Antyukraińska Polska to antyeuropejska Polska – mówił podczas EFNI Mirosław Czech. A Jarosław Kurski apelował: nie dajmy sobie obrzydzić Europy, nie dajmy sobie obrzydzić Ukrainy. Gdy Rosja rozgrywa „wojnę o historię”, stawką jest kształt polskiej wspólnoty. Czy odrzucimy fatalizm i zachowamy europejski wybór?
Rozmowa Mirosława Czecha i Jarosława Kurskiego, oparta na ich artykule o relacjach polsko-ukraińskich, rozpoczęła się od tezy, że istnieje wyraźna paralela między rokiem 1939, czyli momentem przed klęską wrześniową, a rokiem 2025, czyli czasem – w opinii redaktorów – przedwojennym. Podobieństwa są szczególnie widoczne w stosunku Polaków do Ukraińców.
Jarosław Kurski przypomniał, że II RP prowadziła wobec Ukraińców brutalną politykę: burzenie cerkwi, pacyfikacje, przymusową polonizację i podsycanie antyukraińskiej histerii. – Cui bono? Na czyją rzecz trwa ta zabawa? – pytał, mówiąc o podobnych nastrojach w wypowiedziach dzisiejszych polityków ostrzegających przed „banderyzmem”, czy w nasilającej się ukrainofobii skrajnej prawicy.
Mirosław Czech szukał przyczyn urodzajnego gruntu dla ukrainofobii. Podkreślał dramatyczny charakter relacji polsko-ukraińskich i rzeczywiste winy ukraińskie wobec Polaków – to fundament, o którym nie wolno zapominać. Zwracał jednocześnie uwagę na polski wkład w trudną historię. – Doświadczenie historyczne jest takie, że Polak był zawsze wyżej od Ukraińca i miał problem, żeby Ukraińca zaakceptować i przyjąć – mówił. Przypomniał też, że w II RP część elit widziała w Ukraińcach przeszkodę dla „ruchu wielkiej Polski”. Ukraińcy nie mieszczą się też w koncepcji Polski jednolitej etnicznie wyznawanej przez nacjonalistów. Te narracje wykorzystuje Rosja, która jest aktywnym i zawsze obecnym graczem w relacjach polsko-ukraińskich.
Zdaniem Kurskiego, polskie resentymenty wynikają również z nieprzepracowanej historii. Jego zdaniem, Polacy bezpodstawnie uważają się jedynie za ofiary i ograniczają pamięć do Wołynia. Odwołał się do książki Daniela Beauvoisa „Trójkąt ukraiński: szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie, 1793-1914”, która – jak mówił – demitologizuje historię polsko-ukraińskich relacji. Porównał stosunki między polskim panem a ukraińskim chłopem do realiów stanów niewolniczych w USA. Ogromna skala napięć, zmultiplikowanych przez relacje stanowe, narodowościowe i religijne, musiała doprowadzić do pożaru. – Grzechem poznawczym jest zawężanie polsko-ukraińskich krzywd wyłącznie do sprawy Wołynia – podkreślał.
Obaj rozmówcy rysowali kolejne analogie z 1939 rokiem. Przypomnieli przedwojenne błędy, zaniedbania i działalność agenturalną – z przykładem Tadeusza Kobylańskiego, doradcy Józefa Becka, opisywanego jako agent sowiecki – oraz lekceważenie sygnałów o porozumieniu Moskwy z Berlinem ponad głowami Polaków. Wskazywali, że dziś Rosjanie również są w Polsce aktywni. – Komu zależy na tym, żeby jątrzyć najbardziej rozognione rany polsko-ukraińskie właśnie teraz, kiedy wiadomo, że nasza suwerenność spoczywa w tej chwili na ramieniu ukraińskiego żołnierza? – pytał Kurski.
Redaktorzy krytykowali narrację zrównującą polskość z przynależnością etniczną, bo wyklucza współobywateli i niszczy pamięć o obywatelach II RP innego pochodzenia. W tym kontekście padła uwaga o państwowym święcie upamiętniającym ofiary zbrodni ukraińskich nacjonalistów – jako przykładzie wybiórczego traktowania historii, które nie pomaga wspólnocie. Czech przekonywał, że nie po to rozmawiamy o historii, by wymieniać interpretacje, tylko by ustalić podstawy współczesnego państwa Polskiego: czy jest to państwo równych praw dla swoich obywateli. Wskazał wypowiedź prezydenta Karola Nawrockiego z czasów, gdy był szefem IPN, który miał usprawiedliwiać akcję „Wisła” prewencją – jako niebezpieczne dopuszczenie logiki zbiorowej odpowiedzialności.
Czech akcentował, że rosyjska wojna przeciw Ukrainie to „wojna o historię”. Putin zbudował narrację, w której Europa Środkowo-Wschodnia to obszar nacjonalizmów i niekończących się konfliktów, co ma usprawiedliwiać powrót do „porządku jałtańskiego”. – Historia, ze względu na wybór, którego dokonał Putin i Rosja, jest elementem absolutnie współczesnej polityki i współczesnej wojny. I to jest chyba główne przesłanie naszego artykułu – podsumował.
W części końcowej uczestnicy szukali odpowiedzi na pytania o fatalizm i możliwość „przeskoczenia siebie”: wyjścia poza imperialne schematy i mit własnej niewinności. Czech przypomniał w tym kontekście ogrom polskiego wsparcia po wybuchu wojny w 2022 roku – przyjęcie około 5 milionów Ukraińców w Europie było możliwe dzięki sile polskich reakcji. Uczestnicy mówili o osiągnięciach oddolnego pojednania polsko-ukraińskiego. Zgodzili się, że temat poruszony przez redaktorów, jest niezwykle ważny dla Polski i wart kontynuowania.
Rozmawiali:
Mirosław Czech, dziennikarz, doradca władz Ukrainy 2016-2019, członek Związku Ukraińców w Polsce
Jarosław Kurski, dziennikarz, były współpracownik Lecha Wałęsy, były zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej