Czy Unia Europejska, postrzegana jako stabilna wspólnota oparta na traktatach, jest gotowa na dynamiczne zmiany w obszarach gospodarczych, społecznych, geopolitycznych i środowiskowych? Jak bardzo jest ona skuteczna w szybkim reagowaniu, adaptacji oraz przezwyciężaniu wewnętrznych oporów wobec głównego kierunku rozwoju? Wydarzenia ostatnich lat, zwłaszcza XXI wieku, pokazują, że bywa z tym różnie. Warto pamiętać, że Unia ma ambitne cele — nie chce jedynie reagować na zmiany, ale być globalnym liderem w wielu dziedzinach.

Jakie wyzwania stoją przed europejską wspólnotą?

Prowadzący rozpoczął dyskusję od pytania skierowanego do ekonomisty Loukasa Tsoukalisa, autora książki pt. „Europe’s coming of age” oraz prezesa Hellenic Foundation for European and Foreign Policy.

Pytanie brzmiało: „Jak możemy opisać zmiany ostatnich lat w Europie, szczególnie te geopolityczne i geoekonomiczne?”

Profesor Tsoukalis zauważył, iż żyjemy u schyłku pewnej ery.

Ery, która trwała może ostatnie 30 lat i opisać ją można przy pomocy trzech określeń:

– pokój (głównie w Europie)

– gospodarcza współzależność

– hegemonia USA.

Jak podsumował panelista, wszystkie te określenia są już nieaktualne.

Dwie wojny tuż przy granicach UE, ale też – co bliższe dla Grecji – wojna na Bliskim Wschodzie.

Stary układ po Zimnej Wojnie już nie istnieje. Społeczeństwo Stanów Zjednoczonych od dekad nie było tak podzielone, z tak wyraźnymi nierównościami.

System polityczny USA również nie był od kilkudziesięciu lat tak bardzo spolaryzowany. W efekcie, działania tego kraju na arenie międzynarodowej są coraz mniej przewidywalne. Tym bardziej, jeśli nadchodzące wybory prezydenckie wygrałby Donald Trump.

„Żyjemy obecnie w całkiem innym świecie niż ten, jaki wymarzyła sobie Europa wiele lat temu.” – podsumował.

Skąd więc mamy wziąć pieniądze na wszelkie wyzwania stojące przed Europą. Jak wyjaśniała prof. Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska ze Szkoły Głównej Handlowej, z pewnością emisja wspólnego długu nie będzie dobrym rozwiązaniem, ponieważ niektóre kraje (jak np. Polska) mogą nie być w stanie wykorzystać dostępnych środków, a będą uczestniczyć w spłacie zadłużenia. Może stać się to również zbytnim obciążeniem dla przyszłych pokoleń.

Profesor Natividad Fernandez-Sola prawniczka z Georgetown University zgodziła się z przedmówcami. Zauważyła, iż UE otoczona jest konfliktami.

Zarówno na wschodzie, jak i południu oraz południowym wschodzie. Z jednej strony osamotniona na arenie światowej, jednocześnie podzielona wewnętrznie.

Podziały występują tu w kontekście bezpieczeństwa i obronności; gdzie indziej bowiem upatrują zagrożenia Polacy, a czego innego obawiają się zapewne mieszkańcy Grecji.

W podobnym tonie rozpoczął swoją wypowiedź profesor Christian Lequesne politolog z Sciences Po de Paris 14. Przypomniał, iż UE była od początku projektem skupionym bardziej na sobie (krajach należących do Unii).

Interesował nas nasz własny „ogródek”, bardziej niż „dżungla” szalejąca dookoła. Te czasy się skończyły – czas zrozumieć, że UE to również projekt geopolityczny i pora zająć się na poważnie polityką zagraniczną UE.

Zapytany o coraz bardziej obecny w UE populizm oraz większy udział partii skrajnie prawicowych zwrócił uwagę na społeczno-ekonomiczne oraz ideologiczne przyczyny takiej sytuacji.

– Ostatnie 30 lat liberalizmu, otwierania granic i handlu, jak również rynku pracy były dla jednych korzystne, dla innych niestety nie. To właśnie ci, którzy najbardziej ucierpieli, byli potem motorami powstających ruchów populistycznych. Stało się to w wielu krajach i stało się to końcem liberalnego snu lat 90 – mówił profesor.

Jeśli chodzi o wątek tożsamościowy stojący za popularnością partii skrajnie-prawicowych, Christian Lequesne upatruje tutaj sporo irracjonalnych i emocjonalnych przesłanek.

Za poparciem takich partii stoi również strach przed wielokulturowością. Na takich emocjach i argumentach łatwo jest wybranym partiom budować swoją narrację.

Wracając jeszcze z szerokiego obrazu społeczeństwa do aspektów ekonomicznych i technologicznych, rozmówcy zauważyli, że Europa przegrała światowy wyścig technologiczny jeśli chodzi o transformację cyfrową. Prym wiodą tutaj Stany Zjednoczone oraz Chiny. Ryzykujemy tym samym przegraną w kolejnej rewolucji, jaka wiąże się ze sztuczną inteligencją i robotyką. W tym przypadku ryzykujemy jednocześnie naszym bezpieczeństwem. Europa nie może być już jedynie „sędzią w meczu o przywództwo w tej rewolucji technologicznej”. Powinna wystawić swoją drużynę i grać.

Gdzie więc jest obecnie UE?

Jak podsumował Loukas Tsoukalis, Europa potrzebuje rozwoju w zakresie bezpieczeństwa, zielonej transformacji oraz rozwoju technologii.

Pytanie brzmi – czy będziemy o to walczyć wspólnie, czy jako oddzielne państwa. W tym drugim przypadku, grozi nam marginalizacja i utrata bezpieczeństwa.

 

W dyskusji udział wzięli:

  • Natividad Fernández-Sola, profesor, prawniczka, Georgetown University
  • Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska, profesor, Katedra Integracji i Prawa Europejskiego, Kolegium Gospodarki Światowej, SGH
  • Christian Lequesne, profesor, politolog, Sciences Po de Paris 14
  • Loukas Tsoukalis, ekonomista, prezes, Hellenic Foundation for European and Foreign Policy

Moderacja:

  • Mariusz Sielski, rzecznik prasowy, zastępca dyrektora ds. komunikacji i współpracy z mediami, SGH.

O tym, jak nowe unijne przepisy wpłyną na koszty ogrzewania naszych domów, mieszkań i biur, rozmawiali goście panelu Kosztowna gra w „ciepło-zimno”. Podczas spotkania goście dyskutowali nad „nowymi ideami” i transformacją energetyczną naszych budynków.

Istotną kwestią poruszaną podczas rozmowy był wpływ dyrektywy budynkowej i nowego „podatku” ETS2 na koszty ogrzewania. Do tej kwestii odniósł się podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii Ignacy Niemczycki. Wiceminister Rozwoju i Technologii mówił, że dyrektywa budynkowa ma w konsekwencji obniżyć rachunki za ogrzewanie. „Chodzi o to przede wszystkim, żeby budynki w Europie były tak dobrze ogrzane, żeby zużywać minimalną ilość energii” – podkreślał wiceminister.

Prezes zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Dorota Zawadzka-Stępniak powiedziała, że fundusz rozpoczął szerokie publiczne konsultacje nowej odsłony programu Czyste Powietrze. „Konsultacje mają na celu wsłuchanie się w potrzeby różnych grup interesariuszy. Spotykamy się z organizacjami pozarządowymi, z organizacjami samorządowymi, i z przedsiębiorcami” – zaznaczyła Dorota Zawadzka-Stępniak.

Aleksandra Stępniak (Public Affairs Manager, VELUX , Rada ds. Czystego Powietrza Konfederacji Lewiatan) podkreśliła podczas panelu, że na rynku znajdują się technologie potrzebne do przeprowadzenia transformacji sektora budynków. „Firmy są w stanie dostarczyć te technologie, pod warunkiem, że będą miały odpowiednio stabilne otoczenie legislacyjne” – zaznaczyła Aleksandra Stępniak.

Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego mówił, że da się zapewnić polskim gospodarstwom domowym ogrzewanie w przystępnej cenie. „Natomiast żeby tak się stało, to musi zostać spełniony jeden warunek, a mianowicie rząd pana Premiera Donalda Tuska musi przyłożyć dużo większą wagę do efektywności energetycznej budynków, czyli do wywiązania się z zapisu umowy koalicyjnej” – podkreślał Andrzej Guła.

W panelu wzięli udział:

  • Tycjan Bielecki, dyrektor zarządzający, Santander Bank Polska SA
  • Andrzej Guła, Polski Alarm Smogowy
  • Ignacy Niemczycki, podsekretarz stanu, Ministerstwo Rozwoju i Technologii
  • Aleksandra Stępniak, Public Affairs Manager, VELUX , Rada ds. Czystego Powietrza Konfederacji Lewiatan
  • Dorota Zawadzka-Stępniak, prezes zarządu, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej

Dyskusję poprowadził Jan Ruszkowski z Konfederacji Lewiatan. Koordynator Rady ds. Czystego Powietrza.

Czy żyjemy w czasach kryzysu prawdy? Dynamiczny rozwój technologii cyfrowych w ostatnich latach i boom na media społecznościowe spowodował, że rynek mediów tradycyjnych skurczył się, a jednym z najważniejszych zagrożeń dla demokracji współcześnie są fałszywe informacje. Fake newsy stały się bronią używana przez antydemokratyczne reżimy, podważającą wiarygodność wyborów, pogłębiająca podziały społeczne. W czerwcu 2024 r. 360 mln Europejczyków głosowało w wyborach europejskich – jak Europa poradziła sobie z dezinformacją? Jakie dodatkowy wysiłek musi zostać włożony aby ograniczyć jej skalę?

Pierwsza z panelistek, europosłanka Magdalena Adamowicz, zwróciła uwagę, na to że dezinformacja jest zjawiskiem transgranicznym, co pokazują przykłady Brexitu czy skandalu związanego z Cambridge Analytica, których skutki odczuto nie tylko regionalnie, ale też globalnie. Jej zdaniem, aby skutecznie walczyć z fake newsami, należy tworzyć takie prawo, które pomoże im zapobiegać. Istotnymi działaniami które się do tego mogłyby przyczynić byłoby wzmocnienie wolnych mediów czy wspieranie inicjatyw fact-checkingowych. Kluczowa jest ochrona dziennikarzy przeciw bezpodstawnymi pozwami (antySLAPP), zastraszaniem; osoby walczące z dezinformacją same często padają jej ofiarą.

Według profesor Kariny Stasiuk-Krajewskiej z Uniwersytetu, podstawowym zagrożeniem dla współczesnych mediów są odbiorcy, oraz ich oczekiwania. W jej opinii, media obecnie działają według zasady „szybko, atrakcyjnie, tanio”. Powołując się na badanie Digital News Report z 2022 roku, zwróciła uwagę na najważniejszy wniosek – odbiorcy mają tendencję do unikania informacji. Skutkiem ubocznym walki z fake newsami staje się brak zaufania odbiorców do mediów. Pociąganie do odpowiedzialności za szerzenie fałszywych informacji

Z kolei prezeska fundacji Panoptykon Katarzyny Szymielewicz stwierdziła, że rozmowa o dezinformacji jest tematem zastępczym – przede wszystkim należałoby się pochylić nad modelem biznesowym mediów społecznościowych. W jej opinii, zarówno szkolenie dziennikarzy, jak i fact-checking są ważne, jednak nie zmieniają źródła problemu. Platformy internetowe są głównym dystrybutorem dezinformacji, który należy poddać regulacji, ponieważ ponad połowa odbiorców korzysta z mediów społecznościowych jako pośrednika informacji. Nie jest istotne czy dezinformacją jest wiarygodna, ważne że odwraca naszą uwagę, podkopuje zaufanie do jakościowego dziennikarstwa.

Jakub Olek, dyrektor ds. polityki publicznej i relacji rządowych w Tik Toku, niejako odpowiadając na wątpliwości wyrażone przez panelistki, podkreślił, że media społecznościowe, takie jak Tik Tok, są elementem procesów demokratycznych, proaktywnie zwalczającymi fake newsy. Na potwierdzenie tej tezy przytoczył garść twardych danych – wskaźnik usuwania dezinformacji wzrósł z 75 proc. w trzecim kwartale 2023 roku do 84 proc. w drugim kwartale 2024 roku; najbardziej drastyczne treści są usuwane na poziomie sztucznej inteligencji, a dodatkowo ponad 6000 moderatorów w Europie, a około 200 w Polsce aktywnie walczy ze szkodliwą zawartością. Zwrócił też uwagę, że Tik Tok jest jedyną platformą społecznościową, która ograniczyła reklamy polityczne. Zaoferował też nieco inną perspektywę na użytkowników nowych mediów. „ Według naszych badań młodzi użytkownicy są zainteresowani rzetelnymi informacjami, jednak nie chcą być nimi straszeni. Nasi użytkownicy nie poszukują leniwych intelektualnie treści – ciekawość jest jednym z głównych motywatorów poszukiwania i tworzenia treści na platformie Tik Tok” – powiedział.

Udział wzięli:
Katarzyna Szymielewicz, prezeska i współzałożycielka Fundacji Panoptykon
prof. dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska, medioznawca, Uniwersytet SWPS
Magdalena Adamowicz, europosłanka, doktor nauk prawnych
Jakub Olek, dyrektor ds. polityki publicznej i relacji rządowych, Tik Tok

Panel poprowadziła Eliza Turkiewicz, ekspertka w departamencie rynku cyfrowego, Konfederacja Lewiatan.

Unijna biurokracja może zabijać biznesy – alarmują przedstawiciele polskich przedsiębiorstw. Ich głos wybrzmiał podczas panelu dotyczącego unijnych regulacji. Polscy przedsiębiorcy twierdzą, że unijna legislacja ukierunkowana jest zbytnio na konsumentów. Zapomina się jednak o firmach, które zmuszone do sprostania unijnym przepisom, nie są w stanie koncentrować się na rozwoju produktu, a co za tym idzie na rozwoju samego biznesu. 

Brak swobody biznesu może przynieść fatalne skutki w konfrontacji gospodarczej ze Stanami Zjednoczonymi i Azją. To jeden z argumentów przeciwników unijnych regulacji. Stąd potrzeba dyskusji nad deregulacją rynków; zwłaszcza w odniesieniu do firm działających na wspólnym rynku Unii Europejskiej. Właśnie te tematy poruszali prelegenci podczas panelu poświęconego unijnym regulacjom i konkurencyjności.

Biurokracja może zabijać biznesy

Emocje w dyskusji rozbudził już na samym początku Marek Górski. Przewodniczący Rady Nadzorczej Grupy Ergis stwierdził, że istnieją przepisy, które nie są dobrze przygotowane, ponieważ procedowane są na szybko i bez potrzebnych analiz.

Jako przykład podał rozporządzenie dotyczące opakowań i odpadów opakowaniowych. Jak zaznaczył, istnieje ono od 1994 roku w formie dyrektywy i dotyczy bardzo szczegółowych kwestii, jak chociażby tematu folii mocującej produkty na paletach.

Zdaniem Górskiego uzgodnienia biznesu i organów Unii Europejskiej zostały nagle zmienione. Jak zaznaczył, rozporządzenie, o którym mówił, jest bardzo obszerne, stąd istnieje obawa, że duża część parlamentarzystów europejskich nie była w stanie szczegółowo zapoznać się z przepisami, za którymi głosowała. Poziom skomplikowania przepisów powoduje też trudności w ich interpretacji przez przedstawicieli biznesu, a co za tym idzie – wdrażanie ich.

Przedstawiciel Grupy Ergis zwrócił uwagę również na to, że przepisy często procedowane są przez całą kadencję Parlamentu Europejskiego, ale głosowane są pod jej koniec, co powoduje, że ewentualne poprawki musi wprowadzać Parlament kolejnej kadencji. –  Biurokraci w UE wymyślają pewne rzeczy bez kontaktu z rzeczywistością biznesową – podsumował swoje wystąpienie Marek Górski.

Swoimi przemyśleniami podzieliła się również przedstawicielka branży telekomunikacyjnej. Małgorzata Krajewska, dyrektorka regulacji i spraw europejskich, Orange Polska przyznała, że temperatura regulacyjna jest bardzo wysoka, a biznes potrzebuje pauzy. – Czy da się wyważyć regulacje pomiędzy interesem konsumenta a konkurencyjnością? Mam przekonanie, że tak. Zaczynamy nowy cykl legislacyjny. Konsument zawsze był w centrum regulacji europejskich. To sprzyjało budowaniu konkurencji; przyczyniło się do obniżki cen. Mamy wysoki standard jako UE ochrony konsumentów. To pozytywny dorobek europejski. Natomiast tak dalece przyzwyczailiśmy się, że są to wartości, że w tym pędzie zapomnieliśmy już o konkurencyjności – powiedziała Krajewska. I zaznacza, że sektor, który reprezentuje, jest konfrontowany ze 100 regulacjami w zakresie technologii. Przedstawicielka branży telekomunikacyjnej dodała, że regulacje były bardzo potrzebne, kiedy sektor przekształcał się z państwowych firm w prywatne. Teraz – jej zdaniem – posługujemy się instrumentami z poprzedniej epoki.

– Mamy coraz niższą kapitalizację rynku telekomunikacyjnego i coraz mniej kapitału na inwestycje. To przeregulowanie. Potrzebujemy mądrych regulacji – przyznała Krajewska. I dodała, że biznes mierzy się również z opóźnieniami krajowymi w implementacji europejskich przepisów. Często koszty tych opóźnień przerzucane są na przedsiębiorców.

Na bardzo ważny aspekt unijnych regulacji zwrócił uwagę Henryk Orfinger, Przewodniczący Rady Nadzorczej DR IRENA ERIS S.A. Chodzi o wprowadzenie unijnych regulacji – jak przyznał – “pod publikę”.

– 15 lat temu zaczęły pojawiać się problemy. Zaczęły pojawiać się informacje, że parabeny – najlepszy istniejący konserwant – są rakotwórcze. Nie było badań, nie było danych, ale Unia tego zabroniła tylko dlatego, że opinia naciskała na takie decyzje. Dziś nadal nie istnieją żadne badania mówiące, że parabeny są szkodliwie – powiedział.

Zdaniem Orfingera rozpoczęło to lawinę, która spowodowała konieczność poszukiwania zamienników używanego od dekad surowca. Tego typu zmiany skutkują koniecznością chociażby ciągłego modernizowania i zmieniania parametrów linii technologicznych, co dla biznesu jest po prostu kosztowne.

Regulacje zbyt ogólne lub zbyt szczegółowe

Istotnym problemem jest zbytnia szczegółowość lub duża ogólność europejskich regulacji, na co zwróciła uwagę Małgorzata Mroczkowska-Horne, radczyni prawna, dyrektorka generalna, Konfederacja Lewiatan.

Jej zdaniem koszt regulacji jest wysoki, bo często szczegółowość regulacji nie przekłada się na wielkość przedsiębiorstw. Zwykle regulacje są dużo bardziej kosztowne dla mniejszych przedsiębiorstw, które stanowią dużą część gospodarki europejskiej.

Czy głos biznesu dociera do regulatorów?

Z tymi problemami i postulatami mierzył się przedstawiciel Parlamentu Europejskiego – europoseł Janusz Lewandowski. Nawał unijnych regulacji nazwał “biegunką regulacyjną”.

– Te głosy słyszę od wielu lat. Jako zadeklarowany liberał, źle się czuję w środowisku regulacji. Ale taki jest świat. Mnoży się regulacje słusznie społecznie, słuszne politycznie – bo dają efekty; teraz [pojawiły się – red.] ekologiczne regulacje; natomiast bardzo kosztowne dla biznesu. Dlatego nasza pozycja maleje w stosunku do konkurentów, jak np. USA

Europoseł zwrócił uwagę na kolejny problem. Jego zdaniem każdy z komisarzy UE chce się wykazać poprzez prowadzenie regulacji. W ten sposób komisarze pokazują się na arenie europejskiej i swoim podwórku. Natomiast biznes łaknie przewidywalności.

Problemem zdaniem europosła jest też coraz mniejsza liczb spotkań z przedstawicielami biznesu. Unika się tego, by nie być podejrzanym o współpracę z lobbystami.

Co dalej z regulacjami?

Paneliści zwrócili uwagę na wartość raportu Mario Draghiego. Były szef EBC w swojej publikacji przestrzega przed powolną agonią unijnej gospodarki i zaznacza, że na odzyskanie konkurencyjności przez UE potrzeba nawet 800 mld euro rocznie!

Podczas dyskusji zapanowała powszechna zgoda co do tego, że jako Unia Europejska jesteśmy największym regulatorem, ale nie potrafimy przełożyć tego na innowacyjność. Zdaniem prelegentów “widać jednak pewne otrzeźwienie”.

Uczestnicy dyskusji zgodzili się co do tego, że trzeba zwrócić uwagę na eksport europejskich produktów do Stanów Zjednoczonych, ale też wrócić – co zaznacza branża kosmetyczna – do starych receptur.

Konkluzją dyskusji był apel do organów europejskich o zrozumienie sytuacji małych przedsiębiorstw, które będąc przytoczonymi regulacjami, nie mogą koncentrować się na rozwijaniu produktu. Zaapelowano, by przy procedowaniu regulacji, zwrócić uwagę na ocenę ich skutków.

W debacie udział wzięli:
Marek Górski, Przewodniczący Rady Nadzorczej GRUPA ERGIS
Małgorzata Krajewska, Dyrektorka regulacji i spraw europejskich, Orange Polska
Janusz Lewandowski, Europoseł, EPL
Małorzata Mroczkowska-Horne, radczyni prawna, dyrektorka generalna, Konfederacja Lewiatan
Henryk Orfinger, Przewodniczący Rady Nadzorczej DR IRENA ERIS S.A.
Sławomir S. Sikora – prowadzący, Przewodniczący Rady Nadzorczej City Handlowy

 

Rozpoczynająca się 1 stycznia 2025 roku prezydencja Polski w Radzie UE to niezwykła okazja dla polskiego państwa. Kraj sprawujący przewodnictwo wywiera bezpośredni wpływ na zarządzanie agendą unijnej dwudziestki siódemki. Kluczowe pytania dotyczą m.in. tego, jakie tematy i projekty legislacyjne Polska potraktuje priorytetowo i na co może liczyć polski biznes.

Ignacy Niemczycki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii podkreślił na wstępie, że bardzo ważne, aby polski biznes był reprezentowany w Brukseli. Jego zdaniem, nie jesteśmy pod tym względem na tak wysokim poziomie, jak inne kraje. Niemczycki zapewnił w imieniu swojego resortu, że jest otwarty na dialog z biznesem, także w kontekście zbliżającej się polskiej prezydencji w Radzie UE. Ponadto przedstawiciel rządu zapewnił, że przedsiębiorcy są partnerem i to oni powinni mówić, jakie przepisy trzeba zmienić.

Zdaniem Niemczyckiego Polska ma szasnę wpłynąć na całą kadencję Komisji Europejskiej, a dla państw europejskich bardzo ważna będzie poważna dyskusja o stanie gospodarki i konkurencyjności.

Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego podkreślił, że w ramach polskiej prezydencji w Radzie UE odbędzie się mnóstwo wydarzeń, również we wszystkich polskich regionach. Zwrócił uwagę, że prawie każdy region dysponuje własnym biurem w Brukseli.

Marszałek podkreślił też znaczenie polityki spójności dla regionów. „Życzeniem i oczekiwaniem regionów byłoby, aby w nowej prezydencji polityka spójności nie schodziła z kręgów zainteresowania. Dla nas ona ma kapitalne znaczenie, bo w niej jest znacząca część środków (finansowych), którymi dysponują regiony, miasta i gminy w Polsce, więc na pewno będzie batalia o politykę spójności” – zwrócił uwagę Struk.

Podkreślił, że na unijnej agendzie pojawiają się nowe zagadnienia dotyczące migracji czy bezpieczeństwa, a to oznacza, że ten unijny „tort finansowy” będzie musiał być trochę inaczej podzielony. Zdaniem Struka UE powinna zwracać również uwagę na Europę bałtycką, transformację energetyczną, sieci energetyczne oraz innowacyjność.

Witold Literacki, wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych ORLEN SA powiedział, że koncern działa na wielu polach i ma swoje przedstawicielstwo w Brukseli. „Jeśli nas tam nie będzie, decyzje będą zapadały bez nas” – zaznaczył.

Odniósł się też do europejskich propozycji w obszarze transformacji energetycznej i ochrony klimatu w kontekście konkurencyjności firm.

„Widzimy pewne plusy i minusy Zielonego Ładu i zdajemy sobie sprawę z tego, że jest on bardzo potrzebny i jak najbardziej staramy się go wypełnić. Natomiast dostrzegamy też minusy, ponieważ ścieżka prawna, która jest z tym związana jest trochę legislacją nakazów i kar. Naszym zdaniem, to powinna być bardziej kwestia zachęt i ewentualnie wsparcia, nie tylko finansowego, ale i regulacyjnego dla firm” – powiedział Literacki.

Zwrócił też uwagę na kwestię konkurencyjności europejskiej gospodarki. Literacki dodał, że grupa ORLEN SA jest gotowa wesprzeć stronę rządową.

Marcin Laskowski, wiceprezes zarządu ds. regulacji, PGE Polska Grupa podkreślił, że Europa musi się dekarbonizować i odchodzić od produkcji energii w oparciu o źródła wysokoemisyjne. Ale – jak mówił – bezpieczeństwo energetyczne i transformacja energetyczna nie może oznaczać radykalnego wzrostu cen energii,. Dodał, że zmiany nie mogą też wpływać negatywnie na konkurencyjność gospodarki europejskiej.

Monique Clua Braun, która stoi na czele firmy Novartis w Polsce zwróciła uwagę, że oprócz bezpieczeństwa gospodarczego czy wojskowego, musimy też zapewnić bezpieczeństwo zdrowotne, ponieważ bez tego Europa nie będzie w stanie iść do przodu. Podkreśliła znaczenie profilaktyki np. przy chorobach nowotworowych. Dodała, że w kwestii badań klinicznych i innowacji potrzebne jest dobre otoczenie legislacyjne w Europie.

W panelu wzięli udział:
Monique Clua Braun, Country President, Novartis Poland
Marcin Laskowski, wiceprezes zarządu ds. regulacji, PGE Polska Grupa
Witold Literacki, wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych, ORLEN SA
Ignacy Niemczycki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii
Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego

 

Dyskusję poprowadziła Kinga Grafa z Konfederacji Lewiatan.

 

Przeciętny Polak spożywa rocznie 70 kg mięsa. Zapotrzebowanie jest mniejsze i wynosi 30-40 kg rocznie. Tak duże spożycie produktów zwierzęcych spowoduje, że do 2050 r. Polsce nie uda się osiągnąć neutralności klimatycznej oraz zahamować wzrostu średniej temperatury Ziemi na poziomie poniżej 2 stopni Celsjusza. O tym jak pogodzić prace nad zahamowaniem zmian klimatu, a przy tym zachować istotną części rolnictwa i gospodarki Polski, jaką jest produkcja zwierzęca debatowali eksperci w trakcie panelu: „Żywność dla przyszłości: Czy produkcja zwierzęca musi zniknąć?”.

Prof. Beata Kuczyńska z Katedry Hodowli Zwierząt SGGW w Warszawie powiedziała, że zauważalna jest moda, by eliminować produkty pochodzenia zwierzęcego z diety. Prof. Kuczyńska, dodała, że jako naukowczyni, związana z badaniami jakości żywności nie do końca się z tym trendem zgadza. Jako argumenty podała walory zdrowotne  spożywania mięsa – wołowina zawiera witaminę B12, której nie ma w produktach roślinnych, a jedna łyżeczka miodu pozwala przeżyć cały dzień.

Marta Mieloszyk-Pawelec, farmaceutka, autorka i specjalistka z zakresu mikroodżywiania potwierdziła, że zdrowa dieta powinna zawierać zarówno produkty roślinne, jak i zwierzęce.

Adam Nowak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi powiedział, że produkcja zwierzęca w Polsce jest systematycznie ograniczana. Dodał, że redukcja produkcji zwierzęcej do zera, bez innych ważnych zmian w wymiarze globalnym – nie zatrzyma zmian klimatycznych i nie doprowadzi do zeroemisyjności. Jako rozwiązanie sprzyjające klimatowi, wymienił tworzenie gospodarstw obiegu zamkniętego, które będą produkować energię niezbędną do samowystarczalności energetycznej. W podobnym tonie wypowiedział się Marcin Hydzik, prezes Polskiego Związku Przetwórców, który zaznaczył, że najważniejszym wyzwaniem jest rolnictwo regeneratywne. Zaproponował, by Ministerstwo Rolnictwa zorganizowało w tym temacie okrągły stół, w którym wezmą udział rolnicy, przetwórcy i przedstawiciele rządu. Hydzik dodał, że rolnictwo regeneratywne wymaga dużych nakładów finansowych od rolników, które w perspektywie kilku lat zwraca się i przynoszą korzyści.

Martyna Węgrzyn, rzeczniczka prasowa Danone przyznała, że rolnicy boją się zmian, ale wprowadzają je, jeśli zobaczą korzyści dla siebie. Dodała, że wprowadzanie zmian musi być połączone z edukacją.

Maciej Otrębski, członek zarządu Polskiego Związku Producentów Żywności Roślinnej, head of development, RoślinnieJemy powołał się na międzynarodowe badania, które pokazują, że dobrze zbilansowana dieta roślinna jest odpowiednia dla człowieka na każdym etapie życia.

W panelu wzięli udział: Marcin Hydzik, prezes Polskiego Związku Przetwórców, prof. Beata Kuczyńska z Katedra Hodowli Zwierząt SGGW w Warszawie, Marta Mieloszyk-Pawelec, farmaceutka, autorka, specjalistka z zakresu mikroodżywiania, Adam Nowak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Maciej Otrębski, członek zarządu Polskiego Związku Producentów Żywności Roślinnej, head of development, RoślinnieJemy oraz Przemysław Rzodkiewicz, Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno – Spożywczych.

Spotkanie poprowadziły prof. Ewelina Hallmann, think tank Żywność dla Przyszłości, Katedra Żywności Funkcjonalnej i Ekologicznej SGGW w Warszawie oraz Martyna Węgrzyn, kierowniczka Działu Komunikacji Zewnętrznej, rzeczniczka prasowa Danone.

– Naszym celem w najbliższych latach jest utrzymanie wysokiego wzrostu gospodarczego. W II kwartale br. PKB w Polsce rósł najszybciej spośród dużych krajów UE. Zależy nam jednak na zrównoważonym wzroście, opartym nie tylko na konsumpcji, ale przede wszystkim na inwestycjach – powiedział Andrzej Domański, minister finansów.

W wystąpieniu wprowadzającym podkreślał, że największą bolączką UE jest brak wzrostu gospodarczego. – Nie będzie zielonego ładu, wspólnej polityki obronnej jeżeli unijne gospodarki będą pogrążone w stagnacji. Aby przyspieszyć wzrost PKB trzeba ożywić inwestycje, z którymi nie jest najlepiej. Nakłady inwestycyjne w UE są wyższe w porównaniu z 2007 roku tylko o 7 proc., podczas gdy w USA o 35 proc. Europa przegrywa też wyścig technologiczny – powiedział.

Minister finansów przekonywał, że dotychczasowy model wzrostu naszej gospodarki wyczerpuje się. Musimy inwestować w branże gospodarki oparte na wiedzy, przyspieszyć transformację energetyczną i cyfrową, prowadzić racjonalną politykę migracyjną – dodał.

Przyszłość polskiej gospodarki był tematem panelu  „Między globalną niepewnością a unijną polityką: jak zabezpieczyć interesy polskiej gospodarki”. Uczestnicy dyskusji zastanawiali się jak w trudnych czasach zmieniać gospodarkę, by obrać kurs na bezpieczeństwo i rozwój ekonomiczny. Poruszali tematy związane z utrzymaniem stabilności finansowej, czy wzrostem inwestycji.

Jurand Drop, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów wskazał, że najważniejszym zadaniem jest w tej chwili utrzymanie w dobrym zdrowiu finansów publicznych, aby zapewnić stabilność całej gospodarce. W przeszłości duża część deficytu była ukrywana albo przenoszona do innych funduszy. Polska została objęta procedurą nadmiernego deficytu. – Nie chcemy dopuścić do dalszego powiększania deficytu i długu publicznego. Aby osiągnąć ten cel konieczny jest wysoki wzrost gospodarczy, racjonalne wydawanie środków publicznych, przejrzystość finansów i zwiększenie dochodów budżetowych – dodał.

Dariusz Marzec, prezes zarządu, PGE Polska Grupa Energetyczna, podkreślał znaczenie bezpieczeństwa energetycznego dla przyszłości kraju. Jego zdaniem priorytetem powinna być morska energetyka wiatrowa i jądrowa. Transformacja energetyczna potrzebuje inwestycji i ma sprzyjać wzrostowi gospodarczemu. Jego zdaniem wzrost gospodarczy powinien być napędzany przez inwestycje, a nie konsumpcję.

Piotr Matczuk, prezes, Polskiego Funduszu Rozwoju ubolewał nad stanem innowacji w naszym kraju. – Zajmujemy dopiero 40 miejsce pod względem innowacyjności. Daleko nam do USA i Wielkiej Brytanii, które są w pierwszej piątce. Słabością UE jest finansowanie innowacji przede wszystkim przez banki. Ten stan rzeczy trzeba zmienić. Banki nie są naturalnym źródłem finansowania biznesów innowacyjnych – powiedział.

O tym jak pobudzić innowacje mówił również Piotr Frankowski, dyrektor zarządzający, Ayming Polska. – Z raportu, który przygotowaliśmy wynika, że największymi barierami w ożywieniu innowacji są finansowanie i edukacja. 28 proc. firm podaje, że nie korzysta ze źródeł zewnętrznych przy finansowaniu innowacji, opierając się tylko na środkach własnych. Na szczęście aż trzy czwarte przedsiębiorstw planuje w 2025 roku zwiększyć nakłady na innowacyjność.

Piotr Bieżuński, dyrektor, pionu wzrostu i wsparcia organizacji, PKO Bank Polski mówił, że w tych niespokojnych czasach bank przywiązuje ogromną wagę do bezpieczeństwa klientów. – Ważne jest również zapewnienie komfortu, wygody partnerom biznesowym. Chcemy być blisko kilkudziesięciu tysiącom firm, z którymi współpracujemy, chcemy im towarzyszyć w ekspansji na zewnątrz. Cenimy sobie prostotę. Temu ma służyć cyfryzacja, np. procesu przyznawania kredytów hipotecznych. Naszą dewizą jest być po stronie klienta – stwierdził Piotr Bieżuński.

Panel moderowała Elżbieta Czetwertyńska, prezes zarządu, Citi Handlowy.

Polska jest państwem, w którym poziom nierówności jest jednym z najwyższych w Europie. A to może być obciążeniem dla naszej gospodarki. Z nierównościami można walczyć, między innymi zwiększając dostępność edukacji i usprawniając system podatkowy. O tym mówili na Europejskim Forum Nowych Idei autorzy książki „Nierówności po polsku. Dlaczego trzeba się nimi zająć jeśli chcemy dobrej przyszłości nad Wisłą”.

Profesor Michał Brzeziński mówił o tym, w jaki sposób osiągnięto zawarte w książce wnioski. –  Posługujemy się miarą intuicyjnie zrozumiałą, jaką jest udział 1% najbogatszych w całym dochodzie społeczeństwa. Dziś ten udział jest stosunkowo bardzo wysoki w porównaniu do innych krajów europejskich. Zebrane przez nas dane pokazują, że sięga on 13,5%. Tymczasem, gdy oprzemy się na oficjalnych danych GUS, gdzie wypełniane są ankiety, gdzie często przedsiębiorcy odmawiają odpowiedzi na pytania, wynika że ten udział wynosi zaledwie połowę tego: 7-8%. To by nas sytuowało w środku rankingu nierówności UE. Wszyscy na tym się opierają, rząd, decydenci. My opieramy się danych z zeznań podatkowych, i tu błąd jest mniejszy niż w danych ankietowych. Społeczeństwo nie rozmawia o nierównościach, bo nie wie, jaka jest rzeczywistość, nie ma dostępu do informacji – zaznaczył Michał Brzeziński.

Dr Paweł Bukowski zwrócił uwagę, że nierówności w Polsce zaczęły rosnąć od końca lat 80-tych. – Wtedy ich poziom wynosił 4%. Szwecja, Czechy, Węgry, u nich obecnie są one na poziomie 9-10%, czyli znacznie mniej niż w Polsce. Z drugiej strony mamy Rosję, tam są one na poziomie 20%. To też poziom, jaki występuje w Stanach Zjednoczonych – wyliczył współautor książki „Nierówności po polsku”. – W Polsce te nierówności rosły w dwóch momentach: transformacja, lata 90-te – tu było to dość naturalne, drugi jest mniej oczywisty, to okres od 2002 do 2007-2008 roku. Tuż przed i tuż po wejściu do Unii Europejskiej. Wtedy wzrost nierówności doszedł z 7% do 15%. Czyli był wyższy niż wzrost tuż po transformacji. To co wiemy, to że głównie ten wzrost pochodził z prowadzenia działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy zaczęli bogacić się znacznie bardziej niż reszta społeczeństwa – wyjaśniał Paweł Bukowski.

Prowadząca rozmowę prof. Agnieszka Kurczewska pytała też jak nierówności rozkładają się w Polsce regionalnie. – Zauważyliśmy, że w Polsce biedne regiony od 2004 roku do 2018 roku rosły znacznie szybciej niż regiony bogatsze. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że stały się jeszcze bardziej nierówne. Pojawiła się nowa klasa milionerów mieszkających na terenach wiejskich, niekoniecznie w Warszawie. A zatem nierówności niekoniecznie są generowane przez managerów czy informatyków. Jeśli chodzi o przestrzenne zróżnicowanie, to Polska południowo-zachodnia ma najwyższy poziom życia, do tego Warszawa, natomiast większość Polski wschodniej odstaje od reszty kraju – powiedział Paweł Bukowski.

Jednym z kluczowych wniosków autorów książki jest to, jak ważna w kontekście nierówności jest edukacja i równy dostęp do niej. – Badania pokazują, że dla krajów wysoko rozwiniętych, w tym Polski, akumulacja kapitału fizycznego, maszyn, budynków, już nie wpływa aż tak bardzo na wzrost gospodarczy. Ważniejszy staje się kapitał ludzki. Z tej perspektywy powinniśmy więcej inwestować w dostęp ludzi do dobrej edukacji. To przyczyni się nie tylko do większej równości edukacyjnej i dochodowej, ale też przyczyni się do wzrostu polskiej gospodarki w przyszłości – powiedział prof. Brzeziński.

Rozmowę z Michałem Brzezińskim, profesorem Katedry Ekonomii Politycznej UW oraz Pawłem Bukowskim ze Szkoły Studiów Słowiańskich i Wschodnioeuropejskich, University College London, Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN prowadziła Agnieszka Kurczewska, profesorka Uniwersytetu Łódzkiego, prezydentka European Council for Small Business and Entrepreneurship (ECSB).

Czy jest światełko w tunelu dla rynku aptek w Polsce? Dla kogo tworzone były AdA 1.0 oraz AdA 2.0? Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy panelu.
Rozmowy dotyczyły tzw. regulacji Apteka dla Aptekarza 2.0, ale również – choć w mniejszym stopniu – wcześniejszej regulacji, tzw. Apteka dla Aptekarza 1.0. panel skupił przedstawicieli zarówno biznesu, jak i polityki oraz tych reprezentujących prawa pacjenta.

Prowadzący spotkanie, Sławomir Dudek, prezes, główny ekonomista, Instytut Finansów Publicznych, Zakład Badań Koniunktury Gospodarczej SGH, rozpoczął dyskusję od nakreślenia tematu i przytoczenia faktów dotyczących branży na przestrzeni ostatnich lat. Przybliżył również główne zagadnienia osobom niezwiązanym z rynkiem aptekarskim.

Podsumował pokrótce najbardziej niekorzystne rozwiązania AdA 2.0 wynikające z analizy Instytutu Finansów Publicznych, takie jak np. utrudniona bariera wyjścia dla właścicieli aptek („wyjście” z przedsiębiorstwa spowoduje znaczną utratę jego wartości), spadek liczby aptek, czyli utrudnienie dostępu do leków oraz wzrost cen produktów aptecznych.

Jak już podsumował po spotkaniu, obecnie około 2 mln pacjentów nie ma dostępu do apteki, a więc zamiast Apteka dla Aptekarza, regulacje w tym temacie powinny nazywać się Apteka dla Pacjenta, bo dotyczą właśnie pacjentów.

Dariusz Joński, europoseł, podsumował, iż w wyniku wprowadzonych regulacji, obecnie 300 gmin nie ma aptek, jako przykład podał Kielce, gdzie w zeszłym roku nie otwarto żadnej apteki. Zapytany przez prowadzącego jakie widzi rozwiązanie, wspomniał słowa premiera Donalda Tuska, które ten wypowiedział poprzedniego dnia otwierając EFNI: „Potrzebny jest dialog”. Dodał również, iż potrzebna jest rewizja prawa, a przede wszystkim jasne zasady prowadzenia działalności dla aptekarzy.

Pierwszym głosem środowiska aptekarzy był głos pani Ewy Budzowskiej, właścicielki rodzinnej sieci aptek „Apteki od serca”. Przedsiębiorczyni zastanawia się, czy przekazywać swoją firmę dzieciom. – „Przy obecnych przepisach, powinnam raczej zostawić im wizytówkę do prawnika. To poważna sprawa. Wiele z sieci to sieci rodzinne – zostaliśmy wywłaszczeni. Nie mogę dysponować majątkiem na który pracowałam całe życie”.

„Będziemy się buntować, rozważamy pozew zbiorowy” – dodała.

Z kolei Edward Boehm, właściciel sieci aptek Hibiskus podsumował, iż z 30 lat pracy nad swoim przedsiębiorstwem, przepracował z żoną ostatnie 10 lat jako wolontariusze, ponieważ – w wyniku regulacji AdA 2.0 – wartość ich przedsiębiorstwa spadła o 1/3. Przyłączy się do wniosku wspólnego o odszkodowanie.

Premier Waldemar Pawlak, zapytany o to, jak naprawić sytuację, podsumował wprowadzone regulacje słowami „Wola polityczna była ważniejsza niż wszelkie zasady”. Należy jeszcze raz skonsultować nowe rozwiązania w ramach dialogu społecznego, a następnie przekazać je pod obrady Sejmu i Senatu.

Stanisław Maćkowiak, prezes zarządu, Federacja Pacjentów Polskich, przypomniał zebranym definicję apteki, która brzmi: „placówka ochrony zdrowia publicznego.” Zwrócił uwagę, iż chodzi tu przecież o zapewnienie świadczeń dla pacjentów, a nie aptekarzy. Na tym etapie regulacji, apteki krajowe nie wypełniają tej definicji.

Europosłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz podsumowała, iż to, co działo się z aptekami, przypomina to, co działo się z wymiarem sprawiedliwości. Ustawa „Apteka dla aptekarza powinna nazywać się raczej „apteka do likwidacji”. Dodała, iż przywrócenie praworządności jest obecnie priorytetem rządu. Zmiany powinny zacząć się od Ministerstwa Zdrowia i rzetelnych konsultacji.

Adwokat Marcin Tomasik przypomniał chronologię najważniejszych regulacji w temacie działalności branży aptekarskiej. W szczególności przypomniał orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 1992 roku, które stwierdzało niezgodność z konstytucją ustawy Apteka dla Aptekarza 2.0.

Ostatni głos w dyskusji zabrał Mariusz Filipek, zastępca rzeczniczki małych i średnich przedsiębiorców. Zwrócił uwagę słuchaczy na nieobecność przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia na panelu. W jego opinii, oprócz Ministerstwa Rozwoju i Technologii, w dyskusjach nad nowymi regulacjami powinno brać udział również Ministerstwo Zdrowia.

„Nie silmy się na całościowe zmiany – kawałek po kawałku. Czekają na całościowe zmiany, nie zdążymy naprawić tego, zostało zrujnowane.” – dodał jeszcze na koniec Premier Pawlak.

Uczestnicy:
Waldemar Pawlak, były Prezes Rady Ministrów
Ewa Budzowska, farmaceutka, właścicielka sieci „Apteki od Serca”
Edward Boehm, prokurent, członek zarządu, właściciel, Apteki Hibiskus
Mariusz Filipek, zastępca rzeczniczki małych i średnich przedsiębiorców
Kamila Gasiuk-Pihowicz, europosłanka, EPL
Dariusz Joński, europoseł, EPL
Stanisław Maćkowiak, prezes zarządu, Federacja Pacjentów Polskich
Marcin Tomasik, adwokat

Moderacja: Sławomir Dudek, prezes, główny ekonomista, Instytut Finansów Publicznych, Zakład Badań Koniunktury Gospodarczej, SGH

W listopadzie Amerykanie wybiorą nowego prezydenta. Jakie będą skutki wygranej Donalda Trumpa? Co w takiej sytuacji będzie musiała zrobić Europa? Jak to wpłynie na relacje transatlantyckie? A także na gospodarkę, na przykład w obszarze technologii? O tych sprawach, idealnie wpisujących się w hasło tegorocznej edycji Europejskiego Forum Nowych Idei „Co będzie jutro?” rozmawiali goście panelu „Przyszłość relacji transatlantyckich”.

Były premier RP Jan Krzysztof Bielecki, uważa że nie ma aż tak dużego znaczenia czy nowym prezydentem USA będzie Donald Trump czy Kamala Harris. – Sylvie Kauffmann w Le Monde pisze, że jeśli wygra Trump, to będziemy musieli zbudować w Europie opozycyjną grupę do jego polityki. To kompletne niezrozumienie obecnej sytuacji. USA dzisiaj mają wyraźną przewagę nad Europą, choćby w kwestii demograficznej czy wojskowej. My surowców mamy mało, populacja się starzeje, a dyskutujemy jak tu wybrać prezydenta USA. To dobry temat na rozmowę 25 lat temu, w czasach pokoju i dobrobytu. W dzisiejszych czasach musimy zaakceptować rzeczywistość, zreorganizować się, zrobić coś z koniem trojańskim czyli Węgrami i dowieść że UE jako organizacja jest zdolna dostosować się do zmieniającej się sytuacji – mówił podczas panelu na Europejskim Forum Nowych Idei były premier polskiego rządu.

Andrzej Lubowski przestrzegał przed skutkami wyboru Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. – Izolacjonizm, który będzie miał miejsce jeśli wygra Trump, jest destabilizujący i niebezpieczny. Będzie to szczególnie niebezpieczne dla Europy. Przez ostatnie lata USA intensywnie pomagały będącej w kłopotach Europie. Stawką jest ostra zmiana bądź kontynuacja – wyraził opinię publicysta, znawca polityki i rynku amerykańskiego.

Inaczej współczesny izolacjonizm rozumie Katarzyna Pisarska, profesor, współzałożycielka oraz przewodnicząca Rady w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, SGH. – Jest fundamentalne niezrozumienie czym jest obecnie Partia Republikańska, szczególnie jeśli chodzi o izolacjonizm. Najnowsze badania z Luizjany pokazują, że amerykański wyborca wcale nie jest izolacjonistą. Przeciętny Republikanin myśli, że USA powinny być obecne na świecie, choćby w Azji czy na Bliskim Wschodzie, jest w nich duże wsparcie dla Izraela. To nie jest izolacjonizm w starym wydaniu. On bardziej skupia się na transakcjonizmie. Czyli oni mówią: bardzo chętnie będziemy współpracować, ale jednocześnie pytają: co za to dostaniemy w zamian? – powiedziała na EFNI Katarzyna Pisarska.

– Dla każdego brytyjskiego rządu kluczowe są dwie relacje z USA i UE – zaczęła swoje wystąpienie Anna Clunes, Ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce. – Pokazaliśmy w ostatnich latach, że może opuściliśmy unię, ale nie Europę. Dowodem było chociażby nasze zaangażowanie w pomoc Ukrainie. W USA wybór leży w obywatelach tego kraju. Nasze wspólne bezpieczeństwo i dobrobyt są niezależne od rezydenta Białego Domu. Potrzebujemy USA, one potrzebują nas. Cokolwiek się stanie, będziemy inwestować w te relacje – zapewniła Anna Clunes, podkreślając też, jak dobre są obecnie relacje Wielkiej Brytanii z Polską.

Marta Poślad, dyrektor, CEE & Transatlantic Public Policy, Google zwróciła uwagę na aspekt technologiczny relacji transatlantyckich. – Dzieje się właśnie rewolucja, która zdarza się raz na pokolenie. Mam na myśli boom na sztuczną inteligencją, która całkowicie przedefiniowuje to jak działa gospodarka czy społeczeństwo. W moim przekonaniu to początek niesamowitej przygody. W naszej współpracy transatlantyckiej kluczowe jest w tym wypadku to, żeby powstrzymać wykorzystanie jej przez tych, którzy chcą użyć jej do czegoś złego. Naszą odpowiedzialnością jest, aby to chronić – podkreśliła Marta Poślad.

W panelu udział wzięli:

Anna Clunes, Ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce

Jan Krzysztof Bielecki, były premier RP

Andrzej Lubowski, znawca polityki i rynku amerykańskiego, publicysta

Katarzyna Pisarska, profesor, współzałożycielka oraz przewodnicząca Rady w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, SGH

Marta Poślad, dyrektor, CEE & Transatlantic Public Policy, Google.

Rozmowę prowadziła Karolina Zbytniewska, redaktorka naczelna EURACTIV.pl, CEU Democracy Institute, UW.

Newsletter

Nie przegap najważniejszych informacji o EFNI

Program, prelegenci, wydarzenia towarzyszące – zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco.