Stany Zjednoczone i Chiny są przekonane, że są najlepsze na świecie. W Europie mamy skłonność do skupiania się na negatywach – przekonywała Sandra Parthie podczas EFNI.
Słowa przewodniczącej grupy pracodawców z Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego Sandry Parthie wybrzmiały na otwarciu panelu poświęconego dyskusji o roli zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego w kształtowaniu polityki europejskiej oraz o tym, jak – za sprawą skutecznych regulacji – pobudzić konkurencyjność Europy. Stany Zjednoczone promują rzeczy, które dla nas są zupełnie normalne, jako coś nadzwyczajnego. W Chinach jest podobnie, Chiny są bardzo dobre w opowiadaniu światu, jakie mają możliwości i co oferują – powiedziała Sandra Parthie, zauważając, że Europa ma tendencję do zwracania uwagi nawet na drobne niedostatki i problemy, zamiast skupiania się na tym, co robi dobrze i na tym, co ma atrakcyjnego na tyle, by skusić ludzi do tego, by przyjechali na Stary Kontynent i tu inwestowali.
Przedstawicielka Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego jako mocne strony Europy wskazała między innymi bardzo wysoki poziom wykształcenia jej mieszkańców, liczne klastry przemysłowe rozsiane po całym kontynencie, wielkie, konkurencyjne globalnie firmy, jak Airbus, ale też tak zwanych „ukrytych czempionów” z różnych dziedzin, którzy zasługują na więcej uwagi.
Dyskusja szybko przetoczyła się w debatę o znaczeniu lobbingu w instytucjach europejskich. Antonio Garcia Del Riego z Hiszpańskiego Stowarzyszenia Banków zwrócił uwagę, że w bankowości ponad 95% regulacji ma swoje źródło w Brukseli. W innych dziedzinach gospodarki jest podobnie, bo unijne prawo, ustalane w Brukseli w Strasbourgu, jest z czasem implementowane na gruncie poszczególnych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Jeśli nie ma cię przy stole, to jesteś częścią menu – tak gość EFNI podkreślał znaczenie posiadania swoich przedstawicieli w Brukseli.
Ze swoim przedmówcą zgodził się przedstawiciel Konfederacji Holenderskiego Przemysłu i Pracodawców, Winand Quaedvlieg. Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Brukseli, szybko zrozumiałem, jak ważne jest to, co się tam dzieje – powiedział, podkreślając, że pewnych rzeczy nie da się załatwić będąc w stolicy jednego czy drugiego kraju. Według Quaedvliega, Bruksela pracuje jak dobrze naoliwiona maszyna, a przykładem, według niego, może być miniona kadencja Komisji Europejskiej. W ciągu 5 lat mogą zdarzyć się rzeczy nieprzewidywalne. Mieliśmy COVID, mieliśmy inwazję Rosji na Ukrainę, mieliśmy finalizację Brexitu. Można było oczekiwać, że to wykolei działania Komisji Europejskiej, ale na koniec widzieliśmy, że cele zostały zrealizowane – ocenił.
Przedstawiciel Konfederacji Holenderskiego Przemysłu i Pracodawców uważa, że to, co dzieje się w Brukseli, często jest nieobecne w mediach poszczególnych krajów. Skupiają się na agendzie politycznej, która jest bardzo ważna, ale jest jeszcze agenda techniczna, która wymaga więcej uwagi, bo można na nią wpłynąć – przekonywał.
Według Aleny Manstantuono z Czeskiej Izby Handlowej lobbing w Brukseli można podzielić na dwa rodzaje. Pierwszą jego postacią jest forma proaktywna, kiedy składa się określone propozycje. To jest to, co robimy w tej chwili, przekonując Komisję, że popełniła błędy w przeszłości i mamy tak zwane korekty, albo gdy zabiegamy o ochronę przed nieuczciwą konkurencją z krajów trzecich, takich jak Chiny – wyjaśniała Manstantuono.
Z kolei lobbing w drugiej postaci polega na reakcji. Kiedy pochodzisz z kraju średniej wielkości, niektórzy mówią, że Czechy to mały kraj, ale nie: to kraj średniej wielkości, więc kiedy pochodzisz z takiego kraju najlepiej jest współpracować z innymi – przekonywała przedstawicielka Czeskiej Izby Handlowej, podkreślając znaczenie budowania koalicji decydującej większości albo blokującej mniejszości z największymi członkami Wspólnoty. Alena Manstantuono odwołała się przy tym do przykładu europejskich „cichych czempionów” przywołanego przez Sandrę Parthie podczas otwarcia dyskusji. Wskazywała, jak ważne jest, by nie tracić ich z oczu. Widzieliśmy to przy okazji Zielonego Ładu, kiedy niektórzy Komisarze patrzyli tylko na te największe firmy, zapominając, że jest ogromna liczba małych, które nie dadzą sobie rady – mówiła Manstantuono.
Komentując zagadnienie układu sił w Europie, Heiko Willems z Federacji Przemysłu Niemieckiego zwrócił uwagę na to, że czasy się zmieniły. Dziś możesz zgłosić propozycje i przegłosować je przeciwko Niemcom oraz Francji. To coś, co byłoby nie do pomyślenia 10 lat temu – przyznał Willems. Według niego nawet największe państwa zdały sobie sprawę, że mogą zostać ograne przez mniejszych członków Wspólnoty.
W Panelu udział wzięli:
- Alena Manstantuono z Czeskiej Izby Handlowej
- Antonio Garcia Del Riego z Hiszpańskiego Stowarzyszenia Banków
- Sandra Parthie, przewodnicząca grupy pracodawców z Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego
- Winand Quaedvlieg z Konfederacji Holenderskiego Przemysłu i Pracodawców
- Heiko Willems z Federacji Przemysłu Niemieckiego.
Dyskusję prowadził dziennikarz TVP, Maciej Zakrocki.