Czy rynek pracownika rzeczywiście się sprawdza i będzie napędzał dalszy wzrost gospodarczy? O to spierali się uczestnicy debaty oksfordzkiej podczas XIV edycji EFNI w Sopocie. Dwie czteroosobowe drużyny starły się bitwie na argumenty – ekonomiczne, społeczne, technologiczne – a publiczność wskazała zwycięzcę tej konfrontacji.
Główna teza debaty brzmiała „W dzisiejszej Polsce, z perspektywy długoterminowego rozwoju gospodarczego rynek pracownika przynosi więcej szkód niż korzyści”. Broniła jej drużyna, w której skład weszli Anna Rodak i Małgorzata Augustyn z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, a także Mateusz Pańkowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i Kinga Wolny z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Po stronie opozycji, która starała się tezę obalić zasiedli Jan Guenther i Weronika Ozimek z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, a także Adrian Okleciński i Melania Stanisz z SGH w Warszawie.
Według pierwszej drużyny, rynek pracownika to zjawisko zaledwie pozornie pozytywne – dziś postrzegane jako symbol dobrobytu, ale w rzeczywistości jest poważnym zagrożeniem dla polskiej gospodarki. „To, co dziś wydaje się sukcesem, w przyszłości może stać się źródłem stagnacji” – przekonywali broniący tezy.
Jak argumentowali, w sytuacji ciągle rosnących oczekiwań pracownika wobec pracodawcy, przedsiębiorstwa są zmuszone systematycznie podnosić wynagrodzenia i oferować nowe benefity pozapłacowe. To z kolei prowadzić ma do spadku przedsiębiorczości, ponieważ część osób zrezygnuje z otwarcia działalności gospodarczej, a niektóre z już działających biznesów zostaną zamknięte. Zanikanie taniej siły roboczej ma też sprawić, że Polska stanie się mniej atrakcyjna dla zagranicznych inwestorów, którzy będą uciekać z naszego kraju, a to z kolei przełoży się na zahamowanie wzrostu gospodarczego.
„Fundamentalnie nie zgadzamy się z tą tezą. Rynek pracownika rozumiany właściwie, nie tylko może napędzać gospodarkę, ale jest też niezbędny dla trwałego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego” – kontrargumentowali przedstawiciele drużyny opozycji. Ich zdaniem pracownicy zyskują przewagę, bo ich umiejętności rosną – a pracodawcy to rozumieją. To też wyraźny znak, że Polska wyszła z etapu taniej pracy i może konkurować z innymi jakością.
Opozycyjni wobec postawionej tezy uczestnicy debaty przekonywali, że pracownicy, mając więcej pieniędzy i czasu, będą te zasoby inwestować w podnoszenie swoich kwalifikacji, ale też w swoje dzieci, co w długiej perspektywie ma niebagatelne znaczenie dla przyszłości gospodarki. Co więcej, rynek pracownika ma ich zdaniem wpływać na samą decyzję o posiadaniu dzieci zwłaszcza w przypadku ludzi, którzy wahają się ze względu na pracę.
Niezwykle istotny jest też kontekst technologiczny – zwłaszcza w dobie AI, która coraz bardziej napędza wzrost gospodarczy. Tu również pojawiły się bardzo skrajne argumenty ze strony obu drużyn. Według ujmującej się za rynkiem pracownika opozycji, presja ze strony pracowników prowadzić może do automatyzacji ze strony pracodawcy, motywować go do poszukiwania i wdrażania nowych, bardziej efektywnych rozwiązań i szkolenia pracowników w tym właśnie kierunku. Drużyna opowiadająca się za tezą przekonywała jednak, że dane mówią coś zupełnie innego – w ich opinii firmy nie inwestują w automatyzację i innowację, ponieważ wydają za dużo na pracowników. Tną, więc koszty tam gdzie się da – czyli w badaniach, rozwoju i szkoleniach.
Kto zwyciężył walkę na argumenty? Zdaniem publiczności, która wysłuchała debaty, lepsza była strona opozycji, według której rynek pracownika jest gwarantem długoterminowego rozwoju i przynosi więcej korzyści niż szkód.
Debata oksfordzka studentów pięciu uczelni ekonomicznych odbyła się pod patronatem KRUE. Dyskusję prowadzili:
- Jakub Kozikowski (koordynacja), Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
- Klaudia Góźdź, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
- Jakub Kuczkowski, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach