PRZYSZŁOŚĆ PRACY. REALIA, MARZENIA I MRZONKI

SOPOT | 28-30 WRZEŚNIA 2016
TwitterFacebookLinkedinYoutube
  • 0.000000lag
  • 0.000000lag

Przemówienie profesora Jeffrey’a Sachsa na Gali zamknięcia EFNI 2015


Jeffrey_Sachs_Kafel

Dobry wieczór Państwu! To była najtrudniejsza debata przy kolacji, w jakiej kiedykolwiek brałem udział. I jest to z mojej strony wyraz wielkiego uznania dla Forum, które stanowi wyjątkowe spotkanie ludzi chcących poważnie i intensywnie dyskutować o najistotniejszych problemach naszego świata. Ogromnie się cieszę i jestem zaszczycony, że mogę w nim uczestniczyć. Chciałbym szczególnie podziękować Henryce Bochniarz za całą ideę EFNI oraz za zaproszenie mnie do udziału.

Wspaniale jest też zobaczyć wielu, wielu przyjaciół, których poznałem, muszę przyznać, 26 lat temu, kiedy to pierwszy raz odwiedziłem Polskę i ten region. Głęboko podziwiam wasze osiągnięcia. Być tutaj i widzieć ten piękny kraj i wszystko to, co osiągnęliście w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat, to dla mnie czysta przyjemność. Byliście pionierami transformacji w Europie i inspiracją dla całego świata – i za to bardzo, bardzo wam dziękuję.

Ogromnie mnie ucieszyło, kiedy Henryka Bochniarz na samym początku swojej wypowiedzi wspomniała Jacka Kuronia, ponieważ Jacek Kuroń był oczywiście bohaterem Polski, a także moim osobistym. I w pewnym sensie to on mnie w to wszystko wciągnął. Kiedy przyleciałem do Polski wiosną 1989 roku, a było to w dniu podpisania Postanowień Okrągłego Stołu, zastanawiałem się nad kryzysem gospodarczym i możliwościami jego opanowania. Od razu zostałem zaproszony na wieczorne spotkanie do mieszkania Jacka Kuronia i zapewniam Państwa, że były to bodaj najbardziej niezwykłe trzy godziny w moim życiu. Oczywiście każdy, kto znał Kuronia, doskonale to zrozumie. Zacząłem opisywać mu moje pomysły na transformację Polski, a on odpalał jednego papierosa od drugiego. Siedzieliśmy w tym malutkim mieszkaniu, nadymione było tak, że ledwo go widziałem, a on co parę minut walił pięścią w stół i wołał: „Tak! Rozumiem! Tak! Rozumiem!”. I zadawał mi kolejne pytania, i kolejne, i kolejne, i musiałem gadać przez jakieś trzy i pół godziny, w trakcie wymyślając, jak powinna wyglądać transformacja Polski. A na koniec wieczoru Kuroń powiedział: „Proszę pana, proszę spisać plan dla Polski!”. Byłem trochę zaskoczony, ale odparłem: „Oczywiście, to będzie dla mnie zaszczyt. Jutro rano wracam do domu i za parę tygodni coś panu podeślę”. A on po swojemu walnął pięścią w stół i powiedział: „Nie! Chcę mieć ten plan na jutro rano!”.

Zarwałem w życiu parę nocy jeszcze jako student Harvardu, i to też była zarwana noc. Poszliśmy do siedziby „Gazety Wyborczej”, która znajdowała się w pomieszczeniach dawnego przedszkola. Na drewnianej desce położonej na umywalce stał tam komputer IBM pierwszej generacji i na tym komputerze w ciągu sześciu godzin spisałem plan transformacji Polski. A następnego dnia, kiedy zawiozłem go Kuroniowi, on rzucił okiem i powiedział: „A teraz proszę pokazać to Lechowi Wałęsie”. I tak oto po raz pierwszy przybyłem do Gdańska i na Pomorze. Chciałbym dać Państwu jeden przykład rozchwiania polskiej gospodarki latem 1989 r., co na pewno Państwo pamiętają. Kupiłem bilet w dwie strony: Warszawa — Gdańsk — Warszawa, wymieniwszy najpierw na czarnym rynku dolary na złotówki. Za bilet w tę i z powrotem zapłaciłem trzy dolary.

Jacek Kuroń powiedział mi jedną rzecz. Powiedział: „Proszę pisać, co się panu podoba, ale podyktuję panu pierwsze zdanie. Pierwsze zdanie ma brzmieć: «Oto plan powrotu Polski do Europy. Do zjednoczonej Europy»”. I jeśli spojrzeć dziś na ten dokument, tak rzeczywiście brzmi jego pierwsze zdanie. Zaś podstawą mojej koncepcji przemian istotnie była zjednoczona Europa. Takie dostałem polecenie i na tym polegała rewolucja 1989 roku: na powrocie do Europy i na powrocie zjednoczonej Europy. I kiedy Henryka Bochniarz zacytowała dziś Jacka Kuronia, mówiąc, że zjednoczona Europa ma być krokiem w stronę zjednoczonego świata, pomyślałem, że to podejście jest całkowicie w duchu Kuronia, jest błyskotliwe i w pełni słuszne, i stanowi doskonałe wprowadzenie do tych kilku kwestii, które chciałbym dzisiaj poruszyć. Albowiem istotnie sukces Europy jako zjednoczonej Europy, jak powiedział przed chwilą Przewodniczący Donald Tusk, zależy również od silniejszego zjednoczenia i większej solidarności świata. I tak jak w 1989 roku zjednoczona Europa mogła jawić się poza naszym zasięgiem – a było wielu pesymistów i cyników, którzy nie wierzyli nawet w reformę Polski, a co dopiero w zjednoczenie Europy – tak chcę dziś z tego miejsca powiedzieć, że możliwy jest też zjednoczony świat. I musimy dążyć do tego celu, nie traktując go jak idealistycznego marzenia, ale praktyczną i pragmatyczną ścieżkę, tak samo jak dążyliśmy do zjednoczonej Europy w 1989 r.

Przed nami stoi wiele zadań, a tymczasem Europa przeżywa kryzys: z powodu Grecji, z powodu Syrii, z powodu Ukrainy, z powodu afrykańskiej migracji. Jednak to wciąż Europa powinna stać na czele, powinna stać na czele dlatego, że ma największe doświadczenie związane z migracją i ewidentnie pozostaje najbardziej udanym projektem pod względem rozwoju gospodarczego i społecznego na świecie.

Co roku, wraz z dwoma innymi redaktorami, publikuję Światowy Raport Szczęścia. Powstaje on w oparciu o dane na temat tego, gdzie na świecie ludzie czują się najszczęśliwsi. Co roku siedem krajów w pierwszej ósemce – najszczęśliwsze kraje świata – to kraje europejskie. Kanadzie udało się jakoś wśliznąć w tym roku na miejsce piąte, ale poza tym jesteście na szczycie listy. Więc przestańcie się ciągle martwić, cieszcie się! Ponieważ spośród wszystkich miejsc na ziemi to Europa łączy idee, których potrzebuje zjednoczony świat: idee dobrobytu gospodarczego, integracji społecznej i zrównoważenia środowiskowego. Te trzy idee stanowią trzy filary tego, co Organizacja Narodów Zjednoczonych określa mianem zrównoważonego rozwoju. Zaś w ostatni piątek, cudowny dzień, wszystkie 193 rządy Narodów Zjednoczonych przyjęły zrównoważony rozwój jako naczelną zasadę współpracy międzynarodowej na następne piętnaście lat. Był to w siedzibie ONZ dzień niezwykły, ponieważ rozpoczął go papież Franciszek, i zanim jeszcze ucichła owacja na stojąco, jaką zgotowali mu światowi przywódcy, wszyscy nie posiadali się już z radości. A kiedy papież zakończył swoje wystąpienie, międzynarodowa wspólnota przyjęła Cele Zrównoważonego Rozwoju w postaci siedemnastu globalnych zasad – wspólnych dla całego świata. Cele te obejmują dobrobyt gospodarczy, zwalczenie skrajnego ubóstwa do roku 2030, godną pracę dla wszystkich, integrację społeczną obejmującą równouprawnienie płci oraz powszechne przestrzeganie praw człowieka, a także zrównoważenie środowiskowe.

Po pierwsze wspaniałe jest to, że wszystkie 193 rządy zgodziły się przyjąć te reguły. A przyjęły je dlatego, że owe zasady przemawiają do serc ludzi na całym świecie. Jednak prawda jest taka – i powiem to tutaj, nie powiem tego w tej samej formie na Zgromadzeniu Ogólnym – że są to cele Europy, które właśnie zostały przyjęte na scenie ogólnoświatowej. Europa występowała na rzecz zrównoważonego rozwoju odkąd tylko Gro Brundtland po raz pierwszy wprowadziła tę ideę do światowego programu działania. Jest to idea społecznej gospodarki rynkowej. Jest to idea socjaldemokracji. To idea gospodarki rynkowej, ale takiej, która będzie obudowana wartościami, wartościami ludzkimi, dbającymi o interesy jednostki, zapewniającymi powszechne dzielenie się korzyściami i chroniącymi środowisko fizyczne. To wspaniały program, zaś Europa powinna być ogromnie dumna, że oto teraz cały świat popiera cele, które od dawna stanowiły kwintesencję europejskich wartości.

Chciałbym podkreślić, że te nowe ramy w postaci Celów Zrównoważonego Rozwoju zostaną poddane próbie – pierwszej istotnej próbie – już za kilka tygodni, ponieważ Cel 13 brzmi: „Zatrzymać zmiany klimatyczne spowodowane przez człowieka”. A 1 grudnia wszyscy, wszystkie 193 rządy, pojedziemy do Paryża, aby po raz dwudziesty pierwszy podjąć próbę porozumienia w sprawie klimatu. Będzie to COP21, czyli 21. Konferencja Stron. To nie jest dobry znak, że próbujemy już od 21 lat i wciąż nie udało nam się osiągnąć porozumienia. Ale w zeszłym tygodniu powiedzieliśmy, że tym razem nam się uda, a jest to naprawdę nasza ostatnia szansa, żeby choć w pewnej mierze utrzymać bezpieczeństwo klimatyczne, ponieważ jeśli tym razem zawiedziemy, wzrost temperatury, którego nie umiemy teraz nawet przewidzieć, z pewnością przekroczy stan, z jakim jesteśmy w stanie sobie poradzić.

Po pierwsze zatem chcę powiedzieć: mamy przed sobą ważne zadanie do zrealizowania w ciągu najbliższych tygodni, a Unia Europejska zawsze należała do najwierniejszych orędowników przeciwdziałania zmianom klimatycznym. To Unia jako pierwsza zaproponowała harmonogram działań do roku 2050, to Unia naciskała na porozumienie w sprawie klimatu. Teraz Chiny i Stany Zjednoczone wreszcie uzgodniły stanowiska. W zeszłym tygodniu prezydent Xi Jinping i prezydent Obama ponownie spotkali się w Białym Domu, podkreślając, że tym razem, wreszcie, mają zamiar osiągnąć porozumienie. Tym sposobem chęć porozumienia wyraziły największe regiony świata. Sytuacja wygląda bardzo obiecująco, ale to dopiero pierwszy krok do zapewnienia światu bezpieczeństwa. Zatem proszę, zwracam się tu do Przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska – wiem, że jest pan całkowicie oddany tej sprawie i że Europa dalej będzie o nią walczyć – musimy odnieść w Paryżu sukces.

Teraz chciałbym odnieść się do tych wielkich wyzwań, przed którymi stoimy, przed którymi w szczególności stoi Europa, ponieważ zgodnie z moją filozofią – którą Henryka Bochniarz nazwała w swoim czasie chyba arogancją, i zapewne była to słuszna ocena; przepraszam za to dwadzieścia cztery lata później – są to problemy, które można rozwiązać. Być może jako Amerykanin po prostu nie mogę znieść myśli, że jakiś problem nie ma rozwiązania. Dlatego zawsze staram się znaleźć sposób, by ruszyć naprzód. Tak jak latem 1989 r. powiedziałem: „Nie ma problemu, dalej, naprzód, Polska da radę!”, a niektórzy z Państwa mogą pamiętać, że kiedy ludzie mówili: „Nie, przecież toniemy w długach! Polska jest bankrutem, mamy tyle długów, co możemy zrobić?”, ja odpowiedziałem: „To żaden problem, potrzebujecie tylko siedmiu pocztówek, po jednej do każdego z krajów G7. Napiszcie im: «Nie mamy więcej długów, dziękujemy, teraz jest tu wolna Polska»”. No cóż, może nie całkiem tak to przebiegło, ale było blisko, ponieważ dług Polski został w ogromnym stopniu umorzony, co dało jej szansę na nowy początek, po którym nastąpiło cudowne dwadzieścia pięć lat wzrostu gospodarczego.

Chcę powiedzieć, że wszystkie te poważne wyzwania, o których dyskutowaliśmy przez ostatnie dwa dni, też mają rozwiązania, i nie możemy, nie wolno nam postrzegać ich jako wydarzeń wobec nas zewnętrznych, które są nieuniknione, bolesne i w związku z tym muszą po prostu zostać zaakceptowane. Zacznę od wyzwania wewnętrznego, jakim jest Grecja – chciałbym powiedzieć kilka słów o Grecji. Zawodowo zajmuję się narzekaniem, więc chciałbym przez chwilę ponarzekać na kryzys grecki. Grecja jest waszym partnerem w Europie. Grecja jest bankrutem. Grecja jest bankrutem na takiej samej zasadzie, jak bankrutem była Polska w 1989 r. Grecja potrzebuje umorzenia długów na takiej samej zasadzie, jak potrzebowała go Polska w 1989 r. Jednym z mądrych posunięć w Polsce w 1989 i 1990 r. było, za moją sugestią, umorzenie długu. A wdrożono to w ten sposób, że powiedziano: „Dobrze, umorzymy dług – w 1994 roku. Przeprowadźcie reformy, a na koniec tego procesu dług zostanie umorzony”.

I taka jest moja rekomendacja w sprawie Grecji. Nadszedł wreszcie czas, żeby powiedzieć Grecji: „Tak, macie przed sobą przyszłość. Macie wyjście z sytuacji. Wasze zobowiązania finansowe zostaną istotnie zmniejszone do poziomu, z którym będziecie mogli sobie poradzić. Będziemy waszym partnerem, będziemy z wami solidarni, ale najpierw przeprowadźcie reformy. A jeśli przeprowadzicie reformy, jawnie, stanowczo, zobowiązujemy się, że z końcem tego procesu wasz dług zostanie umorzony”. O to chciałbym zaapelować. Jednym z powodów, dla których kryzys grecki tak bardzo zaprząta mi głowę, jest fakt, że Grecja to szczerze powiedziawszy maleńka gospodarka. Stanowi 2% gospodarki Unii Europejskiej, ale Unia zużyła 50% swojej energii politycznej, by się z tym kryzysem uporać. Dlatego chciałbym, żeby kwestia Grecji została rozwiązana i odłożona na bok, tak aby móc się zająć wyzwaniami o wiele istotniejszymi. Taka jest moja pierwsza obserwacja.

Druga dotyczy kryzysu w Syrii. Oczywiście kryzys w Syrii wywołali ludzie. Ale tak na marginesie, po części jest to też kryzys ekologiczny. Jak wiele osób być może wie, od ponad dekady Syria dotknięta jest ekstremalną suszą, która swoje apogeum osiągnęła w latach 2006–10, stając się najpotężniejszą suszą w całej nowożytnej historii tego kraju. Jest to objaw zmian klimatycznych. Cały basen Morza Śródziemnego znajduje się w kryzysie związanym z narastającą suszą. Susza spowodowała wewnętrzną migrację w Syrii na ogromną skalę. Migracja wraz ze wzrostem cen żywności doprowadziła do niepokojów, zaś Asad brutalnie rozprawił się z demonstrantami. A wtedy Stany Zjednoczone oświadczyły: „Asad musi odejść” i zaczęły wspierać powstanie, co doprowadziło do masowej rzezi, a w tym roku do napływu uchodźców.

I to jest w skrócie cała tragiczna historia. Sądzę, że powinniśmy wyciągnąć z niej kilka wniosków. Oczywiście najistotniejszy wniosek jest taki, że jeśli nie uda nam się porozumieć w Paryżu, czeka nas coraz więcej napięć o podłożu ekologicznym. Ale wniosek polityczny jest moim zdaniem inny i chciałbym go teraz sformułować. Nie jest to myśl popularna, ale muszę ją wyrazić. Za każdym razem, kiedy Stany Zjednoczone mówią: „Ten rząd musi odejść”, kończy się to poważnymi kłopotami. Kiedy Stany Zjednoczone powiedziały: „Saddam musi odejść”, wznieciły pożar, który objął cały region. Kiedy Stany Zjednoczone powiedziały: „Kaddafi musi odejść”, skończyło się to wybuchem w całej Afryce Północnej, który wciąż nie został ugaszony. A kiedy Stany Zjednoczone powiedziały: „Asad musi odejść”, doprowadziło to do trwającej do dziś rzezi. Problem nie powstaje tylko po drugiej stronie — to po prostu paskudny zwyczaj mojego kraju, który nie powinien decydować o tym, kto rządzi w innych państwach. Europa też miała kiedyś taki zwyczaj. Niestety, myślę, że czas z niego wyrosnąć. Nie popieram Asada. Ale jeszcze bardziej nie lubię zmian ustroju.

Prawda jest taka, że kryzys związany z uchodźcami z Syrii można rozwiązać tylko w jednym miejscu. Nie w Brukseli, nie w Europie, nawet nie w Syrii, ale w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jest to jedyne forum na świecie mające umocowanie do rozwiązania kryzysu w Syrii. Prawda jest taka – i zdaję sobie sprawę, że to nie będzie popularna opinia, ale wypowiem ją i tak, i jest to długa, złożona historia, i nie zabrzmi to z mojej strony dobrze, ale i tak muszę to powiedzieć – Rosja ma poniekąd rację, protestując przeciw próbom usunięcia jej sprzymierzeńca przez Stany Zjednoczone. Tym, co podzieliło Rosję i Stany Zjednoczone w sprawie Syrii, są uporczywe starania USA, aby obalić syryjski rząd, który akurat jest sprzymierzeńcem Rosji.

Ale prawda jest taka, że to nie Stany Zjednoczone powinny decydować o tym, kto rządzi Syrią. Rosja i Stany Zjednoczone, a także Francja, Wielka Brytania i Chiny, jako piątka stałych członków Rady Bezpieczeństwa, powinny były zorganizować w regionie opozycję wobec Państwa Islamskiego, które jest dla tego regionu prawdziwą katastrofą. Musimy uzyskać w Radzie Bezpieczeństwa polityczne porozumienie obejmujące Rosję, porozumienie nie jednostronne, ale będące kompromisem, tak aby walczyć z tym kryzysem właściwie, przeciwko tym barbarzyńskim, zbrodniczym dżihadystom, a nie obalać rządy w regionie, wprowadzając coraz większą niestabilność. Jeśli USA i Rosja porozumiałyby się w tej sprawie, mielibyśmy pokój. Kofi Annan był bardzo blisko osiągnięcia porozumienia w sprawie Syrii – to Stany Zjednoczone zaprotestowały. Powiedziały bowiem: „Nie, najpierw Asad musi odejść”, niszcząc całe porozumienie.

Potrzebujemy zatem politycznego kompromisu, aby walczyć z realnymi problemami, a nie szamotać się jak dotąd. Stany Zjednoczone powinny wreszcie wyciągnąć odpowiednie wnioski. W ciągu ostatniego półwiecza próbowały obalić jakieś czterdzieści rządów na całym świecie. Prawie zawsze skutki były fatalne. Tak widzę rozwiązanie kwestii Syrii. Europa nie rozwiąże kryzysu syryjskiego w pojedynkę i nie mamy tu do czynienia z kryzysem migracyjnym. To jest wojna, a wojna musi zostać zakończona środkami politycznymi i dyplomatycznymi na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Przejdę teraz z deszczu pod rynnę – chciałbym powiedzieć parę słów o Ukrainie. W 1989 r. spotkał mnie największy zaszczyt w życiu i karierze – pracowałem dla „Solidarności”. Dwa lata później Michaił Gorbaczow zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc przy reformach w Związku Radzieckim. Następnie jego miejsce zajął prezydent Jelcyn, który również zwrócił się do mnie o pomoc; współpracowałem wtedy z Jegorem Gajdarem. Chcę państwu krótko wyjaśnić jedną rzecz. Zaleciłem Rosji to samo co Polsce. Zaleciłem umorzenie długu, zaleciłem wstrzymanie spłacania zadłużenia przez Rosję, zaleciłem finansowanie z MFW, zaleciłem utworzenie funduszu stabilizacji wymienialności rubla, ponieważ w zasadzie to ja wymyśliłem tę koncepcję: fundusz stabilizacji wymienialności złotego. I proszę sobie wyobrazić, że każde z moich zaleceń dla Rosji zostało odrzucone przez rząd Stanów Zjednoczonych. Każde. Powód był taki, że Stany Zjednoczone były gotowe pomóc Polsce, ale nie były gotowe w tym krytycznym momencie pomóc Rosji. Rosja wciąż jeszcze była przeciwnikiem, a Polska – sprzymierzeńcem. Mogę powiedzieć, że ćwierć wieku temu popełniliśmy fatalny błąd, ponieważ nie weszliśmy z Rosją na ścieżkę porozumienia w tej krytycznej chwili, kiedy Borys Jelcyn chciał stworzyć normalny kraj. „Normalny kraj”, mówił mi wielokrotnie, „chcę, żeby Rosja to był normalny kraj”. A Stany Zjednoczone odpowiedziały: „Nie, jesteście naszym przeciwnikiem. Jesteście po drugiej stronie. Nie pomożemy wam, to dla nas politycznie niekorzystne”.

Próbuję powiedzieć, że w pewnym sensie popełniliśmy błędy, które przyczyniły się do rozpoczęcia procesu, którego efekty widzimy dzisiaj. Osobiście uważam też – co znowu zostanie uznane za kontrowersyjne, wiem, ale i tak to powiem – że kiedy prezydent Bush zaproponował poszerzenie NATO o Ukrainę, był to katastrofalny pomysł. Każdy, kto zna historię Rosji, wie, że to był fałszywy krok. Jak mogliśmy to zrobić, jak mogliśmy postąpić tak prowokacyjnie? Moim zdaniem musimy zatem zdać sobie sprawę, że naszym zadaniem jest budować świat, a nie wznosić nowe mury. I chociaż sytuacja na Ukrainie jest tragiczna, a Rosja pogwałciła każdą z zasad prawa międzynarodowego, w dalszym ciągu nie możemy porzucać nadziei, że uda nam się wypracować płaszczyznę porozumienia z Rosją. I nie możemy budować nowych, grubych murów, które doprowadzą nas tylko do kolejnej katastrofy. Ta kwestia pozostaje dla mnie absolutnie jasna.

Ostatnim kryzysem, do którego chciałbym się odnieść, jest kryzys rozwijający się w wolniejszym tempie, ale bardzo realny dla Europy – kryzys migracji z Afryki. Sytuacja jest jasna. Afryka pozostaje najbiedniejszą częścią świata. Jednak sytuacja Afryki nie jest beznadziejna – w ciągu ostatnich piętnastu lat udało się jej osiągnąć pewien poziom rozwoju gospodarczego. Jest to w istocie drugi najszybciej rozwijający się region na świecie, ze wzrostem sięgającym 5,5% rocznie. To wspaniałe wieści. Problem polega jednak na tym, że Afryka nie dość szybko reaguje na kluczowe wyzwania, z których jednym jest demografia. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku populacja Afryki Subsaharyjskiej wynosiła 179 milionów ludzi – 179 milionów w samej tylko Afryce Subsaharyjskiej. Dzisiaj liczy ona miliard. Zatem od połowy ubiegłego wieku nastąpił pięciokrotny wzrost liczby populacji. A czy wiedzą Państwo, jakie są przewidywania Organizacji Narodów Zjednoczonych co do populacji Afryki w 2100 roku, jeśli obecny trend się utrzyma? Cztery miliardy ludzi. I co tu mówić o kryzysie migracyjnym. Ta sytuacja kompletnie przekracza nasze możliwości. Przekracza możliwości rozwoju Afryki, przekracza możliwości Europy.

O co tu chodzi? Chodzi o to, że współczynnik płodności w Afryce wynosi średnio pięcioro dzieci na kobietę.  Jest to zdecydowanie najwyższy współczynnik płodności na świecie. Oznacza to dwukrotne podwojenie się populacji, o ile nie dojdzie do transformacji demograficznej. Co musi nastąpić, aby doszło do transformacji demograficznej, do dobrowolnego, szybkiego ograniczenia liczby urodzeń? Potrzeba jednej, niesamowicie ważnej rzeczy. A mianowicie żeby każda afrykańska dziewczynka miała możliwość zdobycia porządnego wykształcenia, żeby każda dziewczynka mogła chodzić przynajmniej do szkoły średniej, ponieważ będzie to absolutnie najszybsza i najpewniejsza oraz najbardziej zgodna z zasadami praw człowieka droga do transformacji demograficznej, która pozwoli afrykańskiej populacji ustabilizować się na poziomie dwóch, a nie czterech miliardów ludzi. I jest to sprawa kluczowa również dla dobrobytu Europy. Przede wszystkim jednak jest kluczowa dla dobrobytu Afryki.

Chcę zatem powiedzieć, i mam taką nadzieję, że Europa będzie dalej pełnić swą historyczną rolę głównego regionu oferującego pomoc zagraniczną – rolę najhojniejszej części świata. Apeluję do Europy, aby skoncentrowała swą pomoc zagraniczną na Afryce. Pozostaje ona największym nierozwiązanym wyzwaniem rozwojowym świata. Azja sobie poradzi, Ameryka Łacińska sobie poradzi. Pomóżcie Afryce wykorzystać okres, na jaki przyjęliśmy Cele Zrównoważonego Rozwoju, i dokonać przełomu, aby skończyła ze skrajną biedą i osiągnęła transformację demograficzną, uzyskując niski wskaźnik urodzeń i stabilną liczbę populacji w drugiej części stulecia. A najważniejszym zadaniem Europy jest zapewnić porządne wykształcenie każdej afrykańskiej dziewczynce i każdemu afrykańskiemu chłopcu w najbliższym pokoleniu. Będzie to krok o najdalej idących skutkach, jaki może zrobić Europa na rzecz przełomu w Afryce oraz na rzecz swej własnej, długofalowej stabilizacji.

Sedno mojego przemówienia jest takie, Szanowni Państwo, że wszystkie te kryzysy można moim zdaniem przezwyciężyć. Fundamentalną prawdą pozostaje fakt, że Europa jest zamożna, Europa jest demokratyczna, Europa jest zjednoczona i Europa jest oparta na wartościach, które stały się wartościami ogólnoświatowymi. Proszę Państwa o przywództwo, ponieważ świat potrzebuje Europy, i to potrzebuje Europy pewnej siebie. Dziękuję bardzo.