Feminatywy. O co tyle krzyku?

Skąd wzięły się w języku polskim feminatywy? Dlaczego jedne akceptujemy, a przy innych się uśmiechamy lub oburzamy? Po co i dlaczego oraz dla kogo są potrzebne? I czy w ogóle? Jak kwestia feminatywów wygląda od stron historycznej i gramatycznej?

Na te pytania w swoim wykładzie pod tytułem „Feminatywy. O co tyle krzyku?” odpowiadał polonista, redaktor literacki – Maciej Makselon.

Polonista Maciej Makselon rozpoczął swój wykład od stwierdzenia, iż cały czas, gdy pojawia się mniej osłuchana forma feminatywu, taka jak na przykład chirurżka, gościni, prezeska, to dzieje się coś, co ekspert nazwał feminatogedon. Ogromne oburzenie.

Tymczasem z językoznawczego punktu widzenia sprawa jest bardzo łatwa i naturalna.

Feminatywy należy tworzyć zgodnie z zasadami i tradycją naszego systemu językowego. Po pierwsze – za pomocą przyrostka – ka (nauczycielka, ministerka, ekspertka), po drugie – za pomoc ą przyrostka -yni/-ini (wydawczyni, gościni, odbiorczyni), po trzecie – nazwą przymiotnikową za pomocą przyrostka – (przewodnicząca, certyfikowana), po czwarte – przy użyciu przyrostków -ina/-yna/-owa, które kiedyś oznaczały żony panów parających się daną profesją (krawcowa, sklepowa, królowa, sędzina).

Wykładowca zwrócił uwagę, że feminatywy nie są nowomodą, a liczne komentarze, pojawiające się, gdy ktoś użyje mało popularnego feminatywu, są hipokryzją. Bo to, że użytkownik języka nie zna innej formy, niż męska, dla określenia kobiety, która na przykład wykonuje jakiś zawód, to nie znaczy, że tego określenia nie ma i nie było, a tyle, że użytkownik języka nie ma odpowiedniej wiedzy. Jako przykład Maciej Makselon podał wyraz ‘kierowczyni’. To określenie w stosunku do kobiety kierującej miejskim autobusem padło już na początku XX wieku. Jeszcze wcześniej, bo w XIX wieku znany i powszechnie używany był wyraz ‘gościni’. W polszczyźnie feminatywy obecne były od zawsze, były tez w językach prasłowiańskich, z których wywodzi się polszczyzna. Już w 1593 w Biblii Jana Jakuba Wujka była mowa o Annie, prorokini.  Same modlitwy do świętych kobiet są źródłem feminatywów (orędowniczko, pośredniczko, pocieszycielsko, wychowawczyni, patronko, strażniczko, pogromczyni).

W pojmowaniu feminatywów przez polskie społeczeństwo kluczowy był okres PRL-u.

28 lutego 1951 roku Rada Ministrów wydała rozporządzenie zakazujące kobietom wykonywania około 100 zawodów – nie mogły min. prowadzić taksówek, autobusów, być górniczkami, czy hutniczkami. Dlatego wtedy wyraz ‘kierowczyni’ zaczął zanikać. Słowa do określania kobiet z wybranych grup przestały być potrzebne.

Wykładowca zaznaczył, że kobieta od zawsze w języku polski miała oddzielną nazwę. Taka była odwieczna, dominująca tendencja w języku. W czasach komunizmu powstała nowa, marginalna i błędna tendencja. Wewnętrznie sprzeczne są określenia jak „Pani Doktor”. Są one pozbawione sensu, podobnie jak ‘Pan Niania”, czy „Pani Tata’.

Nietrafiony jest też argument przeciwników feminatywów, że powodują one chaos w języku, bo już coś znaczą, np. pilotka to rodzaj czapki, a reżyserka – pomieszczenie. Ale podobnie jest z maskulatywami – pilot, grafik, model, czy korektor, to słowa, które w zależności od kontekstu oznaczają coś innego.

Nieprawdą jest, że maskulatyw może utożsamiać każdego – jeśli mówimy o naukowcach, to wszyscy myślą o mężczyznach, bo tak pracują nasze mózgi.

Jeżeli ktoś chce korzystać z feminatywów, to powinien to robić. Użytkownik języka zawsze powinien zastosować wolę osoby, której to dotyczy. Komunikacja jest po to, by budować wspólną płaszczyznę, a nie mury.