzegła też, że wypalenie jako hasło jest coraz częstszym tematem. Ale – jak przekonywała – samo zorganizowanie webinaru na ten temat nie zastąpi zmiany praktyk i nie zaadresuje problemu.

Co robić? Paneliści rekomendowali prostą sekwencję. Po pierwsze: diagnoza kultury – czy ludzie są bezpieczni i sprawczy, po drugie: wsparcie menedżerów poprzez jasne ścieżki pomocy, konsultacje i po trzecie: dopasowane benefity – po rozmowie z zespołem, a nie „z katalogu”. Jako praktyczne rozwiązanie Marzena Dusza proponowała przesunięcie części budżetów integracyjnych w stronę programów „outdoor learning”, obcowania z naturą, które realnie odbudowują relacje w zespołach.

W panelu uczestniczyli:

  • Marzena Dusza, dyrektor zarządzająca, Center for Innovative Education
  • Kuba Giedrojć, Konfederacja Lewiatan
  • Iza Nasiłowska-Włodarek, Business Development Director, Benefit Systems
  • Tomasz Rowiński, Katedra Rachunkowości Menedżerskiej, Think Tank SGH dla Ochrony Zdrowia, SGH

Moderacja: Michał Wąsowski, zastępca szefa redakcji, money.pl

 

– Konstytucje coraz częściej stają się areną politycznego sporu – reinterpretowane, obchodzone lub zmieniane zgodnie z interesem chwilowej większości. W wielu państwach, zarówno globalnego Zachodu, jak i Globalnego Południa, rosnące wpływy sił populistycznych oraz skrajnie prawicowych podważają fundamenty liberalnej demokracji – podkreślali uczestnicy panelu  „Demokracja w globalnym kryzysie. Jak bronić praworządności w erze populizmu i przesuwania granic w debacie publicznej?”

Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny przekonywał, że da się przywrócić praworządność w naszym kraju zgodnie z prawem, jednak nie  tak szybko, jak byśmy tego chcieli. Jednym z narzędzi, z którego możemy skorzystać, jest wykładnia konstytucyjna – pozwala ona interpretować prawo w sposób, który wzmacnia fundamenty demokratycznego państwa.

Zdaniem ministra Żurka ważne jest odbudowanie nadziei w społeczeństwie. Pokazanie ludziom, że demokrację można i trzeba bronić. Niestety, część prodemokratycznego społeczeństwa jest dziś przerażona i obawia się, że nasze działania mogą nie przynieść oczekiwanego efektu. Dlatego tak istotne jest, by w procesie obrony demokracji podkreślać jej znaczenie dla zwykłych obywateli, że prawa i wolności są dla ludzi, a nie tylko dla instytucji czy elit politycznych. Silne, niezależne sądy i prokuratura to fundamenty bezpieczeństwa także dla gospodarki. Przedsiębiorcy mogą prowadzić swoje firmy z większą pewnością, gdy są przekonani,  że prawo jest przestrzegane, a instytucje państwowe działają sprawiedliwie i niezależnie.

– Podczas ostatniej wizyty w Brukseli rozmawialiśmy również o tzw. europejskiej tarczy obrony demokracji. To dowód, że kwestie praworządności i ochrony demokracji są w Europie traktowane bardzo poważnie, a współpraca międzynarodowa może wzmocnić nasze działania w kraju. Musimy instytucjonalnie chronić społeczeństwo przed dezinformacją, fake newsami i działaniem botów w sieci. W tym celu konieczne jest powołanie niezależnej instytucji, która będzie w stanie w sposób rzetelny i wiarygodny prostować fałszywe informacje, wspierając tym samym obywateli w podejmowaniu świadomych decyzji – podsumował minister Żurek.

Marcin Wolny, adwokat i skarbnik zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka powiedział, że nie istnieje alternatywa dla demokracji. Jak stwierdził, demokracja to albo pełne jej funkcjonowanie, albo nic – nie ma miejsca na model hybrydowy, w którym elementy demokratyczne funkcjonują obok autorytarnych praktyk.

– Doświadczenia ostatnich lat pokazały, że nasze instytucje demokratyczne były zbyt słabe i nie były odpowiednio przygotowane na pojawiające się zagrożenia. Brak silnych mechanizmów ochrony praworządności i niezależności instytucji sprawił, że populistyczne tendencje mogły rozwijać się bez przeszkód. Siłą demokracji musi być przede wszystkim wiarygodność instytucji. Tylko wtedy obywatele mogą ufać państwu, a system prawny i polityczny jest w stanie skutecznie przeciwstawiać się populizmowi i naciskom autorytarnym – powiedział Marcin Wolny.

Sylwia Gregorczyk-Abram, współtwórczyni i członkini zarządu Fundacji Wolne Sądy, podkreśliła, że żyjemy w czasach, w których trudno jednoznacznie określić, co jest legalne, a co nie – panuje swoisty chaos prawny. Jej zdaniem, jest to celowe działanie polegające na wprowadzaniu tzw. dualizmu prawnego, który sprawia, że obywatele tracą poczucie bezpieczeństwa i pewności w codziennym funkcjonowaniu.

Gregorczyk-Abram zwróciła uwagę, że język prawniczy, który kiedyś miał charakter neutralny i służył wszystkim obywatelom, dziś staje się narzędziem politycznym. Skutkiem tego jest nie tylko dezorientacja prawna, ale też realne zagrożenie dla praw i wolności jednostki.

Michał Wawrykiewicz, poseł do Parlamentu Europejskiego, stwierdził, że znajdujemy się w trudnej sytuacji, w której fundamenty państwa prawa zostały poważnie naruszone. Jak zaznaczył, polski wymiar sprawiedliwości został zdewastowany, a w przestrzeni publicznej obserwujemy niebezpieczną tendencję do normalizacji dewiacji – sytuacji, które wcześniej były uznawane za niedopuszczalne.

Wawrykiewicz zwrócił uwagę, że rozkład instytucji państwa prawa stanowił poważne naruszenie obowiązujących norm. Opinie o statusie sędziów są dziś skrajnie podzielone – jedne media przedstawiają tę kwestię w określony sposób, inne mają całkowicie odmienny punkt widzenia. W takiej atmosferze nie można zgadzać się na relatywizowanie dewastacji wymiaru sprawiedliwości ani traktować jej jako „normalnej”.

Poseł podkreślił konieczność zdecydowanego działania. Naprawa wymiaru sprawiedliwości powinna odbywać się przede wszystkim w interesie obywateli, którzy muszą mieć pewność, że prawo jest przestrzegane i że ich prawa są chronione.

– Trzeba wykorzystać wszystkie dostępne możliwości i narzędzia, aby skutecznie przywracać praworządność – dodał.

Prof. Marcin Wiącek, rzecznik praw obywatelskich, zwrócił uwagę, że kryzys władzy sądowniczej ma bezpośredni wpływ na liczbę i treść skarg składanych przez obywateli. Jak podkreślił, w polskim systemie prawnym panuje obecnie ogromny chaos – ludzie nie są w stanie jednoznacznie określić, jakie znaczenie prawne mają wyroki sądów, a podobna sytuacja dotyczy także orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego.

Obywatele nie mają możliwości odnalezienia wiarygodnej informacji, co prowadzi do szeroko rozumianego chaosu informacyjnego. W takich warunkach zaufanie do instytucji państwa dramatycznie spada, a funkcjonowanie systemu prawnego staje się coraz trudniejsze.

Prof. Wiącek podkreślił, że naprawa tej sytuacji nie jest możliwa bez odpowiednich działań ustawodawczych. Konieczne jest wprowadzenie ustawy, która uporządkuje funkcjonowanie sądów powszechnych, Trybunału Konstytucyjnego oraz Sądu Najwyższego. Tylko systemowe rozwiązania prawne mogą przywrócić przejrzystość, wiarygodność i przewidywalność polskiego wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji – odbudować zaufanie obywateli do państwa prawa.

Dyskusję moderowała Joanna Bekker, wicedyrektor zarządzająca, wiceprezeska, Polityka Insight.

Transformacja energetyczna przyspiesza – ale musi pozostać realna, konkurencyjna i wspólna. Przedstawiciele największych firm energetycznych, instytucji finansowych i administracji zgodzili się podczas jesiennej edycji EFNI, że transformacja energetyczna musi być powiązana z bezpieczeństwem dostaw i konkurencyjnością gospodarki.

Prezes NFOŚiGW Dorota Zawadzka-Stępniak zaznaczyła, że zainteresowanie inwestycjami w zieloną energię rośnie lawinowo. Na przykład – nabór na dofinansowanie magazynów energii, planowany na 4 mld zł, zakończył się wnioskami na 28 mld zł. „Nie zrealizujemy transformacji wyłącznie środkami publicznymi i unijnymi. Bardzo ważny jest udział sektora prywatnego” – zaznaczyła. Zawadzka-Stępniak dodała, że środki Funduszu na zieloną transformację do 2030 roku sięgają już 100 mld zł, a w rocznych budżetach NFOŚiGW aż 80% środków trafia na projekty wspierające dekarbonizację.

Ireneusz Fąfara, prezes Orlenu, zwracał uwagę, że tempo i język debaty o transformacji wymagają korekty. „Staramy się nie używać pojęcia transformacja, bo to w odbiorze społecznym zaczyna kojarzyć się z czymś negatywnym, ponieważ niesie ze sobą zmiany i koszty. Mówimy: Energia jutra zaczyna się dziś”. Ireneusz Fąfara dodał, że celem koncernu jest to, by energia była dostępna dla wszystkich, w jak najniższej cenie. Prezes Orlenu podkreślił, że firma musi przy tym pogodzić konkurencyjność z koniecznością zmian. „Jeśli nie będziemy konkurencyjni i przegramy na rynku z innymi, to nie będziemy mogli transformować gospodarki” – argumentował prezes Orlenu.

Michał Obiegała, prezes bp Polska, przyznał, że strategia koncernu ze względu na globalne zmiany i kryzysy musiała ewoluować. „Uważamy, że transformacja energetyczna będzie się działa, ale musimy się do niej dostosować biznesowo z perspektywy organizacji i oczekiwań, zarówno społeczeństw, jak i naszych akcjonariuszy” – wyjaśniał. Powrót do węglowodorów – podkreślał Michał Obiegała – odbywa się wraz z kontynuacją projektów OZE, m.in. z partnerami z Japonii w morskiej energetyce wiatrowej.

Z kolei Marcin Laskowski, wiceprezes PGE, mówił o ogłoszonej w czerwcu strategii koncernu. Zakłada ona inwestycje rzędu 235 mld zł do 2035 roku, z czego 85 mld zł trafi na OZE – głównie morskie farmy wiatrowe. Natomiast 37 mld zł PGE przeznaczy na elastyczne źródła gazowe. „Dbając o klimat, o kwestie zdrowotne, redukcje emisji, musimy podejmować działania idące na rzecz produkcji energii zielonej, natomiast nie możemy zapominać o gwarancji bezpieczeństwa energetycznego kraju” – podkreślał Michał Laskowski.

Ważną rolę w kształtowaniu tego procesu ma też rząd. Dorota Jeziorowska z Ministerstwa Energii zapowiedziała, że jeszcze w tym roku zaktualizowany zostanie Krajowy plan na rzecz energii i klimatu. Następnie rozpoczną się prace nad Polityką Energetyczną Polski oraz Strategią dla ciepłownictwa.

Grzegorz Rabsztyn (EBI) przypomniał, że Europejski Bank Inwestycyjny finansuje projekty zgodne z Porozumieniem Paryskim. Do końca dekady EBI zamierza skierować ok. 1 bln euro na zielone inwestycje, a najnowsza decyzja właścicieli (państw UE) utrzymuje cele klimatyczne, dokładając silny nacisk na konkurencyjność, obniżenie cen energii i bezpieczeństwo energetyczne.


W panelu uczestniczyli:

  • Ireneusz Fąfara, prezes zarządu, dyrektor generalny, ORLEN S.A.
  • Dorota Jeziorowska, dyrektor, Biuro Obsługi Pełnomocnika Rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej, Ministerstwo Energii
  • Marcin Laskowski, wiceprezes zarządu ds. regulacji, PGE
  • Michał Obiegała, prezes, bp Polska
  • Grzegorz Rabsztyn, dyrektor, Biuro Grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego w Polsce(EBI)
  • Dorota Zawadzka-Stępniak, prezes zarządu, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej

Moderacja: Paulina Grądzik, Konfederacja Lewiatan

 

Początkowy okres działalności powołanej dziesięć lat temu Rady Dialogu Społecznego pokazał, że możliwy jest konstruktywny dialog trójstronny między rządem, związkami zawodowymi i organizacjami reprezentującymi interes pracodawców. W teorii pozycja formalna Rady i posiadane przez nią kompetencje gwarantują jej uczestnictwo w procesie legislacyjnym, jednak stopniowo popadła ona, zdaniem wielu, w funkcjonowanie fasadowe, ograniczając głównie się do opiniowania projektów i ustaw rządowych. Dziesięciolecie funkcjonowania RDS to doskonały pretekst do sformułowania oceny jej działalności – jaki byłby właściwy kierunek mogący sprawić, aby dialog społeczny funkcjonował lepiej?

Zgodnie z funkcjonującym w powszechnej świadomości żartobliwym powiedzeniem, konsensus osiągnięty drogą kompromisu to stan rzeczy, ktory jest tak samo mało zadowalający dla wszystkich stron zaangażowanych w jego wypracowanie. Jednak dyskusje i negocjacje budujące dialog społeczny, uwzględniający różne perspektywy i interesy jest kluczowy dla budowy dobrego ładu społeczno-gospodarczego.

Rzadko zdarza się, aby w swojej ocenie dotychczasowych działań Rady Dialogu Społecznego zgodni byliby przedstawiciele dwóch, wydawać by się mogło, sprzecznych punktów widzenia; zarówno Marek Górski, prezydent Konfederacji Lewiatan, jak i przewodniczący OPZZ, Piotr Ostrowski diagnozowali ten sam problem stojący na przeszkodzie w walce o wspólny interes narodowy – w dialogu trójstronnym, to rząd stoi na pozycji hegemona, który, choć uczestniczy w rozmowach, to narzuca ton dialogu. „Zasady konsultacji to bardzo istotna kwestia; musimy chcieć siebie wzajemnie słuchać.” – podkreślił Marek Górski.

Karolina Woźniczko (ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej) zwróciła jednak uwagę na to, że Rada jest zasypywana projektami: „Mnogość legislacji może powodować brak czasu na zajęcie się istotniejszymi sprawami”. Wśród innych czynników hamujących pracę Rady zauważa też wzrost ilości organizacji pracodawców i brak konsesusu wewnętrznego.

„Teoretycznie istniejące organizacje pracodawców wpływają na budowę poczucia fasadowości w działalności Rady” – zgodził się Artur Mazurkiewicz (Dolnośląscy Pracodawcy), dodając – „Podstawowym problemem jest brak sprawczości na każdym szczeblu”.

Główny inspektor pracy, Marcin Stanecki, na pracę RDS patrzy jednak optymistycznie: „Nie doceniacie Państwo swojej roli. Każde spotkanie Rady Dialogu Społecznego jest cennym doświadczeniem. W wielu kwestiach bardzo trudno osiągnąć jest kompromis, ponieważ różnicę w perspektywach są duże. Dialog jest niezmiernie ważny i cieszę się że jest. Ma naprawdę głęboką wagę i wymaga docenienia”.

Udział w dyskusji wzięli:

  • Piotr Ostrowski, przewodniczący OPZZ, wiceprzewodniczący RDS
  • Marek Górski, prezydent Konfederacji Lewiatan, wiceprzewodniczący RDS
  • Artur Mazurkiewicz, prezes, Dolnośląscy Pracodawcy, szef rady regionu
  • Marcin Stanecki, Główny inspektor pracy, stały przedstawiciel w RDS
  • Karolina Woźniczko, wicedyrektor Departament Dialogu i Partnerstwa Społecznego, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Prowadzenie:

Prof. Jacek Męcina, prawnik, doradca Konfederacji Lewiatan

 

Czy rynek pracownika rzeczywiście się sprawdza i będzie napędzał dalszy wzrost gospodarczy? O to spierali się uczestnicy debaty oksfordzkiej podczas XIV edycji EFNI w Sopocie. Dwie czteroosobowe drużyny starły się bitwie na argumenty – ekonomiczne, społeczne, technologiczne – a publiczność wskazała zwycięzcę tej konfrontacji.

Główna teza debaty brzmiała „W dzisiejszej Polsce, z perspektywy długoterminowego rozwoju gospodarczego rynek pracownika przynosi więcej szkód niż korzyści”. Broniła jej drużyna, w której skład weszli Anna Rodak i Małgorzata Augustyn z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, a także Mateusz Pańkowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i Kinga Wolny z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Po stronie opozycji, która starała się tezę obalić zasiedli Jan Guenther i Weronika Ozimek z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, a także Adrian Okleciński i Melania Stanisz z SGH w Warszawie.

Według pierwszej drużyny, rynek pracownika to zjawisko zaledwie pozornie pozytywne – dziś postrzegane jako symbol dobrobytu, ale w rzeczywistości jest poważnym zagrożeniem dla polskiej gospodarki. „To, co dziś wydaje się sukcesem, w przyszłości może stać się źródłem stagnacji” – przekonywali broniący tezy.

Jak argumentowali, w sytuacji ciągle rosnących oczekiwań pracownika wobec pracodawcy, przedsiębiorstwa są zmuszone systematycznie podnosić wynagrodzenia i oferować nowe benefity pozapłacowe. To z kolei prowadzić ma do spadku przedsiębiorczości, ponieważ część osób zrezygnuje z otwarcia działalności gospodarczej, a niektóre z już działających biznesów zostaną zamknięte. Zanikanie taniej siły roboczej ma też sprawić, że Polska stanie się mniej atrakcyjna dla zagranicznych inwestorów, którzy będą uciekać z naszego kraju, a to z kolei przełoży się na zahamowanie wzrostu gospodarczego.

Fundamentalnie nie zgadzamy się z tą tezą. Rynek pracownika rozumiany właściwie, nie tylko może napędzać gospodarkę, ale jest też niezbędny dla trwałego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego” – kontrargumentowali przedstawiciele drużyny opozycji. Ich zdaniem pracownicy zyskują przewagę, bo ich umiejętności rosną – a pracodawcy to rozumieją. To też wyraźny znak, że Polska wyszła z etapu taniej pracy i może konkurować z innymi jakością.

Opozycyjni wobec postawionej tezy uczestnicy debaty przekonywali, że pracownicy, mając więcej pieniędzy i czasu, będą te zasoby inwestować w podnoszenie swoich kwalifikacji, ale też w swoje dzieci, co w długiej perspektywie ma niebagatelne znaczenie dla przyszłości gospodarki. Co więcej, rynek pracownika ma ich zdaniem wpływać na samą decyzję o posiadaniu dzieci zwłaszcza w przypadku ludzi, którzy wahają się ze względu na pracę.

Niezwykle istotny jest też kontekst technologiczny – zwłaszcza w dobie AI, która coraz bardziej napędza wzrost gospodarczy. Tu również pojawiły się bardzo skrajne argumenty ze strony obu drużyn. Według ujmującej się za rynkiem pracownika opozycji, presja ze strony pracowników prowadzić może do automatyzacji ze strony pracodawcy, motywować go do poszukiwania i wdrażania nowych, bardziej efektywnych rozwiązań i szkolenia pracowników w tym właśnie kierunku. Drużyna opowiadająca się za tezą przekonywała jednak, że dane mówią coś zupełnie innego – w ich opinii firmy nie inwestują w automatyzację i innowację, ponieważ wydają za dużo na pracowników. Tną, więc koszty tam gdzie się da – czyli w badaniach, rozwoju i szkoleniach.

Kto zwyciężył walkę na argumenty? Zdaniem publiczności, która wysłuchała debaty, lepsza była strona opozycji, według której rynek pracownika jest gwarantem długoterminowego rozwoju i przynosi więcej korzyści niż szkód.

Debata oksfordzka studentów pięciu uczelni ekonomicznych odbyła się pod patronatem KRUE. Dyskusję prowadzili:

  • Jakub Kozikowski (koordynacja), Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
  • Klaudia Góźdź, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
  • Jakub Kuczkowski, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach

Po burzliwej dyskusji obecny rząd, mimo początkowej krytyki, z pewnymi zmianami kontynuuje budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Aktualny plan zakłada, że port lotniczy będzie kosztował 42,7 mld zł i będzie gotowy w 2032 r., a jego przepustowość osiągnie 40 mln pasażerów.

Podczas wstępu Adam Sanocki, członek zarządu ds. strategii i marketingu z Polskich Portów Lotniczych S.A. wspomniał o znaczeniu rozwoju sektora lotniczego w Polsce. Jak podkreślał, powołując się na raport „Wpływ polskich portów lotniczych na regiony” – Polski sektor lotniczy rośnie dużo szybciej na tle Europy. „Kluczowe wnioski to są liczby, które naprawdę robią wrażenie – skumulowany wpływ 15 portów lotniczych na gospodarkę Polski, to prawie 58 mld złotych i ponad 500 tys. miejsc pracy” – zaznaczył.

Prezes zarządu CPK Filip Czernicki zapewniał podczas panelu, że projekt zdecydowanie przyspieszył. „Oczywiście był ten moment badań, analiz, audytów, trochę musieliśmy też ten projekt poznać lepiej” – mówił. Filip Czernicki podkreślał również, że w przyszłym roku ruszą największe prace budowlane. „Dzisiaj mamy zabezpieczone środki finansowe, są kolejne transze obligacji, którymi jest spółka wzmacniana i to jest podstawa, żeby móc działać” – zaznaczył.

Prezes zarządu Polskich Portów Lotniczych S.A. Łukasz Chaberski podkreślał podczas panelu, że lotnictwo i branża lotnicza stymulują gospodarkę. „Lotnictwo jest barometrem gospodarki. Czyli jak lotnictwo w danym kraju dobrze się rozwija, dobrze performuje, to i zasadniczo gospodarka dobrze się ma” – mówił.

Prezes zarządu Polskiej Grupy Lotniczej S.A. Radosław Stępień skupił się na znaczeniu strategii transformacji i przejścia z Lotniska Chopina w Warszawie na CPK. „To jest bardzo duża inwestycja, bo jeżeli mówimy o wpływie CPK i samej inwestycji i jej kosztach, to trzeba byłoby dodać tę część transformacyjną, jaka stoi przed PGL” – zaznaczył i dodał, że analizowane są różne opcje tego, co stanie się z Lotniskiem Chopina po powstaniu CPK. Szacuję, że cała transfomacja może kosztować około 4 mld i jeśli tego dobrze nie policzymy, to koszty przeniosą się na klientów, co może doprowadzić do tego, że nie będą chcieli latać – zaznaczył prezes zarządu PGL S.A.

Stworzeniu CPK towarzyszy powstanie nowoczesnego węzła transportowego łączącego lotnictwo, kolej i drogi, który miałby stać się kluczowym elementem rozwoju krajowej gospodarki i poprawy dostępności komunikacyjnej w regionie.

W panelu udział wzięli:

  • Łukasz Chaberski, prezes zarządu, Polskie Porty Lotnicze S.A.
  • Filip Czernicki, prezes zarządu, Centralny Port Komunikacyjny
  • Prof. Dorota Niedziółka, prorektor ds. rozwoju i kierownik Katedry Geografii Ekonomicznej, SGH
  • Radosław Stępień, prezes zarządu, Polska Grupa Lotnicza S.A.
  • Prof. Michał Wolański, dyrektor, Instytut Infrastruktury, Transportu i Mobilności, SGH

Wystąpienie wprowadzające do panelu przedstawił Adam Sanocki, członek zarządu ds. strategii i marketingu, Polskie Porty Lotnicze S.A.

Za moderację odpowiadał Grzegorz Osiecki, dziennikarz, Money.pl.

 

Newsletter

Nie przegap najważniejszych informacji o EFNI

Program, prelegenci, wydarzenia towarzyszące – zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco.