Rynek opakowań pod lupą: czy nacjonalizacja sektora rozwiąże problem odpadów?

Nierówność konkurencji i kosztów oraz ryzyko udzielania niedozwolonej pomocy publicznej – to tylko część zarzutów formułowanych pod adresem proponowanych przepisów o ROP. Polacy chcą płacić za swój bałagan i swoje śmieci, ale nie za bałagan legislacyjny – ostrzega Gabriela Lenartowicz.

Ustawa o ROP, czyli Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta, to jedna z najbardziej potrzebnych i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych reform wdrażanych przez polskie władze w ostatnich latach. Zastrzeżenia do projektu zgłaszały nie tylko organizacje przedsiębiorców, ale również Ministerstwo Finansów i Gospodarki, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a zdaniem części prawników może być on niezgodny z unijnym prawem. W trakcie panelu dyskusyjnego uczestnicy szukali odpowiedzi na pytanie, czy proponowane przepisy o ROP można poprawić i czy Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, który ma przejąć rolę organizacji odzysku opakowań, podoła stawianemu przed nim zadaniu.

W dużym uproszczeniu, ROP polega na tym, że to producent ma być odpowiedzialny za cykl życia swojego produktu, także wtedy, kiedy przestaje on już być produktem, a staje się odpadem. Przewodnicząca podkomisji do spraw monitorowania odpadami, Gabriela Lenartowicz z Koalicji Obywatelskiej zwróciła uwagę na to, że dyskusja o przepisach trwa od wielu lat, ale, jak dotąd, kwestia rozszerzonej odpowiedzialności producenta nie doczekała się rzetelnego omówienia.

Ideę ustawy o Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta Lenartowicz wykłada następująco: przepisy powinny motywować wprowadzającego opakowanie na rynek do określonych zachowań tak, by koszty zagospodarowania odpadów z jego produktów były jak najniższe i żeby tych odpadów było jak najmniej, wtedy bowiem będzie ponosił jak najniższe koszty. Chodzi również o to, żeby samorządy i recyklerzy, którzy zagospodarowują odpady w naszym imieniu, robili to w najlepszy, najbardziej efektywny ekonomicznie sposób.

Dla konsumentów z kolei, przepisy powinny skutkować jednym: żebyśmy my jako konsumenci, jako mieszkańcy, kupili sobie czyste środowisko za najniższą, możliwą cenę – mówiła posłanka KO.

Zdaniem przewodniczącej sejmowej podkomisji „odpadowej”, proponowany obecnie projekt ustawy o ROP nie spełnia tych założeń. „Mamy w zamian za to model, który tak naprawdę oparty jest o to, żeby do systemu wpłynęło jak najwięcej pieniędzy. A kiedy wpływa najwięcej pieniędzy? Kiedy opłata ROP-owska na opakowaniach jest jak najwyższa. Czyli w interesie systemu nie jest to, żeby opakowań było jak najmniej, żeby były jak najtaniej recyklowalne, bo wtedy będzie mniej pieniędzy” – ostrzegała posłanka.

W jej ocenie, ustawa o ROP wprowadzi mechanizm czysto fiskalny, który porównała do finansowania szkół: najpierw państwo ustala jak i na jakim poziomie chce kształcić swoich obywateli, a następnie nakłada na nich podatki, z których utrzymuje edukację. Według Lenartowicz, Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta nie może działać podobnie. ROP nie jest sposobem na ściąganie pieniędzy. Cel ROP to produkcja jak najmniejszej liczby odpadów, jak najmniejsza presja na środowisko i żeby nas to jak najmniej to kosztowało. „Musimy ustalić, co my chcemy osiągnąć, jaki poziom recyklingu, jaki powrót do środowiska, tam nie ma ani jednego wskaźnika tego rodzaju, oprócz pieniędzy” – podsumowała.

Wtórował jej Artur Nowak-Far z Kancelarii Kopoczyński, wskazując na to, że projekt ustawy o ROP jest nie tylko parapodatkowy, ale może rodzić konflikt z przepisami unijnymi. Według naukowca, zasadnicze pytanie brzmi, jaką rolę w proponowanym rozwiązaniu pełni Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Bo jak się czyta projekt i jak się go zderza z dyrektywą, to nie bardzo wiadomo, co ten Narodowy Fundusz systemowo robi? – pytał profesor SGH.

Według założeń, za rogiem czeka rewolucyjna zmiana modelu, który funkcjonuje obecnie – opartego na prywatnych organizacjach odzysku opakowań – na rzecz jednego, centralnego, monopolistycznego systemu, w którym Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska będzie pomagał realizować przedsiębiorcom ich obowiązki dotyczące opakowań. Artur Nowak-Far wskazuje jednak, że w ocenie skutków wprowadzenia nowych przepisów w życie brakuje wyliczeń kosztów, które zostaną poniesione w związku z modyfikacją albo zniszczeniem istniejącego systemu ani tego, jak koszt stworzenia nowego jest rozkładany pomiędzy poszczególne podmioty. Tu następuje, w moim przekonaniu, uśrednienie systemowe. To jest niedopuszczalne z innych nawet powodów, niż po prostu przepis dyrektywy, dlatego że logika prawa unijnego jest taka, że to jest rozliczenie, które jest konkretne. Nie dotyczy wszystkich, ale przynajmniej dobrze wydzielonych typów źródeł opakowań – wyjaśnia Nowak-Far i dodaje, że uprzywilejowana pozycja Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska rodzi wątpliwości i możliwe zarzuty: o nierówność konkurencji, nierówność kosztów, a być może nieuzasadnione korzyści, które mogą być interpretowane jako niedozwolona pomoc publiczna.

Prezes Organizacji Odzysku Opakowań EkoCykl, Katarzyna Michniewska, podkreśliła, że Polska jest jednym z najczystszych krajów na świecie. Nie mamy uzasadnienia dla tego, żeby dokonywać takiej rewolucji, żeby niszczyć dorobek 25 lat pracy, tworzenia łańcuchów dostaw, tworzenia współpracy pomiędzy gminami, posiadaczami odpadów, recyklerami, żeby niszczyć edukację ekologiczną – powiedziała.

Jak zaznaczyła, system gospodarowania odpadami był tworzony, rozwijany i modyfikowany przez ćwierć wieku. Wyliczyła, że w 2018 roku został stworzony elektroniczny system BDO, następnie wprowadzono audyty recyklera oraz unieważnianie nieprawidłowych, nierzetelnych dokumentów potwierdzających recykling, z kolei w styczniu tego roku udało się wprowadzić dokumenty potwierdzające recykling do systemu BDO. Ja nie widzę podstaw do tego, aby wolnorynkowa współpraca, w ramach łańcucha dostaw, czyli to domykanie pętli łańcucha dostaw, miałoby zostać zlikwidowane i miałoby zostać zniszczone. Nie ma na to zgody – przekonywała Michniewska.

Czy NFOŚ, który ma przejąć rolę organizacji odzysku, jest w stanie udźwignąć ciężar, który – w myśl projektu resortu Klimatu i Środowiska – ma zostać na niego nałożony? Odpowiedź wszyscy znają i ona brzmi nie – mówi krótko dyrektor generalny Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ochrony Środowiska, Witold Włodarczyk. I porównuje propozycję ministerstwa do systemu koreańskiego. Z tym że mam na myśli, niestety, Koreę Północną – wzdycha Włodarczyk. Mamy jeden podmiot, państwowy, monopolistyczny, nie uwzględniający żadnej konkurencji i który nie ponosi żadnej odpowiedzialności, w przeciwieństwie do dziś istniejących organizacji odzysku, czyli jeśli coś się nie uda, to trudno. Dziś organizacje odzysku ponoszą odpowiedzialność, bo jeśli się nie uda, to stracą pieniądze i stracą pracę.

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Ochrony Środowiska w sierpniu 2025 roku zaproponowała, by podzielić strumień odpadów na te pochodzące z gospodarstw domowych oraz pozostałe. One mogłyby pozostać w systemie, który jest obecnie, natomiast w przypadku tych generowanych przez gospodarstwa domowe można by wzmocnić znaczenie gmin, NFOŚ i regulatora.

Propozycja Izby nie spotkała się jednak z zainteresowaniem kierownictwa ministerstwa klimatu.

W panelu dyskusyjnym udział wzięli:

  • Artur Nowak-Far, Kancelaria Kopoczyński
  • Katarzyna Michniewska, prezes EkoCykl Organizacja Odzysku Opakowań
  • Witold Włodarczyk, dyrektor generalny Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ochrony Środowiska
  • Gabriela Lenartowicz, przewodnicząca podkomisji do spraw monitorowania odpadami, Koalicja Obywatelska.

Dyskusję prowadził Piotr Mazurek, Konfederacja Lewiatan.