Globalne dziennikarstwo w czasach multikryzysu

Mamy obsesję na punkcie zmiany, a czasem degradacja oznacza szansę na sukces. To jedne z najważniejszych konkluzji z dyskusji o dziennikarstwie w czasach multikryzysu. Podczas panelu swoimi historiami podzielili się praktycy w tej dziedzinie, czyli dziennikarze z największych europejskich krajów. Okazuje się, że umiejętność adaptacji jest jak najbardziej w cenie, ale ostatecznie zyskują ci, którzy pamiętają o ideach tradycyjnego dziennikarstwa. 

Historię o tym, jak media radziły sobie z wieloma rewolucjami rynku, przedstawiła dziennikarka Le Monde Sylvie Kauffmann, która przyznała, że zaczynała pracę, gdy informacje przesyłane były teleksem. W tamtych czasach główne media były “królami” i dominatorami z potężnym autorytetem. Pierwsza rewolucja technologiczna miała miejsce w późnych latach dziewięćdziesiątych. Pojawił się internet, który okazał się ogromnym wyzwaniem. Prasa drukowana straciła wówczas monopol informacyjny.

– Biznesowo runęło wiele spraw, bo reklamodawcy przenosili się do internetu. W 2010 roku prawie zbankrutowaliśmy – wspominała Sylvie Kauffmann, która dodaje, że wydawca został zmuszony do zmiany modelu funkcjonowania na model cyfrowy.

– Przekształcenie było trudne. Później przyszło wyzwanie w postaci tranzycji na model subskrypcyjny. Przed nami pojawiły się kolejne innowacje: treści wideo, grafiki, podcasty. To wszystko umożliwia przetrwanie naszemu medium – mówiła Kauffmann, dodając, że dzisiejszą rewolucją jest wejście do systemów medialnych sztucznej inteligencji.

Nie bać się zmian

W dzisiejszym cyfrowym krajobrazie presja na adaptację jest nieustanna – zauważył Will Dobson z Journal of Democracy. Każdego dnia pojawiają się nowe technologie i formaty: od podcastów, przez newslettery, aż po generatywną sztuczną inteligencję. Liderzy biznesu, twórcy i marketerzy stają przed trudnym wyborem: w który trend zainwestować czas i zasoby? Jak odróżnić chwilową modę od fundamentalnej zmiany, która zdefiniuje przyszłość branży? Ten chaos informacyjny często prowadzi do strategicznego paraliżu lub, co gorsza, kosztownych pomyłek.

Czasem „degradacja” to najlepsza droga do zbudowania marki

W świecie mediów, gdzie prestiż często mierzony jest w centymetrach zadrukowanej kolumny, decyzja nieżyjącego już dziennikarza Christophera Dickeya z „Newsweeka” była aktem strategicznej odwagi. W czasach, gdy jego koledzy walczyli o każdy skrawek miejsca w drukowanym magazynie, on świadomie wybrał publikowanie swoich materiałów w „wersji online”, co przez wielu było postrzegane jako degradacja.

Ta historia to podręcznikowy przykład budowania kapitału marki osobistej i tworzenia kanału bezpośredniego dotarcia do odbiorców. Prawdziwa innowacja nie polega na pogoni za tym, co modne, ale na dostrzeganiu wartości tam, gdzie inni widzą jej brak. Jak zauważył Will Dobson wybierając platformę postrzeganą jako mniej prestiżowa, Dickey nie tylko zyskał nową publiczność, ale przede wszystkim zainwestował we własną markę, uniezależniając ją od prestiżu macierzystej redakcji.

Zainteresowanie czytelników ważniejsze niż algorytmy

Wszystkie powyższe historie, choć różne, prowadzą do jednego, nadrzędnego wniosku: kluczem do sukcesu jest zwinność i wychodzenie naprzeciw odbiorcom tam, gdzie oni faktycznie są.

Strategia oparta na ślepym podążaniu za priorytetami platform i algorytmów to „duży błąd”. Nadmierne reagowanie na zmiany w algorytmach i pozwalanie, by to one kształtowały strategię redakcyjną, jest pułapką, która oddala od najważniejszego celu.

Obsesja na punkcie zmiany

Każdy, kto zawodowo zajmuje się mediami, odczuwa dziś przyśpieszenie. Ledwo oswojono się z rewolucją cyfrową, a już na horyzoncie pojawia się kolejny przełom. To sztuczna inteligencja, która wywołuje nową falę niepokoju i debat o przyszłości branży – mówił Mateusz Mazzini z „Gazety Wyborczej”.

– Tempo zmian jest zawrotne. Pamiętacie jeszcze czasy, gdy internet był fizycznym „miejscem”, do którego trzeba było pójść? Gdy siadaliśmy przy konkretnym biurku i komputerze, by się z nim połączyć, a nie nosiliśmy go w kieszeni jak wszechobecnego ducha – przypomniał słuchaczom Mazzini.

Ten nostalgiczny obrazek doskonale ilustruje, jak daleką drogę przebyliśmy w krótkim czasie. Naturalnym odruchem jest koncentracja na tym, co nowe i przełomowe.  Zdaniem dziennikarza, cała branża medialna ma obsesję na punkcie zmiany. Z pełnym zaangażowaniem analizuje każdy technologiczny wstrząs: przejście od braku internetu do internetu, od świata bez AI do świata z AI. Adaptacja jest oczywiście konieczna do przetrwania, ale ta fiksacja na nowości może być pułapką. Odwraca uwagę mediów od fundamentalnych, niezmiennych problemów, które od lat trawią ekosystem medialny.

W dyskusji udział wzięli:

  • Will Dobson, Journal of Democracy
  • Sylvie Kauffmann, Le Monde
  • Mateusz Mazzini, Gazeta Wyborcza

Moderacja: Prof. Karolina Wigura, socjolożka, Instytut Socjologii UW, Kultura Liberalna, LibMod