Prawda, zwłaszcza historyczna, jest obecnie wykorzystywana do manipulacji, do gry na psychice ludzkiej, a ja nie jestem Don Kichotem, żeby z tym wszystkim walczyć. Ale przynajmniej się do tego nie przyłączam – mówił Maciej Siembieda podczas panelu „Historia w czasach fake newsów. Dlaczego prawda staje się coraz cenniejsza?”.
O swojej karierze, twórczości oraz researchu w czasach AI Maciej Siembieda, autor, dziennikarz i reportażysta, opowiadał w rozmowie z prof. Piotrem Wachowiakiem, rektorem SGH. Siembieda przez wiele lat pracował jako dziennikarz, doświadczenie zbierał jako reporter śledztw historycznych. Jako pisarz zadebiutował w 2017 r.
Luksus bycia niezależnym
Pytany o tajemnice swojego sukcesu, autor wskazał, że stoi za nim fakt, że wcale go nie oczekiwał, a pisać zaczął na takim etapie swojego życia, że jego twórczość nigdy nie musiała być dla niego źródłem utrzymania.
„Śledzę rynek i współczuję moim koleżankom i kolegom, którzy mają po 40 lat i przed sobą jakieś trzydzieści kilka lat kariery pisarskiej do zaprojektowania” – wskazywał, podkreślając, że rynek jest bardzo trudny i tylko niewielki odsetek autorów ma szansę utrzymywać się ze swoich książek. Podkreślił, że ze względu na swoją niezależność finansową nie musi podążać za trendami. Ma luksus wybierania tematów, które go interesują, a przez lata zebrał tyle materiału, że „nie starczy mu życia, by wszystko opowiedzieć”.
Im szybciej, tym gorzej?
Pytany przez prof. Wachowiaka o to, czy w swojej pracy korzysta z czatów opartych na sztucznej inteligencji, autor podkreślił, że nie jest fanem tego typu narzędzi, bo przekłamują one rzeczywistość. W dodatku spotkał się z sytuacjami, gdy ich użytkownicy bezkrytycznie podchodzili do wygenerowanych odpowiedzi.
„Ostatnio zadzwonił do mnie dziennikarz z na tyle prestiżowego tytułu, że jeszcze 10 lat temu prawdopodobnie nawet nie prosiłbym go o autoryzację” – opowiadał. W tym wypadku jednak poprosił o przesłanie spisanej wypowiedzi. „Rozmawialiśmy o Gołoborzu, mojej książce, która ma mieć kontynuację w listopadzie. Tymczasem narzędzie, którego użył mój rozmówca, nie usłyszało dobrze tytułu, więc z Gołoborz zrobił się Kołobrzeg. I ja cały czas mówię jakieś kosmiczne brednie na temat mojej książki Kołobrzeg, twierdząc np., że >>w mojej powieści Kołobrzeg są dwa światy: wojna i Śląsk<<„, tłumaczył.
Żmudna praca, rzetelny wynik
Opowiadając o swoim doświadczeniu w pracy dziennikarza śledczego, autor stwierdził, że nie jest to tak ciekawa ścieżka kariery, jak się wydaje. Polega ona bowiem przede wszystkim na dość żmudnym i niekoniecznie romantycznym przeglądaniu dokumentów. Ale tylko taka dokładność daje gwarancję rzetelnego przedstawiania faktów, co istotne zwłaszcza w dzisiejszych czasach.
„Z dziennikarstwem śledczym jest jak z malarstwem hiperrealistycznym. Namalowanie takiego obrazu jest bardzo trudne, nic tam nie można ubarwić. Podobnie w dziennikarstwie śledczym, wykluczone są choćby przymiotniki, które są urodą języka. Ale są też nośnikiem emocji, a co za tym idzie, komentarzem, który w tej gałęzi dziennikarstwa nie ma racji bytu”, podkreślał autor. Dodał także, że czas, który dziennikarz czy pisarz poświęca na weryfikację źródeł, nigdy nie jest czasem straconym. De facto tylko taka rzetelność pozwala na uniknięcie przekłamań i zachowanie prawdy historycznej.
„W mojej pracy zawsze starałem się ocalić historię. Najbardziej interesują mnie sprawy zamiatane pod dywan, ukrywane, ale też zapomniane. Bo moim zdaniem są najciekawsze”, podsumował Maciej Siembieda.