Dwa biliony euro ma wynieść przyszły budżet Unii Europejskiej. Jego projekt w lipcu tego roku zaprezentowała Komisja Europejska. Eksperci alarmują, że nadchodzą znaczące zmiany, które mogą odczuć wszyscy. Oprócz zmiany układu kategorii wydatkowych, coraz większą rolę odgrywają tzw. kamienie milowe oraz powiązanie wypłat z przestrzeganiem zasad praworządności.
Znika tradycyjny podział na Wspólną Politykę Rolną i politykę spójności – środki będą kierowane bardziej elastycznie, zgodnie z celami strategicznymi i inwestycyjnymi UE. W nowej konstrukcji finansowej rośnie znaczenie tzw. zasobów własnych – czyli składek i dochodów unijnych opartych m.in. na systemie ETS czy opłatach od sektora korporacyjnego. Co to oznacza dla Polski – kraju, który przez ostatnie dwie dekady głównie korzystał z unijnych pieniędzy? Czy Polacy mogą stracić na nowych pomysłach liderów wspólnoty?
Instytucje Unii Europejskiej przygotowały budżet na lata 2028-2034. Wokół tego planu finansowego rozpoczęła się gorąca dyskusja zarówno w strukturach unijnych, jak i w państwach członkowskich. Nie inaczej było podczas finansowego panelu w ramach EFNI 2025.
– Na razie Ursula von der Leyen ma jeden sukces – mówił europoseł Janusz Lewandowski. – Zjednoczyło się wszystko, co mogło, by sprzeciwić się temu budżetowi. Parlament Europejski szykuje się do opcji nuklearnej, czyli odrzucenia budżetu – zapowiada eurodeputowany. Jak mówi, szefowa Komisji narzuciła wszystkim “skrajnie centralistyczny i nacjonalny plan, wbrew porażce centralistycznego KPO”.
Czeka nas duża zmiana, jeśli chodzi o wywieranie presji na reformy – tak o kamieniach milowych mówił Marek Tatała, prezes Fundacji Wolności Gospodarczej. Jego zdaniem budżet UE zawiera dużo elementów, które nie są makrocelami UE.
Podczas dyskusji zauważono, że w najnowszym budżecie zaledwie 23% wydatków jest nakierowanych na przyszłość Unii Europejskiej. Reszta to wydatki bieżące i zaspokajanie potrzeb poszczególnych krajów.
– Budżet powinien koncentrować się na Europie jako całości – postulował Marek Tatała, który zgodził się z tezą, że centralizacja może nie służyć całej wspólnocie.
Podczas rozmów przypomniano, że celem dotychczasowych budżetów UE było w dużej mierze kierowanie środków do krajów, które miały “nadganiać” ten europejski peleton liderujących państw.
Polityka regionalna
Czego w nowym budżecie obawiają się regiony? To pytanie padło w kolejnej części dyskusji. Przedstawicielką regionów w tym panelu była prezydentka Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim.
– Regiony obawiają się, że pieniądze będą trudne do wydania i nieefektywne – mówiła przedstawicielka municypalnego urzędu z polskiego wybrzeża, będącego przecież regionem Unii Europejskiej.
Czarzyńska-Jachim w dalszej części swojej wypowiedzi zauważyła, że dyskusja budżetowa nie powinna dotyczyć szybkości decyzji, ale elastyczności i efektywności wydawania środków. Jej zdaniem poprzednie budżety jasno pokazały, że skuteczność zależała od poziomu wydawania pieniędzy. Im niżej środki były wydawane, tym większa była efektywność budżetu.
– Boimy się centralizacji. Jest zagrożenie, że te pieniądze staną się elementem korupcji politycznej i pewnej uznaniowości – obawia się prezydentka Sopotu.
Z kolei przedstawiciel Rady Polityki Pieniężnej profesor Przemysław Litwiniuk zwrócił uwagę na mechanizm warunkowości.
– Mam poważne wątpliwości, czy te problemy, o których się dyskutuje – czyli praworządność i respektowanie orzeczeń unijnych trybunałów – nie będą stanowiły kluczowego zagrożenia dla absorbowania środków przez polskie podmioty – zastanawiał się profesor Litwiniuk.
W dyskusji udział wzięli:
- Magdalena Czarzyńska-Jachim, prezydentka Sopotu
- Janusz Lewandowski, poseł, Parlament Europejski
- Prof. Przemysław Litwiniuk, członek Rady Polityki Pieniężnej
- Marek Tatała, prezes, Fundacja Wolności Gospodarczej
Moderacja: Joanna Bekker, Polityka Insight