Skoro apteka jest dziś dla aptekarza, to czy piekarnia powinna istnieć dla piekarza? Ta przewrotna myśl towarzyszyła dyskusji o trudnej sytuacji aptek w Polsce. Chodzi o propozycję zmiany ustawowej zasady „Apteka dla aptekarza”. Zasada ta, nazywana przez ekspertów przestarzałą, miała ograniczyć koncentrację rynku aptek i wzmocnić pozycję farmaceutów. Zgodnie z nią, możliwość otwarcia nowej apteki ogólnodostępnej ma tylko farmaceuta z prawem wykonywania zawodu lub spółka, w której większość wspólników to farmaceuci. Dyskusję na temat zmian rozpoczęto podczas zeszłorocznego EFNI. Teraz czas na nowy etap rozmów, by w centrum postawić interes pacjenta i jego prawa. 

Debatę na ten temat wystąpieniem wprowadzającym otworzyła Henryka Bochniarz, przewodnicząca Rady Programowej EFNI, prezydentka -założycielka Konfederacji Lewiatan oraz twórczyni Akademii Przywództwa. 

– Rok temu na EFNI dyskutowaliśmy na ten temat. Nie doczekaliśmy się konkretnych propozycji od rządu. W związku z tym nasi fantastyczni ludzie, którzy są w związku branżowym, uznali, że należy zająć się sprawą i przygotować propozycje, wykorzystując doświadczenia innych krajów – mówiła Henryka Bochniarz, która wyraziła nadzieję, że efekty dyskusji zostaną wykorzystane przez rządzących, by rozwiązać istniejący problem. 

Raport na temat problemu dotyczącego zasady “apteka dla aptekarza” przedstawił Marcin Piskorski ze Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET.

– Apteka dla aptekarza wprowadzana 100 lat temu była naturalnym procesem. W aptece leki się produkowało, więc właścicielem musiał być farmaceuta. Teraz na rynku otwartym próbujemy wprowadzić regulacje sprzed 100 lat. Efektem jest skarga w KE i postępująca sprawa w Trybunale Arbitrażowym – wyjaśniał Piskorski, który przypomniał, że warto brać przykład z rozwiązania włoskiego, gdzie zniesiono “skamielinę regulacyjną”, a postawiono na regulacje demograficzno-geograficzne. 

Porodówki dla położnych? 

Czy zasada “apteka dla aptekarza” jest zgodna z Konstytucją? Na ten temat mówił profesor Marek Chmaj z Uniwersytetu SWPS i zrobił to w przewrotny sposób. 

– Gdybyśmy pomyśleli, że takie rozwiązanie jest słuszne w innych zawodach, to może powinniśmy pomyśleć, że piekarnia jest dla piekarza – zastanawiał się profesor Chmaj i podawał kolejne przykłady, opierające się już na zawodach zaufania publicznego.  

– Skoro mamy położne, to może porodówki dla położnych? Dziś przecież nie spotykamy się z takim postulatem, bo to bez sensu – wyjaśniał profesor Marek Chmaj, który dodał, że w interesie pacjenta jest to, by apteka była blisko i ceny były konkurencyjne. Te cechy gwarantuje wolny rynek, a nie jego reglamentacja. 

Zbędna regulacja na rynku 

– Zapoznałam się z raportem apteka dla aptekarzy. Zgadzam się ze zdaniem w podsumowaniu. Zasada, o której dyskutujemy, jest przykładem zbędnej regulacji, która zakłóciła normalne funkcjonowanie rynku, nie przynosząc żadnych pozytywnych efektów – wyjaśniała Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. 

Moderująca dyskusję Iga Jaroszewska z Konfederacji Lewiatan przytoczyła raport WHO, w którym wskazano, że polska regulacja jest jedną z najbardziej restrykcyjnych.  

Jak patrzeć na apteki? 

Prelegenci zgodzili się, że postrzeganie aptek przez polskiego legislatora jest dziś przestarzałe. Apteki widziane są jedynie jako miejsca sprzedaży leków. 

Według europosłanki Elżbiety Łukacijewskiej, trzeba patrzeć na ten aspekt szerzej. 

– Po pandemii i w momencie, gdy w obecnej sytuacji Europa inwestuje w obronność i odporność strategiczną, apteki powinny zostać włączone do tego systemu i być szczególnie traktowane przez rządzących. W Europie już się to dzieje, bo apteki odciążają systemy zdrowotne. Są dla pacjentów miejscem pierwszego kontaktu, gdzie można zrobić podstawowe badania i uzyskać pierwszą poradę – opisywała Łukacijewska. 

Głosowi europosłanki wtórował Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, który wyjaśniał, że z definicji apteka jest punktem świadczeń medycznych. To oznacza, że apteka nie jest dla aptekarza, ale dla tego, który czerpie z jej usług, czyli dla pacjenta. 

– Rozwiązania, które winny być oferowane, powinny iść w tym kierunku, by pakiet usług medycznych był w jak największej mierze oferowany przez apteki – apelował Maćkowiak.  

Głos w imieniu aptekarzy zabrała Ewa Budzowska, prezes stowarzyszenia Apteka od Serca, która zaznaczyła, że najbardziej dotkliwą rzeczą dla przedsiębiorców jest brak stabilności prawa. Przedsiębiorca, również w branży farmaceutycznej, nie może planować przyszłości, bo w każdej chwili może być zaskoczony propozycjami legislacyjnymi absolutnie pozbawionymi logiki. 

W dyskusji udział wzięli: 

Wystąpienie wprowadzające: Henryka Bochniarz, przewodnicząca, Rada Programowa EFNI 

Prezentacja raportu Instytutu Finansów Publicznych „Apteka dla aptekarza. Skutki regulacji rynku aptecznego w Polsce” – Marcin Piskorski, Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET  

  • Ewa Budzowska, prezes, Apteka od Serca  
  • Prof. Marek Chmaj, Uniwersytet SWPS  
  • Elżbieta Łukacijewska, posłanka, Parlament Europejski  
  • Stanisław Maćkowiak, prezes, Federacja Pacjentów Polskich  
  • Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców  

 Moderacja: Iga Jaroszewska, Konfederacja Lewiatan 

 

Nad naszymi głowami rozgrywa się jedna z odsłon rywalizacji wielkich światowych graczy, w której bierze udział także Unia Europejska. Realizowanie kosmicznych ambicji wiąże się z ogromną ilością wyzwań, między innymi z zapewnieniem bezpieczeństwa orbitalnej infrastruktury czy komercjalizacją sektora kosmicznego. O kosmicznych ambicjach Europy, na kilka miesięcy przed ponowną wyprawą ludzi na Księżyc, rozmawiali uczestnicy piątkowego panelu na Europejskim Forum Nowych Idei.

– Możemy zauważyć, że nasze europejskie projekty są realizowane z opóźnieniem. I to opóźnienie może wpływać na niższą konkurencyjność w stosunku do USA – powiedziała otwierając dyskusję Marta Ekner z Centrum Przedsiębiorczości i Transferu Technologii SGH. – Jednakże zastanówmy się nad faktem jak wyglądają priorytety USA i Europy. Na przykład projekt Starlink stawia na komercjalizację, wysyła w kosmos tysiące satelitów. Natomiast Europa nie stawia na ich liczbę, tylko na niezawodność technologii. Więc priorytety mamy trochę inne i stąd wrażenie dużych opóźnień po naszej stronie – dodała ekspertka.

Bardziej radykalne zdanie na temat kosmicznych ambicji Europy ma Maciej Myśliwiec ze Space Agency. – Gdzie jest Europa? Jesteśmy w lesie. Dlatego, że brakuje nam sensownego finansowania na poziomie wspólnych celów. Jeżeli mamy swoje interesy narodowe, to część rzeczy chcemy puszczać przez agencje narodowe. Inwestycje w ESA traktujemy bardziej jak koszt niż inwestycje – zwrócił uwagę Maciej Myśliwiec. I dodał, że widać różnice w podejściach różnych krajów, bo obecnie na przykład Niemcy chcą zwiększyć swoją składkę o 800 milionów euro, a Polska zastanawia się, czy utrzymać swoją dotychczasową składkę w wysokości 450 milionów euro.

Jak wygląda świadomość wagi kosmosu wśród polityków? Pytany był o to Kacper Grzesiak z ICEYE. – Pracując przez 5 lat dla ICEYE moją główną rolą było przekonywanie do tego polityków poprzedniego i obecnego rządu. I muszę przyznać, że progres mamy świetny. Ostatnio dopięliśmy choćby kontrakt z MON na trzy satelity. Więc jeśli chodzi o świadomość polityków to ona rośnie i to gwałtownie – zaznaczył dyrektor ds. handlowych ICEYE. – Natomiast sektor prywatny w Europie a sektor prywatny w USA to inna bajka. On wymaga silnej stymulacji, jeśli chodzi o odwagę. Trzeba otworzyć się na kosmos, jest to konieczne i dla branży, i dla portfolio europejskich firm – dodał Kacper Grzesiak.

Kosmos to jest polska racja stanu – uważa Ewelina Kaatz-Drzeżdżon z Polskiej Agencji Kosmicznej. – W Polsce rozwijamy sektor kosmiczny od ponad 13 lat, przeznaczyliśmy na ten cel ponad miliard euro. Mam nadzieję, że nie będziemy się cofać, tylko pójdziemy do przodu – podkreśliła przedstawicielka POLSY. Zaznaczyła, że jej agencja stara się wspierać zwłaszcza administrację, więc patrzy głównie na użytkowe wykorzystanie kosmosu. Stąd na przykład rozbudowa systemu monitorowania zakłóceń globalnego systemu nawigacji.

Justyna Pelc z grupy Innspace zwróciła uwagę na problem niewykorzystania przez Polskę młodych, zdolnych naukowców. – Mamy taki syndrom Skłodowskiej-Curie: możemy robić świetne rzeczy, tylko nie w Polsce. I potem lubimy się chwalić polskimi korzeniami, ale prawda jest taka, że szybsza adopcja w innych krajach oznacza, że wybieramy rozwój poza granicami. Przykłady sukcesów w Polsce pokazują bardziej, że można „pomimo” – zaznaczyła Justyna Pelc. Jej zdaniem, w Polsce powinien powstać mechanizm zachęt do zakładania w naszym kraju nowych firm z sektora kosmicznego.

Do rozmowy, prowadzonej przez Huberta Kijka, dziennikarza TVN24, organizatorzy EFNI zaprosili Kacpra Grzesiaka, dyrektora ds. handlowych ICEYE, Martę Ekner z Centrum Przedsiębiorczości i Transferu Technologii SGH, Ewelinę Kaatz-Drzeżdżon z Departamentu Telekomunikacji i Nawigacji Satelitarnej Polskiej Agencji Kosmicznej, Macieja Myśliwca, założyciela Space Agency i inżynier Justynę Pelc, liderkę grupy Innspace zajmującej się projektami kosmicznymi.

Irena Eris i Henryk Orfinger, Bartosz Świderek, Maciej Berek, Roman Rewald, Beata Gessel-Kalinowska vel Kalisz, prof. Jerzy Buzek oraz Łukasz Kijek zostali laureatami tegorocznych Nagród Konfederacji Lewiatan, które zostały wręczone w czasie Europejskiego Forum Nowych Idei.

Nagrodę Lewiatana im. Andrzeja Wierzbickiego dla przedsiębiorcy zasłużonego dla rozwoju firm mikro, małych i średnich otrzymał Bartosz Świderek, prezes Pol-Inowex Sp. z o.o..

Irena Eris i Henryk Orfinger, twórcy i właściciele Dr Irena Eris SA, dostali nagrodę za osiągnięcie szczególnego sukcesu ekonomicznego.

Nagroda im. Władysława Grabskiego, dla wyróżniającej się osobistości życia publicznego, trafiła w ręce Macieja Berka, ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu.

Nagroda za odważne myślenie, wręczana przez Konfederację Lewiatan i Fundację na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi, powędrowała do prof. Jerzego Buzka, byłego premiera i przewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

Zarząd Konfederacji Lewiatan przyznał  też nagrody specjalne Beacie Gessel-Kalinowskiej vel Kalisz, honorowej prezes Sądu Arbitrażowego Lewiatan oraz Romanowi Rewaldowi, prezesowi Centrum Mediacji Lewiatan.

Nagrodę dla dziennikarza ekonomicznego odebrał  Łukasz Kijek, redaktor naczelny Money.pl.

Profilaktyka i medycyna precyzyjna to inwestycje, które mogą wydłużyć życie i obniżyć koszty leczenia. Uczestnicy panelu „Co zrobić, by Europejczycy żyli zdrowo i długo?” podczas jesiennej edycji EFNI zgodzili się, że zdrowie publiczne wymaga długofalowej strategii, szerokiej współpracy oraz zmiany myślenia o profilaktyce.

Przyczynkiem do dyskusji są dane mówiące o tym, że w Polsce żyjemy średnio cztery lata krócej niż przeciętny Europejczyk. Jak podkreślali paneliści, tę różnicę można nadrobić między innymi dzięki skutecznemu wdrożeniu profilaktyki.

Prof. Łukasz Balwicki, krajowy konsultant w dziedzinie zdrowia publicznego, przypomniał, że profilaktyka jest po prostu tańsza. „Kojarzymy inwestycje w profilaktykę jako te, które zwrócą się w długim terminie. Wiele społeczeństw jest też przyzwyczajonych, żeby postrzegać swoje bezpieczeństwo zdrowotne w kategoriach szpitala, SOR-u, karetki, twardych inwestycji i one dają fizyczne poczucie bezpieczeństwa” – ocenił prof. Balwicki. Jak dodał, w odbiorze społecznym działania profilaktyczne nie są na tyle namacalne, by naciskać na polityków na większe inwestycje w tym obszarze.

Wiceprezes NFZ Marek Augustyn powiedział, że według danych WHO, każdy dolar zainwestowany w działania profilaktyczne zwraca się 7-krotnie, a w przypadku szczepień – nawet 16-krotnie. „W kontekście zdrowia musimy mówić nie tylko o dobrostanie obywatela, społeczeństwa itd. Musimy mówić, że ma to walor ekonomiczny” – dodał Marek Augustyn. Wiceprezes NFZ przyznał jednak, że większość wydatków na ochronę zdrowia w Polsce pochłania leczenie szpitalne – ponad 100 mld złotych. Wydatki na profilaktykę liczone są tylko w setkach milionów.

Geraldine Schenk, dyrektor krajowa J&J Innovative Medicine, zwracała uwagę, że inwestowanie w zdrowie jest długoterminową inwestycją w dobrobyt. „Dziś idziemy dużo dalej niż opracowanie samej tabletki – myślimy, jak zapobiegać chorobom, jak diagnozować je wcześniej i jak zapewnić właściwe leczenie właściwemu pacjentowi we właściwym czasie” – mówiła. Dodała, że kluczowe jest włączanie testów genetycznych do rutynowej praktyki klinicznej.

Z kolei Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Polska, podkreślała, że skuteczny system ochrony zdrowia powinien być „szyty na miarę” pacjenta. „W systemie musimy patrzeć na człowieka, a nie na chorobę. Potrzebne jest skoordynowanie całego procesu – od diagnostyki, przez leczenie po opiekę po nim. Jeśli pacjent nie jest poprowadzony za rękę, po prostu się gubi” – tłumaczyła. Januszczyk wskazała, że profilaktyka musi stać się elementem codziennej kultury. „W Medicover rozwijamy koncepcję ‘rytuału zdrowia, która ma nie tylko edukować, ale też aktywizować pacjentów i lekarzy” – wyjaśniała Wioletta Januszczyk.

Przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia Agnieszka Gorgoń-Komor przypomniała, że w Polsce działa „Ministerstwo Zdrowia, a nie Choroby”. Polityczka i zarazem lekarka wezwała do długofalowych decyzji ponad podziałami. Jednym z pomysłów senator Gorgoń-Komor jest obniżenie VAT na wodę mineralną z 23 do 5 procent.

Adam Jarubas, europoseł i szef Komisji Zdrowia Publicznego w Europarlamencie, podkreślił, że Unia rozwija strategie zdrowotne dotyczące raka, chorób sercowo-naczyniowych i otyłości. „Ale żeby one były skuteczne i przekładały się na realne działania państwa członkowskich, muszą być podparte finansami” – dodał europoseł.

W panelu uczestniczyli:

  • Marek Augustyn, wiceprezes, Narodowy Fundusz Zdrowia
  • Łukasz Balwicki, Gdański Uniwersytet Medyczny, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego
  • Agnieszka Gorgoń-Komor, senator, przewodnicząca, Komisja Zdrowia
  • Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca pionu usług konsumenckich, wiceprezes zarządu, Medicover Sp. z o.o.
  • Adam Jarubas, poseł, Parlament Europejski, przewodniczący Komisji Zdrowia Publicznego (online)
  • Geraldine Schenk, dyrektor krajowy, J&J Innovative Medicine

Moderacja: Ewa Kurzyńska, redaktor naczelna, portal Długo i Szczęśliwie

 

Wiarygodność ekonomiczna państwa jest fundamentalnie ważna. Koncepcję IWEP opracował zespół ekspertów współpracujących z Open Eyes Economy Summit oraz z Europejskim Kongresem Finansowym, Fundacją Wolności Gospodarczej, Instytutem Finansów Publicznych, Konfederacją Lewiatan, Szkołą Główną Handlową w Warszawie. Premiera pełnego raportu zaplanowana jest na Open Eyes Economy Summit w Krakowie (18-19 listopada).

W części pierwszej panelu przedpremierowo pokazano fragmenty Indeksu wiarygodności ekonomicznej Polski.

Dr Sławomir Dudek prezes Instytutu Finansów Publicznych podkreślił, że łączna wiarygodność w Polsce się poprawiła. Dr Dudek zaznaczył, że w ramach indeksu próbuje się uchwycić w sposób syntetyczny nie tylko ekonomiczne wyniki gospodarki, ale również model państwa. Jak ten model funkcjonuje, czy sprzyja stabilności gospodarki, finansów publicznych, pieniądza, ale czy sprzyja również utrzymywaniu się demokracji – podkreślał.

Prof. Andrzej Rzońca z SGH zaznaczał, że wiarygodność jest rodzajem kapitału, który gromadzi się przez długi czas, żeby skorzystać z niego w trudnych czasach. „Dzięki konsekwentnej ostrożności i przejrzystości w dobrych, czy spokojnych czasach można liczyć na kredyt zaufania u ludzi, kiedy nadchodzą złe czasy” – mówił.

W pierwszej części panelu wzięli udział:

  • Dr Sławomir Dudek, prezes, główny ekonomista, Instytut Finansów Publicznych, Zakład Badań Koniunktury Gospodarczej, SGH
  • Dr Jakub Głowacki, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie
  • Prof. Andrzej Rzońca, kierownik, Katedra Międzynarodowych Studiów Porównawczych, Zakład Ekonomii Liberalnej, SGH

W drugiej części panelu indeks skomentowali przedstawiciele biznesu.

Prezeska Grupy LUX MED Anna Rulkiewicz zaznaczyła, że indeks pokazuje kierunki pozytywne. „Jest drgnięcie, tylko teraz pytanie, jaka będzie konsekwencja” – zaznaczyła. Prezeska Grupy LUX MED mówiła również o zmianie wskaźnika samooceny na lepszy. „Ludzie czują, że żyje się w miarę dobrze i mam nadzieję, że to też w miarę wpływa na lepszą samoocenę i samopoczucie” – mówiła Anna Rulkiewicz.

Prezes zarządu Deutsche Bank Polska Tomasz Kowalski zaniepokoił się spadkiem Polski w rankingu edukacji. „To jest rzecz, która jest niesłychanie istotna, bo gospodarka oparta na wiedzy, to jest nasza przyszłość” – mówił Tomasz Kowalski. „Jeżeli my idziemy w takim kierunku, że te indeksy się pogarszają, no to niestety rywalizować będzie nam strasznie trudno” – dodał i zaznaczył, że jest to rzecz, którą trzeba wziąć pod uwagę.

Członek zarządu ds. finansów Orange Polska Jacek Kunicki odniósł się w swoim komentarzu między innymi do tematu finansów publicznych. „Najbardziej mnie zasmucił w dalszym ciągu niski wskaźnik wiarygodności fiskalnej finansów publicznych” – mówił Jacek Kunicki.

„Nie prowadzimy dialogu na temat długu, nie tłumaczymy społeczeństwu takiej prostej zależności, że im bardziej kamuflujemy nasz dług, tym bardziej rynki muszą się domyślać, ile jego jest albo, ile jeszcze się go pojawi” – zaznaczył i dodał, że jest to temat tabu, którego nie ma w przestrzeni publicznej, co daje amunicję populistom.

W części drugiej panelu udział wzięli:

  • Tomasz Kowalski, prezes zarządu, Deutsche Bank Polska
  • Jacek Kunicki, członek zarządu ds. finansów, Orange Polska
  • Anna Rulkiewicz, prezeska, Grupa LUX MED

Panel prowadził prof. Jacek Męcina z Konfederacji Lewiatan

 

66% Polaków nie podejmuje aktywności fizycznej i nie uprawia sportu. Część młodych ludzi nie potrafi poprawnie kozłować piłki albo zrobić przewrotu w przód. To dane przytoczone przez moderatorkę panelu o fotelowej cywilizacji. Nadmierna masa ciała, spowodowana głównie niezdrową dietą i stylem życia fotelowej codzienności, to dziś jedno z największych wyzwań zdrowotnych i ekonomicznych. 

Natomiast regularny ruch, dostosowany do indywidualnych potrzeb i możliwości, jest prostą i skuteczną profilaktyką. Ogranicza ryzyko otyłości, chorób serca, cukrzycy i depresji, poprawia samopoczucie i efektywność nauki czy pracy. Skoro ruch daje tyle korzyści, to dlaczego tak trudno rozruszać fotelową cywilizację? Jak pomóc Polakom wstać z foteli? O tym dyskutowali goście zaproszeni do debaty o naszym zdrowiu.

W latach 2010 – 2015 zaledwie 20% zawodów było związanych ze średnią aktywnością fizyczną. Dziś ciało kobiety i mężczyzny jest średnio cięższe o od 10 do 14 kilogramów niż w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku! Te dane, przytoczone przez moderatorkę Martę Pawłowską, otworzyły dyskusję o niezbyt zadowalającej kondycji fizycznej naszego społeczeństwa.

– Ruch to podstawa – mówił prof. Paweł Tomaszewski, prorektor ds. nauki, AWF w Warszawie – Dla dzieci to socjalizacja i nawiązywanie relacji. Dla osób w wieku średnim – podtrzymywanie formy. Dla osób starszych to profilaktyka zdrowotna i minimalizacja ryzyka upadków oraz sprawne funkcjonowanie w życiu.

Czy jesteśmy fotelową cywilizacją?

Na to pytanie próbował odpowiedzieć Artur Białkowski, wiceprezes zarządu, Medicover sp. z o.o., który zapowiedział publikację raportu na ten temat, który ujrzy światło dzienne na początku listopada.

– Za każdym razem, jak robimy badanie, liczba osób z otyłością rośnie. Obraz nie jest zbyt optymistyczny. To wynika ze stylu życia, który mamy. Badamy to w kontekście różnych zawodów. Szczegóły zaprezentujemy w pełnym raporcie. Są zawody bardziej i mniej narażone. Praca biurowa jest związana z siedzeniem. Jest też z nami efekt pracy zdalnej, bo ludzie pracując z domu nie mają odpowiednich warunków do siedzenia – wyjaśniał Białkowski.

Problem istnieje i narasta. Według wiceprezesa zarządu Medicover sp. z o.o. wszyscy zdajemy sobie sprawę z problemu, ale dane zgromadzone w raporcie pokazują, że niekoniecznie coś z tym robimy. Optymistyczne jest to, że według raportu aktywność fizyczna Polaków jednak rośnie.

– Mimo wszystko jesteśmy w europejskim ogonie. Dużo przed nami do zrobienia, ale pierwsze światełko nadziei już jest. Musimy promować zmianę stylu życia – zaznaczył Artur Białkowski.

Potrzeba debaty obywatelskiej

Z kolei Joanna Bochniarz reprezentująca Center For Innovative Education przypomniała, że nie przyjęliśmy przedmiotu edukacja zdrowotna, jako przedmiotu obligatoryjnego, ale sami za mało pamiętamy i zbyt rzadko przypominamy politykom o tym, że polskie dzieci są jednymi z najszybciej tyjących w Europie. Jej zdaniem jako obywatele nie włączyliśmy się do tej debaty i zostawiliśmy wszystko połajankom politycznym. Bochniarz zaapelowała więc o debatę obywatelską o zdrowiu.

Jak zauważył Grzegorz Szczuka, dyrektor Gdańskiego Centrum Usług Wspólnych, zdrowie publiczne zawsze było sierotą. Nikt nie chciał się tym zająć. Inaczej jest jednak w Gdańsku, gdzie wdrażane są 4 programy strategiczne. Jako przykład podał wprowadzenie dodatkowego przedmiotu w szkole.

– Wszyscy pewnie kojarzą gimnastykę korekcyjną ze szkół. My tego nie mamy. Mamy fit-klasę. Zajęcia prowadzone są z innym nauczycielem. On ma specjalne pomoce naukowe. Wszystko jest prowadzone na zasadach grywalizacji – mówił Szczuka i zaznaczył, że na przedmiot mogą chodzić wszyscy.

Musimy całkowicie zmienić sposób myślenia – apeluje Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, reprezentująca Uczelnię Łazarskiego. Jej zdaniem wiara w to, że podtrzymując dotychczasowe zachowania i schematy, uda nam się coś osiągnąć, jest utopijną wizją. Powinniśmy postawić na edukację wszystkich grup społecznych.

Co na to pracodawcy?

– Pracodawcy są coraz bardziej świadomi tego, jak inwestycja w zdrowie pracowników może przekładać się na benefity dla pracodawców. Najczęściej mówimy o pracodawcach dużych. Jeśli zejdziemy do bardzo małych firm, to tam jest nieco gorzej. Miejmy nadzieję, że ta świadomość będzie rozwijała się na mniejsze firmy. Jeśli chodzi o pakiety zdrowotne, to MŚP zaczynają już oferować takie benefity. Jako Medicover weszliśmy w ofertę sportową, traktując sport jako element profilaktyki. Mamy programy, które łączą pakiet zdrowotny z pakietem sportowym, by aktywnie promować profilaktykę zdrowia – mówił Artur Białkowski, wiceprezes zarządu, Medicover sp. z o.o.

Osobistą historią na temat fotelowej cywilizacji w kontekście ściśle siedzącej pozycji podzieliła się Marina Dubakina, prezeska i dyrektorka generalna ds. zrównoważonego rozwoju, IKEA Retail.

– Kiedy moje dziecko potrzebowało krzesła do biurka, poszłam do jednego ze sklepów i zaczęłam szukać dziecięcego krzesła biurowego. Niestety nie znalazłam takiego, na którym można było siedzieć bez ruchu. Potem po jakimś czasie miałam okazję porozmawiać z projektantami produktów. Usłyszałam wtedy: “dlaczego chcesz, żeby twoje dziecko siedziało bez ruchu? Wiesz, w IKEA nasza zasada projektowania to – nie ograniczamy ruchu” – opowiadała Marina Dubakina.

– Kiedy się ruszasz, twój mózg pracuje inaczej. I myślę, że jest wiele przykładów, jak my, w życiu codziennym możemy stymulować do ruchu. I oczywiście, kiedy myślę o nas jako o firmie, razem z naszym partnerem, z Medicover, od wielu lat jesteśmy bardzo blisko zdrowia i dobrego samopoczucia naszych pracowników – mówiła przedstawicielka IKEA Retail.

W dyskusji udział wzięli:

  • Artur Białkowski, wiceprezes zarządu, Medicover sp. z o.o.
  • Joanna Bochniarz, Center for Innovative Education
  • Marina Dubakina, prezeska i dyrektorka generalna ds. zrównoważonego rozwoju, IKEA Retail
  • Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor, Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia, Uczelnia Łazarskiego
  • Grzegorz Szczuka, dyrektor, Gdańskie Centrum Usług Wspólnych, pełnomocnik wojewody pomorskiego
  • Prof. Paweł Tomaszewski, prorektor ds. nauki, AWF w Warszawie

 

Moderacja: Marta Pawłowska, dyrektor prezydium, Partnerstwo na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości

 

Mamy obsesję na punkcie zmiany, a czasem degradacja oznacza szansę na sukces. To jedne z najważniejszych konkluzji z dyskusji o dziennikarstwie w czasach multikryzysu. Podczas panelu swoimi historiami podzielili się praktycy w tej dziedzinie, czyli dziennikarze z największych europejskich krajów. Okazuje się, że umiejętność adaptacji jest jak najbardziej w cenie, ale ostatecznie zyskują ci, którzy pamiętają o ideach tradycyjnego dziennikarstwa. 

Historię o tym, jak media radziły sobie z wieloma rewolucjami rynku, przedstawiła dziennikarka Le Monde Sylvie Kauffmann, która przyznała, że zaczynała pracę, gdy informacje przesyłane były teleksem. W tamtych czasach główne media były “królami” i dominatorami z potężnym autorytetem. Pierwsza rewolucja technologiczna miała miejsce w późnych latach dziewięćdziesiątych. Pojawił się internet, który okazał się ogromnym wyzwaniem. Prasa drukowana straciła wówczas monopol informacyjny.

– Biznesowo runęło wiele spraw, bo reklamodawcy przenosili się do internetu. W 2010 roku prawie zbankrutowaliśmy – wspominała Sylvie Kauffmann, która dodaje, że wydawca został zmuszony do zmiany modelu funkcjonowania na model cyfrowy.

– Przekształcenie było trudne. Później przyszło wyzwanie w postaci tranzycji na model subskrypcyjny. Przed nami pojawiły się kolejne innowacje: treści wideo, grafiki, podcasty. To wszystko umożliwia przetrwanie naszemu medium – mówiła Kauffmann, dodając, że dzisiejszą rewolucją jest wejście do systemów medialnych sztucznej inteligencji.

Nie bać się zmian

W dzisiejszym cyfrowym krajobrazie presja na adaptację jest nieustanna – zauważył Will Dobson z Journal of Democracy. Każdego dnia pojawiają się nowe technologie i formaty: od podcastów, przez newslettery, aż po generatywną sztuczną inteligencję. Liderzy biznesu, twórcy i marketerzy stają przed trudnym wyborem: w który trend zainwestować czas i zasoby? Jak odróżnić chwilową modę od fundamentalnej zmiany, która zdefiniuje przyszłość branży? Ten chaos informacyjny często prowadzi do strategicznego paraliżu lub, co gorsza, kosztownych pomyłek.

Czasem „degradacja” to najlepsza droga do zbudowania marki

W świecie mediów, gdzie prestiż często mierzony jest w centymetrach zadrukowanej kolumny, decyzja nieżyjącego już dziennikarza Christophera Dickeya z „Newsweeka” była aktem strategicznej odwagi. W czasach, gdy jego koledzy walczyli o każdy skrawek miejsca w drukowanym magazynie, on świadomie wybrał publikowanie swoich materiałów w „wersji online”, co przez wielu było postrzegane jako degradacja.

Ta historia to podręcznikowy przykład budowania kapitału marki osobistej i tworzenia kanału bezpośredniego dotarcia do odbiorców. Prawdziwa innowacja nie polega na pogoni za tym, co modne, ale na dostrzeganiu wartości tam, gdzie inni widzą jej brak. Jak zauważył Will Dobson wybierając platformę postrzeganą jako mniej prestiżowa, Dickey nie tylko zyskał nową publiczność, ale przede wszystkim zainwestował we własną markę, uniezależniając ją od prestiżu macierzystej redakcji.

Zainteresowanie czytelników ważniejsze niż algorytmy

Wszystkie powyższe historie, choć różne, prowadzą do jednego, nadrzędnego wniosku: kluczem do sukcesu jest zwinność i wychodzenie naprzeciw odbiorcom tam, gdzie oni faktycznie są.

Strategia oparta na ślepym podążaniu za priorytetami platform i algorytmów to „duży błąd”. Nadmierne reagowanie na zmiany w algorytmach i pozwalanie, by to one kształtowały strategię redakcyjną, jest pułapką, która oddala od najważniejszego celu.

Obsesja na punkcie zmiany

Każdy, kto zawodowo zajmuje się mediami, odczuwa dziś przyśpieszenie. Ledwo oswojono się z rewolucją cyfrową, a już na horyzoncie pojawia się kolejny przełom. To sztuczna inteligencja, która wywołuje nową falę niepokoju i debat o przyszłości branży – mówił Mateusz Mazzini z „Gazety Wyborczej”.

– Tempo zmian jest zawrotne. Pamiętacie jeszcze czasy, gdy internet był fizycznym „miejscem”, do którego trzeba było pójść? Gdy siadaliśmy przy konkretnym biurku i komputerze, by się z nim połączyć, a nie nosiliśmy go w kieszeni jak wszechobecnego ducha – przypomniał słuchaczom Mazzini.

Ten nostalgiczny obrazek doskonale ilustruje, jak daleką drogę przebyliśmy w krótkim czasie. Naturalnym odruchem jest koncentracja na tym, co nowe i przełomowe.  Zdaniem dziennikarza, cała branża medialna ma obsesję na punkcie zmiany. Z pełnym zaangażowaniem analizuje każdy technologiczny wstrząs: przejście od braku internetu do internetu, od świata bez AI do świata z AI. Adaptacja jest oczywiście konieczna do przetrwania, ale ta fiksacja na nowości może być pułapką. Odwraca uwagę mediów od fundamentalnych, niezmiennych problemów, które od lat trawią ekosystem medialny.

W dyskusji udział wzięli:

  • Will Dobson, Journal of Democracy
  • Sylvie Kauffmann, Le Monde
  • Mateusz Mazzini, Gazeta Wyborcza

Moderacja: Prof. Karolina Wigura, socjolożka, Instytut Socjologii UW, Kultura Liberalna, LibMod

 

Po nocy z 9 na 10 września tego roku, kiedy w polskiej przestrzeni powietrznej pojawiły się rosyjskie drony, bezpieczeństwo kojarzy nam się z militaryzmem. Niekoniecznie jednak bezpieczeństwo dotyczy tylko kwestii zagrożenia wojną. Kryzysami są nie tylko rosyjskie prowokacje, ale też powódź, susza czy inne katastrofy naturalne. Bezpieczeństwo jest szalenie pojemną kategorią i właśnie na holistycznym spojrzeniu na tę sprawę skoncentrowali się goście panelu “Wyzwania obrony ludności cywilnej i infrastruktury krytycznej w obliczu współczesnych zagrożeń bezpieczeństwa”.

Kiedy słyszymy rano w radiu, że mamy pakować plecak i szykować się do wojny, to czy aby na pewno do właściwego ryzyka chcemy się szykować – pytał retorycznie moderator dyskusji Edwin Bendyk, który postawił jednocześnie pytanie o uniwersalne zasady dotyczące systemu bezpieczeństwa.

Swoje spojrzenie na szeroki temat przedstawiła Hanna Jahns, dyrektor, Strategy and Policy, DG ECHO, przedstawicielka Komisji Europejskiej.

– Zadaniem Brukseli jest przedstawianie rekomendacji i patrzenie na sprawę szeroko. Krajobraz ryzyka w Europie radykalnie się zmienił. Nowa generacja zagrożeń to ataki hybrydowe, zakłócenia cybernetyczne i energetyczne oraz kampanie dezinformacyjne. Klęski żywiołowe istnieją również, ale są mniej przewidywalne niż kiedyś – mówiła Jahns.

Jej zdaniem, najważniejsze jest spojrzenie na te kryzysy nie od strony reagowania, lecz przygotowania. Problemem jest jednak to, że klęski, katastrofy i kryzysy występują jednocześnie, dlatego trzeba przygotowywać się; myśleć o odporności i gotowości. Stąd Europejska Strategia na rzecz gotowości. Pokazuje ona priorytet prewencji w tej sprawie.

Przygotowanie na kryzys energetyczny

– Czy my w ogóle zdajemy sobie sprawę, co oznacza blackout? Np. taki, który wydarzył się w Hiszpanii. Czy organy państwa są na to gotowe? Czy alert RCB zadziała, gdy nie będzie energii elektrycznej – swoją wizję zagrożenia pokazał prezes PSE Grzegorz Onichimowski.

Przedstawiciel Polskich Sieci Elektroenergetycznych przyznał, że podczas hiszpańskiego blackoutu Polska była jedynym krajem, który zwrócił się do operatora systemu o pakiet rekomendacji na wypadek kryzysu. PSE pracowały wówczas nad zapisami legislacyjnymi, które już się pojawiają.

Newralgiczna komunikacja

O zagrożeniach kryzysami w komunikacji mówił Witold Drożdż, członek zarządu ds. Strategii i Spraw Korporacyjnych, Orange Polska.

– Mam okazję reprezentować sektor telekomunikacyjny, który – jeśli chodzi o ciągłość działania – to jest to ten fragment działań i procedur, który jest immanentną cechą naszego biznesu. Różnego rodzaju zakłócenia działania sieci są zjawiskami dość częstymi. Nasza wrażliwość na przerwy w dostawach usług mobilnych jest dużo wyższa. Wyższa niż nawet przerwy w dostawie energii, bo po kilku sekundach czy minutach, gdy nie możemy uzyskać połączenia lub dostępu do danych, zaczynamy powtarzać nasze czynności w rosnącym napięciu. – mówi Witold Drożdż, który dodał, że telekomunikacja jest warstwą najbardziej wrażliwą i newralgiczną.

– Jesteśmy zrośnięci z energetyką i zasilaniem. Jak nie ma zasilania, nie ma łączności – przekonywał przedstawiciel Orange Polska.

O tym, jak złożony jest problem kryzysu i jak bardzo dotyka łączności, Witold Drożdż przekonywał podając przykład z zeszłorocznej powodzi.

– Działania naprawcze spotykały się często z agresją ludności, bo pojawiała się dezinformacja, że przy okazji napraw instalowane są jakieś urządzenia zagrażające ludziom, jak np. to „demoniczne 5G” – opowiadał przedstawiciel Orange Polska.

Instytucje telekomunikacyjne wypracowują także model współpracy z sektorem publicznym.
– Gdy dochodzi do kryzysu, współpracujemy ramię w ramię na partnerskich zasadach, bo inaczej się nie da. Partnerskie relacje musimy kształtować jednak na co dzień. Podmiot publiczny ex cathedra nie może nam przydzielać zadań. Musimy rozmawiać o kompetencjach i o naszym wkładzie, choćby w taki aspekt jak walka z dezinformacją. To daje nam szansę na budowę systemu odporności na lata – wyjaśniał Witold Drożdż.

Czy wojna unieważniła zagrożenia klimatyczne? – Nie było czego unieważniać. W Polsce świadomość ryzyka klimatycznego jest wciąż bardzo niska – stwierdziła Agnieszka Liszka-Dobrowolska, członkini zarządu, współzałożycielka Fundacji Climate&Strategy.

Jej zdaniem kryzys klimatyczny będzie dotykał nas z coraz większą siłą. Ekspertka zaznaczyła, że ważne jest mapowanie zagrożeń i umieszczenie tam zagrożeń klimatycznych.

W dyskusji udział wzięli:
• Witold Drożdż, członek zarządu ds. Strategii i Spraw Korporacyjnych, Orange Polska
• Hanna Jahns, dyrektor, Strategy and Policy, DG ECHO, Komisja Europejska
• Agnieszka Liszka-Dobrowolska, członkini zarządu, współzałożycielka, Fundacja Climate&Strategy
• Grzegorz Onichimowski, prezes, PSE

Moderacja: Edwin Bendyk, socjolog i publicysta, przewodniczący zarządu, Fundacja Batorego

 

Ponad 1300 dni pełnoskalowej wojny i Ukraina skutecznie się broni – z działającą administracją, innowacyjnym biznesem i świadomym społeczeństwem. O tym, jak budowana jest odporność wschodniego sąsiada i jakie wnioski możemy z tego wyciągnąć, dyskutowano podczas jesiennej edycji EFNI w panelu „Wojenna odporność Ukrainy – lekcje dla Europy”.

Moderator Andrzej Rudka z Konfederacji Lewiatan przypomniał, że w pierwszych tygodniach 2022 roku niewielu wierzyło w to, że Ukraina się obroni. Dziś, obok determinacji armii, widać odporność gospodarki, administracji i usług publicznych. 

Zdaniem Kateryny Glazkovej, dyrektor wykonawcza Związku Ukraińskich Przedsiębiorców, to tamtejszy sektor prywatny udźwignął rolę filaru państwa – 85 proc. firm wznowiło działalność, a małe i średnie przedsiębiorstwa potrafią funkcjonować nawet blisko linii frontu. Firmy inwestują w dywersyfikację energetyczną i logistyczną, przechodzą też do produkcji na rzecz obrony. Na zakończenie Kateryna Glazkova zaapelowała: „Nie wierzcie rosyjskiej propagandzie. Macie czas, by się przygotować — nie zmarnujcie go”. 

Prof. Maciej Duszczyk, wiceszef MSWiA, wskazywał, że Polska uczy się od Ukrainy przede wszystkim w obszarach działań antydronowych, ochrony infrastruktury krytycznej i ludności cywilnej.  W ocenie wiceministra Duszczyka, wnioski są proste: bez systemów antydronowych przy obiektach krytycznych Europa może „przegrać bez wojny”. „To, jak Ukraina przeszła ten proces, to jest coś, czego możemy się uczyć” – mówił wiceminister, zapowiadając zmiany w polskiej ustawie o ochronie ludności i obronie cywilnej

Bartłomiej Babuśka, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, podkreślał, że realne zagrożenia dla Polski to nie tylko ataki z powietrza, ale także sabotaż i dywersja uderzające w energetykę. „Nie jesteśmy jako kraj gotowi na pełzającą wojnę. Jeśli ktoś wysadzi stację transformatorową, nasze miasta mogą zacząć tonąć w ściekach, bo staną przepompownie” – ostrzegł. ARP zaproponowała więc ulokowanie w krajowych firmach produkcji generatorów, które mogłyby wesprzeć samorządy. Równolegle ARP włącza polskie strefy ekonomiczne w rozwój technologii dronowych.

Babuśka akcentował też, że odbudowę Ukrainy należy zaczynać teraz, na etapie planowania i w formule międzyrządowej, a nie rozproszonych przetargów. Testem dojrzałej współpracy ma być odcinek planowanej autostrady Szeginie–Lwów

Do odwagi w działaniu i myślenia o Ukrainie w kategoriach długofalowych inwestycji nawoływał także Jarosław Bełdowski z SGH i jednocześnie wiceprezes Kredobanku. „Polscy przedsiębiorcy, którzy oczekują zerowego ryzyka, nie powinni myśleć o Ukrainie. Ale ci, którzy potrafią działać mimo niepewności, znajdą tam przestrzeń nie tylko na zysk, lecz także na gospodarczy patriotyzm” – mówił. 

Dariusz Szymczycha, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej zaznaczył, że odporność Ukrainy opiera się nie tylko na mobilizacji armii, ale i na sprawnym przywództwie, decentralizacji i digitalizacji państwa. Jego zdaniem, Europa musi docenić innowacyjność ukraińskich firm, szczególnie z obszaru nowych technologii. 

W panelu uczestniczyli: 

  • Bartłomiej Babuśka, prezes, ARP S.A.
  • Jarosław Bełdowski, Zakład Ekonomii Liberalnej, SGH
  • Prof. Maciej Duszczyk, podsekretarz stanu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
  • Kateryna Glazkova, dyrektor wykonawcza, Związek Ukraińskich Przedsiębiorców (SUP)
  • Dariusz Szymczycha, pierwszy wiceprezes, Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza

Moderacja: Andrzej Rudka, Konfederacja Lewiatan

 

 

W erze fake newsów i deepfake’ów zaufanie stało się jednym z najcenniejszych zasobów demokracji. Podczas EFNI ekspertki z Polski i Europy rozmawiały o tym, jak walczyć z dezinformacją i odbudować wiarę w fakty, odpowiedzialność i wspólnotowe wartości.

Debata skupiła się na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, jak mierzyć się z kryzysem zaufania do państwa i do idei demokracji w czasach dominacji platform internetowych. Obecnie większość informacji o świecie ludzie czerpią z mediów społecznościowych. Wyzwaniem jest sam model biznesowy działania nowych mediów, który sprzyja kłamstwom oraz agresywnemu i populistycznemu przekazowi.

Ewa Ewart, dziennikarka i reżyserka, wyraziła opinię, że dezinformacja jest częścią wojny hybrydowej. Podkreśliła rolę rzetelnego dziennikarstwa, jako kluczową w czasach dezinformacji. Dziennikarz powinien mieć pewność, że wypuszcza materiał sprawdzony i wolny od fake newsów. Niestety dziennikarze mają dziś potężnego przeciwnika – format multimedialny, który jest nieustannie głodny treści. To – i presja czasu – sprawia, że dziennikarze idą na skróty i zdarza się, że nie sprawdzają tego, co podpisują. Jest to zjawisko uniwersalne, nie tylko polskie. Dziennikarka podała przykład Finlandii jako kraju, który dobrze sobie radzi z dezinformacją – dzieci są tam od przedszkola uczone jak kwestionować to, co znajdują w mediach społecznościowych. Zacytowała wypowiedź Ernesta Hemingwaya o bullshit detector – wykrywaczu bzdur. Każdy jest nim obdarzony i powinniśmy go używać.

Helena Ferro de Gouveia, portugalska dziennikarka i analityczka ds. międzynarodowych, wymieniła zagrożenia dla globalnej stabilizacji. Wśród nich znalazły się: cyberataki, brak uregulowania AI, którego rozwój się nie zatrzymuje, brak kontroli państw demokratycznych nad przestrzenią cyfrową (brak suwerenności cyfrowej), a także erozja zaufania do władz.

Dziennikarka wskazywała też na taktyki destabilizacyjne Rosji. Dezinformacja jest jedną z nich. Na to nakłada się problem zmniejszającego się zaufania do tradycyjnych mediów i bańki informacyjne, w które wpadamy korzystając z social mediów.

Odpowiedzią na dezinformację są europejskie wartości – pokój, wolność, tolerancja i dziedzictwo judeochrześcijańskie – a także sama Unia Europejska, będąca wspaniałym projektem wspólnotowym. Powinniśmy być z nich dumni i je pielęgnować.

Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, oceniła, że błędem Europy było oddanie mediów społecznościowych w ręce amerykańskie, chińskie i rosyjskie. Nie mamy już wielu narzędzi, aby temu przeciwdziałać, ale to, co zostaje to zbudowanie świadomości społecznej, że to, co czytasz w internecie nie musi i w większości nie jest prawdą. Media społecznościowe natychmiast dostosowują treści do oczekiwań odbiorców, przez co coraz trudniej oddzielić fakty od manipulacji. Przykładem jest Rumunia, gdzie wybory wygrał kandydat wykreowany przez internetowe algorytmy. Zdaniem Sobkowiak-Czarneckiej głównym problemem jest przekonanie, że jakakolwiek ingerencja w internet oznacza ograniczenie wolności słowa, co uniemożliwia skuteczną walkę z dezinformacją. Podkreśliła, że bezpieczeństwo informacyjne to dziś jeden z filarów bezpieczeństwa Europy, a państwa powinny finansować rzetelne kanały informacyjne. Zwróciła uwagę na negatywny wpływ mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne dzieci. UE próbuje wprowadzać ograniczenia wiekowe w dostępie do mediów społecznościowych, jednak to nie zadziała bez narzędzi do egzekwowania tych ograniczeń. W jej ocenie w walce z dezinformacją kluczowa jest rola kobiet jako lokalnych liderek opinii. Szczególnie w odbudowie zaufania społecznego nadwyrężonego w czasie pandemii.

Linda Štucbartová, założycielka ESD Global, wiceprzewodnicząca Czesko-Izraelskiej Izby Handlowej, zwróciła uwagę, że w Czechach populizm coraz silniej wpływa na życie publiczne. Do rządu weszły partie skrajnie antyunijne, antykobiece i antyimigracyjne, a dziennikarki i aktywistki coraz częściej padają ofiarami ataków. Jej zdaniem społeczeństwo traci zdolność do kompromisu, a populizm destabilizuje państwo. Ostrzegła też przed rosnącym zagrożeniem ze strony dezinformacji i deepfake’ów – nawet prezydent Czech stał się ich ofiarą. Podkreśliła, że to czas, by mówić o odpowiedzialności i postawić granice wobec niekontrolowanego wpływu mediów społecznościowych  na życie publiczne. W jej opinii przyszłość należy do silnych jednostek i lokalnych wspólnot, które potrafią współpracować ponad granicami.

Uczestnicy panelu:

  • Ewa Ewart, dziennikarka i reżyserka
  • Helena Ferro de Gouveia, dziennikarka i analityczka ds. międzynarodowych, Portugalia
  • Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
  • Linda Štucbartová, założycielka ESD Global, wiceprzewodnicząca Czesko-Izraelskiej Izby Handlowej

Moderacja: Aleksandra Karasińska, dziennikarka, dyrektorka fundacji RASP

 

Newsletter

Nie przegap najważniejszych informacji o EFNI

Program, prelegenci, wydarzenia towarzyszące – zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco.