Rynek pracy oczami kobiet – czy wkroczyliśmy w czasy antykobiecej, konserwatywnej kontrrewolucji? 

Zaledwie jedna czwarta członków rad nadzorczych spółek WIG20 to kobiety. W zarządach tych spółek zasiada jedynie 12 proc. przedstawicielek tej płci. Takie dane skłaniają do dyskusji o roli kobiet na rynku pracy. Jak dziś skutecznie walczyć o prawa kobiet? Jak robić to w czasach dostrzegalnej antykobiecej, konserwatywnej rewolucji?

O tym dyskutowały zaproszone gościnie podczas panelu dotyczącego rynku pracy widzianego oczami kobiet. Impulsem do dyskusji w tej sprawie stało się też odwrócenie pewnego trendu, które przyszło wraz z rządami Donalda Trumpa w USA i konserwatywnym „wiatrem zmian”, wiejącym zza oceanu.

Wystąpienie otwierające panel wygłosił paradoksalnie mężczyzna – minister aktywów państwowych Jakub Jaworowski, który zaznaczył, że temat dyskusji jest mu bardzo bliski. Minister przytoczył też wspomniane wcześniej dane, dotyczące proporcji płci w zarządach i radach nadzorczych spółek.

– Chciałbym, żeby nasze działania doprowadziły do tego, by za kilka lat nie trzeba było o tym dyskutować, bo ta kwestia przestanie być problemem – podsumował swoje wystąpienie.

O wydarzeniach za oceanem i „wietrze zmian” mówiła Małgorzata Fuszara, prawniczka, socjolożka, współtwórczyni i kierowniczka Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW.

– Prawa kobiet są rzeczą kruchą. Widać to w historii. Rozwój praw kobiet nie ma przebiegu linearnego. Idziemy trochę do przodu, by po chwili czuć się spychanymi – mówiła Fuszara, która zwróciła uwagę, że w USA podczas II wojny światowej rynek pracy zdominowały kobiety. Po zakończeniu działań nastąpił powrót mitu kobiety opiekującej się domem.

Jak zauważała: dziś USA wracają do pojęcia hegemonicznej męskości. Według tego schematu to mężczyzna ma sobie wszystko i wszystkich podporządkowywać. Zdaniem prelegentki – to oznaka słabości, ponieważ ktoś, kto urodził się mężczyzną, chce czerpać z tego profity, nawet mimo braku osiągnięć.

Czy prawa kobiet upadają wraz z upadkiem demokracji?

Głos na ten temat zabrała Sylwia Gregorczyk-Abram z Fundacji Wolne Sądy, która zaapelowała na samym początku o uczestnictwo w wyborach prezydenckich. – Demokracja bez praw kobiet jest pół demokracją – mówiła mecenaska.

Jak zaznaczała, każda władza, która ma zapędy autorytarne, będzie w sposób naturalny atakować kobiety i osłabiać ich pozycje; będzie sprowadzać je do niższej kategorii.

– Każde zagrożenie warto przekuć w szansę. Europa musi dawać przykład światu, by nie zejść z kursu, który w UE przyjęliśmy. Kwestia odwrócenia trendu jest w Brukseli poruszana. Chodzi o kilka aspektów, m.in. finansowy, czyli wpisanie dodatkowych funduszy na promowanie równouprawnienia. – mówiła Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu zajmująca się sprawami unijnymi w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Ministra przywołała przykład likwidacji niektórych agend w USA. Jej zdaniem siły i środki unijne trzeba kierować do kobiet w krajach kandydujących do Unii, bo właśnie tam kobiety są przekaźnikiem europejskich wartości.

Zaskakujące według Sobkowiak-Czarneckiej jest też to, że kwestia równości kobiet jest dziś uznawana za – jak ujęła – “lewactwo”. Jak zaznaczała, kwestia równości płci jest obiektywnie poglądem każdym od prawa do lewa.

Filozofka i publicystka Agata Bielik-Robson zaznaczała, że równouprawnienie jest dorobkiem europejskim, ujętym całościowo – od strony konserwatywnej po postępową i w żaden sposób nie może być traktowane jako pogląd jedynie lewicowy.

– Ta zmiana nie wydarzyła się niestety bezpodstawnie. Instytucje odpowiadające za równość i inkluzywność (złośliwie nazywane w USA nowym Opus Dei) w dużej mierze przyczyniły się do tego, że kwestie emancypacyjne zostały wciągnięte pod parasol agendy lewicowo-kulturowej – wyjaśniała.

Zlekceważona kwestia ekonomiczna

Według badań dwa miliony kobiet w wieku produkcyjnym może być poza rynkiem pracy. Co zrobić w tej sprawie? O tym mówiła Aleksandra Gajewska, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

– Mamy jeden z najniższych współczynników bezrobocia wśród kobiet w UE. Sytuacja kobiet jest jednak specyficzna ze względu na macierzyństwo. Należy zaznaczyć, że blisko 95 proc. matek chce pracować, a około 50 proc. z nich pracować nie może ze względu na brak zapewnienia opieki wczesnodziecięcej. Jeśli kobieta nie będzie mogła pogodzić roli macierzyńskiej i roli pracownicy, zawsze instynktownie wybierze swoje dziecko – wyjaśniała ministra.

Perspektywa biznesu

Politycy zastanawiają się, co zrobić z zasobem kobiecym na rynku pracy, ale jak wygląda to z perspektywy przedstawicielek biznesu?

– Nawet dziś w ministerstwach głoszone są teorie, które mówią o rzekomym braku kobiet z określonymi kwalifikacjami. Te argumenty są słabe i nie przystoją w 2025 roku. Ci przedsiębiorcy, i ci politycy, którym zależy na jakości życia i na naszym rozwoju, dbają o to, byśmy mieli równe i inkluzywne warunki pracy. Oczekują też tego pracownicy – mówiła Małgorzata Mroczkowska-Horne, dyrektor generalna Konfederacji Lewiatan.

Jej zdaniem kobiety statystycznie są lepiej wykształcone niż mężczyźni oraz stanowią ponad połowę społeczeństwa i we wszystkich kryzysach stanowią siłę sprawczą.

Głos w sprawie unijnej dyrektywy Women on boards zabrała Beata Stelmach, prezeska zarządu Totalizatora Sportowego, która jest jedną z niewielu kobiet na takim stanowisku w tego typu spółce.

– My chcemy zrobić w tej kwestii krok milowy. Choć dzisiejsza sytuacja jest inna niż ta, kiedy zaczynałyśmy działać. 16 kwietnia (wtedy odbył się panel – przypis red.) to pamiętna data. W 1991 roku odbyła się wtedy pierwsza sesja na GPW. Dziś spółki giełdowe mają standardy i ład korporacyjny na wysokim poziomie. Rzeczywiście zmieniło się bardzo dużo, ale cały czas w zarządach i radach nadzorczych jest za mało kobiet. Ciągle walczymy ze stereotypami, mówiącymi o tym, że nie ma kobiet, które się nadają. One są, ale trzeba dać im szanse – mówiła Beata Stelmach.

Jak zaznaczyła: dziś nie jest to jedynie moda. Kobiety mają dużo do powiedzenia. Walka nie toczy się o to, żeby było inaczej, ale żeby zaistniała różnorodność genderowa, wiekowa, ale też różnorodność doświadczeń wnoszonych do organizacji. Dopiero wtedy – zdaniem Stelmach – praca zespołowa przy wykorzystaniu wszystkich zasobów przyniesie lepsze efekty.

W dyskusji udział wzięły:

  • Agata Bielik-Robson, filozofka i publicystka
  • Aleksandra Gajewska, sekretarz stanu, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Sylwia Gregorczyk-Abram, Fundacja Wolne Sądy
  • Małgorzata Fuszara, prawniczka, socjolożka, współtwórczyni i kierowniczka Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW
  • Małgorzata Mroczkowska-Horne, dyrektorka generalna, Konfederacja Lewiatan
  • Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, pion ds. Unii Europejskiej
  • Beata Stelmach, prezeska zarządu, Totalizator Sportowy

Moderacja: Aleksandra Karasińska, dziennikarka, dyrektorka fundacji RASP