Czy rynek pracownika rzeczywiście się sprawdza i będzie napędzał dalszy wzrost gospodarczy? O to spierali się uczestnicy debaty oksfordzkiej podczas XIV edycji EFNI w Sopocie. Dwie czteroosobowe drużyny starły się bitwie na argumenty – ekonomiczne, społeczne, technologiczne – a publiczność wskazała zwycięzcę tej konfrontacji.

Główna teza debaty brzmiała „W dzisiejszej Polsce, z perspektywy długoterminowego rozwoju gospodarczego rynek pracownika przynosi więcej szkód niż korzyści”. Broniła jej drużyna, w której skład weszli Anna Rodak i Małgorzata Augustyn z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, a także Mateusz Pańkowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i Kinga Wolny z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Po stronie opozycji, która starała się tezę obalić zasiedli Jan Guenther i Weronika Ozimek z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, a także Adrian Okleciński i Melania Stanisz z SGH w Warszawie.

Według pierwszej drużyny, rynek pracownika to zjawisko zaledwie pozornie pozytywne – dziś postrzegane jako symbol dobrobytu, ale w rzeczywistości jest poważnym zagrożeniem dla polskiej gospodarki. „To, co dziś wydaje się sukcesem, w przyszłości może stać się źródłem stagnacji” – przekonywali broniący tezy.

Jak argumentowali, w sytuacji ciągle rosnących oczekiwań pracownika wobec pracodawcy, przedsiębiorstwa są zmuszone systematycznie podnosić wynagrodzenia i oferować nowe benefity pozapłacowe. To z kolei prowadzić ma do spadku przedsiębiorczości, ponieważ część osób zrezygnuje z otwarcia działalności gospodarczej, a niektóre z już działających biznesów zostaną zamknięte. Zanikanie taniej siły roboczej ma też sprawić, że Polska stanie się mniej atrakcyjna dla zagranicznych inwestorów, którzy będą uciekać z naszego kraju, a to z kolei przełoży się na zahamowanie wzrostu gospodarczego.

Fundamentalnie nie zgadzamy się z tą tezą. Rynek pracownika rozumiany właściwie, nie tylko może napędzać gospodarkę, ale jest też niezbędny dla trwałego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego” – kontrargumentowali przedstawiciele drużyny opozycji. Ich zdaniem pracownicy zyskują przewagę, bo ich umiejętności rosną – a pracodawcy to rozumieją. To też wyraźny znak, że Polska wyszła z etapu taniej pracy i może konkurować z innymi jakością.

Opozycyjni wobec postawionej tezy uczestnicy debaty przekonywali, że pracownicy, mając więcej pieniędzy i czasu, będą te zasoby inwestować w podnoszenie swoich kwalifikacji, ale też w swoje dzieci, co w długiej perspektywie ma niebagatelne znaczenie dla przyszłości gospodarki. Co więcej, rynek pracownika ma ich zdaniem wpływać na samą decyzję o posiadaniu dzieci zwłaszcza w przypadku ludzi, którzy wahają się ze względu na pracę.

Niezwykle istotny jest też kontekst technologiczny – zwłaszcza w dobie AI, która coraz bardziej napędza wzrost gospodarczy. Tu również pojawiły się bardzo skrajne argumenty ze strony obu drużyn. Według ujmującej się za rynkiem pracownika opozycji, presja ze strony pracowników prowadzić może do automatyzacji ze strony pracodawcy, motywować go do poszukiwania i wdrażania nowych, bardziej efektywnych rozwiązań i szkolenia pracowników w tym właśnie kierunku. Drużyna opowiadająca się za tezą przekonywała jednak, że dane mówią coś zupełnie innego – w ich opinii firmy nie inwestują w automatyzację i innowację, ponieważ wydają za dużo na pracowników. Tną, więc koszty tam gdzie się da – czyli w badaniach, rozwoju i szkoleniach.

Kto zwyciężył walkę na argumenty? Zdaniem publiczności, która wysłuchała debaty, lepsza była strona opozycji, według której rynek pracownika jest gwarantem długoterminowego rozwoju i przynosi więcej korzyści niż szkód.

Debata oksfordzka studentów pięciu uczelni ekonomicznych odbyła się pod patronatem KRUE. Dyskusję prowadzili:

  • Jakub Kozikowski (koordynacja), Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
  • Klaudia Góźdź, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
  • Jakub Kuczkowski, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach

Po burzliwej dyskusji obecny rząd, mimo początkowej krytyki, z pewnymi zmianami kontynuuje budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Aktualny plan zakłada, że port lotniczy będzie kosztował 42,7 mld zł i będzie gotowy w 2032 r., a jego przepustowość osiągnie 40 mln pasażerów.

Podczas wstępu Adam Sanocki, członek zarządu ds. strategii i marketingu z Polskich Portów Lotniczych S.A. wspomniał o znaczeniu rozwoju sektora lotniczego w Polsce. Jak podkreślał, powołując się na raport „Wpływ polskich portów lotniczych na regiony” – Polski sektor lotniczy rośnie dużo szybciej na tle Europy. „Kluczowe wnioski to są liczby, które naprawdę robią wrażenie – skumulowany wpływ 15 portów lotniczych na gospodarkę Polski, to prawie 58 mld złotych i ponad 500 tys. miejsc pracy” – zaznaczył.

Prezes zarządu CPK Filip Czernicki zapewniał podczas panelu, że projekt zdecydowanie przyspieszył. „Oczywiście był ten moment badań, analiz, audytów, trochę musieliśmy też ten projekt poznać lepiej” – mówił. Filip Czernicki podkreślał również, że w przyszłym roku ruszą największe prace budowlane. „Dzisiaj mamy zabezpieczone środki finansowe, są kolejne transze obligacji, którymi jest spółka wzmacniana i to jest podstawa, żeby móc działać” – zaznaczył.

Prezes zarządu Polskich Portów Lotniczych S.A. Łukasz Chaberski podkreślał podczas panelu, że lotnictwo i branża lotnicza stymulują gospodarkę. „Lotnictwo jest barometrem gospodarki. Czyli jak lotnictwo w danym kraju dobrze się rozwija, dobrze performuje, to i zasadniczo gospodarka dobrze się ma” – mówił.

Prezes zarządu Polskiej Grupy Lotniczej S.A. Radosław Stępień skupił się na znaczeniu strategii transformacji i przejścia z Lotniska Chopina w Warszawie na CPK. „To jest bardzo duża inwestycja, bo jeżeli mówimy o wpływie CPK i samej inwestycji i jej kosztach, to trzeba byłoby dodać tę część transformacyjną, jaka stoi przed PGL” – zaznaczył i dodał, że analizowane są różne opcje tego, co stanie się z Lotniskiem Chopina po powstaniu CPK. Szacuję, że cała transfomacja może kosztować około 4 mld i jeśli tego dobrze nie policzymy, to koszty przeniosą się na klientów, co może doprowadzić do tego, że nie będą chcieli latać – zaznaczył prezes zarządu PGL S.A.

Stworzeniu CPK towarzyszy powstanie nowoczesnego węzła transportowego łączącego lotnictwo, kolej i drogi, który miałby stać się kluczowym elementem rozwoju krajowej gospodarki i poprawy dostępności komunikacyjnej w regionie.

W panelu udział wzięli:

  • Łukasz Chaberski, prezes zarządu, Polskie Porty Lotnicze S.A.
  • Filip Czernicki, prezes zarządu, Centralny Port Komunikacyjny
  • Prof. Dorota Niedziółka, prorektor ds. rozwoju i kierownik Katedry Geografii Ekonomicznej, SGH
  • Radosław Stępień, prezes zarządu, Polska Grupa Lotnicza S.A.
  • Prof. Michał Wolański, dyrektor, Instytut Infrastruktury, Transportu i Mobilności, SGH

Wystąpienie wprowadzające do panelu przedstawił Adam Sanocki, członek zarządu ds. strategii i marketingu, Polskie Porty Lotnicze S.A.

Za moderację odpowiadał Grzegorz Osiecki, dziennikarz, Money.pl.

 

Skąd wzięły się w języku polskim feminatywy? Dlaczego jedne akceptujemy, a przy innych się uśmiechamy lub oburzamy? Po co i dlaczego oraz dla kogo są potrzebne? I czy w ogóle? Jak kwestia feminatywów wygląda od stron historycznej i gramatycznej?

Na te pytania w swoim wykładzie pod tytułem „Feminatywy. O co tyle krzyku?” odpowiadał polonista, redaktor literacki – Maciej Makselon.

Polonista Maciej Makselon rozpoczął swój wykład od stwierdzenia, iż cały czas, gdy pojawia się mniej osłuchana forma feminatywu, taka jak na przykład chirurżka, gościni, prezeska, to dzieje się coś, co ekspert nazwał feminatogedon. Ogromne oburzenie.

Tymczasem z językoznawczego punktu widzenia sprawa jest bardzo łatwa i naturalna.

Feminatywy należy tworzyć zgodnie z zasadami i tradycją naszego systemu językowego. Po pierwsze – za pomocą przyrostka – ka (nauczycielka, ministerka, ekspertka), po drugie – za pomoc ą przyrostka -yni/-ini (wydawczyni, gościni, odbiorczyni), po trzecie – nazwą przymiotnikową za pomocą przyrostka – (przewodnicząca, certyfikowana), po czwarte – przy użyciu przyrostków -ina/-yna/-owa, które kiedyś oznaczały żony panów parających się daną profesją (krawcowa, sklepowa, królowa, sędzina).

Wykładowca zwrócił uwagę, że feminatywy nie są nowomodą, a liczne komentarze, pojawiające się, gdy ktoś użyje mało popularnego feminatywu, są hipokryzją. Bo to, że użytkownik języka nie zna innej formy, niż męska, dla określenia kobiety, która na przykład wykonuje jakiś zawód, to nie znaczy, że tego określenia nie ma i nie było, a tyle, że użytkownik języka nie ma odpowiedniej wiedzy. Jako przykład Maciej Makselon podał wyraz ‘kierowczyni’. To określenie w stosunku do kobiety kierującej miejskim autobusem padło już na początku XX wieku. Jeszcze wcześniej, bo w XIX wieku znany i powszechnie używany był wyraz ‘gościni’. W polszczyźnie feminatywy obecne były od zawsze, były tez w językach prasłowiańskich, z których wywodzi się polszczyzna. Już w 1593 w Biblii Jana Jakuba Wujka była mowa o Annie, prorokini.  Same modlitwy do świętych kobiet są źródłem feminatywów (orędowniczko, pośredniczko, pocieszycielsko, wychowawczyni, patronko, strażniczko, pogromczyni).

W pojmowaniu feminatywów przez polskie społeczeństwo kluczowy był okres PRL-u.

28 lutego 1951 roku Rada Ministrów wydała rozporządzenie zakazujące kobietom wykonywania około 100 zawodów – nie mogły min. prowadzić taksówek, autobusów, być górniczkami, czy hutniczkami. Dlatego wtedy wyraz ‘kierowczyni’ zaczął zanikać. Słowa do określania kobiet z wybranych grup przestały być potrzebne.

Wykładowca zaznaczył, że kobieta od zawsze w języku polski miała oddzielną nazwę. Taka była odwieczna, dominująca tendencja w języku. W czasach komunizmu powstała nowa, marginalna i błędna tendencja. Wewnętrznie sprzeczne są określenia jak „Pani Doktor”. Są one pozbawione sensu, podobnie jak ‘Pan Niania”, czy „Pani Tata’.

Nietrafiony jest też argument przeciwników feminatywów, że powodują one chaos w języku, bo już coś znaczą, np. pilotka to rodzaj czapki, a reżyserka – pomieszczenie. Ale podobnie jest z maskulatywami – pilot, grafik, model, czy korektor, to słowa, które w zależności od kontekstu oznaczają coś innego.

Nieprawdą jest, że maskulatyw może utożsamiać każdego – jeśli mówimy o naukowcach, to wszyscy myślą o mężczyznach, bo tak pracują nasze mózgi.

Jeżeli ktoś chce korzystać z feminatywów, to powinien to robić. Użytkownik języka zawsze powinien zastosować wolę osoby, której to dotyczy. Komunikacja jest po to, by budować wspólną płaszczyznę, a nie mury.

Polski system ochrony zdrowia wymaga gruntownego remontu – zgodzili się uczestnicy panelu EFNI. Eksperci wskazywali, że kluczowe jest odwrócenie logiki finansowania: zamiast płacić za chorobę, trzeba inwestować w zdrowie. Bez wzmocnienia profilaktyki i uporządkowania finansów, żadna reforma nie przyniesie efektu.

Dyskusję rozpoczął Jakub Szulc, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia, zauważając, że kręgosłup prawny polskiego systemu ochrony zdrowia wciąż opiera się na rozwiązaniach z lat 2007–2011, kiedy uchwalono kluczowe ustawy, między innymi ustawę o działalności leczniczej i o zdrowiu publicznym. Zdaniem Szulca, od 30 lat nie udało się zmienić struktury lecznictwa w Polsce, szczególnie leczenia szpitalnego. Reforma z 1998 roku, wprowadzająca między innymi komunalizację szpitali, „zabetonowała” krajobraz systemu w lecznictwie zamkniętym i spowodowała, że jakiekolwiek inne zmiany były bardzo trudne. Lecznictwo szpitalne jest dziś rozproszone, a samorządy nie mają narzędzi, by skutecznie nim zarządzać. Każdy dyrektor walczy o przetrwanie własnego szpitala.

Do 2030 roku, jak dodał, potrzebna jest solidna dyskusja o finansowaniu kadr w systemie ochrony zdrowia oraz przesunięcie ciężaru leczenia na niższe poziomy opieki – bo jest to tańsze i bezpieczniejsze dla pacjentów.

Senator Beata Małecka-Libera wyraziła opinię, że do 2030 roku jest zbyt mało czasu na myślenie o strategii. Potrzebujemy planowania w dłuższej perspektywie, opartego na edukacji, profilaktyce i popularyzacji szczepień. Jej zdaniem poprzez skuteczną profilaktykę można by zmniejszyć zachorowalność na choroby przewlekłe nawet o 40-50%. Na profilaktykę wydajemy za mało. Dodatkowo brakuje wyraźnego wydzielenia środków, które na profilaktykę są przeznaczane. Dziś nie wiemy, ile wydajemy, bo te pieniądze są rozproszone. Senator apelowała, by więcej środków przeznaczać na zapobieganie chorobom i wyżej wyceniać zdrowie, nie chorobę.

Również Anna Rulkiewicz, prezeska Grupy LUX MED zwracała uwagę na finansowanie.

– Trzeba uporządkować finansowanie w systemie i to jest podstawa – mówiła na EFNI. Jest bałagan, prawie 60% wydatków to są szpitale, gdzie na całym świecie leczy się inaczej, bo leczy się od podstawowej opieki po specjalistyczną. W ten sposób gubimy pieniądze. Z uporządkowania będzie wynikało, ile tak naprawdę środków w tym systemie jest.

– Mamy bardzo duże potrzeby, bo społeczeństwo jest dosyć mocno schorowane, profilaktyka nie działa i jest nieskoordynowana, czyli trzeba uporządkować i odwrócić to finansowanie. To jest moim zdaniem kluczowe, bo znajdą się wtedy pieniądze. Do tego dołożyłabym system płacenia, bo płacimy ciągle za procedury, to generuje te procedury, sami je napędzamy, szpitale chcą więcej pieniędzy, bo im nie starcza, kładą pacjentów, gdzie się da, jak najdłużej w szpitalu. Musimy zmienić system finansowania na oparty o wartość, czyli tak naprawdę efekt leczenia, który zacznie generować jakość w tym systemie – przekonywała Anna Rulkiewicz.

Prezeska Grupy LUX MED zgodziła się, że profilaktyka zdrowotna jest kluczowa w obliczu starzenia się społeczeństwa i rosnących kosztów dla NFZ z tego tytułu. Przy bałaganie finansowym trudno jednak znaleźć na nią pieniądze.

Jej zdaniem, konieczne jest uporządkowanie finansowania, dopłat i zasad jakości w systemie, bo mimo stale rosnących nakładów na NFZ wciąż nie wiadomo, na co realnie stać państwo i obywateli.

Justin Gandy, managing director, MSD Polska, powiedział, że obserwuje polski system ochrony zdrowia od 2, 5 roku i widzi zachodzące zmiany, w tym zwiększający się budżet. Jednak jest za dużo mówienia zamiast działania.

– Świat się zmienia, to co się dzieje w USA sprawia, że wszyscy patrzymy na liczby. USA podaje bardzo konkretne liczby pokazujące, ile inwestują w porównaniu z Europą i Chinami – i widać między nimi wyraźną lukę. To, w jaki sposób odpowiemy na tę różnicę, zadecyduje o naszej pozycji w dyskusji o kierunkach dalszych działań – podkreślał Gandy.

– Musi nastąpić fundamentalna zmiana w sposobie, w jaki postrzegamy wydatki – dodał.

Dotyczy to zwłaszcza wydatków na profilaktykę. Polska jest w tym zakresie wciąż daleko w tyle. Patrząc na uwarunkowania globalne Gandy ocenił, że okres 2025-2030 jest krytyczny dla Europy, żeby podjąć decyzję jak inwestować w swoich obywateli. Potrzebni są liderzy, którzy będą mieli odwagę powiedzieć: tu zrobimy coś inaczej i zdecydują się na zainwestowanie w ludzi.

Gandy dodał, że widzi w Polsce ogromny potencjał i chęć współpracy. Kluczowe jest jednak, by różne instytucje – rząd, NFZ, firmy i partnerzy społeczni – wspólnie wypracowały plan działania, szczególnie w zakresie inwestycji i finansowania ochrony zdrowia. Najbliższe 5 lat będzie decydujące – podsumował Gandy.

Agnieszka Kępińska-Sadowska, dyrektor komunikacji i relacji rządowych Polska i Europa Centralna, Haleon, Rada Generalna PASMI, wypowiedziała się z perspektywy pracodawców branży OTC. Podkreśliła, że każdy dolar zainwestowany w profilaktykę przynosi siedmiokrotny zwrot, dlatego kluczowe jest postawienie na edukację zdrowotną, programy partnerstwa publiczno-prywatnego i odpowiedzialne samoleczenie. Kępińska-Sadowska opisała doświadczenia firmy Haleon w tym zakresie. Jak mówiła, firma angażuje się w działania profilaktyczne na rzecz dzieci i młodzieży. Kępińska-Sadowska apelowała też o większą otwartość na partnerstwa publiczno-prywatne, które może realnie wzmocnić system ochrony zdrowia.

Victoria Tian, country president, Novartis Poland, podkreśliła, że priorytetem systemu ochrony zdrowia powinna być profilaktyka. Piękno profilaktyki polega na tym, że pozwala jednocześnie oszczędzać pieniądze i poprawiać wyniki leczenia – zaznaczyła. Jak wskazała, koszty terapii raka piersi w zaawansowanym stadium są nawet czterokrotnie wyższe niż leczenie wykrytego wcześnie nowotworu, dlatego kluczowa jest edukacja i budowanie świadomości pacjentek. Jeśli poprawimy wczesną diagnostykę, możemy realnie obniżyć śmiertelność – podkreślała Tian, dodając, że Novartis jest gotowy wspierać tworzenie programów skoncentrowanych na pacjencie i wzmacniających kulturę profilaktyki.

Tomasz Kardacz, lekarz rodzinny i pediatra, ocenił, że z perspektywy lekarza rodzinnego sytuacja ochrony zdrowia w Polsce nie jest najgorsza. Wskazał, że reforma polegająca na wprowadzeniu kas chorych i systemu ubezpieczeń społecznych oraz przesunięcie ciężaru opieki z dużych szpitali na placówki podstawowej opieki zdrowotnej przyniosły wiele korzyści pacjentom. Lekarz przedstawił doświadczenia klinik wiejskich, mówiąc między innymi, że przyszłość medycyny to teleopieka i zdalne konsultacje, bo dostęp do lekarzy będzie coraz trudniejszy, a wizyty osobiste prawdopodobnie ograniczą się do jednej–dwóch rocznie.

Uczestnicy:

  • Justin Gandy, managing director, MSD Polska
  • Agnieszka Kępińska-Sadowska, dyrektor komunikacji i relacji rządowych Polska i Europa Centralna, Haleon, Rada Generalna PASMI
  • Izabela Leszczyna, posłanka, Sejm RP
  • Anna Rulkiewicz, prezeska, Grupa LUX MED
  • Jakub Szulc, wiceprezes, Narodowy Fundusz Zdrowia
  • Victoria Tian, country president, Novartis Poland
  • Beata Małecka-Libera, senator, lekarz
  • Tomasz Kardacz, lekarz rodzinny

Moderacja: Aleksandra Kurowska, redaktor naczelna, portal cowzdrowiu

 

Antyukraińska Polska to antyeuropejska Polska – mówił podczas EFNI Mirosław Czech. A Jarosław Kurski apelował: nie dajmy sobie obrzydzić Europy, nie dajmy sobie obrzydzić Ukrainy. Gdy Rosja rozgrywa „wojnę o historię”, stawką jest kształt polskiej wspólnoty. Czy odrzucimy fatalizm i zachowamy europejski wybór?

Rozmowa Mirosława Czecha i Jarosława Kurskiego, oparta na ich artykule o relacjach polsko-ukraińskich, rozpoczęła się od tezy, że istnieje wyraźna paralela między rokiem 1939, czyli momentem przed klęską wrześniową, a rokiem 2025, czyli czasem – w opinii redaktorów – przedwojennym. Podobieństwa są szczególnie widoczne w stosunku Polaków do Ukraińców.

Jarosław Kurski przypomniał, że II RP prowadziła wobec Ukraińców brutalną politykę: burzenie cerkwi, pacyfikacje, przymusową polonizację i podsycanie antyukraińskiej histerii. – Cui bono? Na czyją rzecz trwa ta zabawa? – pytał, mówiąc o podobnych nastrojach w wypowiedziach dzisiejszych polityków ostrzegających przed „banderyzmem”, czy w nasilającej się ukrainofobii skrajnej prawicy.

Mirosław Czech szukał przyczyn urodzajnego gruntu dla ukrainofobii. Podkreślał dramatyczny charakter relacji polsko-ukraińskich i rzeczywiste winy ukraińskie wobec Polaków – to fundament, o którym nie wolno zapominać. Zwracał jednocześnie uwagę na polski wkład w trudną historię. – Doświadczenie historyczne jest takie, że Polak był zawsze wyżej od Ukraińca i miał problem, żeby Ukraińca zaakceptować i przyjąć – mówił. Przypomniał też, że w II RP część elit widziała w Ukraińcach przeszkodę dla „ruchu wielkiej Polski”. Ukraińcy nie mieszczą się też w koncepcji Polski jednolitej etnicznie wyznawanej przez nacjonalistów. Te narracje wykorzystuje Rosja, która jest aktywnym i zawsze obecnym graczem w relacjach polsko-ukraińskich.

Zdaniem Kurskiego, polskie resentymenty wynikają również z nieprzepracowanej historii. Jego zdaniem, Polacy bezpodstawnie uważają się jedynie za ofiary i ograniczają pamięć do Wołynia. Odwołał się do książki Daniela Beauvoisa „Trójkąt ukraiński: szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie, 1793-1914”, która – jak mówił – demitologizuje historię polsko-ukraińskich relacji. Porównał stosunki między polskim panem a ukraińskim chłopem do realiów stanów niewolniczych w USA. Ogromna skala napięć, zmultiplikowanych przez relacje stanowe, narodowościowe i religijne, musiała doprowadzić do pożaru. – Grzechem poznawczym jest zawężanie polsko-ukraińskich krzywd wyłącznie do sprawy Wołynia – podkreślał.

Obaj rozmówcy rysowali kolejne analogie z 1939 rokiem. Przypomnieli przedwojenne błędy, zaniedbania i działalność agenturalną – z przykładem Tadeusza Kobylańskiego, doradcy Józefa Becka, opisywanego jako agent sowiecki – oraz lekceważenie sygnałów o porozumieniu Moskwy z Berlinem ponad głowami Polaków. Wskazywali, że dziś Rosjanie również są w Polsce aktywni. – Komu zależy na tym, żeby jątrzyć najbardziej rozognione rany polsko-ukraińskie właśnie teraz, kiedy wiadomo, że nasza suwerenność spoczywa w tej chwili na ramieniu ukraińskiego żołnierza? – pytał Kurski.

Redaktorzy krytykowali narrację zrównującą polskość z przynależnością etniczną, bo wyklucza współobywateli i niszczy pamięć o obywatelach II RP innego pochodzenia. W tym kontekście padła uwaga o państwowym święcie upamiętniającym ofiary zbrodni ukraińskich nacjonalistów – jako przykładzie wybiórczego traktowania historii, które nie pomaga wspólnocie. Czech przekonywał, że nie po to rozmawiamy o historii, by wymieniać interpretacje, tylko by ustalić podstawy współczesnego państwa Polskiego: czy jest to państwo równych praw dla swoich obywateli. Wskazał wypowiedź prezydenta Karola Nawrockiego z czasów, gdy był szefem IPN, który miał usprawiedliwiać akcję „Wisła” prewencją – jako niebezpieczne dopuszczenie logiki zbiorowej odpowiedzialności.

Czech akcentował, że rosyjska wojna przeciw Ukrainie to „wojna o historię”. Putin zbudował narrację, w której Europa Środkowo-Wschodnia to obszar nacjonalizmów i niekończących się konfliktów, co ma usprawiedliwiać powrót do „porządku jałtańskiego”. – Historia, ze względu na wybór, którego dokonał Putin i Rosja, jest elementem absolutnie współczesnej polityki i współczesnej wojny. I to jest chyba główne przesłanie naszego artykułu – podsumował.

W części końcowej uczestnicy szukali odpowiedzi na pytania o fatalizm i możliwość „przeskoczenia siebie”: wyjścia poza imperialne schematy i mit własnej niewinności. Czech przypomniał w tym kontekście ogrom polskiego wsparcia po wybuchu wojny w 2022 roku – przyjęcie około 5 milionów Ukraińców w Europie było możliwe dzięki sile polskich reakcji. Uczestnicy mówili o osiągnięciach oddolnego pojednania polsko-ukraińskiego. Zgodzili się, że temat poruszony przez redaktorów, jest niezwykle ważny dla Polski i wart kontynuowania.

Rozmawiali:
Mirosław Czech, dziennikarz, doradca władz Ukrainy 2016-2019, członek Związku Ukraińców w Polsce
Jarosław Kurski, dziennikarz, były współpracownik Lecha Wałęsy, były zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej

Pokolenie Z na rynku pracy jest zupełnie inne od swoich poprzedników. Z kolei liderzy nadal mają głęboko zakorzeniony autorytarny model przywództwa. Rynek pracy musi dostosować się do potrzeb młodych pracowników, którzy wprowadzają nową jakość, ale wymagają od pracodawców odejścia od znanych, tradycyjnych schematów. Jak to zrobić, jak kształtować relacje międzypokoleniowe tak, aby budować mosty, zamiast murów? Odpowiedzi na te pytania szukali uczestnicy debaty „Różne pokolenia, różne modele przywództwa – jak budować dialog międzypokoleniowy we współczesnym świecie”

Prezes Fundacji OFF School, Grzegorz Święch przedstawił wyniki badań, które pokazują, że młode osoby na rynku pracy mają duży kryzys przywództwa – niespecjalnie chcą brać odpowiedzialność za inne osoby. Paneliści zgodzili się, że ma to wiele przyczyn – kryzys psychiczny młodych, wychowanie rodziców, którzy zbyt wiele rzeczy robią za swoje dzieci, a nie dają im możliwości wyboru, popełniania błędów. Także polskie szkoły – zarówno podstawowe, średnie, jak i uczelnie wyższe, nie uczą dokonywania wyborów, a wykonywania poleceń, podkreślała to m.in. prezeska Center for Innovative Education – Joanna Bochniarz. To nie kształtuje liderów. Na etapie edukacji, szkoła powinna uświadamiać dzieci, gdzie są ich mocne strony. Muszą to robić też rodzice, którzy, często przez nadopiekuńczość, pozbawiają dzieci zdolności próbowania, testowania.

Obecny model i kultura przywództwa ewoluują – kiedyś opresyjny, hierarchiczny, musi ulec transformacji, bo młode pokolenie nie chce się do tego dostosować, przyznali uczestnicy debaty. 

Dane demograficzne pokazują, że około 2030 roku na rynku pracy będzie największy kryzys międzypokoleniowy – blisko połowę pracowników będą stanowić pokolenia Zet i Alfa, z którymi liderzy średnich pokoleń nie potrafią współpracować. 

Liderzy średniego pokolenia są przekonani o swoich racjach, o tym, że pracownicy ślepo uwierzą w model przywództwa opresyjnego. Tymczasem młodzi pracownicy nie boją się tego powiedzieć o tym, z czym się nie zgadzają.

Dlatego kluczem do sukcesu może być transformacja przywództwa – pokazanie, że lider też popełnia błędy, że też może czegoś nie wiedzieć, że jest empatyczny i zainteresowany swoimi pracownikami, tym jak poprawić ich komfort pracy. Autentycznością zaskarbią sympatię młodych, przekonywała 23-letnia, cofounderka projektu GenBoost z Fundacji OFF School – Wiktoria Nowak – która kieruje kilkudziesięcioosobowym zespołem.

Wiktoria Nowak zwróciła też uwagę na fakt, iż młoda osoba w firmie już od pierwszego dnia pracy powinna mieć poczucie sensu wykonywanych obowiązków. Wtedy będzie czuła się częścią firmy i chętniej będzie się z nią utożsamiała. 

Kolejnym krokiem jest rozmowa w zespole, angażowanie do działań. Lider nie może mieć za dużego ego, choć w starszych pokoleniach trudno to zmienić, bo gdy ktoś przez całe życie był najważniejszy, nagle nie stanie się słuchaczem. 

Żeby to zmienić można budować między innymi międzypokoleniowe rady doradcze. 

Trzeba wyrwać się z przekonania, że młode osoby nic nie wiedzą. 

Zmiana jest jedyną stałą rzeczą. I choć trudno jest wychodzić ze schematów, to może to przynieść duże korzyści dla organizacji.

W panelu wzięły udział:

  • Joanna Bochniarz, prezeska, Center for Innovative Education
  • Prof. Dorota Niedziółka, prorektor ds. rozwoju i kierownik Katedry Geografii Ekonomicznej, SGH
  • Wiktoria Nowak, cofounderka projektu GenBoost, Fundacja OFF School

 Moderacja: Grzegorz Święch, cofounder projektu Genboost, założyciel i członek zarządu Fundacji OFF School

Skuteczne leczenie to nie tylko leki, lecz także współpraca pacjenta z lekarzem. Rozmowa ekspertów dotyczyła adherencji – czyli przestrzegania zaleceń terapeutycznych – jako warunku powodzenia terapii, zwłaszcza w chorobach przewlekłych. Uczestnicy panelu zastanawiali się, jak można poprawić komunikację pacjenta z lekarzem.

Senator Beata Małecka-Libera podkreśliła podczas rozmowy, że mówiąc o adherencji, mówimy o szeroko rozumianych zaleceniach terapeutycznych. „To nie jest kwestia tylko realizacji i przestrzegania dawkowania leków, ale także diety, stylu życia, rehabilitacji, odpowiednich innych zaleceń, które często chorobom przewlekłym towarzyszą” – mówiła senator. Beata Małecka-Libera przypominała, że 2 lipca został powołany zespół do spraw adherencji w Senacie.

Prof. Krzysztof Narkiewicz z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego zaznaczał, że chory nie ma biernej roli w leczeniu. Leczenie jest porozumieniem między lekarzem a chorym – mówił lekarz. „To nie jest tylko przestrzeganie, ale właśnie realizowanie tego wspólnego planu” – podkreślił.

Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu mówiła, że mamy niski poziom edukacji zdrowotnej. Zawsze najsłabszym ogniwem są ludzie – podkreśliła. Lekarze również powinni być zainteresowani adherencją swoich pacjentów – zaznaczała prof. Agnieszka Mastalerz-Migas.

Wiceprezes NFZ Marek Augustyn podkreślił, że pacjent ma nie tylko prawa, ale i obowiązki. „Musimy zacząć mówić o odpowiedzialności pacjenta za swoje zdrowie” – mówił. Efekt profilaktyki jest odłożony w czasie, ale przyniesie naprawdę dobry efekt – zaznaczał. „Musimy uzbroić się w cierpliwość, rozmawiać ponad podziałami politycznymi, wytyczyć sobie jakiś plan z perspektywą 10, może 15 lat i ze świadomością, że to przyniesie naprawdę dobry efekt zdrowotny dla państwa” – dodał.

Podczas panelu eksperci omówili znaczenie zaufania do lekarzy, jasnego tłumaczenia diagnozy i celu leczenia oraz wpływu dobrej komunikacji na zaangażowanie pacjenta. Odwołując się do danych WHO, podkreślali, że brak adherencji to jedna z głównych przyczyn niepowodzeń terapii. Podczas panelu uczestnicy zaznaczyli, jak ważne jest budowanie partnerskiej relacji i wspierania pacjenta w aktywnym uczestnictwie w leczeniu.

Według badań 50% osób nie realizuje dokładnie zaleceń terapeutycznych.

W panelu udział wzięli:

  • Marek Augustyn, wiceprezes, Narodowy Fundusz Zdrowia
  • Beata Małecka-Libera, senator, lekarz
  • Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
  • Prof. Krzysztof Narkiewicz, Gdański Uniwersytet Medyczny
  • Prof. Jacek Wolf, Gdański Uniwersytet Medyczny
  • Izabela Zdrojewska, Gdański Uniwersytet Medyczny

Panel poprowadziła Aleksandra Kurowska, redaktor naczelna, portal cowzdrowiu.pl

Egoizm państw członkowskich rośnie, w coraz większej części Starego Kontynentu króluje populizm, wzmacniane są nurty sceptyczne wobec wspólnotowych mechanizmów, mamy demograficzną zapaść i trudny jak nigdy dialog z USA. Jak na tym tle rysuje się przyszłość Unii Europejskiej? Swoimi wizjami nadchodzących czasów dzielili się uczestnicy piątkowego panelu na Europejskim Forum Nowych Idei.

– Potrzebujemy, z uwagi na charakter obecnej sytuacji, bardzo odważnego spojrzenia w przyszłość. Nie możemy w nią patrzeć z trwogą – rozpoczęła dyskusję prof. Danuta Hübner, była komisarz UE ds. polityki regionalnej.

– Świat idzie w kierunku nowego koncertu mocarstw. Będzie kilka wektorów siły. Dla zachodnich Europejczyków będzie to o tyle radykalna zmiana, że nie będą to tylko mocarstwa zachodnie – powiedziała Małgorzata Bonikowska z Centrum Stosunków Międzynarodowych. Jej zdaniem, powinno to być dla Unii wezwanie do działania. – Nasi zachodni koledzy muszą pogodzić się z faktem, że wewnątrz mamy 27 krajów, a nie tylko dwa czy sześć. Założyciele nie są przyzwyczajeni do tak dużego grona. Ale jednocześnie to jest też wielki potencjał. W budowaniu globalnego porządku tak, żeby pozycja Europy się obroniła, bardzo dużą rolę odegrać mogą kraje młodsze stażem w tej organizacji. Bo ona potrzebuje zmian – dodała Małgorzata Bonikowska.

– Gdy narasta eurosceptycyzm, to nie wszystko jest proste – zaznaczył profesor Paweł Wojciechowski, przewodniczący Rady Programowej Instytutu Finansów Publicznych.

– Od myśli i idei do realizacji droga daleka. Ale wykorzystajmy ten kryzys do tego, żeby był katalizatorem pozytywnej zmiany. Agresja jednoczy, pytanie czy doprowadzi do pogłębienia integracji? I czy doprowadzi do solidarności? Przecież każda unia jest jednak wspólnym, kolektywnym podmiotem – dodał Paweł Wojciechowski. Jak zaznaczył, tego typu elementem w obecnej sytuacji w naturalny sposób będzie budowa własnego przemysłu obronnego, ale nie na zasadzie nacjonalizacji. – Wręcz przeciwnie, z dużym zaangażowaniem przemysłu prywatnego oraz silnym local content – podkreślił profesor.

Był minister do spraw europejskich Konrad Szymański zwrócił uwagę na to, że przy wielu zastrzeżeniach do polityki unijnej jej podstawy są wciąż bardzo silne. – Gdybyśmy zrobili sobie w głowach eksperyment i pomyśleli, co by było, gdybyśmy nie mieli wspólnego rynku, to dopiero wtedy dowiedzielibyśmy się, co oznacza pozostanie samemu w dzisiejszym świecie. Co oznacza rola klienta wobec starych i nowych mocarstw. W Unii Europejskiej jest bardzo wiele rzeczy do poprawienia, często zrobionych na własne życzenie, ale nie jest tak, że zaczynamy od zera. A mam wrażenie, że za często brniemy w scenariusz tego, że jesteśmy całkowicie bezradni. Nie jesteśmy – zaznaczył Konrad Szymański.

Piotr Buras, dyrektor biura ECFR w Warszawie był pytany o najważniejsze wyzwania, przed którymi stoi Unia Europejska. – Migracja jest jednym z trzech kluczowych tematów politycznych w dzisiejszej Europie, które pokazują że w UE będziemy mieli do czynienia w najbliższych latach z innym procesem integracji niż do tej pory. Kolejne to obronność i podatki. Musimy ściślej współpracować ze sobą w tych sprawach. Musimy mieć więcej pieniędzy na te cele. Problem polega na tym, że wszystkie te kwestie są powiązane z suwerennością państw członkowskich. Stąd ogromne napięcie między tymi celami a tym, co rządy państw członkowskich są w stanie zrobić – powiedział Piotr Buras.

Maciej Witucki z Konfederacji Lewiatan powiedział, że Europa kojarzy nam się za każdym razem z wartościami. – A ja chciałbym, żeby kojarzyła się ze środkiem do ochrony wartości, na których nam zależy. Taką wartością jest bezpieczeństwo. Żaden kraj europejski, może poza Francją, nie będzie w stanie sam się obronić bez sojuszu. Bez środka w postaci jednolitego rynku i federalizacji biznesu europejskiego nie mamy najmniejszych szans. A w obronie gospodarczej nawet francuskie bomby atomowe nie pomogą – stwierdził Maciej Witucki. Przypomniał o potrzebie deregulacji na szczeblu unijnym, na co jest coraz większe zrozumienie społeczne w Europie.

W dyskusji wzięli udział:

  • Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych,
  • Piotr Buras, dyrektor biura ECFR w Warszawie,
  • Konrad Szymański, były minister ds. Unii Europejskiej,
  • Maciej Witucki, przewodniczący Rady Głównej Konfederacji Lewiatan
  • prof. Paweł Wojciechowski, przewodniczący Rady Programowej Instytutu Finansów Publicznych.

Rozmowę moderowała prof. Danuta Hübner, ekonomistka, komisarz UE ds. polityki regionalnej (2004-2009).

Czy Europa jest w stanie zachować niezależność cyfrową wobec dominacji technologicznej USA i Chin? Zastanawiali się nad tym eksperci zgromadzeni na tematycznym panelu podczas tegorocznego EFNI. Podczas dyskusji przedstawiono perspektywę zarówno przedsiębiorców, jak i urzędów oraz polityków, od których w dużej mierze zależy kształtowanie wspomnianej suwerenności. Jak się okazuje: współpraca pomiędzy przedstawicielami tych trzech dziedzin może dać najbardziej korzystne efekty.

Perspektywę przedsiębiorców zaprezentowała przedstawicielka platformy Allegro.

– Suwerenność cyfrowa to ważny temat. Nie jestem pewna czy mamy jedną definicje. Moim zdaniem to budowanie odporności i relacji z partnerami technologicznymi. Nasze relacje powinny być uczciwe i akceptowalne dla obu stron – mówiła Marta Mikliszańska, dyrektor polityki publicznej Allegro, rozpoczynając debatę na ten temat i zaznaczając, że wspomniana dyskusja wychodzi poza panele dyskusyjne tego typu.

– W rozmowach na różnych szczeblach podnosimy kwestie braku ram konkurencji. Zwłaszcza jeśli mówimy o podmiotach, wchodzących z ogromnym tempem na rynek europejski. Konkretnie mam na myśli azjatyckie platformy. One już na wejściu mają ogromną przewagę – zwracała uwagę Marta Mikliszańska.

Ogromnym problemem dla europejskich przedsiębiorców jest subsydiowanie chińskich podmiotów przez państwo, co zaburza uczciwą konkurencję na europejskim rynku.

– Widzimy brak możliwości skutecznego egzekwowania obowiązków od podmiotów spoza UE. (…) Mam wrażenie, że dużo o tym rozmawiamy, ale wciąż nie znaleźliśmy rozwiązań – mówiła dyrektor polityki publicznej Allegro, która nakreśliła kolejny problem, jakim jest brak poradzenia sobie z problemem egzekwowania np. ceł od podmiotów azjatyckich, kiedy europejskie przedsiębiorstwa uczciwie płacą różnego rodzaju daniny.

– Patrzymy na suwerenność na poziomie UE i walkę o brak dyskryminacji na różnych rynkach – mówił wchodząc do dyskusji Julian Drop, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. Jego zdaniem suwerenność europejska jest dużym teoretycznym problemem. Drop mówił też o polityce podatkowej, gdzie pojawiło się pytanie o to, jak wspierać europejskie podmioty w zróżnicowanym systemie podatkowym w Europie. Przedstawiciel ministerstwa zauważył też coraz głośniejsze opinie pochodzące z USA, ponieważ tamtejsze podmioty podnoszą, ich zdaniem, nieuczciwość podatku VAT po stronie europejskiej.

Suwerenność od USA

O relacjach transatlantyckich mówił europoseł Michał Kobosko, który zauważył, że mijający rok jest trudny w relacjach z Ameryką. Polityk wspomniał, że ważnym aspektem jest wzajemne poszanowanie prawa; zarówno prawa europejskiego przez USA i prawa amerykańskiego przez podmioty ze Starego Kontynentu.

Suwerenność cyfrowa urzędów

Jako przykład suwerenności cyfrowej można traktować Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Sławomir Wasielewski, członek zarządu Pionu Operacji i Eksploatacji Systemów ZUS przedstawił rys historyczny, w którym dawał przykłady, gdzie właśnie ZUS był pionierem wielu cyfrowych rozwiązań. Padły też słowa o teraźniejszości i przyszłości.

– Warto powiedzieć też, że w przypadku ZUS, testujemy sztuczną inteligencję. Angażujemy się w wykorzystanie AI w procesie orzekania o niezdolności do pracy. Istnieją systemy, które potrafią analizować dokumentację. Chcemy zbudować model orzekania, którym będziemy mogli podzielić się z innymi instytucjami zabezpieczenia społecznego – mówił Sławomir Wasielewski.

– Wdrażając różnego rodzaju systemy pod projekty legislacyjne, staramy się wskazywać naszemu ministerstwu, aby kształt przepisów był na tyle prosty, by dało się to zinformatyzować – wyjaśniał przedstawiciel Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wasielewski mówił też o automatyzacji.

– Staramy się też wiele rzeczy automatyzować. Np. świadczenie takie jak renta wdowia. Ponad 80% wniosków obsłużyły automaty. Podobnie w 800 plus 80% wniosków rozpatrzonych automatycznie. Mamy taką filozofię, że nowe technologie pozwalają nam przyjmować od rządu nowe zadania przy tych samych zasobach – informował Sławomir Wasielewski.

W dyskusji udział wzięli:

  • Jurand Drop, podsekretarz stanu, Ministerstwo Finansów
  • Michał Kobosko, poseł, Parlament Europejski
  • Marta Mikliszańska, dyrektor polityki publicznej, Allegro
  • Sławomir Wasielewski, członek zarządu, Pion Operacji i Eksploatacji Systemów, ZUS

Moderacja: Aleksandra Musielak, Konfederacji Lewiatan

 

Jaka przyszłość relacji handlowych między USA a UE czeka nas w najbliższym czasie? Czy uda nam się bezpiecznie manewrować w dobie rysującego się na horyzoncie starcia Chin z dominacją amerykańską? Czy osłabienie multilateralizmu oznacza, że świat rzeczywiście podąży trajektorią trwałej deglobalizacji? – to zagadnienia, o których dyskutowali uczestnicy panelu „Unia Europejska jako znaczący gracz w handlu światowym – czy to nadal prospektywny model budowania pozycji międzynarodowej?”

Prof. Danuta Hübner, ekonomistka, komisarz UE ds. polityki regionalnej (2004–2009) przekonywała, że Unia Europejska stoi dziś wobec poważnych wyzwań w zakresie swojej polityki handlowej i relacji z głównymi partnerami gospodarczymi. Relacje handlowe z USA i z Chinami mają zupełnie inny charakter. Europa pozostaje  wewnętrznie podzielona w kwestii polityki wobec Chin. Część państw członkowskich widzi w nich przede wszystkim partnera handlowego, inne – rywala systemowego i zagrożenie dla bezpieczeństwa gospodarczego. Brak wspólnego stanowiska osłabia pozycję Unii na arenie międzynarodowej i utrudnia prowadzenie spójnej polityki handlowej.

– Europa potrzebuje dziś większej jedności i elastyczności w działaniu na zewnątrz. Unia powinna dysponować większą swobodą w kształtowaniu swojej polityki  handlowej oraz w prowadzeniu negocjacji z partnerami globalnymi. Jednak na taką reformę brakuje zgody wśród państw członkowskich, które wciąż z rezerwą podchodzą do przekazywania kompetencji na poziom wspólnotowy. To pokazuje, że potrzebna jest głęboka reforma polityczna Unii Europejskiej. Niestety, dotychczasowe próby jej przeprowadzenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów – powiedziała.

Prof. Artur Nowak-Far, Katedra Integracji i Prawa Europejskiego, SGH zwrócił uwagę na to, że Unia Europejska wciąż boryka się z problemami wewnętrznymi. Pomimo formalnego istnienia wspólnego rynku, w praktyce przedsiębiorcy i inwestorzy napotykają na istotne różnice prawne i administracyjne między państwami członkowskimi. Jeśli inwestor chce wprowadzić na rynek europejski nowe technologie czy produkty, może zostać odmiennie potraktowany na przykład na Węgrzech, a inaczej we Włoszech. Takie zróżnicowanie przepisów krajowych podważa ideę jednolitego rynku, utrudnia swobodny przepływ towarów, usług i kapitału oraz zniechęca do inwestowania na skalę europejską.

W szerszym wymiarze Unia Europejska pozostaje raczej biernym uczestnikiem globalnych negocjacji gospodarczych i politycznych. W relacjach międzynarodowych dominują dziś dwaj racjonalnie i konsekwentnie działający gracze – Stany Zjednoczone i Chiny. USA dążą do przedefiniowania swojej wewnętrznej polityki gospodarczej, by lepiej chronić interesy krajowego przemysłu i technologii, natomiast Chiny coraz wyraźniej starają się wpływać na kształt ładu międzynarodowego.

– Aby Unia Europejska mogła skutecznie reagować na te zmiany i odgrywać realną rolę w globalnym handlu, musi zreformować sposób podejmowania decyzji. Kluczowym krokiem jest odejście od zasady jednomyślności w sprawach kluczowych – zwłaszcza dotyczących polityki zagranicznej i gospodarczej. Dopóki każdy kraj członkowski będzie mógł blokować decyzje wspólnotowe, Europa będzie postrzegana jako gracz słaby, wewnętrznie podzielony i coraz częściej pomijany w globalnych układach sił – podkreślił.

Prof. Dariusz Rosati, ekonomista, były minister spraw zagranicznych RP akcentował, że zakończył się okres sprzyjających warunków dla globalnego handlu. Światowa gospodarka weszła w fazę rosnącego protekcjonizmu, wojen handlowych, napięć geopolitycznych i niepewności energetycznej. Kryzys energetyczny, wywołany między innymi agresją Rosji na Ukrainę, tylko pogłębił te trudności. Żyjemy dziś w świecie niestabilnym i trudnym do przewidzenia, a Unia Europejska nie jest na to w pełni przygotowana.

Europa musi zwiększyć swoją odporność na wstrząsy gospodarcze i polityczne. Obecna struktura instytucjonalna Unii jest jednak przestarzała i zbyt sztywna, by skutecznie reagować na współczesne wyzwania. W rezultacie UE traci konkurencyjność, a dystans wobec innych globalnych graczy, takich jak Stany Zjednoczone czy Chiny, systematycznie się powiększa.

Jednolity rynek, będący fundamentem europejskiej integracji gospodarczej, wciąż pozostaje projektem niedokończonym. Na przeszkodzie jego pełnej realizacji stoją partykularne interesy państw członkowskich, które często kierują się własnym rachunkiem politycznym zamiast wspólnym interesem europejskim.

– Unia Europejska stoi więc przed momentem próby. Aby utrzymać swoją pozycję na świecie, musi dostosować się do nowych realiów, przyspieszyć reformy i poprawić konkurencyjność gospodarki. W przeciwnym razie grozi jej marginalizacja – stanie się jedynie dodatkiem do rywalizacji między wielkimi mocarstwami, zamiast samodzielnym graczem kształtującym globalny porządek – stwierdził.

Zdaniem Joanny Szychowskiej, dyrektor, DG Trade, Komisja Europejska, problemy w globalnym handlu nie pojawiły się nagle – narastały stopniowo przez wiele lat. Ich źródeł należy szukać w narastających napięciach geopolitycznych, zmianach w strukturze łańcuchów dostaw, rosnącym protekcjonizmie oraz rywalizacji między największymi gospodarkami świata. Obecna rzeczywistość gospodarcza jest niezwykle dynamiczna – kształtuje się dosłownie z dnia na dzień, a decyzje podejmowane w jednym kraju mogą błyskawicznie wywołać skutki globalne.

Przykładem są ostatnie decyzje Chin dotyczące eksportu surowców strategicznych. Pekin rozszerzył kontrolę eksportu metali ziem rzadkich oraz technologii ich pozyskiwania i przetwarzania. Choć zapadły zaledwie tydzień temu, już teraz wiadomo, że będą one miały dalekosiężne konsekwencje dla rynków światowych, łańcuchów dostaw i polityki przemysłowej wielu państw. Tempo, w jakim zachodzą te zmiany, wymusza natychmiastowe reakcje – a na tak gwałtowne decyzje, jak te podejmowane przez Chiny, żaden kraj nie jest w pełni przygotowany.

W opinii Joanny Szychowskiej w tak niepewnym i zmiennym otoczeniu kluczowego znaczenia nabiera umiejętność wczesnego odczytywania sygnałów rynkowych oraz podejmowania trafnych decyzji strategicznych. Tylko dogłębna analiza aktualnych trendów handlowych, właściwa ocena ryzyka i elastyczne reagowanie na zmiany pozwalają utrzymać stabilność gospodarczą i konkurencyjność w globalnym środowisku.

– Od kilku lat gospodarka europejska wykazuje symptomy strukturalnej sklerozy – rozwija się powoli i traci zdolność do dynamicznego wzrostu. Ta stagnacja stanowi poważną słabość Unii Europejskiej. W efekcie Europa przestała doganiać Stany Zjednoczone pod względem wydajności pracy, która od lat pozostaje kluczowym wskaźnikiem konkurencyjności gospodarek wysoko rozwiniętych – powiedział prof. Zbigniew Zimny, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Mimo posiadania ogromnego, zintegrowanego rynku wewnętrznego, Unia Europejska nie potrafi w pełni wykorzystać jego potencjału. Bariery administracyjne, różnice regulacyjne między państwami członkowskimi oraz brak jednolitej strategii przemysłowej ograniczają możliwości dalszego rozwoju.

– Na tle tej sytuacji Polska wyróżnia się pozytywnie. Nasz kraj potrafił skorzystać na zmianach zachodzących w globalnym handlu i w łańcuchach dostaw. Zjawisko tzw. reshoringu, czyli powrotu produkcji i inwestycji przemysłowych z Azji do Europy, stało się dla Polski szansą na przyciągnięcie nowych projektów inwestycyjnych. W latach 2021–2023 Polska pozyskała ponad 100 miliardów złotych bezpośrednich inwestycji zagranicznych, co potwierdza jej rosnącą atrakcyjność jako miejsca dla nowoczesnego przemysłu i centrów usług dla biznesu – dodał.

Panel moderował Konrad Sadurski, Forbes

Newsletter

Nie przegap najważniejszych informacji o EFNI

Program, prelegenci, wydarzenia towarzyszące – zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco.