„Efekt Węgier”: czy grupa wyszehradzka jeszcze się liczy?

Grupa wyszehradzka kontynuuje tradycję spotkań średniowiecznych królów regionu. Europa centralna zawsze miała i mieć będzie wspólne interesy – mówił na EFNI Miroslav Wlachovský.

Zmiana władzy w Budapeszcie może być jak łyk świeżego powietrza dla grupy V4, może jednak również prowokować do dyskusji o tym, na ile ten format współpracy jest aktualny i potrzebny w zjednoczonej Europie.

Podczas panelu poświęconego znaczeniu V4 Miroslav Wlachovský, były minister spraw zagranicznych i europejskich Słowacji,  podkreślał, że tradycja spotkań liderów Polski, Czech, Słowacji i Węgier sięga wiele stuleci wstecz. Podzielił się słowacką perspektywą i przypomniał, jak ważne dla jego kraju było wsparcie grupy wyszehradzkiej przed ponad 30 laty. Kiedy my mierzyliśmy się z autokratycznym reżimem premiera Vladimíra Mečiara, reszta członków grzała dla nas krzesło, byśmy mogli dołączyć do NATO i do Unii Europejskiej – powiedział.

Były szef dyplomacji Czech, Tomáš Petříček, podkreślił, że właściwe pytanie, które należy sobie postawić, brzmi: „dla kogo grupa wyszehradzka jest ważna?” Według czeskiego polityka, do 2004 roku cztery kraje łączył wspólny cel: dołączyć do NATO i do UE. Od czasu, gdy to nastąpiło, znaczenie i rola V4 są nieustannie kwestionowane. Nasze interesy nie zawsze są zbieżne, czy chodzi o kwestie geopolityczne, czy energetyczne – przekonywał. Według Petříčka należałoby zastanowić się, czy członkowie chcą mocniej skoncentrować się na strategicznym interesie grupy V4, czy może potrzebują budować współpracę środkowo-europejską w szerszym rozumieniu, nie zamykając się w ramach grupy. Polityk zwracał uwagę na ograniczenia formatu, nawet po zmianie władzy na Węgrzech.

Ekspertka węgierskiego Equilibrium Institute, Reka Szemerkenyi, przypomina, że grupa wyszehradzka narodziła się w konkretnym otoczeniu, w odpowiedzi na geopolityczną presję. Według Szemerkeneyi, losy grupy można podzielić na trzy etapy: pierwszy, obejmujący czasy od jej powstania do roku 2004, drugi, która trwał od akcesji do Unii Europejskiej oraz NATO do roku 2022, kiedy państwa próbowały – z różnym skutkiem – promować wspólne inicjatywy w Unii Europejskiej, po etap trzeci, który rozpoczęła agresja Rosji na Ukrainę. „Czeska polityka zagraniczna mocno zgadzała się wtedy z priorytetami polityki zagranicznej Polski” – mówiła Szemerkenyi, wskazując jednocześnie na odmienne podejście Słowacji i Węgier. Trzeci etap skończył się wraz z wyborami na Węgrzech w tym roku. „Teraz jesteśmy na etapie czwartym i mamy do czynienia z momentem szczególnym, w którym grupa zrodzona z konieczności geopolitycznej może zdecydować, jak chce iść dalej do przodu” – wyjaśniła.

Specjalistka z Equilibrium Institute uważa, że państwa grupy V4 muszą określić, czy chcą się skupić na sprawach regionu, np. projektach infrastrukturalnych lub projektach energetycznych w ramach Unii Europejskiej, czy też chcą występować we własnym imieniu. To jednak będzie wymagało myślenia strategicznego oraz pracy nad wspólnym, strategicznym przesłaniem, którego żaden z krajów nie jest w stanie wypromować w pojedynkę.

Nad tym, czy takie wspólne podejście jest w ogóle możliwe, zastanawiał się szef Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka, Jakub Wiśniewski. „Wstrzymujemy oddech od wyborów do wyborów” – wskazywał. „Czasem mamy dobre wieści, jak ostatnio, z Budapesztu, ale w przyszłym roku w dwóch krajach odbędą się wybory i kto wie, czy to będą rządy liberalne, czy prawicowo-populistyczne, co znów niezwykle skomplikowałoby sprawy” – tłumaczył Wiśniewski.

Zdaniem eksperta, członkowie grupy wyszehradzkiej powinni być szczerzy sami przed sobą. Jak wspominał, V4 nie interesuje Amerykanów i Chińczyków. Co więcej, według Wiśniewskiego, kryzys znaczenia przeżywa cała Unia Europejska. „Nikogo nie interesuje, z kim spotkała się przewodnicząca Komisji Europejskiej, natomiast szczyt USA-Chiny śledzi cały świat” – przekonywał.

Dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej podkreślał jednak, że „czwórka” jest ważna – a przynajmniej powinna być – dla samych członków grupy. Jej znaczenie zaś rośnie tym bardziej, im bardziej dookoła rozpada się znany nam porządek. Czuję się Słowakiem, czuję się Węgrem, czuję się Czechem. To są ludzie, których rozumiem, z którymi dzielę ważną część mojej tożsamości – mówił Wiśniewski, według którego oznacza to, że jeśli na świecie zapanują chaos i nieprzewidywalność, łatwiej będzie wraz z najbliższymi sąsiadami pracować nad wspólnymi inicjatywami.

W dyskusji udział wzięli:

  • były minister spraw zagranicznych i europejskich Słowacji, Miroslav Wlachovský
  • były minister spraw zagranicznych Czech, Tomáš Petříček
  • ekspertka węgierskiego Equilibrium Institute, Reka Szemerkenyi
  • dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka, Jakub Wiśniewski.

Dyskusję prowadził prof. Radosław Markowski z Polskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu SWPS.